
,,Diabeł znów ubierze się u Prady” / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Press_conference_for_the_film_”The_Devil_Wears_Prada_2″_-_55194504803.jpg
Dwadzieścia lat w świecie mody to naprawdę kawał czasu, jednak Miranda Priestly dowodzi, iż prawdziwa klasa nie podlega upływowi czasu. Kontynuacja kultowego hitu wchodziła na ekrany w atmosferze wielkich oczekiwań, przenosząc nas w realia kryzysu prasy papierowej. Czy legendarna szefowa redakcji „Runwaya” zdoła utrzymać swoją potężną firmę w świecie, gdzie dominują algorytmy i media społecznościowe?
Świat mody zmienił się nie do poznania w ciągu ostatnich dwudziestu lat, ale stanowisko Mirandy Priestly zdaje się niezmienne. Druga część słynnej opowieści powraca w czasach, gdy prestiżowe wydawnictwa są chwiejne, mierząc się z brutalną rzeczywistością malejących nakładów. Kiedy podczas finałowej sceny pierwszej części Andrea Sachs rzucała telefonem do fontanny, wydawało się, iż to ostateczny koniec jej toksycznej relacji z redaktorką naczelną „Runwaya”. Twórcy sequela postawili jednak na zabieg, który idealnie oddaje dzisiejsze rynkowe realia biznesowe. Przenoszą nas do czasów współczesnych, gdzie tradycyjne media papierowe walczą o przetrwanie, a budżety reklamowe kurczą się w ekspresowym tempie. Miranda Priestly, w tej roli niezmiennie wspaniała Meryl Streep, staje przed największym wyzwaniem w swojej karierze. Musi bowiem uratować pismo przed upadkiem, a sekret sukcesu zna jej dawna asystentka, Emily Charlton. To starcie nie jest tylko powrotem do przeszłości, ale twardą lekcją współczesnego marketingu, w którym sentymenty nie mają najmniejszego znaczenia. Rywalizacja ta gwałtownie się zaostrza, pokazując, jak bardzo zmieniły się zasady gry w Nowym Jorku.
Współczesny styl luksusu
Scenariusz pewnie pokonuje lęki współczesnego świata mody. To już nie jest opowieść o dziewczynie, która nie wie, jak przeliterować „Gabbana”. To historia o tym, jak technologia zmienia reguły gry, a bezwzględny profesjonalizm styka się z nową wrażliwością influencerów. Miranda przez cały czas rzuca płaszczem na biurko, ale teraz robi to w rzeczywistości, w której jedno niefortunne nagranie ukrytą kamerą może zniszczyć ikonę budowaną przez trzy dekady. Streep odgrywa Mirandę z jeszcze większym chłodem, ale i z nutką melancholii, co nadaje jej postaci głębi. Widzimy kobietę, która rozumie, iż jej czas mija nieubłaganie, ale nie zamierza oddać korony bez walki. Każda zmarszczka na jej twarzy wydaje się opowiadać o innej bitwie stoczonej na pierwszej linii frontu światowego designu. To aktorstwo najwyższej próby, gdzie każde spojrzenie ma znaczenie.
Przemiana Emily i cienie przeszłości
Widzowie z pewnością pochwalą powrót Emily Blunt. Jej postać przeszła ogromną przemianę, stając się wysokiej rangi menedżerką w potężnej grupie spółek handlujących luksusem. To ona trzyma teraz w ręku budżety reklamowe, od których zależy być albo nie być „Runwaya”. Relacja między dawną przełożoną a jej asystentką jest motorem napędowym filmu. Zamiast klasycznej rywalizacji, otrzymujemy skomplikowany obraz dwóch kobiet, które osiągnęły sukces i muszą zdecydować, ile są w stanie poświęcić dla kariery w branży, która nikomu nie wybacza błędów. Stroje, za które odpowiada nowa załoga stylistów, zapierają dech w piersiach, łącząc klasykę z nowoczesną estradową ekstrawagancją. Warto zwrócić uwagę na detale, na przykład ubiór Emily nie jest już tylko kopią stylu Mirandy, ale manifestem jej nowej, niezależnej potęgi finansowej.

