Jednym z historycznie młodszych narzędzi w tym skomplikowanym procesie jest wykonywanie odwzorowań fotograficznych eksponatów.
O wykorzystaniu fotografii w pracy muzealnej rozmawiam z Agnieszką Krzyżanowską – kierowniczką Działu Głównego Inwentaryzatora – oraz pracowniczkami i pracownikami z jej działu: Sonią Bober, Sławomirem Obstem, Alicją Serafin-Pospiech, Radosławem Stolińskim oraz Martą Tomczak.
Mateusz Kiszka: Zacznę od najobszerniejszego pytania: czym zajmuje się Dział Głównego Inwentaryzatora Muzeum Narodowego w Poznaniu?
Agnieszka Krzyżanowska: W sposób najbardziej obrazowy można powiedzieć, iż Dział Głównego Inwentaryzatora sprawuje nadzór nad formalnymi aspektami związanymi z obiektami, które są przechowywane w muzeum. Czyli faktem przyjęcia ich do muzeum, ewidencjonowania, inwentaryzacji, katalogowania, udostępniania, wypożyczania, a czasem nawet, choć zdarza się to niezwykle rzadko – wykreślenia z ksiąg muzeum. Zadaniem tego działu jest przygotowanie i czuwanie nad poprawną dokumentacją w oparciu o przepisy prawa.

Fotografia obiektu udostępniona przez MNP, MNP P 168 Franciszek Flaum Na skale 1901
Ewidencja prowadzona jest w formie analogowej i cyfrowej, tzn. zapisy prowadzone są w formie papierowych ksiąg inwentarzowych i kart ewidencyjnych oraz w muzealnej bazie danych. Jednym z kluczowych elementów ewidencji jest fotografia.
I to odpowiada na kolejne pytanie: dlaczego studio fotograficzne znajduje się akurat w naszej strukturze, a nie na przykład w Dziale Głównego Konserwatora czy Dziale Głównego Magazyniera Zbiorów.
Fotografia w muzealnictwie to przede wszystkim wierny zapis obiektu w formie wizualnej na dany moment. Stanowi również dokumentację na wypadek straty, zniszczenia, kradzieży.
M.K: Jak duże są zbiory fotograficzne MNP?
A.K.: Nasze zbiory są naprawdę ogromne. Samych plików cyfrowych – fotografii i skanów obiektów – mamy na tę chwilę około 200 tysięcy. Oczywiście, liczba ta cały czas rośnie. Oprócz tego posiadamy zasoby fotograficzne w formie analogowej – negatywy szklane, diapozytywy, filmy mało- i średnioobrazkowe, odbitki i negatywy wielkoformatowe. To ogromny zbiór, który także stale się powiększa.
Należy do tego dołączyć jeszcze zbiory niezwiązane bezpośrednio z ewidencją – Sonia Bober zajmuje się fotografią promocyjną i dokumentacją wydarzeń oraz wystaw bieżących w instytucji.
M.K.: Wspomniałaś wcześniej, iż fotografia może być zabezpieczeniem. jeżeli dzieło zaginie – czy odwzorowanie fotograficzne w pewnym sensie staje się jego zamiennikiem? Czy traktowane jest jak osobny obiekt?
A.K.: Odwzorowanie jest traktowane jako dokument, który może służyć nam w odnalezieniu obiektu lub przywróceniu jego adekwatnego stanu. Jest wsparciem, ale nie może zastąpić dzieła na wypadek jego zniknięcia.
M.K.: Jak często fotografujecie dany obiekt? I czy proces ten jest w jakiś sposób zależny od zmieniających się technologii zapisu obrazu?
A.K.: Naszym zadaniem jest to, aby każdy eksponat posiadał jak najbardziej aktualne zdjęcie. Fotografujemy przede wszystkim wtedy, gdy obiekt zostaje nabyty przez muzeum lub złożony w depozyt oraz opuszcza w jakimś celu muzeum. Zdjęcia wykonujemy również przed i po konserwacji. o ile odwzorowanie ma trafić do jakiegoś wydawnictwa, zostać udostępnione na zewnątrz lub jeżeli obiekt będzie za chwilę prezentowany na wystawie – wtedy dokonujemy weryfikacji, czy jest ono aktualne i w razie potrzeby wykonujemy nowe.
