Z harlequinami jest trochę jak z disco polo. Każdy mówi, iż nie słucha, a na weselu wszyscy śpiewają refren. To klasyczne guilty pleasure: czytamy po cichu, a kto przyzna się do tego przy ludziach, musi liczyć się z krzywym spojrzeniem. Skąd ten wstyd i czy te książki naprawdę są tak złe, jak się o nich mówi? Sprawdź sama. Oto pięć tytułów, od których warto zacząć.