– Dajcie nam klucze do domku letniskowego, zamieszkamy tam
małżeństwo zaprosiło przyjaciół na gościnę, nie przewidując konsekwencji.
————————————————————————————–
U Pawła zachorowała matka, więc on i jego żona, Agnieszka, spędzili Sylwestra w domu. Powitali Nowy Rok spokojnie, rodzinnie. Ich przyjaciele, Zofia i Marek, trochę się rozczarowali, gdy Paweł i Agnieszka w ostatniej chwili odwołali wspólny wyjazd do domku pod Warszawą. Nikt nie przewidział przecież, iż pani Wanda dostanie gorączki właśnie w święta!
Agnieszka czuła się z tym wszystkim lekko winna.
Gdy Zofia zadzwoniła do niej drugiego stycznia, narzekając na ciasnotę w ich bloku i fatalną sylwestrową noc, Agnieszka poczuła ukłucie wyrzutów sumienia.
Musiałam znosić humoru teściowej rzuciła Zofia. Przyszła trzydziestego pierwszego, bo u niej kaloryfery nie działają! Zostanie z nami do końca świąt, dopóki spółdzielnia nie naprawi rurek. Marek, jego matka i ja pod jednym dachem! Przysięgam, rozwiodę się przez tę kobietę!
Współczuję westchnęła Agnieszka. U nas z panią Wandą układa się raczej dobrze, choć ciężko znosi chorobę… Chętnie bym ci pomogła.
Wiesz, Agnieszka… może mogłabyś nam pomóc.
Jak?
Daj klucze do waszego domku! Wyjedziemy z Markiem, a teściowa zostanie sobie w naszym mieszkaniu i będzie marudzić do woli.
Agnieszka się zawahała. Żal jej było przyjaciółki, ale nie miała pewności, co na taki plan powie Paweł. Choć oboje uważali domek na Mazurach za wspólną własność, formalnie należał do Pawła.
Muszę zapytać męża…
Jasne, rozumiem, ale obiecuję: będziemy dbać o wszystko jak o swoje.
Ale chyba droga zasypana śniegiem… Traktora nie zamawialiśmy zauważyła Agnieszka.
Damy radę, mamy SUV-a. Wjedziemy.
Kotła dawno nie sprawdzaliśmy. Wypadałoby podjechać, zanim wpuścimy gości…
Marek zna się na kotłach, parę lat w serwisie pracował. Nie przyjedziemy nic popsuć zapewniła Zofia.
Mówiła tak przekonująco, iż Agnieszka uznała, iż nie ma powodu odmawiać.
Obiecała oddzwonić po rozmowie z Pawłem.
Myślisz, iż to dobry pomysł? zapytał mąż.
Nie wiem, Paweł. Od dawna się z nimi przyjaźnimy. Gdyby nie twoja mama, spędzalibyśmy wspólnie Nowy Rok…
Tylko my nie będziemy mogli wpaść w razie czego, a mama zostaje tu sama…
Właśnie, dlatego się pytam. Zofia fatalnie znosi teściową. jeżeli od nas zależy ich związek, może warto pomóc…
Dajmy im klucze. Tylko niech sami ogarniają problem zgodził się Paweł.
Zofia od razu poczuła, iż przyjaciółka jej ufa.
Dziękuję, Agnieszka! Będę meldować się regularnie! zarzekała i razem z Markiem ruszyli w drogę.
Do domku jechało się ponad trzy godziny przez zaspy i zawieję, mazurskie lasy wyglądały surrealistycznie w śniegu. Samochód zakopał się przed wjazdem, więc Zofia zadzwoniła do właścicieli:
Co robić?
Wracajcie, nikt drogi teraz nie odśnieży, wszyscy świętują poradziła Agnieszka.
Nie ma mowy! Znasz przecież traktorzystę z sąsiedniej wsi, może da się go przekonać?
Dam wam numer, zadzwońcie.
Po pół godzinie Zofia znów oddzwoniła:
Nie odbiera. Poproście Pawła, może z nieznanego nie podnosi.
Paweł po długich namowach dodzwonił się do traktorzysty, który obiecał przyjechać w godzinę.
Przez ten czas Zofia co chwilę dzwoniła, domagała się wyjaśnień: kiedy, jak długo, ile jeszcze? Agnieszka coraz bardziej czuła się winna.
Traktorzysta przyjechał, wyczyścił drogę do bramki. Markowi przypadło odśnieżenie reszty łopatą i tak dostali się do drzwi.
Wewnątrz zimno. Ogrzewanie nie działało należycie, Marek szukał instrukcji obsługi pieca i znowu telefonował do Pawła. Dwugodzinne tłumaczenia przez telefon.
Stary typ… mruczał Paweł, zniecierpliwiony. Wiedział, iż to nie koniec problemów.
Zofia od rana dzwoniła z kolejnymi pytaniami: gdzie patelnia? Czemu zimno? Z czego smażyć?
Wreszcie oboje, Agnieszka i Paweł, wyłączyli telefony i próbowali odpocząć.
Rano odkryli dziesiątki nieodebranych połączeń.
Co się tam stało?
Nie wiem… Agnieszka stremowana oddzwoniła.
Gdzie byliście?! Mieliśmy awarię w saunie! Paliło się!