Marta Tomczak: o ile mamy starsze zdjęcia, czasami trzeba je powtórzyć. Tak naprawdę, jest to nieskończony proces, również ze względu na zmieniającą się technologię. Wraz z pojawianiem się nowych narzędzi służących do obrazowania, ale także wtedy, gdy technologia ulega aktualizacji (nowsze aparaty, lepsze matryce itd.) – naszym zadaniem jest ponowne wykonanie odwzorowania danego obiektu z wykorzystaniem najlepszego dostępnego sprzętu.
M.K.: Co adekwatnie kryje się pod hasłem „udostępnianie wizerunków fotograficznych obiektów”?
Alicja Serafin-Pospiech: To proces, którego celem jest dostarczenie podmiotom zewnętrznym zdjęć danych obiektów. Mówimy tu o instytucjach publicznych, prywatnych firmach, osobach zajmujących się pracą naukową lub edukacyjną. Zgłaszają się do nas osoby, którym zależy na wykorzystaniu zdjęć obiektów np. do napisania artykułu lub książki.
Ale piszą też osoby prywatne. Zdarza się, iż kogoś zauroczył jeden z naszych obrazów i chciałby mieć jego fotografię w domu. Są to z pewnością jedne z najmilszych momentów w pracy.
Jako instytucja publiczna jesteśmy zobowiązani do udostępniania takich materiałów, jeżeli znajdują się w naszych zasobach. Procedura od strony formalnej wygląda następująco: podmiot składa wniosek o udostępnienie, następnie my odpowiadamy, zwykle akceptując prośbę i przesyłamy plik drogą mailową do wnioskodawcy.
M.K.: Zdarzają się przypadki, iż nie akceptujecie wniosku?
A.S-P.: Tak. Dzieje się to najczęściej w przypadku obiektów, do których nie posiadamy praw autorskich / majątkowych lub które znajdują się w depozycie muzeum. Wtedy przekierowujemy osobę lub instytucję do podmiotu zarządzającego prawami.
M.K.: Czy to jest płatne?
A.S-P.: Nie, o ile mówimy o wykorzystaniu w celach niekomercyjnych: naukowych, popularyzatorskich lub edukacyjnych. Użycie komercyjne – na przykład w publikacjach wydawniczych czy projektach firmowych – jest natomiast płatne.
M.K.: Jaki format pliku wysyłany jest do wnioskodawcy?
Sonia Bober: Standardem w naszej instytucji jest plik formatu TIFF w rozdzielczości 300 dpi. Jest to jakość wystarczająca do druku, choćby wielkoformatowego.
M.K.: A jak wygląda sytuacja przy wystawach zewnętrznych? Na przykład przy wystawie Chełmońskiego, kiedy obrazy przychodzą do was z innych instytucji. Czy są one wtedy fotografowane?
M.T.: To zależy. jeżeli obiekt przychodzi do nas z innego muzeum, zwykle otrzymujemy jego fotografie od tej instytucji. o ile pochodzi z kolekcji prywatnej bywa, iż musimy wykonać sesję sami.
M.K.: Czyli wtedy, gdy właściciel nie dysponuje własnym odwzorowaniem?
M.T.: Dokładnie. Wszystko zależy od właściciela – czy wcześniej wykonał dokumentację i czy chce, byśmy wykonali ją my. Ewentualnie – czy dokumentacja ma odpowiednie parametry, by mogła być przez nas wykorzystana np. do publikacji.
M.K.: Jak złożyć wniosek o udostępnienie odwzorowania?
A.S-P.: Na naszej stronie internetowej jest zakładka „Wizerunki obiektów”. Tam znajduje się wzór wniosku oraz adres mailowy sekretariatu, na który należy go przesłać. W przyszłości chcemy również stworzyć otwartą bazę sieciową, która umożliwi osobom skorzystanie z naszych zbiorów bez konieczności składania dodatkowego wniosku.
