Daj nam klucze do waszej działki, tam trochę pomieszkamy,
małżeństwo zaprosiło znajomych w gości, nie przewidując konsekwencji.
Matka Jana poważnie zachorowała, więc razem z żoną, Malwiną, zdecydowali się spędzić Sylwestra w domu. Cicho przywitali Nowy Rok, po rodzinie. Ich przyjaciele, Dorota i Michał, byli lekko rozczarowani, iż Jan i Malwina w ostatniej chwili odwołali wyjazd na działkę, choć wcześniej to obiecywali. Ale przecież nikt się nie spodziewał, iż pani Zofia rozchoruje się akurat w święta.
Mimo wszystko Malwina czuła się trochę winna, iż wszystko tak wyszło. Gdy Dorota zadzwoniła do niej drugiego stycznia i zaczęła się żalić, jak kiepsko spędzili Sylwestra we trójkę w ciasnym mieszkanku, Malwinę naszło kolejne poczucie winy.
Musiałam znosić fochy teściowej. Wpadła 31 grudnia i oznajmiła, iż nie działa jej ogrzewanie. Teraz planuje mieszkać z nami z Michałem przez całe święta, dopóki administracja nie naprawi rur! Ja już nie wytrzymuję! Rozwiodę się przez jego matkę! Słowo daję! narzekała Dorota.
Współczuję. Z panią Zofią mam całkiem dobre relacje, ale wiadomo, choroba jej nie oszczędza, odpowiedziała Malwina. Gdybym mogła jakoś pomóc…
Wiesz co, Malwinka… Możesz mi pomóc.
Jak?
Daj klucze do waszej działki. Uciekniemy z Michałem od teściowej na święta. Niech sobie siedzi sama i sama siebie denerwuje.
Malwina się zawahała. Z jednej strony żal jej było przyjaciółki, z drugiej nie wiedziała, co powie Jan. Działka była wprawdzie ich wspólną własnością, ale na papierze należała do niego.
Nie wiem, Dorota… Muszę zapytać Jana.
Oczywiście, rozumiem. Ale obiecuję, iż będziemy bardzo ostrożni i niczego nie popsujemy.
Tylko tam droga pewnie cała zasypana śniegiem… choćby nie wiem, czy się da przejechać, bo nie wzywaliśmy traktoru, powiedziała Malwina.
Bez obaw, mamy SUV-a. Przebijemy się.
Poza tym kotła dawno nie sprawdzaliśmy. Wypadałoby najpierw tam podjechać, zanim kogoś wpuścimy…
Malwinka, jesteśmy dorosłymi ludźmi. Michał parę lat pracował przy kotłach. Nie przyjeżdżamy niczego psuć, wręcz przeciwnie, jeżeli trzeba naprawimy.
Dorota mówiła tak przekonująco, iż Malwina pomyślała, czemu nie? Obiecała oddzwonić po rozmowie z Janem.
Jesteś pewna, iż to dobry pomysł? zapytał Jan.
Nie wiem, Janku. Ale przyjaźnimy się z Dorotą tyle lat i przecież mieliśmy razem jechać, gdyby nie twoja mama…
Gdyby coś się działo, nie podjedziemy tam szybko, a mamy samej nie zostawię.
Wiem, i dlatego pytam. Dorota bardzo narzeka na teściową, mówi, iż to potworna kobieta, a ich małżeństwo wisi na włosku.
Po namyśle uznali, iż skoro mogą uratować związek doradców, warto pomóc.
Damy te klucze. Ale niech sami sobie radzą, nas nie wciągają w problemy, powiedział Jan.
Dorota od razu poczuła się doceniona. Dzięki, kochana! Będę meldować się na bieżąco, powiedziała i ruszyła w drogę.
Dojazd na działkę zajął im ponad trzy godziny. Domek stał w malowniczej okolicy, z dala od miejskiego zgiełku. Niestety, Jan i Malwina mieli rację: śniegu napadało mnóstwo i choćby SUV nie dał rady. Dorota i Michał ugrzęźli, więc zadzwonili do gospodarzy.
Co mamy zrobić? pytali.
