Dopóki żyjesz, nigdy nie jest za późno. Opowieść
No to co, mamo, tak jak się umawialiśmy, jutro po ciebie przyjadę i zawiozę cię. Jestem pewien, iż tam ci się spodoba Wojciech w pośpiechu się ubrał i zamknął za sobą drzwi.
Zofia Zawadzka usiadła ciężko na kanapie. Po długich namowach zgodziła się na ten wyjazd. Sąsiadki były pod wrażeniem:
Twój Wojtuś to taki troskliwy znów cię na wypoczynek wysyła!
Ale w sercu Zofii pojawiły się wątpliwości. No cóż, jutro wszystko się wyjaśni.
Następnego ranka Wojciech zjawił się wcześnie. gwałtownie zniósł matczyne walizki, posadził ją do samochodu i ruszyli.
Ale szczęściara szeptały sąsiadki na ławce syn najpierw opiekunkę wynajął, teraz ją na wycieczki wozi. Nam to tak dobrze nie jest
Dom opieki znajdował się pod Warszawą.
Mamo, to prawie pięciogwiazdkowy ośrodek powiedział syn, patrząc na nią z uśmiechem.
Kiedy dotarli na miejsce i Zofia zobaczyła ławki pełne starszych ludzi, jej obawy się potwierdziły.
Nie dała jednak nic po sobie poznać zawsze nauczyła się mieć klasę.
Spotkała wzrok syna, ale ten gwałtownie uciekł oczami. Widocznie zrozumiał, iż matka już się domyśliła, o co chodzi.
Mamo, tu są lekarze, interesujące zajęcia, inni ludzie. Spróbujesz, tylko trzy tygodnie a jakby co Wojciech zawahał się i nie patrzył jej w oczy. Ale Zofia odpowiedziała spokojnie:
Jedź, synu. I nie mów do mnie mamoś, mów mama, jak dawniej, dobrze?
Kiwnął z ulgą, ucałował ją w policzek i odjechał.
Zofii zaproponowano pokój samodzielny albo z współlokatorą. Wybrała z kimś nie chciała być sama ze swoimi myślami.
Witaj, kochana na kanapie siedziała elegancka dama wreszcie mam towarzystwo, jestem Bronisława Lewandowska.
Poznały się.
Pokój rzeczywiście był na najwyższym poziomie, syn się postarał wspólny salon i dwie sypialnie z łazienką.
Bronisława okazała się zamożną, samotną kobietą, która miała już dziewięćdziesiąt jeden lat.
Kochana, mam już dość bycia samą, chcę żeby się mną opiekowano. Mieszkanie w centrum wynajmuję, tu mam wszystko opiekę, lekarzy, kreatywne zajęcia. Lokal przepisałam na siostrzeńca, latem wywozi mnie na Mazury. A ty co tu robisz? Wyglądasz młodo.
Zofia się uśmiechnęła, ale chęć podzielenia się swoją historią zwyciężyła:
Nie do końca z własnej woli. Syn mieszka z żoną osobno. Nie dogadaliśmy się.
Też mam duże mieszkanie, ale oni, jak tylko dorobili się na własne, zaraz kupili i się wyprowadzili. Może to i lepiej z synową nie żyłyśmy dobrze. Najpierw było miło być samej Zofia zamilkła tylko zdrowie trochę zawiodło.
Rozumiem Bronisława układała włosy przy lustrze dziś są tańce, idziesz?
Nie, dziękuję, dziś chcę po prostu odpocząć odparła Zofia i poszła do swojego pokoju, położyła się.
Wszystko było w porządku. Wnuczka jej, Jagna, studiowała w Krakowie. Przyjedzie po studiach, będzie miała gdzie zacząć życie.
Sama sobie winna.
Z synową nie dogadała się, bo wtrącała się w jej sprawy, nie chciała oddać gospodarki domu. Wojtek był między młotem a kowadłem, a Zofia chciała, by wybrał ją matkę.
To było niemądre.
Jak się wyprowadzili, na początku było dobrze. choćby stosunki się poprawiły Wojciech z żoną i Jagną przychodzili w odwiedziny. Ale znowu wszystko jej zaczęło przeszkadzać!