A.K.: Chcielibyśmy, by jak najwięcej zbiorów było dostępnych online – szeroko, bez ograniczeń geograficznych, w dowolnym czasie. Ale to wymaga infrastruktury, zgodnej m.in. z najnowszymi standardami dostępności cyfrowej. To ogromny koszt.
M.K.: Czyli odwzorowanie bywa realizowane na wniosek?
S.B.: Tak, o ile po naszej weryfikacji okaże się, iż zdjęcie znajdujące się w bazie jest już nieaktualne. Czasem ktoś wnioskuje o obiekt, którego jeszcze nie zdążyliśmy sfotografować.
M.K.: A jak zabezpieczacie zbiory cyfrowe? Nie pytam o szczegóły techniczne, ale podejrzewam, iż pliki są odpowiednio opisane, przypisane, przechowywane?
M.T.: Pliki przechowywane są na bezpiecznym serwerze. Tyle możemy zdradzić – są zabezpieczone.
M.K.: A dalej? Czy są opisywane metadanymi? Czy stanowią narzędzie pracy naukowej?
A.K.: Tak. Pliki fotograficzne są powiązane z muzealną bazą danych tworząc jeden spójny system. Kuratorzy i inne zaangażowane działy, jak np. konserwatorzy, uzupełniają dane w systemie i korzystają z tych informacji w codziennej pracy.
M.K.: Czyli to oni budują całościową strukturę informacji o obiektach?
M.T.: Nie do końca. Zadaniem kuratorów jest tworzenie metadanych obiektów. Ja natomiast pełnię rolę administratorki tych danych – jestem odpowiedzialna za ich całościową strukturę i porządkowanie.
M.K.: Czy do tworzenia odwzorowań używacie wyłącznie fotografii w klasycznym tego słowa pojęciu? Czy pojawiają się inne techniki, na przykład 360 stopni, skanowanie przestrzenne lub dokumentacja filmowo-dźwiękowa?
A.K.: Na co dzień korzystamy wyłącznie z fotografii i skanowania płaskiego. o ile zachodzi potrzeba stworzenia innego rodzaju odwzorowania, zwracamy się wtedy do firm zewnętrznych, specjalizujących się w danej technice dokumentacji. Przyszłościowo, myślimy oczywiście o wprowadzeniu technik 3D i innych. Jest to jednak bardzo pracochłonne i kosztowne przedsięwzięcie, dlatego na tę chwilę skupiamy się na tym, by budować jak najlepsze zbiory fotograficzne.
Sławomir Obst: W tej dziedzinie (fotografii) też zresztą zachodzą ciągłe rewolucje. Same aparaty robią się coraz lepsze. Kiedyś 30 megapikseli robiło wrażenie, dziś 100 to w zasadzie standard. To samo w sobie wymusza ciągłą aktualizację zasobów.
M.K.: Czyli jest też przymus wymiany sprzętu?
Radosław Stoliński: Może nie przymus, ale nieuniknione jest podążanie za dokonaniami technologicznymi. Fotografie wykonane dzisiaj, za 10 lat mogą okazać się już zbyt niskiej jakości. Zakup nowego aparatu czy skanera stanie się wtedy priorytetem.
Jednakże muzeum, tak jak wszystkie instytucje, których podstawą działalności jest przechowywanie i zabezpieczanie zbiorów, jest tego w pełni świadome. To nie jest proces, który rozpoczął się wczoraj. W tym przypadku postęp technologiczny wymusza na nas naturalny rozwój.
M.K.: A czy widzicie potencjał A.I. jako wsparcia w archiwizacji?

fot. Tobiasz Jankowiak
A.S-P.: Myślimy o tym. Zastanawiamy się, jak A.I. mogłoby pomóc usprawnić udostępnianie i archiwizację plików. Na tę chwilę zdecydowaliśmy się na prostsze rozwiązania – skrypty automatyzujące te procesy. Ze względu na ryzyko błędów generowanych przez A.I.