Wracajcie. Trzeciego stycznia nikt nie odśnieży wam drogi. Każdy ma wolne.
Nie ma mowy. Tyle jeździliśmy… Niedaleko jest wieś. Mówiłaś, iż Jan zna tu traktorzystę? naciskała Dorota.
Tak, czyści drogi.
To trzeba zadzwonić, poprosić, by przyjechał.
Wyślę wam numer, powiedziała Malwina.
Po pół godzinie Dorota dzwoniła znowu.
Nie odbiera. Niech Jan zadzwoni, może z obcych numerów nie podnosi!
Dobrze. Poczekajcie.
Malwina namówiła męża, by to on zadzwonił do traktorzysty. Ostatecznie obiecał przyjechać w godzinę.
Przez ten czas Jan był bardzo spięty. Dorota dzwoniła co chwilę, pytała ile jeszcze, podkręcała atmosferę. W końcu Malwina poczuła się winna.
Na szczęście traktorzysta dotrzymał słowa. Przyjechał i odśnieżył drogę pod dom. Ale furtki trzeba było przekopać łopatą nikt się nie palił, więc Michał sam zrobił sobie ścieżkę do drzwi i udało się wejść do środka.
Kaloryfery grzały słabo, trzeba było ustawić piec. Michał, niestety, nie wiedział jak. Znowu telefon do Jana. Gospodarz tłumaczył przez dwie godziny obsługę pieca.
Nigdy takich nie widziałem… pewnie macie bardzo starą wersję.
Może być, najważniejsze, iż działa! burknął Jan. Czuł, iż to nie koniec kłopotów.
I miał rację. Dorota dzwoniła z każdym szczegółem: gdzie stoi patelnia, czemu zimno, jak obsłużyć to i owo.
Wieczorem Malwina i Jan po prostu wyłączyli telefony, żeby odpocząć.
Rano mieli dziesiątki nieodebranych połączeń.
Co się tam u nich dzieje?
Nie wiem… Malwina była zdenerwowana, więc oddzwoniła. Dorota odebrała po chwili.
Halo?! Gdzie byliście?!
Spaliśmy.
Mamy awarię. W saunie czułam dym, prawie się podpaliło!
O matko…
No tak. Kto buduje takie piece?!
Ale co się stało?
Trzeba było uprzedzić, iż macie zatyczkę na kominie… na szczęście Michał jest ogarnięty, zorientował się.
Przepraszam, nie myślałam, iż od razu pójdziecie do sauny…
Czemu nie? Przecież jesteśmy gośćmi, korzystamy ze wszystkiego. Sauna nie jest w pakiecie? Gdybyście powiedzieli, nie weszlibyśmy. Tyle śniegu, iż ledwo się dokopaliśmy!
No to bawcie się, do woli, odparła skołowana Malwina.
Zresztą, nie znaleźliśmy grilla.
Stary się zepsuł.
I nie uprzedziliście?! To gdzie mamy opiekać kiełbaski?! Dorota była rozdrażniona.
Nie wiem, Dorota. Wszystko się sypie ostatnio, zajmijcie się grillem sami. Byle domu nie spalcie.
Skończyła rozmowę. Zachowanie przyjaciółki bardzo jej się nie podobało.
Znowu kłopoty? spytał Jan.
Tak.
Malwina opowiedziała mężowi wszystko. Michał był ze mną w tej saunie latem, więc znał zatyczkę. A grill nie nasza sprawa. Jakby gotowali pilaw, to pewnie kazaliby nam kupić garnek? Zażartował Jan. Jak chcą kiełbaski, niech jadą do wsi. Mają tam jednorazowe grille na sprzedaż. Starczy.
Malwina przekazała to Dorocie, gdy ta znów zadzwoniła. Tak, rozumiem. Jedziemy do wsi, zwłaszcza iż drogę my przecież odśnieżyliśmy.
Ku zaskoczeniu, po tej wymianie zdań Dorota przestała zawracać im głowę. Widocznie pojęła, iż Malwina ma dosyć niańczenia.
Już dawno nie dzwonili, interesujące co u nich, zastanowił się Jan następnego dnia.