Sama sobie winna.
Zaczęła myśleć, iż o niej zapomnieli. Zmyślała różne choroby, udawała słabszą. Myślała, iż wtedy będą ją odwiedzać częściej. Ale syn zorganizował to inaczej. Może się bał, iż znów się z synową pokłócą. Może był po prostu bardzo zajęty pracą.
Myślała chyba tylko o sobie.
Sama sobie winna.
Najpierw zatrudnił jej towarzyszkę, potem inną, ale żadna jej nie odpowiadała. Chciała przejąć uwagę rodziny, a wyszło całkiem na opak.
Jagna, ukochana wnuczka, wyjechała na studia do Krakowa. Często dzwoniła:
Babciu, niedługo przyjadę, u mnie wszystko dobrze. A u ciebie?
Też dobrze odpowiadała Zofia.
Babciu, nie smuć się, już niedługo będę!
Sama sobie winna.
Nawymyślała Wojtkowi, iż myli leki, iż zapomina różne sprawy. Skłamała.
Liczyła, iż może ją do siebie zaprosi.
Ale najwyraźniej Wojtek się przestraszył i pomyślał, iż już całkiem się pogubiła. On i żona pracują kto miałby się nią zajmować? Dlatego przywiózł ją tutaj.
Do tego luksusowego domu seniora.
Zofia wstała i spojrzała w lustro:
Starsza pani, blisko osiemdziesięciu lat i co z tego?
Umysł jasny, trochę sił jeszcze jest.
Sama sobie winna. Może rzeczywiście, to lepiej.
Położyła się i zasnęła.
Trzy tygodnie trwały dla Zofii wieczność.
Syn przyjeżdżał w piątki. Przywoził przysmaki, choć tutaj niczego nie brakowało.
Wszystko byłoby idealnie, gdyby to rzeczywiście były tylko krótkie wakacje w luksusowym hotelu. Ale myśl, iż to może pozostać na zawsze, była dołująca.
Wie pan, pańska mama jest w świetnym stanie zdrowotnym. Nerwy trochę szwankują, ale kto ich nie ma? przekazali Wojciechowi pracownicy domu podczas jednej z wizyt.
I wtedy Zofia zobaczyła, iż on… zdziwił się i ucieszył. Myślała, iż wszyscy tylko czekają, kiedy odejdzie.
Nieoczekiwanie wpadła Jagna:
Babciu, tata mówił, iż jesteś na wczasach? Dziwne miejsce. A ja właśnie zrobiłam magisterkę, pogratuluj! Wracasz wkrótce? Ja już wróciłam, bez ciebie tu pusto. Mogę z tobą mieszkać?
Serce Zofii zabiło mocniej Jagna była tak szczera:
Tata jutro przyjedzie, pakuj się! Jedziemy do domu.
Zofia kiwnęła tylko głową, bo miała łzy w oczach.
Bronisława szykując się na wieczór poprawiła fryzurę:
Kochana, ty musisz wracać do domu rzuciła z lekką zazdrością ty nie jesteś dama na salony, tyś domowa kobieta. Po czym z godnością wyszła do siebie.
Zofia spakowała rzeczy, nie wierząc, iż wyjedzie z tego raju.
Wojciech pojawił się wcześnie. Uśmiechnął się i tylko powiedział:
Mamo i mocno ją przytulił.
W aucie siedziała Jagna, a ku zaskoczeniu także Natalia synowa. Spojrzały na siebie i Zofii zrobiło się ciepło na sercu:
„Sama sobie winna. Porządek, rozkazy, bez przerwy innych pouczałam. A przecież to moi bliscy.”
Dziękuję wam szepnęła Zofia, syn otworzył drzwi, wsiadła do samochodu.
Zofia wracała do domu pełna euforii i nadziei.
Teraz wszystko będzie inaczej. Teraz wierzyła w dobre.
Bo nigdy nie jest za późno, żeby po prostu żyć, być szczęśliwą i czynić innych szczęśliwymi.








