Gdyby ludzie nie mieli potrzeby przeciwstawienia się odgórnie narzuconym normom, nie byłoby satanistów. Satanizmu można nie lubić, ale nie można zaprzeczyć istnieniu woli emancypacji stojącej za każdym satanizmem, choć trzeba przy każdej okazji pytać, kogo chcemy wyzwolić i od czego.
Nie służę!
Gdyby ludzie nie mieli potrzeby przeciwstawienia się odgórnie narzuconym normom, nie byłoby satanistów. Satanizmu można nie lubić, ale nie można zaprzeczyć istnieniu woli emancypacji stojącej za każdym satanizmem, choć trzeba przy każdej okazji pytać, kogo chcemy wyzwolić i od czego.
Ogólna postawa satanistów w kontekście wolności jest nacechowana tym, co chrześcijaństwo nazywa pychą. Nie mówię po prostu o „pysze”, bo wielu satanistów z taką charakterystyką nie zgodziłoby się. Jedni woleliby mówić o „poczuciu autonomii i samostanowieniu”. Drudzy zaś by kwestionowali sensowność mówienia o pysze: nie ma Boga, nie ma więc grzechów. Nie zabraknie też oczywiście satanistów, którzy powiedzą „no tak, chodzi o pychę, ale w czym problem?”. Mniejsza o te różnice: ważniejsze jest to, iż z powodu cechy powszechnie zwanej „pychą” typowo satanistyczna wolność jest konfrontacyjna i przekorna. Oto dlaczego.
Z teologicznego punktu widzenia, grzech jest dobrowolnym zachowaniem wbrew woli Boga. W konsekwencji grzesznik, z każdym swoim grzechem, odsuwa się od Boga lub ucieka od niego. Przykładowo: człowiek opanowany żądzą traci rozum, narusza przykazania wstrzemięźliwości, przez co oddalił się od Boga, choćby jeżeli to nie było jego zamiarem. Pycha zaś jest szczególna, gdyż sprzeciwia się Bogu bezpośrednio. Inne grzechy jakoś pośrednio sprzeciwiają się Bożej woli, ale pycha idzie na bezpośrednią konfrontację. Pyszny człowiek mówi Bogu non serviam!, przez co pycha bywa uważana przez wielu teologów za gatunkowo najcięższy grzech, a choćby za „królową i matkę” wszystek grzechów.
Nie mniej konfrontacyjna jest wolność w rozumieniu satanistycznym. Ma ona charakter antagonistyczny – wolność satanistyczna manifestuje się w pełnej krasie wtedy, gdy można słowem, czynem, gestem sprzeciwić się jakimś zasadom, które byłyby nadrzędne wobec satanisty oraz obce mu (np. prowokując, bluźniąc, bezczeszcząc). Bunt może być uzasadniony choćby wtedy, gdy sprzeciw dotyczy wszechmocnego Stwórcy… Konfrontacyjność satanistycznego rozumienia wolności jest zrozumiała ze względu na jego buntowniczy charakter. Satanizm jest zasadniczo kontrkulturowy z powodu dominacji religii Abrahamowych i można tylko się zastanawiać, jak by wyglądało ogólnoświatowa wspólnota satanistyczna i przeciw czemu by się ona buntowała.

Czarny Papież satanizmu
Skoro mówimy o pysze, kilka osób mogłoby rywalizować z Antonem Szandorem LaVeyem. Choć w jego zachowaniu wiele było prowokacji, ostentacji, zmyśleń i teatru, miał powód, by czuć się pysznie. LaVey był założycielem pierwszej oficjalnie działającej organizacji satanistycznej – Kościoła Szatana. Pierwsze wydanie napisanej przez niego Biblii Szatana (1969) rozeszło się w ponad milionie egzemplarzy. Plagiaty zawarte w niej nie wszystkim przeszkadzały. LaVey był pierwszym Najwyższym Kapłanem Kościoła Szatana, aż do śmierci w 1997. Przypisywał sobie zasługę skodyfikowania satanizmu i odsłonięcia jego prawdziwej natury. Nie pierwszy on i nie ostatni.
Wedle opowieści, Kościół Szatana powstał w San Francisco w Noc Walpurgii roku 1966, gdy moce diabelskie są u szczytu, zmarli budzą się, a wiedźmy gromadzą w wielkie sabaty. Wedle faktów natomiast Kościół Szatana został założony pod koniec tego samego roku. Ale Noc Walpurgii brzmi bardziej efektywnie. Bo na wywołanie efektu były obliczone różne zachowania LaVeya, który rozpoczął działalność jako przywódca Kościoła Szatana w czasach, gdy publiczne zainteresowanie okultyzmem było u szczytu.