S.O.: Narzędzia A.I. są jeszcze w zbyt wczesnej fazie rozwojowej, by móc powierzyć im zadania związane z weryfikacją danych, na których my pracujemy. A.I. nie pozostało w stanie zastąpić ludzkiego sposobu widzenia. Warto pamiętać, iż sztuka – przynajmniej w wymiarze, o którym tu mówimy – jest wytworem ludzkim. Sztuczna inteligencja po prostu nie potrafi stworzyć odwzorowania obiektu, które będzie zgodne z tzw. naturą, nie mówiąc o obróbce pliku.
A.S-P.: Dodatkowym problemem są kwestie związane z bezpieczeństwem danych. Zbiorów cyfrowych nie możemy przetrzymywać na serwerach zewnętrznych firm, ani w chmurze. Wszystko musiałoby działać w obrębie infrastruktury muzeum, co jest bardzo kosztowne.
M.K.: Czyli przez cały czas rzemiosło.
A.K.: Tak. choćby gdybyśmy wprowadzili agenta A.I., ktoś musiałby nad nim czuwać. A więc wciąż byłaby to praca ludzka.
M.K.: W dziale pracuje trójka osób z wykształceniem fotograficznym – Radek, Sławek i Sonia. Czy macie podział obowiązków? Zajmujecie się przecież szerokim wachlarzem działań – od odwzorowań, przez dokumentację wydarzeń, po działania promocyjne.
S.B.: Tak, mamy wyraźny podział. Radek i Sławek zajmują się głównie odwzorowaniami obiektów. Ja dokumentuję wernisaże i wydarzenia – tę część archiwizacyjną życia muzeum. Czasem realizuję też materiały do celów promocyjnych czy marketingowych, ale tym aspektem na co dzień zajmują się osoby z Biura Marketingu, Strategii i Promocji.
M.K.: Kto może zostać osobą odpowiedzialną za wykonywanie zdjęć i odwzorowań w Dziale Głównego Inwentaryzatora?
S.O.: Przede wszystkim musi to być osoba z doświadczeniem zawodowym. To nie jest przestrzeń dla samouków. Mamy wykształcenie kierunkowe – szkoły policealne, studia licencjackie i magisterskie na kierunku fotografia. Regularnie uczestniczymy w szkoleniach, organizowanych np. przez Narodowy Instytut Muzeów. Tak zdobywamy wiedzę dotyczącą standardów digitalizacji i aspektów technicznych.
M.K.: Czy jest jakiś specjalny system rekrutacji na to stanowisko? Egzamin praktyczny?
A.K.: Standardowe dokumenty – CV, list motywacyjny. Ponadto i przede wszystkim, portfolio. Sprawdzamy, czy osoba posiada doświadczenie w fotografowaniu obiektów trudnych: metalu, szkła, powierzchni odbijających światło. Interesuje nas fotografia produktowa, nie reportaż ślubny czy portretowy. Choć zgłaszają się i takie osoby – zwykle odpadają na etapie wstępnym. Następnie ma miejsce rozmowa kwalifikacyjna. Kilka pytań wystarczy, by sprawdzić wiedzę techniczną.
S.O.: Na końcu zadanie w studio – dla dwóch, trzech wybranych osób.
M.K.: Czy praca przy tworzeniu odwzorowań obiektów wymaga kreatywności?
S.O.: Fotografia muzealna jest przede wszystkim techniczna. Tu nie chodzi o kreatywność artystyczną. Natomiast, na pewno wymaga ona umiejętności i zmysłu technicznego. Nie chodzi o finezyjne oświetlenie czy interpretację, tylko o to, by wygląd obiektu był jak najwierniejszy rzeczywistości. jeżeli to rzeźba, nie oświetlamy jej tylko z tyłu dla efektu.
M.K.: Macie swoje wypracowane patenty na fotografowanie danych obiektów?