Dorota nie odebrała, ale napisała w sms-ie, iż wszystko w porządku.
Małżeństwo uznało, iż można się już nie przejmować, dom oddali w ręce przyjaciół i koniec tematu.
Pod koniec ferii pani Zofia poczuła się lepiej.
Może pojedziesz po klucze na działkę? Przy okazji sprawdzisz dom i co tam u Doroty z Michałem, zaproponowała Malwina.
Masz rację, pojadę rano. Obejrzeć dom i saunę.
Jan pojechał, Malwina została z teściową.
Uprzedziła przyjaciół, iż mąż przyjedzie, licząc na spokój. Ale zdziwiła się, gdy Jan wrócił w kiepskim nastroju, niechętny rozmowie o szczegółach.
Wyjaśnienia przyszły szybko. Dorota zadzwoniła następnego dnia i poprosiła Malwinę, by wpadła do nich mieszkali przecież ulicę dalej.
Teściowa już wam daje spokój? zagaiła Malwina.
Na szczęście tak. Naprawili jej ogrzewanie, wróciła do siebie wczoraj.
Dobrze. Wpadnę za godzinę, obiecała Malwina. Nie powiedziała Janowi, dokąd idzie widać było, iż temat przyjaciół go drażni. I chciała wiedzieć czemu.
Dorota gwałtownie przeszła do rzeczy.
Proszę, tu masz wszystko podliczone, podała kartkę.
Co to jest?
Wydatki, jakie ponieśliśmy na waszej działce: usługi traktorzysty, elektryczna łopata, grill, węgiel, rozpałka, kratka do grilla, trzy żarówki, zestaw olejków do sauny… To wszystko kupiliśmy tam na miejscu.
I po co mi to?
Zostawiliśmy wam te rzeczy, korzystajcie.
Dzięki, Malwina spojrzała na Dorotę z niedowierzaniem.
Doszliśmy z Michałem do wniosku, iż skoro będziecie z tego korzystać, to logiczne podzielić wydatki po połowie.
Naprawdę? uśmiechnęła się Malwina, myśląc, iż to żart.
Oczywiście. Gdybyście mieli grill, nie musielibyśmy kupować zestawu do barbecue. Gdyby była łopata, nie musielibyśmy kupować elektrycznej. Traktorzysta… gdyby od razu odśnieżył, nie marnowalibyśmy benzyny! Szamponu w saunie też nie było, musiałam nabyć.
Dorota, chyba przesadzasz. Po pierwsze, to nie hotel, żebym zapewniała szampon i czepki. Po drugie łopatę kupiliście dla siebie, ja jej nie potrzebuję, z aromamasłami tak samo, grill, rozpałkę, węgiel, kratkę… Można zabrać do domu. A odśnieżanie sami jechaliście, my na ryzyko nie mieliśmy wpływu.
Ale wy też po tej drodze jeździcie…
Zanim znów się wybierzemy, napada nowy śnieg. Zresztą drogi odśnieża gmina, za darmo, tylko w święta trudniej się doczekać dlatego płaciliście. Wasze wydatki. Za żarówki mogę zapłacić, to się przydało. Dzięki, iż wymieniliście.
Malwina przesłała przyjaciółce 38 złotych na konto i bez słowa wyszła. Przestała odbierać telefony i SMS-y. Żeby nie zostać komuś dłużna, zebrali z Janem rzeczy znajomych z działki i wysłali im kurierem.
Pani Zofia niemal całkiem wyzdrowiała, więc znów jeździli na działkę w weekendy. Dorota i Michał stracili ten przywilej. Po tej sytuacji przyjaźń wygasła, a hojni gospodarze nie pozwalali już nikomu korzystać ze swojego mienia. Znajomi byli zdziwieni i zirytowani ich dziwnymnowym zachowaniem.
Zadbaliśmy o nich, chcieliśmy dobrze… a oni? narzekała Dorota mężowi, po raz kolejny wybierając numer Malwiny. Elektryczna łopata nie była jej potrzebna, ale można ją było oddać tylko z paragonem. A paragon został na działce przyjaciół.