Podobnie kłamstwem było zapewnianie, iż jego Kościół Szatana rozwija satanizm tradycyjny… bowiem takowa tradycja prawdopodobnie nie istniała. A jeżeli choćby istniała, to satanizm LaVeyański kilka ma z nim wspólnego: tradycyjne wierzenia musiałyby dotyczyć nadprzyrodzonych sił osobowych, a papież satanizmu ich istnieniu przeczył. Zresztą, zastanówcie się sami: na ile można ufać człowiekowi, który otwartym tekstem mówił, iż słowo „dobre” ma sens nie w znaczeniu ogólnym, moralnym, tylko jako „dobre dla mnie” oraz miał interes w tworzeniu legendy wokół siebie i swojej religii?
LaVey określił własny satanizm jako „po prostu filozofię Ayn Rand wzbogaconą o ceremonie i rytuały”. Powyższy cytat jest oczywiście prowokujący, ale – w przewrotnym sensie – zbyt skromnie oddaje treść satanizmu LaVeyańskiego. Rzeczywiście, treść 9 Satanistycznych Twierdzeń z Biblii Szatana jest uderzająco podobna do przemowy Johna Galta, kluczowej postaci z Atlasa zbuntowanego. Nie da się zaprzeczyć, iż tak zwana obiektywistyczna filozofia Rand stanowi jedno z głównych źródeł inspiracji dla założyciela Kościoła Szatana, poza myślą Friedricha Nietzschego i Arthura Desmonda (propagatora darwinizmu społecznego). Ale choćby jeżeli większość idei LaVeya oryginalna nie była, choćby jeżeli w znacznej mierze LaVey był kompilatorem i plagiatorem różnych pomysłów i idei, trzeba przyznać, iż był kompilatorem błyskotliwym i oryginalnym.
Nie masz bogów przede mną
Szatan nie istnieje. Kult Szatana był dla LaVeya i jego sympatyków jedynie kultem pewnych sił, które kultura, społeczeństwo i religie Abrahamowe napiętnowały jako złe i niebezpieczne, jak choćby chciwość i energia seksualna. Dla założyciela Kościoła Szatana istnienie ludzi czczących Szatana jako realnie istniejącej postaci jest jedynie dowodem na istnienie głupoty.
Bóg, w przeciwieństwie do Szatana, istnieje naprawdę. Bogiem nazywać można tylko najważniejszą istotę w całym wszechświecie…, czyli mnie samego. Jedynymi świętami w satanizmie są: noc Walpurgii, Halloween, a przede wszystkim – urodziny satanisty. Prawdziwy satanista – według LaVeya – czci siebie samego. Egoizm jest najświętszym prawem satanizmu. Ale też i przywilejem. Nie każdy bowiem rodzi się satanistą. Nie każdy człowiek ma dość intelektu i siły, by sprzeciwić się temu, co powszechnie uchodzi za dobre i święte. Nie każdy człowiek ma dość odwagi, by przyznać się przed sobą samym, kim jest i wyciągnąć stąd konsekwencje.
A kimże jest człowiek? Jest zwierzęciem, które natura wyposażyła w rozum i tym samym uczyniła najokrutniejszym. Jesteśmy tworami przyrody, które wymyśliły sobie moralność dla wzajemnego komfortu słabszych i pośledniejszych natur. Człowiek to często zwierzę niewydarzone, które ucieka w moralność, by nie widzieć przed lustrem drapieżnika. Satanista LaVeyański jest właśnie kimś, kto akceptuje prawdę o sobie: jestem drapieżnikiem i będę postępować drapieżnie. Czyli egoistycznie. Skoro najwyższą miarą „wartości” w całkowicie amoralnym świecie jestem ja sam, tedy fikcje w postaci „dobra” i „zła”, „sprawiedliwości” i „niesprawiedliwości” tracą na znaczeniu. Sens ma tylko odróżnianie tego, co dla mnie korzystne, a co nie. Zwłaszcza w kontekście magii, która już nie dzieli się na „białą” i „czarną”, bo takie moralistyczne rozróżnienia zaciemniają jej istotę, sprowadzającą się do realizacji woli satanisty. A wolę tę można realizować grzecznie albo nie.
Satanizm LaVeyański wolność interpretuje w kategoriach emancypacji od wszystkiego, co krępuje naturalne impulsy człowieka (zwłaszcza seksualne) i realizowanie egoistycznie rozumianego interesu. Wiele satanizmów ma charakter duchowy, ale nie LaVeyański. Ten jest doczesny, cielesny i hedonistyczny. LaVey wiele mówił o rozwoju osobowym, wyzwoleniu od wampirów energetycznych i szkodliwych norm chrześcijaństwa. Ale wszystko to ostatecznie służy gratyfikacji jednostki. Nic tego tak dobitnie nie wyraża jak Dziewięć Twierdzeń Satanizmu. Zgodnie z nimi, Szatan reprezentuje zaspokojenie, życie pełnią życia, nieskażoną mądrość (o sobie samym), dobroć dla zasługujących na nią, odwet, odpowiedzialność wobec odpowiedzialnych, zwierzęcą naturę człowieka i „tak zwane grzechy”, czyli wszystko, co prowadzi do gratyfikacji fizycznej, psychicznej i emocjonalnej. Szatan sprzeciwia się wstrzemięźliwości, duchowym mrzonkom, samozakłamaniu, marnowaniu dobroci na niewdzięczników, nadstawianiu drugiego policzka, poświęcaniu czasu wampirom energetycznym. Najsłynniejsze jest twierdzenie ostatnie: „Szatan był najlepszym przyjacielem, jakiego Kościół kiedykolwiek miał, ponieważ pozwalał mu się utrzymać przez te wszystkie lata!”.

