Dajcie klucze od domku letniskowego, zamieszkamy tam na trochę, powiedzieli znajomi, nie przewidując skutków.

twojacena.pl 2 dni temu

Dawno temu, w czasie srogich świąt zimowych, zdarzyła się historia, o której długo nie można było zapomnieć.

U Pawła zachorowała mama, pani Stanisława.

On i żona, Maria, zostali więc na Nowy Rok w Warszawie.

Świętowali skromnie, bez fajerwerków.

Ich przyjaciele, Barbara i Michał, mieli inne plany.

Liczyli na wspólny wyjazd do domku letniskowego pod Piasecznem.

Paweł i Maria odwołali go w ostatniej chwili.

Nikt nie mógł przewidzieć choroby teściowej.

Maria czuła się winna, choć nic nie zawiniła.

Drugiego stycznia zadzwoniła Basia.

Miała do opowiedzenia całą litanię nieszczęść.

— Musiałam znosić kaprysy teściowej! — żaliła się.

— Wparowała do nas i oznajmiła, iż ma zepsute ogrzewanie!

— Teraz mieszka u nas do końca ferii!

— Rozwiodę się przez tę kobietę, jak Boga kocham!

Maria próbowała ją uspokoić.

— Naprawdę ci współczuję — powiedziała.

— My z panią Stanisławą mamy dobre relacje, ale teraz źle się czuje.

— Gdybym mogła pomóc, zrobiłabym to z przyjemnością.

— Możesz — odparła gwałtownie Basia.

— Czym konkretnie?

— Dajcie klucze od domku pod Piasecznem!

— Uciekniemy z Michałem od mojej teściowej na parę dni.

Maria się zawahała.

Domek formalnie należał tylko do Pawła.

— Muszę to z nim skonsultować — powiedziała.

— Oczywiście, rozumiem — zgodziła się Basia.

— Droga pewnie zasypana, nie zamawialiśmy pługu.

— Nic nie szkodzi, mamy terenówkę.

— Piec też dawno nie sprawdzany.

— Michał zna się na piecach, nie martw się.

Basia była bardzo przekonująca.

Maria obiecała oddzwonić po rozmowie z mężem.

— Jesteś pewna, iż to dobry pomysł? — spytał Paweł.

— Nie wiem, ale przyjaźnimy się od lat.

— Mieliśmy z nimi jechać, gdyby nie twoja mama.

— Dobrze, dajmy klucze, ale niech sami się tym zajmą — zdecydował.

Basia od razu wyczuła, iż ma zielone światło.

— Dzięki, kochana! — zawołała do słuchawki.

— Będę dzwonić i mówić, co się dzieje.

Podróż do domku trwała ponad trzy godziny.

Śnieżyca sparaliżowała drogi, choćby terenówka miała problem.

Basia i Michał utknęli w zaspie.

— Co mamy teraz robić? — pytali zdesperowani.

— Wracajcie, nikt teraz nie odśnieży — ucięła Maria.

— Nie, za dużo jechaliśmy! Mówiłaś, iż Paweł ma znajomego traktorzystę!

— Podam wam numer — zgodziła się Maria.

Po pół godzinie Basia zadzwoniła znowu.

— Nie odbiera! Niech Paweł spróbuje!

Paweł zadzwonił z niechęcią.

Traktorzysta obiecał przyjechać za godzinę.

Basia dzwoniła co kilka minut, dopytując o szczegóły.

Maria czuła, iż ogarnia ją coraz większe zmęczenie.

Traktor w końcu dotarł, droga była czysta.

Furtkę trzeba było odkopać łopatą.

Michał oczyścił wąską ścieżkę do drzwi.

Kaloryfery grzały słabo.

Piec okazał się trudny do wyregulowania.

Michał zadzwonił po Pawła z pytaniami.

— Nigdy takich pieców nie widziałem — powiedział zdziwiony.

— Może stary, ale ważne, iż grzeje! — odpowiedział zirytowany Paweł.

Przeczuwał, iż to nie koniec telefonów.

Basia dzwoniła o patelnię, o zimno, o ognisko.

Wieczorem Maria i Paweł wyłączyli telefony.

Rano ujrzeli listę nieodebranych połączeń.

— Co się stało? — spytał Paweł.

— Nie wiem — odparła zaniepokojona Maria.

Zadzwoniła do Basi.

— Gdzie się podziewaliście?! — usłyszała od razu.

— Spaliśmy.

— Mieliśmy awarię! W saunie śmierdziało dymem!

— O Boże…

— Kto buduje takie piece?!

— Co się stało?

— Mogłaś powiedzieć, iż macie zaślepkę na kominie!

— Przepraszam, nie sądziłam, iż od razu pójdziecie do sauny.

— Jak nie, przecież jesteśmy gośćmi! W saunie śniegu po pas!

— Parzcie się na zdrowie — powiedziała zdezorientowana Maria.

— Jeszcze grilla nie znaleźliśmy.

— Stary się zepsuł.

— Gdzie teraz upieczemy kiełbaski?!

— Sama nie wiem co powiedzieć, głowa mnie boli — odparła Maria z rezygnacją.

— Grill i węgiel ogarnijcie sami, byle tylko domu nie spalcie.

Rozłączyła się zirytowana.

— Znów kłopoty? — spytał Paweł.

Maria opowiedziała mu wszystko po kolei.

— Michał był tam latem, powinien znać tę zaślepkę.

— Grill i węgle to już nie nasza sprawa.

— Niech jedą do wsi po jednorazowy grill.

To właśnie Maria przekazała Basi.

— Dobrze, rozumiem, pojedziemy — odparła przyjaciółka.

Po tej rozmowie telefon ucichł.

Widocznie Basia zrozumiała, iż przesadziła.

— Dawno się nie odzywali — zauważył Paweł następnego dnia.

Basia odpisała tylko, iż wszystko w porządku.

Maria i Paweł postanowili na kilka dni zapomnieć o domku.

Na koniec ferii pani Stanisława poczuła się lepiej.

— Może pojedziesz po klucze? — zaproponowała Maria.

— Dobry pomysł, sprawdzę przy okazji dom i saunę — zgodził się Paweł.

Pojechał rano, wrócił wieczorem w fatalnym humorze.

Nie chciał mówić o szczegółach.

Następnego dnia zadzwoniła Basia z prośbą o spotkanie.

— Pozbyłaś się już teściowej? — zapytała Maria.

— Na szczęście tak, awarię naprawili.

— Dobrze, za godzinę będę — obiecała Maria.

Nie powiedziała Pawłowi, dokąd idzie.

Basia gwałtownie przeszła do sedna rozmowy.

— Proszę, przelicz wszystko — podała jej kartkę.

— Co to?

— Spis wydatków z domku: traktorzysta, łopata, grill, węgiel, żarówki, olejki do sauny.

— Kupiliśmy to, będąc u was.

— Po co mi to pokazujesz? — spytała zdezorientowana Maria.

— Zostawiliśmy te rzeczy na domku, korzystajcie.

— Dziękuję — odparła Maria z lekką ironią.

— Uznaliśmy, iż skoro będziecie z nich korzystać, dzielimy koszt po połowie.

Maria spojrzała na kartkę w ciszy.

Nie wiedziała, czy się śmiać, czy się złościć.

To nie był żart.

Idź do oryginalnego materiału