Do wiedźmy po szczęście

twojacena.pl 2 dni temu

Patrzyłam na płonące zapałki w ręku kobiety. Zapalała je i gasiła, powtarzając wszystko, co ja już znałam i sama przeżywałam. Z bólem głuchym i nieprzemijającym, z beznadzieją i z wiecznym pragnieniem wyć jak wilk, w końcu postanowiłam iść do czarownicy.

Wydawało się, iż przeżyłam najgorszą tragedię w całym życiu. Mój mąż odszedł, zostawiając mnie z dwójką dzieci. Po czterech miesiącach powrócił, więc wszystko zdawało się wracać na swoje miejsce. ale to był jedynie złudny krąg. Relacja pękła, a my coraz bardziej oddawaliśmy się od siebie.

Na początku płakałam, pragnąc przywrócić dawną troskę, wiadomości typu Jak się masz? Dobranoc?. Potem w mojej duszy rozgorzała zemsta chciałam, by ona cierpiała tak samo, by mój były mąż popadł w nieszczęście, dosłownie, by go trafił autobus. Z czasem stało się to obojętne nie ważne, gdzie jest, z kim, kiedy wróci. Zauważyłam też, iż przestałam interesować się dziećmi.

Następnie przytłoczyła mnie ciężka, szara mgła bezdechu i rozpaczy. Kiedy byłam najgorsza, próbowałam ją odgonić, ale ona wracała silniejsza. Jedna choroba po drugiej wyrwa pod zębem wymagała ekstrakcji i kosztownego implantu, co pochłonęło sporo złotych. Nagle pogorszyło się wzrok. Potknęłam się na równym asfalcie w parku, łamiąc rękę w trzech miejscach. Wtedy uznałam, iż zmiana jest nieunikniona, iż nie chcę już pędzić w ciemność przedwcześnie.

Nikt nie rzucał na ciebie czarów powiedziała czarownica. To nie ona jest winna, to twój mąż. Nie widzi nikogo poza sobą. To, co się dzieje, to twoja własna wina, samodzielnie się grzebiesz. On żyje tylko w swojej iluzji, nie odejdzie nikąd. Byłby tchórzem, a jego miejsce już zajęte.
A co mam zrobić? zapytałam.
Musisz żyć. Żyć po swojemu, dla siebie.

Wstałam, a głowa była jak żelazo. Życie łatwo to mówić.
Weź to. Będzie ci mdło, ale pal świeczki i pij wodę podała mi małe pudełko z zapałkami i butelkę wody.
Dziękuję.

Wyszłam na ulicę, w gardle ścisnęło się bębnem. Wciąż krążyło w głowie: To nie ona, to twój mąż. Po dwunastu latach małżeństwa, po wszystkim, co razem przeszliśmy.

Wieczorem usiadłam przy notesie. Żyć po swojemu. Czego chcę? Czego naprawdę pragnę? Długie pytania nie zamieszały już długopisu. Zawsze chciałam to samo, co dzieci: wyjazd nad morze, wizyta w aquaparku, gry w sali zabaw albo przynajmniej plac zabaw przy domu. Albo to, czego pragnął mój mąż kupno mieszkania, samochodu, wizyta u mamy w sąsiedniej wsi, remont balkonu, nocny seans filmowy lub wyjazd pod namiot w przyrodę.

A co chciałam ja, naprawdę? Co mnie interesowało poza sprawami męża i dzieci? Odkryłam, iż w ostatnich latach całkowicie rozmyłam się w rodzinie, a własne cele zniknęły. Po pół godzinie notowania wypisałam kilka postanowień:

Chcę biegać rano, znajdować czas i siłę.
Chcę zmienić pracę, zostać kierowniczką i dostać godziwe wynagrodzenie, rozwijać się zawodowo.
Chcę schudnąć siedem kilogramów.
Chcę kupić sobie futro.
Chcę własny dom.
Chcę budować spokojne relacje z dziećmi.
Chcę znaleźć hobby, które sprawi mi przyjemność.

Westchnęłam i zamknęłam notes. Nie było łatwo wyciągnąć własne pragnienia, ale od czegoś trzeba zacząć. Spojrzałam na leżącego na kanapie Piotra, który patrzył obojętnie w laptopa. Twój mąż taki echem brzmiało w mojej głowie.