Rogaty dżentelmen
Zarazem, w pismach LaVeya można znaleźć fragmenty nie tak wcale „diaboliczne”. W jednym tekście wprost wzywał do zachowywania się jak dżentelmen. Wiele z takich fragmentów znajdziemy w Jedenastu Satanistycznych Regułach Ziemi. Czytamy tam, iż nie należy dawać porad ani wyrażać swoich opinii, dopóki nie będziemy o nie poproszeni, iż nie należy krzywdzić dzieci, nie zabijać zwierząt dla rozrywki, by nie zabierać cudzej rzeczy, o ile nie jest dla kogoś ciężarem, by okazywać szacunek na czyimś terytorium – lub w ogóle tam się nie pojawiać. Niezbyt pasuje do powszechnego obrazu „czciciela Diabła”. choćby gdy LaVey zezwala na nieprzyjazne zachowania, robi to tylko warunkowo: „Jeśli któryś z gości w twoim leżu cię irytuje, potraktuj go okrutnie i bez litości”; albo „Poruszając się po otwartym terenie, nie przeszkadzaj nikomu. jeżeli ktoś ci przeszkadza, poproś go, by przestał. jeżeli nie przestanie, zniszcz go”. Chyba nie taki diabeł straszny…
Być może te „grzeczne” zalecenia po prostu stoją w sprzeczności z deklarowanym przez LaVeya podziwem dla siły, ambicji i władczości. Raczej jest tak, iż sprzeczności nie ma: satanista LaVeyański to egoista oświecony, więc w jego interesie leży, by zachowywać się jak dżentelmen. Łatwiej oddziaływać na ludzi i realizować swoją wolę (w języku LaVeya: praktykować magię), gdy jesteś wobec innych „w porządku”.
Jak można się domyślić, altruizm nie był dla LaVeya występkiem. Był czymś o wiele gorszym: głupotą. Głupota jest wymieniona jako pierwszy i najcięższy „grzech” satanizmu. Zwłaszcza głupi są konformiści, ci, co wierzą w istnienie „cudzego dobra” oraz ludzie czyniący zło dla samego zła. Żaden z nich nie myśli za siebie. Do innych grzechów, wymienionych w Dziewięciu Satanistycznych Grzechach, należą między innymi: hipokryzja, mentalność stada, solipsyzm (tj. projektowanie własnych przeżyć na innych), bezproduktywna (!) pycha, kupowanie ortodoksyjnych treści w nowych szatach i… brak poczucia estetyki. To ostatnie szkodzi praktykowaniu magii, będącej dla LaVeya psychologią stosowaną.
Kościół Szatana nie był pierwszą współczesną organizacją satanistyczną – np. Ophite Cultus Sathanas zaczął funkcjonować od 1948 – ale był pierwszą oficjalnie działającą organizacją satanistyczną, do tego religijną. Sukces LaVeya spopularyzował satanizm na świecie. I także doprowadził do rozłamów w świecie satanistycznym. W 1975 roku od Kościoła Szatana odłączył się Michael A. Aquino, który uznał, iż Szatan naprawdę istnieje i LaVey nie jest prawdziwym satanistą (sic!). Dlatego założył Świątynię Seta. Także jedna z córek LaVeya, Zeena Galatea Schreck odwróciła się od ojca. Wyrzekła się jego nazwiska po zapoznaniu się z kłamstwami i plagiatami Czarnego Papieża, sporze dotyczącym pieniędzy i po kryzysie wiary, który naprowadził ją do wiary w realnego Szatana. Dzisiaj jest buddystką. Cóż, nikogo nie powinno dziwić buntowanie się przeciwko ojcu wśród wyznawców Lucyfera.
Set zszedł?
Pod wieloma względami Świątynia Seta stanowi przeciwieństwo Kościoła Szatana. Także pod względem rozumienia wolności, która jest nie tylko bardziej uduchowiona, ale także bardziej „pozytywna” (w sensie I. Berlina). Wiele bóstw przedchrześcijańskich nie cieszy się żadnym znaczącym kultem. Ale nie Set z egipskiego panteonu. Set is not dead.
