Klątwa dziedziczki z Przybrodza to jedna z najbardziej przejmujących i mrocznych legend Gdowa i jego okolic, a która to trwale splotła lokalny folklor z krwawą prawdą historyczną rabacji galicyjskiej z 1846 roku. Według ludowych podań, rzucone w rozpaczy i gniewie słowa arystokratki miały na stulecia odebrać miejscowości Gdów szansę na odzyskanie praw miejskich i ściągnąć na tamtejszych chłopów dziejową karę.
Aby zrozumieć źródło gniewu magnatki, należy cofnąć się do 26 lutego 1846 roku, gdy pod Gdowem rozegrała się bitwa powstania krakowskiego. Słabo uzbrojone i zdezorientowane oddziały powstańcze, składające się ze szlachty, mieszczan oraz wielickich górników, zostały tam osaczone. Naprzeciw nich stanęły regularne wojska austriackie pod dowództwem Ludwiga von Benedeka.
Wśród poległych w bitwie znalazł się młody dowódca oddziału konnego – Michał Rottermund, syn właścicieli pobliskiego majątku Przybrodzie. Był to młodzieniec z wpływowej rodziny (spokrewnionej w późniejszych liniach m.in. z Marią Konopnicką i Michaliną Wisłocką). Dwa lata po tych wydarzeniach – w 1848 roku – zarośnięte mogiły powstańcze odwiedziła głęboko poruszona rodzina poległego. Nad dołami śmierci stanęła matka Michała, hrabina Rottermund. Widząc miejsce, w którym z rąk poddanych bezlitośnie zginął jej pierworodny syn, zrozpaczona kobieta wyciągnęła dłonie ku niebu i rzuciła potężne przekleństwo:
„Chłopi z Gdowa na zawsze będą mieć krew za paznokciami!”
Słowa hrabiny głęboko zapadły w pamięć lokalnej społeczności, zwłaszcza iż fatum zdawało się działać natychmiastowo. Już rok po bitwie (1847) Gdów nawiedziła potworna epidemia cholery. Choroba zebrała tak straszliwe żniwo, iż zmarło blisko 500 mieszkańców, co stanowiło niemal połowę ówczesnej populacji wsi. Ludzie szeptali, iż to pierwsza odpowiedź sił wyższych na rzeź niewinnych powstańców.
Klątwa na stałe zakorzeniła się w lokalnej geopolityce. Mimo iż Gdów przez wieki rozwijał się, leżał na przecięciu ważnych szlaków handlowych i posiadał miejską zabudowę z rynkiem, nigdy formalnie nie otrzymał (ani nie odzyskał) praw miejskich. Mieszkańcy przez pokolenia tłumaczyli ten fakt prosto: „Chłopi tu na zawsze będą, a Gdów nigdy nie będzie miastem” przez grzech swoich przodków.
Pod koniec 2021 roku wójt gminy Gdów, Zbigniew Wojas, podjął historyczną i szeroko komentowaną próbę przełamania wielowiekowego fatum, oficjalnie inicjując procedurę nadania miejscowości praw miejskich.
Bezskutecznie…
Niespodziewany opór materii i wyhamowanie procedury na początku 2022 roku wywołały falę komentarzy wśród zwolenników lokalnego folkloru. Część mieszkańców z przymrużeniem oka (a niektórzy całkiem poważnie) zaczęła powtarzać, iż mroczne słowa hrabiny Rottermund z 1848 roku o tym, iż „Gdów nigdy nie będzie miastem”, po raz kolejny okazały się silniejsze od urzędowych planów i ambicji politycznych.
Choć próba wójta Wojasa z przełomu 2021 i 2022 roku została zawieszona, pokazała ona, iż dyskusja o tożsamości Gdowa jest wciąż żywa, a miasteczkowy charakter tej podkrakowskiej miejscowości prędzej czy później zmusi samorząd do ponownego zmierzenia się z tą historyczną zagadką.