Andrea Sachs / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Anne_Hathaway-68211_(cropped_2).jpg
Walka o przetrwanie
Jednym z największych atutów produkcji jest jednak jej tempo. Reżyser David Frankel, ponownie obejmujący stery, unika pułapki taniego sentymentalizmu. Film nie jest laurką dla pierwszej części, ale autonomiczną historią o przemijaniu pewnej epoki. W rozmowie z „The Hollywood Reporter” jeden z krytyków obecnych na pokazie przedpremierowym stwierdził, iż druga część daje nam chwilę refleksji nad losem mediów, ale niezwykle delikatnie i trafnie. To stwierdzenie najlepiej oddaje ducha filmu, który pod warstwą jedwabiu i markowych torebek skrywa gorzką diagnozę współczesnej komunikacji. Prasa papierowa umiera, a Miranda jest jej ostatnią, dumną zwolenniczką, która nie potrafi pogodzić się z faktem, iż o trendach decydują teraz algorytmy.
Obawy w blasku fleszy
Wątek Andy Sachs, choć początkowo owiany tajemnicą, zostaje wprowadzony ze sporą dawką realizmu. To już nie jest ta sama zagubiona dziewczyna, ale kobieta świadoma swojej wartości, która patrzy na świat mody z dystansem. Jej potencjalne pojawienie się w orbicie Mirandy nie wynika z naiwności, ale z konieczności biznesowej. Widz śledzi tę grę z zapartym tchem, zastanawiając się, czy diabeł faktycznie wciąż nosi Pradę, czy może dzisiaj wybiera ubrania ekologiczne, z drugiej ręki, by przypodobać się opinii publicznej. Liczba zwrotów akcji w drugiej połowie filmu sprawia, iż seans mija błyskawicznie. Andy musi zadać sobie pytanie, czy stając się ratunkiem dla redakcji, nie staje się przypadkiem lustrzanym odbiciem swojej dawnej przewodniczki. To psychologiczna łamigłówka, w której stawką jest nie tylko posada, ale przede wszystkim własna twarz.
Nowe reguły w świecie mody
Nie można zapomnieć o roli drugoplanowej Stanleya Tucciego. Nigel wciąż jest głosem rozsądku, choć tym razem to on najgłośniej mówi o potrzebie rewolucji i odejściu od skostniałych, tradycyjnych struktur. Produkcja doskonale punktuje hipokryzję branży, która promuje otwartość, dopóki nie koliduje ona z wynikami sprzedaży na koniec kwartału. To śmiałe podejście, które odróżnia ten film od typowych hollywoodzkich kontynuacji robionych wyłącznie dla zysku. Reżyser nie obawia się pokazać brudnych kulis sesji zdjęciowych, gdzie uśmiech modelki kończy się razem z błyskiem flesza. To obraz świata, który kocha piękno, ale gardzi słabością i brakiem zasięgów w sieci.
Styl i dźwięk nowoczesności
Warto również pochylić się nad stroną techniczną, która w tej części zyskała zupełnie nowy poziom. Zdjęcia przenoszą nas z eleganckich paryskich uliczek prosto do surowych, minimalistycznych biur gigantów technologicznych. Kontrast ten doskonale podkreśla przepaść między starym a nowym porządkiem. Ścieżka dźwiękowa, pełna nowoczesnych bitów przeplatanych klasycznymi kompozycjami, buduje napięcie w scenach, w których Miranda musi walczyć o głosy zarządu. Każdy kadr jest tu dopracowany do perfekcji, co sprawia, iż film staje się wizualną ucztą, godną największych pokazów haute couture.

Miranda Priestly / Źródłó: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Meryl_Streep_from_”Florence_Foster_Jenkins”_at_Opening_Ceremony_of_the_Tokyo_International_Film_Festival_2016_(32801846044).jpg
Sukces na wysokich obcasach
„Diabeł ubiera się u Prady 2” to film, który usatysfakcjonuje zarówno fanów oryginału, jak i nowe pokolenie widzów. Znajdzie się tu wszystko: od wielkiej mody, przez wielkie pieniądze, aż po wielkie ego. To produkcja o tym, iż czasami trzeba wrócić do przeszłości, by móc iść w przyszłość. Twórcy pokazali, iż kontynuacja po latach ma sens, jeżeli ma się do opowiedzenia nową, istotną historię, a nie tylko chęć eksploatacji znanej marki. To bez wątpienia jedna z najciekawszych premier, która zostanie w pamięci na długo po napisach końcowych. Warto wybrać się do kina, by na własne oczy zobaczyć, jak Miranda Priestly radzi sobie w świecie, w którym nikt już nie czyta magazynów, a każdy chce być sławny bez konkretnego powodu. To lekcja stylu, pokory i bezwzględnej gry o wpływy, która pokazuje, iż na szczycie zawsze jest mało miejsca dla dwóch silnych osobowości.
Bez wątpienia jedno jest pewne: diabeł ma się świetnie i wciąż narzuca warunki, których nie sposób nie zauważyć, choćby jeżeli zmienia się platforma ich przekazu. Film udowadnia, iż luksus ma swoją cenę, a najwyższą płaci się za pozostanie sobą w świecie pełnym nieszczerej sztuczności. Seans jest obowiązkowy dla wszystkich, kto choć raz poczuł, iż praca zaczyna definiować jego życie bardziej, niżby tego chciał. To kino mądre, szybkie i przede wszystkim niezwykle stylowe, czyli dokładnie takie, jakiego oczekiwaliśmy od powrotu kultowego diabła. To także smutna lekcja, o tym iż w pogoni za nowoczesnością często gubimy jakość, której Miranda broniła przez całe życie. Poproszę o kawę, mówi Miranda w jednej z ostatnich scen i jest to zdanie, które podsumowuje cały film: krótko, konkretnie i z wyższością, którą można tylko kochać albo nienawidzić.
Martyna WITKOWSKA


.jpg)







