Anderson wrócił do tych samych ogrodów co w marcu, ale zieleń zamienił na biel. Szklana scenografia otaczała staw spowity mgłą, a pośrodku stały dwa rozłożyste orzechy włoskie – niczym drzewo życia. Ten sam motyw pojawił się w zaproszeniu: parze orzechów wenwan, które w Chinach obraca się w dłoni w ramach praktyki yangsheng, czyli „pielęgnowania życia”. W notatkach do kolekcji projektant pisze, iż to właśnie one przypomniały mu, iż „wiedzę i to, co cenne, można znaleźć w naturze”. Natura była zresztą muzą Andersona już od pierwszej kolekcji w maison Dior, choć do tej pory, niezależnie od komercyjnego sezonu, zdawała się być wiecznie wiosenna. Tym razem jednak wręcz przeciwnie.