Dopóki żyjesz, nigdy nie jest za późno. Opowieść
No to co, mamo, jak się umawialiśmy, jutro po ciebie przyjadę i cię zawiozę. Jestem pewien, iż bardzo ci się tam spodoba nerwowo ubierał się Wojciech i cicho zamknął drzwi wyjściowe.
Halina Nowak usiadła ze zmęczeniem na kanapie. Po długich namowach zgodziła się pojechać. Sąsiadki z podziwem komentowały:
Jaki twój Wojtuś troskliwy. Znowu cię na wypoczynek wysyła!
Ale w sercu Haliny pojawiły się wątpliwości. No nic, jutro wszystko się wyjaśni.
Nazajutrz Wojciech zjawił się wcześnie rano. gwałtownie wyniósł mamy walizki, posadził ją w samochodzie i ruszyli.
Ale szczęściara plotkowały sąsiadki na ławce syn jej opiekunkę wynajął, teraz na wczasy wozi. Nie to, co my żyjemy sobie zwyczajnie.
Dom spokojnej starości był pod Warszawą.
Mamo, to pensjonat prawie pięciogwiazdkowy syn spojrzał na nią z nadzieją.
Kiedy wysiedli z auta i przeszli na teren, gdzie na ławkach siedziały tylko starsze osoby, Halina zrozumiała, iż jej obawy były uzasadnione.
Nie dała jednak po sobie poznać. Zawsze była powściągliwa.
Spotkała się wzrokiem z synem, który od razu odwrócił spojrzenie. Pewnie zrozumiał, iż się domyśliła.
Mamo, tutaj są lekarze, interesujące zajęcia, ludzie do rozmów. Spróbuj, na trzy tygodnie, a potem… Wojciech mamrotał, unikając jej wzroku. A ona odpowiedziała tylko:
Jedź, synu. I nie mów do mnie mamo, tylko mamusiu, jak wcześniej, dobrze?
Skinął z ulgą, pocałował ją w policzek i odjechał.
Halina miała do wyboru pokój sama czy z współlokatorką. Wolała z kimś samotność była jej już przesytem.
Witaj, kochana powitała ją elegancko ubrana pani na sofie nareszcie nie jestem sama. Jestem Grażyna Majewska.
Zapoznały się.
Pokój faktycznie był luksusowy syn się postarał: wspólny salon i dwie sypialnie z łazienką.
Grażyna okazała się samotną, zamożną kobietą w wieku dziewięćdziesięciu jeden lat:
Kochanie, ja już zmęczona życiem, chcę, żeby ktoś o mnie dbał. Mieszkanie w centrum wynajmuję, a tu mam wszystko opiekę, lekarzy, zajęcia artystyczne. Całe mieszkanie zapisałam siostrzeńcowi, na jesień wywozi mnie na południe. A ty, dlaczego tu jesteś? Jeszcze młodo wyglądasz.
Halina uśmiechnęła się, ale pokusa wygadania się wygrała:
To nie do końca z mojej woli. Syn z żoną żyją osobno. Nie dogadałyśmy się.
Mam też duże mieszkanie. Ale jak tylko uzbierali, kupili swoje. Wyprowadzili się ode mnie. Może i lepiej z Natalią, synową, wiecznie się ścierałyśmy. Na początku dobrze być samej, tu Halina zamilkła ale zdrowie już nie takie jak kiedyś.
Aha, rozumiem Grażyna zdejmując wałki z włosów i poprawiając fryzurę przed lustrem, zapytała: Dzisiaj zresztą tańce, idziesz?
Nie dziękuję, dzisiaj chcę odpocząć odparła Halina i poszła do swojego pokoju, kładąc się na łóżku.
Wszystko się zgadzało. Wnuczka, Zosia, studiowała w innym mieście. Przyjedzie po studiach będzie miała gdzie założyć rodzinę.
Sama sobie winna.
Z Natalią nie potrafiły się dogadać, ale przecież to ona Narci tłumaczyła, nie wpuszczała jej do kuchni. Wojtek nie wiedział, po czyjej stronie stanąć, a ona chciała, żeby wybrał ją, swoją matkę.
Głupota.
A gdy się wyprowadzili, na początku było dobrze. Relacje jakby się poprawiły bywali często w odwiedzinach. Ale potem znów wszystko zaczęło przeszkadzać!