Świątynia Seta została założona w 1975 roku przez Michaela Archy Aquino, doktora nauk politycznych, podpułkownika armii amerykańskiej, specjalistę od wojny psychologicznej i okultysty. Oczywiście fakt, iż wysoko postawiony oficer wojskowy z dostępem do tajnych informacji założył satanistyczną religię, wzbudził niemałą sensację. I kto wie, może stanowił jakąś inspirację dla twórców oryginalnej trylogii filmowej Omen? Aquino wysoko zaszedł w hierarchii Kościoła Szatana i był blisko związany z LaVeyem. Ale przez chwilę. Coraz silniej dochodziły do głosu różnice religijne między Czarnym Papieżem a Aquiną – pierwszy był zatwardziałym ateistą, drugi zaś był przekonany o realności istnienia Szatana. Aquino zarzucał LaVeyowi komercjalizację satanizmu, podczas gdy jego zdaniem Szatana należy potraktować z należytą powagą. W końcu doszło do satanistycznej schizmy. Aquino otrzymał objawienie od Szatana – którego prawdziwe imię miało brzmieć Set – i na podstawie rozmów z nim założył Świątynię Seta.
Niektórzy badacze kwestionują kwalifikowanie Świątyni Seta jako satanizmu, a w każdym razie jako satanizmu sensu stricto. Naczelne bóstwo Świątyni Seta różni się od judeochrześcijańskiego przeciwnika Boga i ma bardziej złożoną „biografię”. Żydzi opuszczający Egipt zrobili karykaturę z imienia Seta i stworzyli hebrajską nazwę „szatan”. Set w rozmowie z Aquino dał mu do zrozumienia, iż nie podoba mu się łatka przypięta przez Jahwe („tego hebrajskiego biesa” – określenie Seta) i jego wyznawców.
Niemniej, są dobre powody, by traktować religię Świątyni Seta jako odmianę satanizmu. Są schizmatykami z Kościoła Szatana, co już jest bardzo wymowne. Dalej, sam Aquino podawał, iż formalny tytuł Seta brzmiał „Set-hen”, co bardzo podobnie brzmi do „Szatan”. Żydzi może i zrobili karykaturę z imienia Seta i niego samego, ale każda karykatura, aby była udana, musi się na czymś opierać. Nietrywialne są podobieństwa między Ciemnością, reprezentowaną przez Seta, a wartościami reprezentowanymi przez satanizm w ogóle. I wreszcie, bardzo wymowna jest postawa samych setyjczyków. Gdyby ktoś im powiedział „Siema, składam hołd Szatanowi i wierzę w jego rzeczywistość”, typowa odpowiedź setyjczyka brzmiałaby „Och, masz na myśli naszego boga Seta?”. Sami setyjczycy identyfikują Szatana z Setem (choć nie na odwrót). Te fakty, jak sądzę, zupełnie wystarczą do potraktowania Świątyni Seta jako satanistów.
Jesteś bogiem, uświadom to sobie
Set objawił się Aquino w noc letniego przesilenia 1975 roku. Zapis objawienia satanistycznego oficera stanowi Księga Nocnego Przyjścia, która miała być napisana pismem automatycznym, czyli bez świadomej kontroli piszącego. Wychodzi na to, iż autorem Księgi jest Set, a Aquino tylko zapisywał słowa. Najwyraźniej Set podzielał zdanie swojego kapłana, iż LaVey poszedł w komercję i zniekształcił prawdę religijną.
Najważniejszym słowem w całej Świątyni Seta jest Xeper (ang. wymowa to „Kheffer”), czyli „Stań Się”. Cała koncepcja wolności setian krąży wokół hasła-wezwania Xeper. Set jest według setian bogiem jedynym – sam Set potwierdził, iż innych bogów stworzyli ludzie, więc to wiarygodne źródło. Czym się Set trudni? Jest bogiem Jaźni. Przesłanie Seta jest bardzo proste: Xeper! Stań się prawdziwym sobą, bądź swoją wyższą psyche, urzeczywistnij w pełni własną jaźń! Świątynia Seta ogólnie nie była zainteresowana „stosunkami dyplomatycznymi” z innymi religiami, bo uważała je za prymitywne – do czego za chwilę wrócimy.
Ale szczególna niechęć była kierowana do – jakżeby inaczej – Kościoła Szatana. O ile satanistom LaVeyańskim chodziło o emancypację ego i doczesnych żądz, wyznawcom Seta chodzi o urzeczywistnienie głębokiego duchowego Ja, samoświadomej egzystencji. Pod tym względem doktryna Świątyni Seta przypomina Thelemę angielskiego okultysty Aleistera Crowleya, którego koncepcja mówiła o czynieniu według Prawdziwej Woli. Nie chodzi tu jednak o żadne „róbta to chceta”, ale o postępowanie zgodne z najgłębszym powołaniem duchowym każdego człowieka. Jaźń jest – u setian i Crowleya – czymś, o czym pisała starożytna gnoza: bożą iskrą, świetlistą naturą, która domaga się przebudzenia i która przekracza zarówno normy społeczne, jak i doczesne żądze.
