Dopóki żyjesz, nigdy nie jest za późno. Opowieść o Annie, którą syn zawiózł do luksusowego domu spokojnej starości pod Warszawą, gdzie po trudnych relacjach rodzinnych, nowej przyjaźni z elegancką panią Marianną oraz wzruszającym spotkaniu z ukochaną wnuczką Arletką, odkrywa na nowo euforia życia, miłość najbliższych i nadzieję na szczęście

newsempire24.com 9 godzin temu

Póki życie trwa, nigdy nie jest za późno. Opowieść

To co, mamo, jak się umawialiśmy, jutro po ciebie przyjadę i zawiozę. Jestem pewien, iż bardzo ci się tam spodoba Jędrzej nerwowo się ubierał i przymknął drzwi wejściowe za sobą.

Barbara Kowalska z westchnieniem opadła na kanapę. Po długich namowach zgodziła się pojechać. Sąsiadki nie kryły zachwytu:

Twój Jędrusiek to naprawdę troskliwy. Znów ci wczasy funduje, ot co!

Jednak w sercu Barbary tliły się wątpliwości. “No cóż, jutro wszystko się wyjaśni”, pomyślała.

Następnego ranka Jędrzej pojawił się wcześnie. gwałtownie zniósł matczyne walizki, posadził ją w samochodzie i ruszyli w drogę.

Ale ma szczęście rozmawiały sąsiadki na ławce syn i opiekunkę jej załatwił, i na wypoczynek ją zabiera, nie to co my zwykłe kobiety

Dom opieki znajdował się za miastem.

Mamo, to prawie jak pięć gwiazdek syn patrzył na nią z nadzieją.

Gdy dotarli na miejsce i weszli na teren, gdzie ławki zajmowali tylko starsi ludzie, Barbara od razu poczuła, iż jej obawy nie były bezpodstawne.

Ale nic nie dała po sobie poznać zawsze umiała trzymać fason.

Spotkała wzrok syna, ale Jędrzej natychmiast odwrócił głowę. Widocznie zrozumiał, iż domyśliła się, o co chodzi.

Mamo, tu są lekarze, interesujące zajęcia, można porozmawiać z ludźmi. Spróbuj, chociaż na trzy tygodnie wyjąkał, nie patrząc jej w oczy. A ona tylko rzuciła:

Jedź, synu. I nie mów do mnie “mamoś”, tylko “mama”, jak dawniej, dobrze?

Jędrzej z ulgą kiwnął głową, pocałował ją w policzek i odjechał.

Barbarze zaproponowano do wyboru pokój jednoosobowy albo z współlokatorką. Wybrała to drugie nie chciała zostać sam na sam ze swoimi myślami.

Witam, kochana na kanapie siedziała dostojna starsza pani wreszcie mam sąsiadkę! Nazywam się Florentyna Majewska.

Zaprzyjaźniły się od razu.

Rzeczywiście, pokój był jak w hotelu pięciogwiazdkowym, syn się postarał. Wspólny salon i dwie sypialnie, każda z własną łazienką.

Florentyna Majewska okazała się samotną, zamożną kobietą miała dziewięćdziesiąt jeden lat.

Wiesz, kochanieńka, zmęczyło mnie już wszystko, chciałam, żeby ktoś się mną trochę zajął. Mój trzypokojowy apartament w centrum wynajmuję, a tu mam opiekę, lekarzy, nie muszę nic robić, są zajęcia artystyczne. Mieszkanie zapisałam siostrzeńcowi, a on co roku podczas babiego lata zabiera mnie nad morze. A ty, kochana, co tu robisz? Wyglądasz jeszcze młodo.

Barbara uśmiechnęła się krzywo, ale pokusa, by się wygadać, zwyciężyła:

Nie do końca z własnej woli tu trafiłam. Syn z żoną mieszkają osobno. Nie dogadywaliśmy się.

Też mam duże mieszkanie. Ale jak tylko dorobili się pieniędzy, od razu kupili sobie swoje. Wyprowadzili się. Może to i lepiej bo z synową, Jolą, trudno było się porozumieć. Najpierw dobrze było samej urwała na chwilę tylko zdrowie szwankuje.

Ach, rozumiem przytaknęła Florentyna, zdejmując wałki z włosów i układając fryzurę przed lustrem dziś są tańce, idziesz?

Nie, dziękuję dziś wolę odpocząć Barbara wymówiła się i poszła do swojego pokoju.

Wszystko przecież było w porządku. Ukochana wnuczka, Gosia, studiowała w innym mieście. Przyjedzie po studiach, będzie gdzie urządzać swoje życie.

To jej wina.

