Dlaczego nie otwierasz drzwi? – Nie chcę! I nie zamierzam.

newsempire24.com 6 godzin temu

Czemu nie otwierasz drzwi?
Nie chcę! I nie otworzę. Goście muszą dawać znać o przyjściu, a już nie wspinać się po szufladach, lodówkach i szafkach.
Chcesz powiedzieć, iż nie przyjmiesz? To przecież moja matka! Przyszła do mnie!
To spotkaj ją! Ale nie w moim domu.

A Jadzia lepiej dogadywała się z moją mamą.

Wiesz, gdybym teraz zaczęła wyliczać, w czym mój były lepszy od ciebie, oboje zasłaniemy się wstydem.

Choć nie jestem pewna siebie nerwowo przerwała Ludmiła, pocierając stół w kuchni. Gdybyście tak dobrze dogadywali się z Jadzią, po co się z nią rozstałaś?

Witek odwrócił się z gniewem i spojrzał ponuro w okno.

No wiesz, sam wiesz tę historię

Wiem. Nie przypominaj mi więc o swojej Jadzusi odcięła Ludmiła. Inaczej zostanę twoją następną byłą.

Ludmiła naprawdę rozważała radykalne kroki.

Z Wiktorem poznała go prawie rok temu na wspólnym spotkaniu w Warszawie. Znała już tę samą Jadzę, choć nie za bardzo blisko. Jadzę przywiózła ze sobą, a potem zniknęła z radarów.

Witek pewnego wieczoru, będąc pod wpływem mucha, opowiedział, iż rozstał się z Jadzą, łapiąc ją na zdradzie. choćby łzę wylany.

Ludmiła uznała to za słodkie: mężczyzna nie boi się okazać uczuć, ceni miłość. W jej wnętrzu coś kliknęło, zapragnęła współczuć i pocieszyć.

Zrozumiała wtedy, iż to nie kobiecy zainteresowanie, a matczyny instynkt. Jednak wystarczyło to, by między nimi zapłonęło.

Początek był piękny. Spotykał ją po pracy, odwoził do domu, codziennie pisał urocze wiadomości, pytał, czy jest ciepło ubrana. Ludmiła czuła się otulona troską.

Po raz pierwszy zaniepokoiła się, gdy napisała jej sama Jadzia.

Cześć. Słyszałam, iż spotykacie się z Wiktorem. To nie moja sprawa, ale bądź ostrożna. Oni tworzą twardy, nierozłączny duet z mamą.

Ludmiła zanotowała to, ale uznała za drobnostkę. Miłość i tak pokonała wszystkie przeszkody. W końcu, jeżeli z jedną kobietą coś było nie tak, nie znaczy to, iż z drugą będzie tak samo.

Cześć. Myślę, iż rozwiążemy to sami. Dzięki za ostrzeżenie odpowiedziała Ludmiła.

Nie chciała kontynuować dialogu; wydawało się, iż to nie będzie piękne wobec Witka.

Witek jednak nie myślał o jej komforcie.

Kiedy jego matka, Margarita Pawłowa, po raz pierwszy zjawiła się bez zapowiedzi, Ludmiła przyjęła to z niemal spokojem. Być może oboje nie rozumieli, jak niewygodne to było. W końcu, przypuszczalnie, Margarita martwi się o syna i chce zobaczyć, z kim mieszka.

Ludmiła wysłała Witka, by odebrał matkę, rzuciła się w kłopoty, przypadkowo wywiązała włosy w kitkę i, zaspana i z workami pod oczami, wyszła powitać potencjalną teściową. W tej chwili już przeszukiwała szuflady w komodzie w salonie.

Aha, wszystko pomieszane powiedziała Margarita z pobłażliwym uśmiechem. Potem będziecie mieli skarpetki bez par. Ludmiło, zaraz zjemy śniadanie i nauczę cię układać ubrania tak, by nic się nie gubiło.

Zamiast dzień dobry tak mówiła. Powiedzieć, iż Ludmiła jest zakłopotana, to nic nie powiedzieć. To, iż nieznajoma tak swobodnie grzebała w jej bieliźnie w jej własnym mieszkaniu, wydawało się jej niegrzeczne.

Jednak odpowiadanie złością na złość na samym początku związku wydawało się niewłaściwe, więc zniosła to.