Jaźń jest czymś boskim, bo tak jak Bóg gnozy transcenduje cały materialny świat, tak samo transcenduje go Jaźń. Im człowiek bardziej się indywidualizuje, tym bardziej oddziela się od wszechbytu, od-różnia. Twoje prawdziwe Ja jest czymś absolutnie niepowtarzalnym. Dlatego dzięki praktykom magicznym oraz samorozwojowi musisz coraz głębszą czerpać satysfakcję z bycia całkowicie różnym. Zamiast zanurzać się w żądzach i zaspokajaniu coraz to nowych apetytów i impulsów, setianie postulują pełną aktualizację swojej mocy psychicznej, która wymaga oderwania się od czysto doczesnych spraw i krępujących wolność norm społecznych. Wyznawca Seta kocha własną duszę i pragnie kontynuować swoją egzystencję. Członek Świątyni Seta musi zdobywać samowiedzę i dzięki niej uleczyć samego siebie z doczesnej, nieprzebóstwionej kondycji. Chciałoby się powiedzieć: „wiem, Set, lecz”.
Rozwój samoświadomości wymaga coraz śmielszych wędrówek w głąb siebie, miast szukania jedności ze światem. Wszystkie fałszywe religie, według setian, żyły iluzją, bo jedność ze światem ani nie jest osiągalna (przynajmniej dla naszego najgłębszego ja), ani nie jest godna pożądania. Dlatego Set jest bogiem samoświadomości, ochrzczonym przez fałszywe religie „Księciem Ciemności”, ponieważ bały się pełnego urzeczywistnienia psyche, tej mocy tkwiącej w każdym człowieku i widziały w niej coś skrytego, co powinno pozostać w ukryciu na zawsze. Religie światowe szły drogą białej magii, ponieważ widziały boskość poza ludzką duszą i pragnęły zjednoczenia ze światem, które zagłuszyłoby tęsknotę prawdziwego Ja za swym prawdziwym urzeczywistnieniem. A w pełni przebudzona Jaźń to coś, co przeraża prostaczków, ortodoksów, nieoświeconych i małych duchem, i niekiedy choćby podświadomie zdają sobie z tego sprawę. Droga wyznawców Seta jest Czarną Magią aka Ścieżką Lewej Ręki, bowiem należy wyzwolić się od ograniczających norm moralnych i społecznych, wszelkiej ortodoksji i dążyć do urzeczywistnienia swej najprawdziwszej woli, czyli samoubóstwienia. Wszak dusza jest czymś boskim z natury, ale tylko dzięki oświeceniu możemy żyć prawdziwie boską egzystencją. Setianie mają LaVeyowi za złe, iż „samoubóstwienie”, koniec końców, było dla niego hiperbolą.
Notabene, Set miał przyznać, iż nazwanie go Księciem Ciemności nie przynosi mu ujmy, gdyż odpowiednią porą na przywołanie go jest właśnie noc, gdyż wtedy niebo będzie „bramą, a nie barierą”. Prosił też, by nie klękać przed nim i mówił, iż będzie rozmawiać jak przyjaciel z przyjacielem. Wychillowany gość.
Kult Seta jest kultem indywidualizmu. Ale szczególnym. Nie chodzi o czczenie ego i traktowanie zachcianek z pietyzmem. Cała ludzka dusza vel Jaźń muszą być „rozpoznane, doceniane i spełnione”. Aquino mówił o „egzaltacji” psyche/duszy. Set reprezentuje oczywiście indywidualizm, ale wyznawcy Seta nie czczą go jako mocy aranżującej wydarzenia światowe niczym Jahwe widziany oczami Abrahamowej ortodoksji. Set jest wzorem do naśladowania, nie przedmiotem adoracji. Setianie wierzą w istnienie Seta, ale – zgodnie z przesłaniem Seta – oddają mu należyty szacunek poprzez wiarę w siebie i własne umiejętności, nie wiarę „w niego”. Set jest bogiem świata subiektywnego i lubi działać w ukryciu. Bardzo rzadko rozmawia ze swoimi wyznawcami. Nie spełnia modłów, dając to, czego ludzie pragną – pomaga ludziom zdobyć to, czego pragną własnymi siłami. Nie daje, a wspiera w dążeniach. Pamiętasz, jak modliłeś się o zastrzyk forsy, ale nie dostałeś tajemniczego spadku od wujka z Ameryki ani nie trafiłeś szóstki w totka, tylko wszystko osiągnąłeś dzięki własnemu pomyślunkowi i staraniom? Podziękuj sobie. I Setowi oczywiście.
Znów – nie taki Set straszny, jak go malują. Choć Aquino, Nikolas Schreck, Zeena Schreck i inni prominentni wyznawcy Świątyni Seta, podobnie jak LaVey, święci nie byli. Dość wspomnieć niejednoznaczne postawy wszystkich powyższych wobec nazistowskiego kultu siły i odprawianie satanistycznego rytuały przez Aquinę w Wewelsburgu, zamkowym centrum ezoteryki SS. Nikolas Schreck zaś konsekwentnie podtrzymywał relatywizm moralny. Dobro i zło to jedynie subiektywne, historycznie i kulturowo zmienne koncepty. Samo w sobie nie brzmi to jakoś strasznie, ale w kontekście Trzeciej Rzeszy już owszem. W słynnym wywiadzie udzielonym kaznodziei Bobowi Larsonowi, Nikolas Schreck nazwał Hitlera „mistrzowskim czarnym magiem”. I konsekwentnie odmawiał nazwania tego, co zrobił Hitler złym. Nic bowiem tak nie można ocenić. Są tylko różne perspektywy.