O Boże…
Tak! Kto projektuje takie piece? Powinnaś ostrzegać znowu atakowała Zofia. Dobrze, iż Marek wykazał się rozsądkiem…
Przepraszam, nie sądziłam, iż zaczniecie od sauny… Ale korzystajcie do woli.
Ach, przecież jesteśmy gośćmi, korzystamy… Tyle śniegu, ledwie się przebiliśmy.
Wygrzewajcie się na zdrowie bąknęła Agnieszka nieco speszona.
Jeszcze jedno: nie ma grilla.
Popsuł się stary.
I nie uprzedziłaś? A gdzie my ugrillujemy kiełbaski?!
Nie wiem, Zofio, ostatnie dni są dla mnie szalone. Z grillowaniem poradźcie sobie sami. Byle dom nie spłonął.
Rozłączyła się, zirytowana zachowaniem przyjaciółki.
Co tym razem? spytał Paweł.
Sauna i grill.
Marek był tu latem, znał saunę. Grill mogli sobie kupić. My nie prowadzimy restauracji. Chcą kiełbasę, niech jadą do wsi, tam jest sklep. Na dwa dni starczy.
To wszystko przekazała Zofii, gdy ta znów zadzwoniła.
Dobra, pojęliśmy. Jedziemy do wsi, teraz droga czysta dzięki traktoryście…
Od tej pory Zofia straciła ochotę na kolejne telefony chyba zrozumiała, iż przyjaciółka ma dość niańczenia dorosłych gości.
Dziwne, już nie dzwonią zauważył Paweł następnego dnia.
Zofia odpisała, iż wszystko ok.
Państwo gospodarze uznali, iż czas zapomnieć o gościach na kilka dni.
Pod koniec ferii pani Wanda poczuła się lepiej.
Może pojechałbyś po klucze i sprawdził domek? zaproponowała Agnieszka.
Słusznie. Zobaczę stan domku i sauny.
Paweł wyjechał rano i wrócił wieczorem, zadziwiająco posępny. Nie chciał opowiadać Agnieszce, co się wydarzyło.
Sprawę wyjaśniła Zofia, która zadzwoniła następnego dnia i zaprosiła Agnieszkę na kawę. Mieszkali ulicę dalej.
Teściowa dała spokój? pytała Agnieszka.
Tak. Naprawili w mieszkaniu odeszła wczoraj.
To świetnie. Wpadnę za godzinę.
Nie powiedziała Pawłowi, dokąd idzie; wyczuła, iż temat go złości. Chciała dowiedzieć się dlaczego.
Zofia natychmiast przeszła do rzeczy:
Proszę, tu jest wszystko wyliczone wręczyła kartkę.
Co to?
Lista wydatków w waszym domku.
Agnieszka przejrzała: opłata za traktorzystę, elektryczna łopata, grill, brykiet, podpałka, ruszt, trzy żarówki, zestaw olejków do sauny…
Po co mi to pokazujesz?
Zostawiamy wam te rzeczy. Korzystajcie.
Dziękuję… Agnieszka spojrzała niepewnie.
Ustaliliśmy z Markiem, iż skoro wy też będziecie używać, najlepiej podzielić koszty na pół.
Żartujesz? parsknęła Agnieszka, podejrzewając żart.
Absolutnie nie! Gdyby był grill, nie kupowalibyśmy zestawu. Gdyby była łopata, nie musielibyśmy kupować elektrycznej. Droga powinna być odśnieżona, a tak straciliśmy dwie godziny i paliwo. I w saunie choćby szamponu nie było!
Zofio, chyba trochę przesadzasz. To nie hotel, nie zapewniamy szamponu, ani czepka. Łopatę i grill kupiliście dla siebie zabierzcie je. Tak samo olejki, ruszt, brykiet. Opłaty za traktorzystę nie pokrywam, to był wasz wybór.
Ale przecież będziecie jeździć tą drogą!
Zanim pojedziemy, znów zasypie. Drogi u nas odśnieża gmina za darmo w święta to trudniejsze. To wasze wydatki. Za żarówki zapłacę, to się przyda. Dzięki za wymianę zawyrokowała Agnieszka i przelała sto złotych na konto przyjaciółki. Potem cicho wyszła. Telefonów i wiadomości nie odbierała. Żeby mieć czyste sumienie, pojechała z Pawłem do domku i odesłali kupione przez Zofię i Marka przedmioty kurierem.
Pani Wanda prawie wyzdrowiała. Małżeństwo znów mogło jeździć na Mazury, czasem na weekend. Zofia i Marek stracili tę przywilej. Po feriach ich przyjaźń wygasła i hojni gospodarze już nigdy nie pozwolili nikomu zamieszkać w swoim domku, zadziwiając dawnych znajomych swoim dziwacznym zachowaniem.
Tyle dla nich zrobiliśmy, chcieliśmy dobrze… oburzała się Zofia, wykręcając numer Agnieszki w sprawie elektrycznej łopaty. Niby nie była jej potrzebna, ale oddać do sklepu można tylko z paragonem a ten został gdzieś w letnim domku przyjaciół.
A w śnieżnych snach, przez zaspy i lśniący mróz, wśród niekończących się rozmów o saunie, grillu i żarówkach, dom na Mazurach czasem powracał niczym nierealne miejsce z zagubionej zimowej bajki.