R.S.: Każdy obiekt posiada swoje cechy fizyczne – wielkość, strukturę, ilość detali, materiał, z którego został wykonany. Dlatego zaczynając pracować, zawsze musimy najpierw zastanowić się o jaki efekt nam chodzi i jakiego sprzętu użyć. Oczywiście, mamy swoje patenty na usprawnienie tego procesu, ale nasza praca wymaga dużego skupienia i niespiesznego podejścia. Raczej myślałbym tu więc o pojedynczych rozwiązaniach niż ogólnych patentach.
M.K.: Wasza praca to nie tylko studio. Część obiektów znajduje się w galeriach, część w innych oddziałach muzeum. Czym wyróżnia się praca w terenie?

fot. Tobiasz Jankowiak
S.O.: Idealne warunki to studio. Często jednak jesteśmy zmuszeni do pracy w terenie. Czasem obiektu nie da się zdjąć – jest za duży, za ciężki, zbyt wrażliwy. Kiedy indziej, eksponat stanowi część architektury danego miejsca. Nie możemy przecież poprosić o wyrwanie go z całości i przewiezienie do nas. Wtedy organizujemy transport.
R.S.: Wyjazdy terenowe to osobny temat. Jedziemy dwie godziny w jedną stronę, dwie w drugą. Na miejscu zostaje kilka czasu. Czasem mamy trzy godziny na trzy obiekty. A każdy może okazać się bardziej skomplikowany, niż się wydawało. Warunki są różne – kolorowe ściany, tkaniny, okna naprzeciwko obiektu, ciemne wnętrza. A my musimy zadziałać w taki sposób, by eksponat wyglądał naturalnie – bez względu na jego umiejscowienie czy rozmiary.
S.B.: Tak. Trzeba wszystko kontrolować – światło, odbicia, kolorystykę otoczenia.
A.K.: Dodam, iż w zbiorach MNP posiadamy wiele rodzajów obiektów. Zarówno te zwykle kojarzące się z muzuem jak obrazy i rzeźby, ale również: monety, zabytki archeologiczne, obrazy, grafiki, mundury, rzemiosło artystyczne, meble, instrumenty muzyczne, zbiory etnograficzne, tkaniny. To pełne spektrum materiałów, faktur i gabarytów.
M.K.: Być może zbyt filozoficzne pytanie: jak osiągnąć „naturalność” odwzorowania, skoro każde z was widzi inaczej?
S.O.: Pomaga nam w tym technologia. Fotografujemy z użyciem skali barwnej, stałego światła błyskowego, kalibrujemy sprzęt – monitor, aparat. Staramy się stworzyć powtarzalne warunki. Stosujemy się do wytycznych w Katalogu Dobrych Praktyk Digitalizacji Obiektów Muzealnych, stworzonego przez NIM. To standard. Oczywiście, nie istnieją warunki idealne, ani też nie jesteśmy w stanie uniknąć pewnych, jak to nazwać, przesunięć. Ta praca wymaga ogromnego wyczucia na detale.
M.K.: Co jest dozwolone w obróbce wykonanych zdjęć?
S.O.: Prawie nic. Stosujemy wyłącznie tzw. obróbkę ciemniową: korekta ekspozycji, cieni, świateł, balans bieli. Bez ingerencji w strukturę. Niedozwolone jest usuwanie tła czy elementów obiektu.
M.K.: A jeżeli obiekt ma rysę?
S.O.: To część jego historii. W razie zaginięcia ta rysa może być kluczowa.
M.K.: Najtrudniejsze obiekty do sfotografowania?
S.O.: Osobiście, nie lubię mebli. Za to ceramika ze szkliwieniem, metale lustrzane, współczesne designerskie obiekty – to wyzwanie. Studio trzeba projektować pod konkretny przedmiot.
M.K.: Ile powstaje zdjęć danego obiektu?
S.B.: Dla obiektów płaskich, minimum dwa zdjęcia. Dla przestrzennych – znacznie więcej. choćby 15–20 ujęć. Im bardziej skomplikowany eksponat, tym więcej zdjęć.