Kiedy powiem społeczeństwu dość…
ONA to akronim od Order of Nine Angles, czyli po naszemu „Zakon Dziewięciu Kątów”. Niekiedy stosowany jest skrótowiec O9A. Różne państwa uznają ONA za grupę ekstremistyczną lub organizację terrorystyczną. ONA funkcjonuje jako międzynarodowa zdecentralizowana sieć różnych powiązanych ze sobą komórek organizujących akty subwersji społecznej. Terroryzm, gwałty, morderstwa, ofiary z ludzi, niszczenie infrastruktury, przenikanie struktur władzy, wszelka przemoc, you name it – im gorzej, tym lepiej. ONA Nie ma swojego przywódcy, bo – jak głosi ONA – prawdziwy satanista nie uznaje żadnej władzy nad sobą, choćby od innego satanisty. Trudno uznać omówione do tej pory satanistyczne koncepcje wolności za liberalne. W przypadku ONA o żadnym liberalizmie absolutnie mowy nie ma. Jest tylko satanistyczno-anarchistyczno-nazistowsko-ezoteryczna jazda bez trzymanki.
Początki ONA są owiane tajemnicą. Nic dziwnego, skoro jej członkowie żyją w ukryciu, planując różnego rodzaju akcje destabilizujące. Nie ma „oficjalnych” danych, a pisma ONA sprawy nie ułatwiają, gdyż przedstawiają pewne wydarzenia jako historię, którą można równie dobrze uznać bądź odrzucić. To sprzyja oczywiście tworzeniu mitu założycielskiego, który mówi o pradawnych wierzeniach satanistycznych, które przetrwały chrystianizację Anglii poprzez różne sabaty i zgromadzenia. W latach 60. w Wielkiej Brytanii miała żyć tajemnicza kobieta, która zjednoczyła różne zgromadzenia tradycyjnych satanistów i utworzyła ONA. Poza powyższym o tej kobiecie nie wiadomo w zasadzie nic, a osobiście zgaduję, iż jest to tylko część mitu założycielskiego, biorąc pod uwagę okoliczność, iż Bafomet, Krwawa Pani (według ONA Bafomet to postać żeńska, resp. postać ze skłonnością do przybierania żeńskiej postaci) jest jedną z najważniejszych postaci w panteonie ONA. Jedną z osób, która miała przystąpić do ONA, miał być niejaki Anton Long, postać półlegendarna, której przypisuje się autorstwo wielu pism ONA. Z pism Longa wynika, iż przystąpił do Zakonu w roku 1973, choć sam Zakon wyraźniej przedostał się do opinii publicznej dopiero w latach 80. Tożsamość Longa jest nieznana. Być może jest to pseudonim Davida Myatta, wpływowego aktywisty nazistowskiego w Wielkiej Brytanii; może to był bliżej nieznany człowiek, który z Myattem współpracował; być może był to pseudonim, którym posługiwało się wiele osób z ukrycia.
Jak można zauważyć, sataniści z różnych grup nie przepadają za sobą. ONA podnoszą pogardę i animozję na zupełnie nowy poziom. O innych satanistach piszą, iż są sham-satanic (od shame, czyli „wstyd”) i iż czerpią pewne korzyści z bycia widzianymi jako „satanistyczni”, choć ich poglądy i zachowania są poddańcze i prymitywne. W szczególności wstyd prawdziwemu satanizmowi przynoszą ci pseudowyznawcy Diabła, którzy próbują Szatana wybielić i nie traktują go jako siły reprezentującej Zło i Mrok, ci, którzy głoszą materialistyczny ateizm i negują istnienie ezoterycznych sił oraz ci, którzy grzecznie prowadzą satanistyczny żywot bez łamania prawa. ONA stawia sprawę na ostrzu noża… całkiem dosłownie. Cytując fragment Hysteron Proteron Antona Longa: „Satanista to bestia szukająca ofiary – w prawdziwym życiu, nie w marzeniach. Satanista może być – i często jest – mordercą, wojownikiem, wyjętym spod prawa – w prawdziwym życiu. Podróbka Satanisty tylko udaje – jego życie w fantazjach jest ważniejsze niż prawdziwe doświadczanie takich rzeczy”. Satanista również nie jest wyznawcą żadnej religii. Prawdziwy satanizm z natury jest ezoteryczny, religia zaś – według ONA – kończy się zawsze uznaniem autorytetu nad sobą. Prawdziwy satanista nie oddaje pokłonów nikomu, przyjmuje tylko wskazówki. Satanizm ONA nie jest religią (w ich rozumieniu słowa „religia”), ale pewną postawą życiową, kładącą nacisk na transgresyjne czyny i doświadczenia związane z nimi. Według słów Longa: „Satanizm jest ekstatyczną afirmacją egzystencji – wyniesieniem życia na nowy wyższy poziom, tak samo jak skokiem w mrok i tworzeniem nowej ciemności”.
