
Przez lata przyzwyczailiśmy się, iż po wejściu do auta od razu podłączamy telefon, by uruchomić Google Maps, Waze czy Apple CarPlay, a fabryczny system traktujemy jak zbędny dodatek.
W samochodach spalinowych ten nawyk miał pełne uzasadnienie. W erze aut elektrycznych kurczowe trzymanie się aplikacji w telefonie obraca się jednak przeciwko kierowcy i potrafi drastycznie wydłużyć czas podróży.

Fizyka ponad aplikacją, czyli kondycjonowanie baterii
Podstawową barierą dla zewnętrznych aplikacji ze telefona jest brak dostępu do głębokiej telemetrii pojazdu i szyny CAN. Telefon nie wie, jaka jest aktualna temperatura ogniw trakcyjnych, jakie jest obciążenie auta ani jaki profil wysokościowy czeka nas za kolejnym wzniesieniem.
W modelach elektrycznych, takich jak rodzina ID. od Volkswagena z najnowszym oprogramowaniem ID. Software, fabryczny planer podróży odpowiada za najważniejszy proces: automatyczne przygotowanie (podgrzanie lub schłodzenie) baterii przed dojechaniem do szybkiej ładowarki.
Gdy nawigujesz dzięki telefona, auto nie wie, iż celem jest stacja ładowania o mocy 150 czy 350 kW.
Podjeżdżając pod słupek z zimnym akumulatorem, tracisz choćby kilkadziesiąt minut na powolne rozpędzanie sesji ładowania. Fabryczna nawigacja uruchamia proces termicznego przygotowania ogniw z odpowiednim wyprzedzeniem, gwarantując maksymalną krzywą ładowania od pierwszej minuty po wpięciu kabla.

Wyszukiwarka Google bezpośrednio w systemie pokładowym
Kierowcy przez lata uciekali do telefonów z dwóch powodów: archaicznych baz punktów POI oraz nieintuicyjnego wyszukiwania celów. Producenci samochodów zaczęli jednak odrabiać tę lekcję.
W najnowszych wersjach systemu w modelach Volkswagena nawigacja pokładowa została zintegrowana z danymi wyszukiwarki Google, zdjęciami oraz ocenami użytkowników. Kierowca zyskuje widok satelitarny, precyzyjne odwzorowanie pasów ruchu oraz dynamiczne dane o korkach w czasie rzeczywistym, nie tracąc przy tym integracji z systemem zarządzania energią i siecią ładowania (np. ekosystemem Elli czy stacjami IONITY).

Rozszerzona rzeczywistość przed oczami kierowcy
Ostatnim elementem przewagi fabrycznych rozwiązań marki z Wolfsburga jest ergonomia interfejsu. Projekcja ze telefona przez Apple CarPlay czy Android Auto ogranicza się zwykle do centralnego ekranu lub podstawowych strzałek na zegarach.
W najnowszym ID. 3 Neo, czy ID. 7, fabryczny system wykorzystuje pełen potencjał wyświetlacza head-up z rozszerzoną rzeczywistością (AR). Animowane wskazówki i strzałki manewrów są precyzyjnie „przyklejane” do nawierzchni drogi bezpośrednio w polu widzenia kierowcy. Zmniejsza to ryzyko przegapienia zjazdu na autostradzie i eliminuje konieczność odrywania wzroku od jezdni, co przy prędkościach przelotowych ma najważniejsze znaczenie dla bezpieczeństwa.
Silnik z Golfa GTI w Tiguanie i powrót napędu 4×4 do T-Roca. Volkswagen odświeża ofertę SUV-ów
Jeśli artykuł Dlaczego w samochodzie elektrycznym telefon przegrywa z fabryczną nawigacją nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.




