Kasia wróciła do domu wcześniej z podarunkami od rodziców. Chciała zrobić mężowi niespodziankę, ale Paweł zamiast ciepłego powitania wysłał ją do sklepu. Skutki tego były całkiem nieprzewidziane.
Ciężka torba tak mocno ciągnęła ją za ramię, iż aż jęknęła. Od tygodni bolały ją plecy od dwóch miesięcy towarzyszył jej ten ból nieustannie. Ostrożnie postawiła torby na wyszczerbiony chodnik na przystanku.
Kasia westchnęła głęboko. Dziecko w jej brzuchu ruszyło się z niezadowoleniem. Szósty miesiąc ciąży to już nie przelewki. Szczególnie jeżeli próbuje się zaskoczyć męża i wrócić od rodziców trzy dni wcześniej niż uzgodnili. Tak tęskniła, iż przez ostatnie sto kilometrów jazdy autobusem dosłownie liczyła słupy.
Ciekawe, co teraz robi Pawełek? Pewnie choćby nie podejrzewa, iż już jest tak blisko zaledwie dziesięć minut piechotą od domu. Droga do bloku zdawała się nie mieć końca. Torby, wypchane słoikami z konfiturami, ojcowską swojską kiełbasą i ciężkimi jabłkami, ważyły dla niej jak okrutnie dużo.
Po pięćdziesięciu metrach poczuła, iż dalej nie da rady. Kręgosłup nie wytrzyma obciążenia.
Chwyciła za telefon i wybrała numer męża.
Pawle, cześć szepnęła do słuchawki, gdy w końcu odebrał.
Kasia? Co się dzieje? odezwał się przestraszonym tonem.
Nic się nie dzieje. Już jestem! Stoję na przystanku przed naszym blokiem. Proszę, wyjdź po mnie. Torby są nie do uniesienia, mama napakowała wszystkiego…
W uszach zapadła cisza. Kasia spojrzała na ekran połączenie trwało.
Jesteś na przystanku? Paweł prawie pisnął. Teraz? Czemu nie zadzwoniłaś wcześniej? Przecież mieliśmy się widzieć w czwartek!
Chciałam zrobić niespodziankę Kasia się zmarszczyła. Nie cieszysz się? Jestem zmęczona, chodź już.
Poczekaj! Paweł niemal krzyknął. Nie idź jeszcze do domu. To znaczy idź do tego całodobowego sklepu za rogiem. Kup mięso, najlepiej wołowinę. Dzisiaj nie poszedłem do pracy, wziąłem wolne. Chcę zrobić porządny obiad, godnie cię przywitać.
Jakie mięso? Kasia zgłupiała. Słyszysz mnie? Jestem w szóstym miesiącu ciąży, stoję z dwoma wielkimi torbami!
Ledwo się ruszam! Przecież w domu mamy ziemniaki, jajka. Wyjdź po mnie, chcę coś zjeść i odpocząć.
No, ale nie rozumiesz powiedział szybciej, przerywając jej. Chcę, żeby wszystko było idealnie. Sklep jest tuż obok. Kup wołowinę, trochę świeżych ziemniaków, bo nasze są już nie do użytku. Poproś kogoś o pomoc, albo powoli, po trochu Proszę cię! To dla nas! Przygotuję wszystko.
Kasia spojrzała na czerwone dłonie. Poczuła, jak fala złości i rozczarowania wzbiera w sercu.
Pawle, czy ty w ogóle rozumiesz? zadrżał jej głos. W takim stanie mam iść do sklepu po mięso, bo tobie się zachciało obiadu? Sam nie możesz zejść i kupić?
Właśnie zacząłem wszystko przygotowywać! jeżeli teraz wyjdę, wszystko zepsuję. Kasiu, proszę, dla mnie. Kup ze 800 gramów wołowiny i mały worek ziemniaków. Czekam na ciebie!