…a ja wiem, iż Szatan nadejdzie już niedługo
Postać zwana Antonem Longiem obszernie pisała na temat natury Szatana i jego krewnych. Generalnie ONA posiada wyraźne inklinacje do uznawania Szatana za realny byt, ale Zakon dopuszcza poglądy, iż Szatan, Bafomet i inne tego typu istoty stanowią archetypy ludzkiej podświadomości. Jest pewna wolność przekonań, albowiem wedle ONA sedno satanizmu tkwi w praktyce i doświadczaniu transgresji, a jedyny autorytet poznawczy stanowi indywidualny osąd doświadczającego. Od prawdy rozumianej jako zgodność myśli z rzeczywistością ważniejsza jest prawda ezoteryczna, rozumiana jako wgląd w prawdziwą, chaotyczną rzeczywistość, a przynajmniej jako wgląd w pewne Jungowsko rozumiane archetypy podświadomości. Prawda jest zgodnością z Mythosem, nie Logosem.
Boga nie ma. ONA nie rozpoznaje i nie uznaje istnienia czegoś takiego jak „Najwyższy Byt”. Szatan istnieje i jest znacznie od nas potężniejszy, ale nie masz nikogo, kto górowałby sam jeden nad całością rzeczywistości.
Szatan jest rozumiany przedchrześcijańsko. Zdecydowanie bliżej mu do jednego z Bóstw Zewnętrznych z tak zwanej „Mitologii Cthulhu” Howarda Philipsa Lovecrafta niż do bycia duchową siłą w świecie. Szatan – i pokrewne mu istoty – istnieją w królestwie Chaosu, gdzie praw przyczynowo-skutkowych nie ma. Na dobrą sprawę, nie ma tam żadnych praw. Wszelki bowiem byt istnieje albo w świecie przyczynowo-skutkowym, taki jak nasz, albo w świecie akauzalnym, w Chaosie. Chaos stanowi rzeczywistość, iż tak powiem, bardziej pierwotną i prawdziwszą od naszej. Istoty, które z braku lepszego określenia można nazwać „demonicznymi” (słowo to nie pasuje z powodu judeochrześcijańskich konotacji) są siłami natury, które postępują dokładnie z własną naturą w „miejscu” pozbawionym czasoprzestrzennych charakterystyk, o których mówią fizyka i zdrowy rozsądek. ONA nazywa je „Mrocznymi Bogami”, ale jako bogów, ściśle rzecz biorąc, ich nie traktuje. Są to raczej – cytuję – „złowieszczy przyjaciele”, „towarzysze”, a choćby „kochankowie”.
Istoty Chaosu są zmiennokształtne, bezcielesne i mogą manifestować się w naszym świecie. Wszyscy ludzie są jakoś połączeni z chaotycznym wymiarem. Chaos według ONA bowiem jest królestwem nieograniczonych możliwości (nie ma bowiem „krępujących” praw przyczyny i skutku), co go trochę zbliża do Chaosu ze świata gier fabularnych Warhammera, w których czas i przestrzeń nie obowiązują, tylko wola i możliwości. ONA głosi, iż wszelkie żyjące istoty w świecie przyczynowym, przez sam fakt, iż żyją, stanowią uobecnienie bezprzyczynowych sił w tym świecie. Zdaje się to sugerować, iż członkowie ONA definiują życie poprzez „potencję i potencjalność”. Chyba tak jest, bowiem mitologia i filozofia ONA patrzą na człowieka, iż tak powiem „ewolucyjnie”, ale na swój sposób.
Jak można się domyślić, wolność w ujęciu ONA jest mocno związana z wyżej zarysowanym obrazem Chaosu. Ktoś mógłby powiedzieć – no bzdura, przecież to kupy się nie trzyma. Jak bowiem coś może działać w świecie, w którym nie ma przyczyn ani skutku? Owszem, brzmi to absurdalnie, ale satanista z ONA przyznałby, iż to dowodzi jedynie abstrakcyjności i ograniczoności naszego poznania w „tym” kauzalnym świecie.
A teraz najważniejsza rzecz, którą trzeba wiedzieć o ujęciu wolności satanistycznej przez ONA: Znacie prawdopodobnie te wszystkie historie o czarownikach i czarownicach, którzy dogadują się z siłami piekielnymi, zawierają różne pakty i coś chcą ugrać na konszachtach z Diabłem? W odróżnieniu od rzeszy satanistów, diabolistów, demonolatrów i okultystów, ONA z całą mocą podkreśla, iż wszelkie próby zapanowania nad mocami szatańskimi są z góry skazane na niepowodzenie.
I właśnie dlatego powinniśmy je przywoływać. Chaos jest pożądany, bo stanowi prawdę o wszystkim, co jest.