Och, kochana, masz pod oczami worki! kontynuowała Margarita z współczuciem. Powinnaś zrobić maseczki z ogórka. Albo lepiej sprawdzić nerki. Mam przyjaciółkę

Ludmiła uśmiechała się, kiwając głową, udając, iż z zainteresowaniem słucha opowieści o chorobach nieznajomych. W rzeczywistości marzyła tylko o powrocie do snu, bo właśnie była ósma rano. Weekendowy dzień, a wczoraj położyła się późno, licząc na dłuższy wypoczynek.

Rozmyśliła się.

Wizyta Margarita Pawłowej ciągnęła się aż do wieczora. Ludmiła dostała tonę krytyki i cennych rad, jak prawidłowo podlewać kwiaty, myć wannę i szlifować łyżki. Zdołała choćby trochę poćwiczyć. Czuła się wyciśnięta jak cytryna. A w tym czasie Witek ani razu nie próbował jej pomóc, ani nie zasugerował matce, iż potrzebują odpoczynku.

Słuchaj, twoja matka zawsze tak aktywna? zapytała ostrożnie Ludmiła przed snem.

Nie sprzeciwiała się dużej rodzinie i bliskim relacjom, ale chciała trochę dystansu.

Tak. No i co? Ona po prostu chce się przyjaźnić wzruszył ramionami Witek. Kiedyś z Jadzią mieszkaliśmy u niej, było przytulnie. Teraz nudzi się sama.

Obawiam się, iż nie będziemy trzymać się we troje westchnęła Ludmiła.

A w czym problem? Przeciwko mojej mamie? napiął się Witek. Z Jadzią była przyjaciółką, wszystko grało.

Ludmiła milczała. Jadzia była o osiem lat młodsza i zwykle wślizgiwała się w życie ludzi. Oczywiście się znajdowali.

Margarita zdawała się znać wszystkie przyjaciółki swojej matki po imionach i diagnozach, idealnie prasowała pościel i przygotowywała placek według przepisów teściowej.

Ludmiła jednak nie zamierzała podpisywać się pod takim szczęściem. Miała już pewne doświadczenia życiowe i była przekonana, iż im mniej innych wtrąca się w związek mężczyzny i kobiety, tym lepiej. Witek miał inną opinię.

Moja mama jest bardzo kontaktowa. Z każdym znajdzie wspólny język.

Tylko nie każdy się z tym cieszy chciała przyznać się Ludmiła, ale nie powiedziała nic.

Potem było gorzej. Margarita zjawiła się kolejnego dnia, z samego rana. Tym razem przeprowadzała inspekcję lodówki.

Jajka kurze? Gotowałam dla Wiktora tylko przepiórcze, to zdrowsze dla mężczyzn oświadczyła z powagą. Półki u was trochę brudne później i tak będziecie je jeść. Ludmiło, musisz je umyć

Właściwie nie jem prosto z półek pomyślała Ludmiła.

Potem umyję, Margarita Pawłowo obiecała. Chcieliśmy dziś odpocząć. Weekend przecież

Witek, nawiasem mówiąc, spał bezwiednie, podczas gdy Ludmiła musiała przyjmować i zabawiać jego matkę.

Właśnie tak! Weekend to dzień na gotowanie i sprzątanie bezapelacyjnie oświadczyła kobieta. Weź gąbkę i szmatę. Następny weekend nauczę cię robić pieróg z mięsem, tak jak lubi Witek. Policzysz się palcami!

Ludmiła zamarła, skrzyżowała ręce na piersiach. Nie miała już sił podążać za obcymi poleceniami drugi dzień z rzędu.

Margarito Pawłowo, może zapiszesz mój numer? Żeby dzwonić przed wizytą. Bo mogę mieć plany na kolejne weekendy.

Dzwonić? Nie mogę już przychodzić do syna? zmieszana kobieta zmrużyła oczy.

Oczywiście, iż możesz. Tylko twój syn teraz mieszka z kobietą. Byłoby wspaniale, gdybyśmy wszyscy brali pod uwagę wzajemne zdanie.

Z Jadzią nie mieliśmy takich problemów zauważyła Margarita, krzywiąc się.