Zamknęłam drzwi samochodu. Dzisiaj znów jechałam do czarownicy. Miałam przed sobą wiele tematów: nowa praca, jak ustawić dział, by nie dusiły go niewykonalne zadania; ból szyi, który w końcu chciałam wyleczyć; czy zostawić starszego syna w szkole sztuki, czy pozwolić mu rysować w domu; oraz mąż, który zdawał się być jednocześnie obecny i nieobecny.

Nie poznaję cię już odezwała czarownica.
Dlaczego? spytałam. Nic znaczącego nie zmieniło się w moim życiu pracę zmieniłam, ale nie czułam tego jako wielkiej przemiany.
Z jakimi sprawami przyszedłaś? pytała.
Ból pleców, ból szyi, praca, syn, mąż odpowiedziałam.

Uśmiech czarownicy rozjaśnił pokój.
Przynosisz ze sobą całe swoje życie. Twoja choroba, mąż powoli gasną. niedługo nie będzie już ważne, gdzie jest, z kim rozmawia, czy ma dawną kochankę. Nadejdzie dzień, w którym zapomnisz, czy jesteś mu potrzebna i jak trzymać rodzinę. Pojawi się inny cel, bo zawsze jest dokąd i z kim iść. To nie przyjdzie natychmiast, ale z czasem.

Znowu płonęły zapałki.
Niech rysuje.
A w pracy? zapytałam.
Wyznacz konkretne zadania, a dostaniesz konkretne rozwiązania. Nie czytają w twojej głowie.

Mąż będzie się przyciągał coraz mocniej. Im ciekawsze będzie twoje życie, tym bardziej będzie krążył wokół ciebie. On jest tylko cieniem, który istnieje, gdy jest słońce. Gdy słońca brak, cień znika. Im jaśniej, tym wyraźniej widać cień. Rozumiesz?

Skinęłam głową.

Dziękuję.

Nie do końca rozumiesz, więc weź piłeczkę tenisową, przyłóż ją między ścianę a kręgosłup i tocz, robiąc przysiady. Wszystko wróci na swoje miejsce.

Dziękuję.

Uśmiechnęłam się do siebie. Piłeczka tenisowa Co mnie tu prowadził? Terapia nie pomogła, a piłeczka miała działać. Czy naprawdę miałam inny wybór, niż żyć własnym życiem?

Czas płynął zima, wiosna, lato i znów złota jesień. Od początku roku szkolnego zapisałam syna Dymka do szkoły plastycznej. Zafascynował go rysunek, a ja, przepełniona wstydem, dopiero dostrzegłam jego talent. Jego prace pojawiały się na miejskich i wojewódzkich wystawach. Dymek odłożył tablet i telefon, poświęcając wolny czas pędzlowi i farbom.

W biurze kupiłam tablicę suchościeralną i markery. Rano zapisywałam cele i terminy, które nie wymagały dyskusji. Stopniowo przestały być przedmiotem sporu. Za mną szły niezadowolone szepty, ale praca szła naprzód to było najważniejsze.

Zaczęłam prowadzić szkolenia dla pracowników, najpierw jako hobby, potem jako ekspert i wykładowca. Szkolenia przyniosły mi dochód porównywalny z pensją. Pewnego tygodnia otrzymałam bukiet czerwonych róż bez listu. Zaskoczenie? Może od męża.

Jak ci się podoba? spytałam. Po godzinie ciszy nie dostałam odpowiedzi, więc prawdopodobnie uznał, iż nie odgadłam nadawcy.

Dziękuję napisałam w odpowiedzi. Lubiłam chryzantemy, ich gorzki, ostry zapach właśnie w tym sezonie. Piotr nigdy nie zapamiętał tego mojego upodobania; w jego schemacie wszystkie kobiety kochały róże.

Za oknem błyszczało mocne, jesienne słońce. Czerwone i złote liście klonu wirowały w alei przy biurze. Chciałam zatopić się w tym wirze. Wciągnęłam pełną piersią świeże powietrze z otwartego okna. Odrzuciłam myśl, iż nie dam rady niczego zrobić sama. W końcu odnalazłam swoją wolność. I tak, piłeczka tenisowa naprawdę pomogła.

Idź do oryginalnego materiału