Rozłączył się. Kasia stała patrząc na ciemny ekran. Nie wierzyła. Najchętniej rozpłakałaby się tam, pod latarnią, samotna na pustym przystanku. Zamiast powitania i ciepłego koca wyprawa po mięso. Może faktycznie coś dla niej szykuje przemknęło jej przez myśl. Westchnęła, poprawiła torby i kulejąc ruszyła do sklepu.
Pchała wózek między półkami, czując litościwe spojrzenie sennej kasjerki.
Mięso było ciężkie, worek ziemniaków wręcz nie do udźwignięcia. W drodze do domu przestała czuć dłonie, palce miała sztywne jak haki.
Telefon znów zadzwonił.
Kupiłaś? zapytał wesoło Paweł.
Kupiłam wycedziła przez zęby. Jestem już pod klatką. Otwieraj.
Stój! prawie krzyknął. Nie wchodź jeszcze! Poczekaj na ławce. Daj mi jeszcze dziesięć minut.
Serio? Kasia uniosła głos, mając gdzieś przechodniów. Pawle, jakie dziesięć minut? Mam spuchnięte nogi, ledwo stoję!
Niespodzianka jeszcze niegotowa! Proszę, nie wchodź. Usiądź, odpocznij chwilę. Pięć minut, Kasiu, przysięgam! Muszę się uwijać!
Z trudem osiadła na ławce pod blokiem. Torby z łoskotem poleciały obok. Miała ochotę rzucić nieszczęsny worek mięsa w okno na trzecim piętrze.
Minęło dziesięć minut. Potem dwadzieścia. Kasia siedziała i czuła, iż zaraz eksploduje. Wyobrażała sobie, co zobaczy w domu Kwiaty? Śniadanie przy świecach? Skrzypka w kącie? Nic nie byłoby warte tego czekania w takim stanie, po tak wyczerpującej podróży.
Po trzydziestu pięciu minutach drzwi klatki skrzypnęły. Wyskoczył Paweł. Wyglądał dziwnie: koszulka wywinięta na lewą stronę, czoło mokre, włosy we wszystkie strony.
O, jesteś! uśmiechnął się wymuszenie, chwytając torby. Czemu taka zła? Patrz, jaka pogoda E tam, chodź już!
Czemu jesteś mokry? Kasia zmrużyła oczy, z trudem wstając, opierając się na poręczy. I czemu tak cuchniesz domowymi detergentami?
Zobaczysz! odparł radośnie, podskakując przy windzie.
Weszli na górę. Paweł z dumą otworzył drzwi i czekał na jej reakcję. Kasia weszła do przedpokoju uderzył ją ostry zapach chloru i taniego odświeżacza powietrza morska bryza.
Obeszła pokój, kuchnię, zajrzała do łazienki. Mieszkanie lśniło było wyjątkowo puste. choćby rzeczy, które zawsze walały się po krzesłach, znikły. Dywan odkurzony, podłogi umyte, kurz z półek zniknął. Jej figurki stały stłoczone w rogu.
No i? Paweł promieniał jak nowa złotówka. Podoba się? Niespodzianka!
Kasia spojrzała mu w oczy.
I to wszystko? zapytała cicho.
Jak to wszystko? zdziwił się Paweł, wręcz osunął się z oburzenia. Kasiu, popatrz na to! Trzy godziny się męczyłem! Wszystko umyte, choćby pod kanapą! Zmywarka pełna, sedes lśni jak nowy. Chciałem, żebyś od razu po wejściu mogła odpocząć, nie musiała nic robić. Tak się uwijałem, podczas gdy ty byłaś w sklepie!
Kasia poczuła gulę w gardle.
Po to? zatrzęsła się jej warga. Po to, żeby umyć podłogi, kazałeś mi targać torby i iść do sklepu?
Nie wyszedłeś po mnie na przystanek, choć prosiłam, bo myłeś podłogę?
