Dlaczego łodzianie ciągle narzekają? [KOMENTARZ]

tulodz.pl 1 godzina temu

Któregoś wieczoru czekałam w aucie pod dworcem Łódź Fabryczna. Przyjechałam za wcześnie po córkę, która wracała z Warszawy. Przede mną stały szkielety bloków w Nowym Centrum Łodzi, po prawej miałam dworcową halę. Patrząc na pogrążone we śnie miasto, naszła mnie myśl, iż Łódź ma w sobie coś szczególnego. Melanż ironii, dystansu i lekkiego zmęczenia, takie czujne spojrzenie spod okularów okularów. To miasto, które w swojej historii przeżyło więcej gwałtownych zwrotów niż większość polskich metropolii. Z włókienniczej Ziemi Obiecanej w symbol upadku przemysłu. Ze stolicy potężnych fabryk w papierową łódkę, pływającą po kałuży. W takich miejscach rodzi się specyficzny charakter mieszkańców: trochę sceptyczny, trochę powściągliwy w ochach i achach. Może to refleksja po latach zaniedbań w mieście, a może brak wiary w to, iż choćby jeżeli coś działa dzisiaj, to jutro też będzie.

Dlatego Łodzianin rzadko powie wprost, iż jest dobrze. choćby jeżeli jest.
Kiedy ktoś chwali nowe knajpy przy OFF Piotrkowska, ktoś inny przypomni o tych, które splajtowały kilka ulic dalej. Gdy miasto pokazuje odnowione kamienice, natychmiast pojawi się pytanie o to, co z resztą dzielnic. Łodzianie jakby instynktownie szukali drugiej strony medalu.

Można to uznać za zrzędzenie. Ale można też zobaczyć w tym coś innego - formę przywiązania.
Bo prawda jest taka, iż najbardziej narzeka się na miejsca, które są w jakiś sposób własne. Każdy lubi dorzucić coś ze swojego ogródka. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś z taką pasją krytykował miasto, z którym nie czuje żadnej więzi. Gderanie bywa więc paradoksalną formą lokalnego patriotyzmu. Trochę szorstką, ale szczerą.

Łodzianie są też mistrzami autoironii. Potrafią żartować z dziur w drogach, z remontów, które zdają się nie mieć końca, z korków, które zawsze są „jakieś takie łódzkie”. Ten humor, czasem gorzki, jest sposobem radzenia sobie z historią miasta, któremu wielokrotnie coś się nie udało i musiało zaczynać od nowa. Jak naprawę kostki na Jaracza i Placu Wolności.
Może więc pytanie nie powinno brzmieć: dlaczego łodzianie narzekają? A raczej: dlaczego mimo to wciąż tu są?
Bo w tym właśnie tkwi największy paradoks Łodzi. To miasto, które się krytykuje, z którego się czasem ucieka, które potrafi zmęczyć i piekielnie wkurzyć. A jednak wielu ludzi wciąż wraca na Pietrynę czy do Manufy. Siadają przy kawie ze znajomymi i... znów zaczynają narzekać.

Idź do oryginalnego materiału