
Premier Donald Tusk otrzymał podczas wizyty w Indiach nietypowy prezent – tradycyjny turban i ozdobny szal. Indyjski polityk, który wręczył mu podarunek, wyjaśnił, iż ma on szczególne znaczenie symboliczne. Oświadczył nawet, iż polski premier został w ten sposób „ich maharadżą”.
Od środy Donald Tusk przebywa z oficjalną wizytą w Indiach. W czwartek spotkał się w Nowym Delhi z premierem Narendrą Modim oraz uczestniczył w otwarciu forum biznesowego. Rozmowy dotyczyły między innymi współpracy gospodarczej, technologicznej i przemysłowej.
W piątek polski premier udał się do Bengaluru, gdzie wziął udział w seminarium poświęconym współpracy polskich i indyjskich przedsiębiorstw z branży informatycznej, telekomunikacyjnej oraz lotniczo-kosmicznej.
Kiedy Tusk wszedł na scenę, aby wygłosić przemówienie, podszedł do niego przedstawiciel władz stanu Karnataka i wręczył mu tradycyjne indyjskie nakrycie głowy oraz ozdobny szal. Premier przyjął prezent, który wzbudził zainteresowanie uczestników spotkania.
Podczas późniejszej rozmowy z dziennikarzami Tusk wyjaśnił, iż gest ten miał dla gospodarzy poważne znaczenie.
– Nie śmiejcie się z tych turbanów. To dla nich ważne – zaapelował.
Jak relacjonował, indyjski polityk powiedział mu, iż nakrycie głowy jest symbolem władzy i szczególnego wyróżnienia.
– To dla mnie bardzo, bardzo symboliczne. Teraz jesteś naszym maharadżą – przytoczył jego słowa Tusk.
Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy polski premier podczas zagranicznej wizyty pojawił się w tradycyjnym nakryciu głowy gospodarzy.

W maju 2008 roku, podczas podróży do Peru, został sfotografowany w charakterystycznej andyjskiej czapce chullo, wykonanej z wełny, z nausznikami i pomponem.
Fotografia wywołała wówczas liczne komentarze i żarty politycznych przeciwników Tuska. Nazywano go „Słońcem Peru”, nawiązując do wysokiego peruwiańskiego odznaczenia państwowego, które otrzymał podczas wizyty.










