Jest ósmy października, kwadrans po ósmej wieczorem. Kolacja zjedzona, dzieci ciągle jeszcze nie śpią. Wychodzisz z kubkiem herbaty na podwórko albo na skraj pola za ostatnimi domami, gasisz latarkę w telefonie i zadzierasz głowę. Przez pierwsze minuty nic. Potem przez pół nieba sunie smuga — nie strzela jak sierpniowe Perseidy, tylko płynie, powoli, jakby ktoś […]