Wolność w ujęciu ONA ma charakter skrajnie antynomistyczny i anarchistyczny. Wszelki ład społeczny jest niepożądany. Zadaniem satanisty jest burzenie i podburzanie społeczeństwa. Prawdziwy bowiem świat jest światem chaotycznych energii, światem życia, które postępuje zgodnie z własną naturą i nie zna kategorii dobra i zła. Chaos jest w równym stopniu akazualny, jak i amoralny. Nie możemy objąć rozumem „miejsca”, w którym nie ma mowy o przestrzeni fizycznej, fizycznym upływie czasu i powiązania zjawisk mocą praw przyczynowo-skutkowych. Czemu zatem mielibyśmy na moce rezydujące w Chaosie nakładać takie miary jak „dobro” i „zło”? Satanista kładzie nacisk na osobiste doświadczenie, które daje mu wgląd w naturę siebie i naturę świata. Ekstatyczne przeżywanie świata takim, jakim jest, wymaga czynnego i aktywnego naruszania panujących praw i norm moralnych. Nie tylko przez rytuały Ścieżki Lewej Ręki, ale także przez zabójstwa, gwałty, porwania, wszelkie akty terrorystyczne.
Życie to bowiem nie tylko potencja, ale przede wszystkim moc, siła. Szatan ani żadne bóstwo nie stworzyło człowieka. Człowiek jest tworem ewolucji i podlega jej tak samo jak wszystko inne. ONA dodaje do tego postulat: człowiek może wyewoluować w wyższą formę i powinien to uczynić, ale musi odrzucić kajdany wszelkich norm. I uwolnić wewnętrzną bestię.
ONA głosi darwinizm społeczny na pełnej. Natury silne górują nad słabymi i ich przywilejem jest panować nad nimi. Elitaryzm w ONA jest nie tylko na poziomie jednostkowym (prawdziwy satanista jako quasi-nietzscheański Übermensch, „nowy człowiek”, wyższy poziom „ewolucji” przez emancypację), ale także rasowym. Dla ONA jest czymś oczywistym, iż rasy dzielimy na lepsze i gorsze, a lepsze powinny rządzić gorszymi. W wymiarze polityczno-społecznym ONA wyznaje militarystyczny akceleracjonizm, albowiem należy robić to wszystko, co przyspieszy upadek społeczeństwa i naszej cywilizacji. Zwłaszcza jeżeli dotyczy to przemocy politycznej i krwawych zamachów, ale drogi ONA bywają bardziej subtelne. Wśród badaczy mówi się o możliwym przyjmowaniu do policji, urzędów itp. członków ONA, którzy w ten sposób mają podkopywać działanie instytucji od wewnątrz i czynić więcej zniszczeń (np. stosując bardziej brutalne metody niż to wymagane). Te akty destrukcji są oświecające. Mieć wgląd w rzeczywistość, która przekracza naszą, można tylko dzięki rzeczywistemu dokonywaniu czynów transgresyjnych. Doświadczenie jest żywe i pozwala uchwycić prawdę mityczną, stanowi więc rodzaj poznania wyższego, poznania akauzalnego, które pozwala poznać zarówno naturę przyczynową, jak i bezprzyczynową. Satanizm nie jest dla „intelektualistów” i nie można go omówić. Można go tylko przeżyć samemu, a doświadczenia – cytuję – „esencji” wymagają praktykowania transgresji.
Nie będę cytować fragmentów Mszy herezji, która wychwala Hitlera jako wysłannika bogów i neguje Holocaust. Napiszę tylko, iż wedle ONA Trzecia Rzesza była dobitnym przejawem satanistycznego ducha i iż poza hitlerowcami Zakon bardzo ceni dżihadystów.
Ma to wszystko oczywiście także wymiar eschatologiczny i historiozoficzny. Dzieje świata są podzielone na pewne eony, które kończą się kryzysami i upadkiem cywilizacji. Dzieje napędza „złowieszcza dialektyka” (sic!). Teraz żyjemy w „początku końca” cywilizacji Zachodu, po której ma nastąpić ostatni z eonów, Eon Ognia, będący urzeczywistnieniem Chaosu. Będzie to eon monorasowego imperium silnych, którzy założą aryjską galaktyczną cywilizację, która skolonizuje i zdominuje Mleczną Drogę. Każdy akt terrorystyczny i zbrodnia, im więcej czynią szkody na tkance społecznej, tym bardziej zbliżają nas do aryjskiego królestwa wolności, ponieważ przez wszelkie transgresje moralne i społeczne do naszego świata przedostaje się więcej energii ze świata akauzalnego, więcej chaosu.
Czasem nie taki diabeł straszny. Ale tylko czasem. Bo gdy jest straszny, to jest głęboko przerażający.




![Chełm. W ubiegłym tygodniu odeszli od nas... [13-9-2026]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-chelm-w-ubieglym-tygodniu-odeszli-od-nas-6-9-2026-1789248258.jpg)