Tak! Paweł rozłożył ręce. Chciałem zrobić wszystko najlepiej jak się da! Zawsze narzekasz, iż nic nie robię w domu. Pomyślałem, iż udowodnię, iż potrafię. Wróciłaś wcześniej, nie zdążyłem! Musiałem cię zatrzymać, żeby skończyć. A ty zamiast podziękować, masz do mnie pretensje!
Paweł, czy z tobą wszystko w porządku? Kasia podniosła głos. Mam gdzieś twoje podłogi! Boli mnie kręgosłup, miałam ciężkie torby! Noszę nasze dziecko! Rozumiesz? Wystarczyło, żebyś wziął mnie za rękę i poprowadził do domu, a nie żebyś tu latał ze ścierką!
Paweł zzieleniał. Rzucił szmatę do zlewu.
Aha, zaczyna się! wrzasnął. Tobie nigdy nic nie pasuje. Od piątej rano szoruję chatę, szykuję niespodziankę. A ty krzyczysz! Widzisz, jak tu czysto? choćby w dzień naszego ślubu tak nie było!
I po co mi ta czystość takim kosztem?! Kasia miała łzy w oczach. Czekałam na ławce pół godziny, zmarzłam, ledwo chodzę! Kazałeś mi kupować mięso i ziemniaki, kiedy ledwo szłam! To nie niespodzianka, to kpina!
Kpina?! Paweł gestykulował po całej kuchni. Przepraszam, iż nie jestem idealny! Inna kobieta by się ucieszyła, iż mąż posprzątał i chce gotować. Ale ty tylko o sobie myślisz! Moje plecy, mój stan. Może ja też jestem zmęczony? Całą noc nie spałem, myślałem jak cię zaskoczyć!
Kasia ukryła twarz w dłoniach.
choćby nie rozumiesz zaszlochała. Nic nie rozumiesz. Twój czysty próg był dla ciebie ważniejszy niż moje samopoczucie.
O co ci chodzi?! znów podniósł głos. Przyjechałaś wcześniej! Popsułaś mi całą niespodziankę! Gdybyś była w czwartek, wszystko byłoby gotowe, wszedłabyś i byłoby idealnie. Ale nie, musiałaś przyjechać dziś i jeszcze zrobić ze mnie złego! Jesteś niewdzięczna, Kasiu. Po prostu niewdzięczna!
Wypadł z kuchni, trzaskając drzwiami sypialni.
Dziecko w brzuchu mocno kopnęło. Kasia opadła wolno na krzesło, patrząc na worek z mięsem, którego Paweł choćby nie schował do lodówki. Źle się czuła mdłości narastały falami.
Po dziesięciu minutach drzwi kuchni się uchyliły.
Mam to mięso zacząć robić? burknął. Czy może głodujemy, żeby zrobić mi na złość?
Nic nie gotuj, Paweł. Kasia odpowiedziała cicho, bez odwracania głowy. Zostaw mnie w spokoju. Chcę się położyć.
Proszę bardzo! trzasnął znowu drzwiami.
Kasia podniosła się z trudem i poszła do łazienki. W lustrze zobaczyła swoją bladą twarz z podkrążonymi oczami, rozczochraną.
Przypomniała sobie podróż autobusem, wyobrażenie, iż Paweł ją obejmie i powie: Dobrze, iż jesteś w domu. Jasne. Przytulił Kiedy wyszła z łazienki, kłótnia rozgorzała na nowo. Paweł znów miał pretensje o drobiazg.
Wyszła z domu tak, jak stała dobrze, iż nie zdążyła się przebrać. Pojechała z powrotem do rodziców.
Wszyscy odradzali Kasi rozwód: teściowie, szwagierka, choćby dalsi krewni. Paweł regularnie dzwonił, prosił o powrót, przekonywał, iż wszystko zrozumiał. Kasia jednak była już zdecydowana: nie chce takiego męża, rozwód musi być. Po co jej ktoś, kto sprzątanie stawia wyżej niż zdrowie własnego dziecka?