M.K.: Podsumujmy. Składam wniosek o udostępnienie mi zdjęcia danego obiektu. Wniosek trafia do was. Okazuje się, iż w bazie nie istnieją żadne jego fotografie. Co dalej?
A.K.: Taka sytuacja jest niemożliwa. (śmiech)
Ale dobrze – teoretycznie: najpierw wniosek trafia do Alicji, która sprawdza czy w bazie istnieje odwzorowanie obiektu i jego jakość. jeżeli okazuje się, iż zdjęcie lub zdjęcia są stare lub ich nie ma, informacja zostaje przekazana fotografom. Następnie trzeba znaleźć dany obiekt. W tym celu niezbędne stają się numer inwentarzowy lub tytuł i autor eksponatu (jeśli takowy istnieje w zapisach). Większość pozycji inwentarzowych posiada swoje wpisy w cyfrowej bazie danych. W razie potrzeby, możemy korzystać z archiwum fizycznego. Po znalezieniu miejsca przechowywania obiektu fotografowie robią rekonesans, w celu opracowania strategii działania. jeżeli eksponat jest zakurzony lub podniszczony – proszą o pomoc konserwatorów odpowiedzialnych za dany obiekt. Następnie, przystępują do pracy.

fot. Tobiasz Jankowiak
W zależności od ilości bieżących zleceń, fotografie obiektu wykonywane są w czasie od kilku godzin do kilkunastu dni. Później poddawane są one obróbce cyfrowej (wszystko z zachowaniem wytycznych).
Po przekazaniu zdjęć do Soni, wprowadzane są one do cyfrowej bazy danych, gdzie czekają na uzupełnienie metadanych. Jednocześnie, przygotowane zostają pliki w formacie TIFF i rozdzielczości 300 dpi, które zostają wysłane do wnioskodawcy.
M.K.: Jak wygląda najbliższa przyszłość w kwestii odwzorowań dla Działu Głównego Inwentaryzatora MNP?
A.K.: Dyrektor Tomasz Łęcki przedstawił trzy główne priorytety na najbliższy rok: ewakuacja, archiwizacja i bezpieczeństwo zbiorów. To jest silnie związane z digitalizacją. Chodzi o zabezpieczenie zbiorów – nie tylko przez wykonanie fotografii, ale też tworzenie metadanych i ich odpowiednie przechowywanie. W obliczu globalnych zagrożeń musimy myśleć o zabezpieczeniu dziedzictwa. prawdopodobnie będzie się to wiązało z rozbudową naszej pracowni digitalizacji oraz stworzeniem ogólnodostępnej bazy odwzorowań. Tymczasem, kontynuujemy nieskończony proces tworzenia odwzorowań fotograficznych obiektów muzealnych w Muzeum Narodowym w Poznaniu.
M.K.: Dziękuję za rozmowę.
Sonia Bober – fotografka, pracuje na stanowisku starszego specjalisty ds. fotograficznych, zarządza bazą fotograficzną oraz dokumentuje wydarzenia muzealne.
Agnieszka Krzyżanowska – historyczka sztuki, muzealniczka; w tej chwili pracuje na stanowisku Głównego Inwentaryzatora MNP, na którym realizuje zadania związane z czuwaniem nad prawidłową ewidencją muzealiów oraz nadzoruje prace sekcji inwentarzy, udostępniania i badań nad kolekcją oraz digitalizacji.
Sławomir Obst – fotograf, pracuje na stanowisku specjalisty ds. fotograficznych.
Alicją Serafin-Pospiech– w muzeum zajmuje się zarządzaniem prawami autorskimi kolekcji oraz udostępnianiem odwzorowań muzealiów. Historyczka sztuki i początkująca muzealniczka, szczególnie zainteresowana wykorzystaniem narzędzi cyfrowych w pracy nad zbiorami.
Radosław Stoliński – fotograf, pracuje na stanowisku specjalisty ds. fotograficznych.
Marta Tomczak – historyczka sztuki, muzealniczka, w MNP pracuje jako administratorka merytoryczna muzealnej bazy danych.