No, wiesz, mama mojego byłego też nie wstawiała się rano do mnie odcięła Ludmiła. A do tego przynosiła ciasto z wiśniami. Bardzo smaczne. Chcesz przepis?

Margarita zmieniła wyraz twarzy, zmarszczenie na czole natychmiast się pogłębiło, w oczach błysnęły iskierki gniewu.

Ludmiło, przemyśl to dobrze. W naszej rodzinie nocna słowik nie zmienia dnia.

Po tym Margarita odeszła, ale w sercu Ludmiły pozostał niepokój. Nie wiedziała, co robić. Witek nie słyszał jej, jego matka wchodziła do nich jak do własnego domu. A w ich związku wciąż wisiała zjawa Jadzi.

A Jadzia miała lepsze gołąbki jej mama je nauczyła wylał Witek przy kolacji.

No niech cię ona też nauczy, będziesz mi gotować.

Ludmiła podejrzewała, iż Margarita napędza syna, ale nie chciała o tym rozmawiać. Chciała po prostu wymazać tę tematykę ze swojego życia.

Kolejny miesiąc minął spokojnie, bez wizyt, ale niedługo wszystko się powtórzyło. Ludmiła znów obudziła się od dzwonka. Tym razem postanowiła nie otwierać drzwi.

Czy to złe? Może. Ale czy piękne, by wdzierać się do jej mieszkania bez uprzedzenia po wymowie uprzejmego podpowiedzenia?

Po pięciu minutach do korytarza wyszedł Witek, senny, niezadowolony, choćby wkurzony.

Czemu nie otwierasz drzwi?

Nie chcę! I nie otworzę. Goście muszą dawać znać o przyjściu, a już nie wspinać się po szufladach, lodówkach i szafkach.

Masz na myśli, iż nie przyjmiesz? To przecież moja matka! Przyszła do mnie!

Spotkaj ją! Ale nie w moim domu.

Witek wywołał taki hałas, iż słyszeli go najpewniej sąsiedzi. Oskarżył Ludmiłę, iż odrzuca jego matkę, a więc i jego. Margarita równocześnie krzyczała, żądając wpuścić ją, dzwoniąc na telefon.

W końcu Ludmiła postawiła ultimatum.

Wystarczy! Albo wychodzisz teraz, tłumaczysz swojej mamie, czym jest słowo gość i odsyłasz ją do domu, albo rozstajemy się!

Witek wybrał drugą opcję.

Ludmiła nie była bardzo zasmucona. Nie zdążyli choćby rozstać się formalnie. Może tak lepiej. Nie chciała żyć z kimś, kto w pakiecie ma opowieści o byłej i wścibską matkę.

Kilka miesięcy później dotarła do Ludmiły niespodziewana wiadomość. W Witeku pojawiła się nowa ukochana. O tym poinformowała ich wspólna przyjaciółka z tej samej grupy.

Pracujemy razem. Przeprowadziła się do niego i jego mamy, ale już chce uciec. Prosi, żebyś ją poznała uśmiechnęła się przyjaciółka.

Naprawdę? I po cześć czego?

No, jeżeli wierzyć mamie Wiktora, jesteś po prostu idealną kobietą. Uroda, charakter, potrafisz gotować pysznie.

Mówimy właśnie o mamie Wiktora i o mnie?

Pewnie, iż tak, jej przyjazne stają się ci, co już nie mieszkają z Witekiem wzruszyła ramionami przyjaciółka.

Od tego czasu Ludmiła słuchała obcych opinii, ale trzymała własną głowę na ramionach i nie wierzyła od razu we wszystko, co słyszała, choć nie ignorowała plotek.

Z jeszcze większą ostrożnością podchodziła do mężczyzn, którzy nieustannie wspominają byłe i przywiązani są bóle do swoich mam.

Z takimi macho życiem nie da się poradzić, bo matka zawsze będzie na pierwszym miejscu. Może to w porządku, ale w granicach rozsądku. Czy się ze mną zgadzacie?

Napiszcie w komentarzach, co o tym sądzicie. Polubcie, jeżeli podoba wam się historia.

Przyjaciele, jeżeli chcecie więcej naszych opowieści, zostawcie komentarz i nie zapomnijcie o lajku. To nas motywuje do dalszego pisania.

Idź do oryginalnego materiału