Sama sobie winna.
Zaczęło jej się wydawać, iż wszyscy o niej zapomnieli. Zaczęła udawać choroby, udawała słabszą niż była, myślała, iż wtedy będą ją odwiedzać częściej. A Wojtek chyba pomyślał inaczej. Może bał się, iż ona z Natalią znowu się pokłócą? Albo po prostu za dużo miał pracy.
Myślała tylko o sobie.
Sama sobie winna.
Najpierw wynajął jej towarzyszkę, potem drugą. Ale żadna z nich nie przypadła Halinie do gustu. Pragnęła uwagi bliskich, a wyszło tak jak wyszło.
Zosia, ukochana wnuczka, pojechała na studia. Dzwoniła często:
Babciu, niedługo przyjadę, wszystko u mnie dobrze. A u ciebie?
Dobrze, kochanie odpowiadała Halina.
Nie tęsknij, zaraz wrócę Zosia naprawdę kochała babcię.
Sama sobie winna.
Nawymyślała Wojtkowi, iż myli leki, iż coraz więcej zapomina. Skłamała.
Miała nadzieję, iż może zaprosi ją do siebie.
A może go przeraziła? Może pomyślał, iż już sobie nie radzi? On i Natalia pracują, kto będzie się nią zajmował? Więc przywiózł ją tutaj.
Do pensjonatu-prawie-hotelu pięciogwiazdkowego dla starszych ludzi.
Halina podeszła do lustra:
Kobieta pod osiemdziesiątkę, i co z tego?
Głowa sprawna, siły też są.
Sama sobie winna. Może to i lepiej.
Położyła się i zasnęła.
Trzy tygodnie były dla Haliny jak wieczność.
Syn przyjeżdżał w piątki. Przywoził drobiazgi, ale tu niczego jej nie brakowało.
Byłoby cudownie, gdyby to był rzeczywiście tylko luksusowy urlop. Ale myśl, iż to może być już na zawsze, przytłaczała ją.
Wie pan, pańska mama jest w doskonałej kondycji, tylko trochę nerwy zszargane, ale to normalne w tym wieku przekazała opiekunka Wojciechowi przy kolejnej wizycie.
I Halina zauważyła, iż syn… był zaskoczony, wręcz ucieszony. Cały czas myślała, iż tylko czekają, aż jej zabraknie.
Nagle zjawiła się Zosia:
Babciu, tata mówił, iż jesteś na wypoczynku? Dziwne miejsce! Ale ja właśnie obroniłam magisterkę, gratuluj mi! Kiedy wracasz do domu? Wracam do Warszawy, bez ciebie jest pusto. Mogę z tobą zamieszkać?
Serce Haliny zabiło mocniej Zosia była taka szczera:
Tata miał przyjechać jutro. Pakuj się, wracamy!
Halina tylko skinęła głową, bo sama się prawie rozpłakała.
Grażyna szykowała się na wieczór, poprawiając włosy:
Wiesz, kochana, ty powinnaś wracać do domu, to nie twoje miejsce z ledwie skrywanym żalem poprawiła fryzurę. Jesteś domowa, nie światowa wstała i dumna poszła do swojego pokoju.
Halina spakowała rzeczy, nie dowierzając, iż opuszcza to miejsce.
Wojciech zjawił się wcześnie. Uśmiechnął się do niej i powiedział tylko:
Mamo i przytulił ją.
W samochodzie siedziała Zosia i, całkiem niespodziewanie, Natalia. Spojrzały na siebie, a Halina poczuła nagle ciepło w sercu:
Sama sobie winna. Ciągle wszystkich ustawiałam, rządzić chciałam. Nikomu nie pozwoliłam swobodnie żyć. Ale dlaczego tak? Spójrz tylko jak się na mnie patrzą… Przecież to moje dzieci.
Dziękuję wam wyszeptała ledwo słyszalnie, gdy syn otworzył jej drzwi i wsiadła do auta.
Znowu jechała do domu, przepełniona euforią i szczęściem.
Teraz będzie inaczej. Teraz wierzy, iż może być dobrze.
Bo dopóki żyjesz, zawsze możesz zacząć żyć naprawdę, być szczęśliwym i sprawiać, iż inni też będą szczęśliwi.