Z Jolą się nie dogadywały, ale to ona, Barbara, była zbyt surowa i nie dopuszczała synowej do gospodarstwa. Jędrzej był między młotem a kowadłem, a ona chciała, by wybrał matkę, nie żonę.

Głupota.

A gdy się wyprowadzili, z początku było cudownie. Relacje choćby się poprawiły, Jędrzej z Jolą i Gosią często ją odwiedzali. Ale znów zaczęła doszukiwać się minusów.

Sama sobie winna.

Zaczęło jej się wydawać, iż wszyscy o niej zapomnieli. Zaczęła narzekać na zdrowie, udawała niedołężność. Miała nadzieję, iż rodzina będzie ją częściej odwiedzać. Ale syn pomyślał inaczej. Może się bał, iż znów pokłóci się z Jolą, a może praca przeszkadzała.

Barbara myślała tylko o sobie.

Sama jest sobie winna.

Zatrudnił dla niej opiekunkę, potem inną. Żadna jej nie pasowała. Chciała zainteresowania rodziny, a wyszło, jak zwykle.

Gosia, najukochańsza wnuczka, wyjechała na studia do Krakowa. Często jednak dzwoniła:

Babciu, niedługo wrócę, u mnie wszystko dobrze. A u ciebie?

Wszystko w porządku, kochanie odpowiadała Barbara.

Babciu, nie tęsknij! Ja cię odwiedzę!

Gosia naprawdę kochała babcię.

Sama jest sobie winna.

Mówiła Jędrzejowi, iż myli leki, iż coraz trudniej jej pamiętać przesadziła.

Chciała, żeby syn zaproponował jej wspólne mieszkanie.

Ale Jędrzej się przeraził; uznał, iż matka nie daje już rady. Z Jolą oboje pracują kto by się nią zajmował? I przywiózł ją tutaj.

Do tego pięciogwiazdkowego domu spokojnej starości.

Barbara spojrzała w lustro:

Starsza kobieta, pod osiemdziesiątkę. No i co z tego?

Umysł sprawny, sił jeszcze starcza.

Sama sobie winna. Może to i lepiej.

Położyła się i zasnęła.

Trzy tygodnie minęły jej jak wieczność.

Syn przyjeżdżał w każdy piątek, przywoził przysmaki, choć tu niczego nie brakowało.

Wszystko byłoby świetnie, gdyby to rzeczywiście był tylko luksusowy wypoczynek. Ale myśl, iż to może być na zawsze, zatruwała radość.

Pani Barbaro, przebadaliśmy panią. Jest pani zdrowa, poza drobnymi nerwami powiedzieli podczas kolejnej wizyty Jędrzeja jej opiekunowie.

Barbara nagle zobaczyła, iż syn był naprawdę zaskoczony i ucieszony. Myślała, iż wszyscy już czekają na jej koniec.

Niespodziewanie wpadła Gosia:

Babciu, tata mówił, iż odpoczywasz? Coś mi tu dziwnie Ale, babciu, zdałam egzamin magisterski! Pogratuluj! Niedługo wrócisz do domu? Już wróciłam, brakuje mi ciebie, chcę z tobą zamieszkać, mogę?

Serce Barbary zadrżało Gosia mówiła z taką szczerością:

Tata jutro miał przyjechać, pakuj się, jedziesz z nami do domu!

Barbara tylko skinęła głową aż łzy napłynęły jej do oczu.

Florentyna Majewska, układając włosy, powiedziała:

Kochana, do domu z tobą, ten dom nie dla ciebie z nutką zazdrości poprawiła fryzurę nie jesteś samotnicą, ty musisz być z rodziną. Po tym dumnie wyszła do swojego pokoju.

Barbara zebrała swoje rzeczy, nie wierząc, iż naprawdę wróci do siebie.

Jędrzej był wcześnie, wszedł, uśmiechnął się i powiedział tylko:

Mama i ją przytulił.

W samochodzie już czekała Gosia i, niespodziewanie, również Jola. Wymieniły się spojrzeniami, a Barbarze zrobiło się ciepło na sercu.

“Sama sobie winna. Układałam wszystkich, chciałam rządzić, nie dawałam żyć dzieciom. Po co, do czego to prowadziło? Przecież to moi najukochańsi”

Dziękuję wam wyszeptała cicho, gdy Jędrzej pomógł jej wsiąść.

Barbara jechała do domu przepełniona euforią i wdzięcznością.

Wiedziała, iż tym razem wszystko się odmieni. Teraz uwierzyła w dobre.

Bo nigdy nie jest za późno, by zacząć naprawdę żyć, być szczęśliwym i szczęście dawać innym.

Idź do oryginalnego materiału