Dajcie klucze do waszej działki, zamieszkamy tam na święta – para pozwoliła znajomym skorzystać z do…

twojacena.pl 5 dni temu

Dajcie klucze do domku na Mazurach, zamieszkamy tam przez święta
małżeństwo udostępniło przyjaciołom swój dom letniskowy, nie przewidując konsekwencji.

U Krzysztofa zachorowała matka, więc on i jego żona Zuzanna zostali na Sylwestra w Warszawie. Spokojnie witali Nowy Rok, tylko we własnym gronie. Ich przyjaciele, Barbara i Marek, byli rozczarowani, iż Krzysztof i Zuzanna nie dotrzymali słowa i w ostatniej chwili odmówili wspólnego wyjazdu do domku na Mazurach, ale kto mógł przewidzieć, iż Barbara, matka Krzysztofa, rozchoruje się właśnie w święta?

Zuzanna czuła się winna tej sytuacji. Gdy Barbara zadzwoniła drugiego stycznia i zaczęła opowiadać, jak źle spędzili Nowy Rok w ciasnym mieszkaniu, Zuzanna poczuła kolejne ukłucie wyrzutów sumienia.

Musiałam wysłuchiwać narzekań teściowej. Przyszła do nas 31 grudnia i stwierdziła, iż u niej ogrzewanie nie działa! Teraz zamierza mieszkać u nas z Markiem do końca świąt, aż spółdzielnia naprawi jej rurę! Ja już nie mam siły! Rozwiodę się z Markiem przez jego matkę, naprawdę! żaliła się Barbara.

Współczuję. Ja mam z moją teściową dobre relacje, ale ciężko znosi chorobę, przyznała Zuzanna. Ale gdybym mogła ci jakoś pomóc, zrobiłabym to chętnie.

Wiesz, Zuza Chyba możesz mi pomóc.

Jak?

Daj nam klucze do waszego domku na Mazurach. Wyjedziemy z Markiem od teściowej na te dni. Niech sobie mieszka sama i sama się zadręcza.

Zuzanna się zawahała. Z jednej strony współczuła Barbarze, z drugiej nie wiedziała, jak podejdzie do tego pomysłu Krzysztof. Choć traktowali domek jako wspólny, papierowo należał do Krzysztofa.

Muszę się najpierw skonsultować z mężem, powiedziała szczerze.

Jasne, rozumiem. Obiecuję, iż będziemy bardzo ostrożni i szanować waszą własność.

Ale pewnie droga jest zasypana śniegiem… Nie wzywaliśmy traktora, dodała Zuzanna.

Nic się nie stało, mamy terenówkę. Dojedziemy.

I kotła też dawno nie sprawdzaliśmy. Przydałoby się pojechać, zanim kogoś wpuścimy…

Zuza, Mariusz zna się na kotłach, pracował w zakładzie kilka lat. Nie martw się, niczego nie popsujemy, wręcz przeciwnie, jak będzie potrzeba, to naprawimy.

Barbara mówiła tak przekonująco, iż Zuzanna zaczęła się łamać.

Obiecała oddzwonić i poszła omówić tę kwestię z Krzysztofem.

Jesteś pewna, iż to dobry pomysł?

Nie jestem, Krzyś. Ale z Barbarą przyjaźnimy się od dawna. Chcieliśmy z nimi tam pojechać, gdyby nie twoja mama…

Jak coś się stanie, nie będziemy mogli podjechać na miejsce, a twojej matki nie wolno samej zostawić.

Wiem, dlatego pytam. Sama bym odmówiła, ale Barbara bardzo się uskarża na teściową. Podobno matka Marka to trudna osoba, a ich małżeństwo wisi na włosku.

Po krótkiej naradzie ustalili, iż jeżeli mogą od tego zależeć losy związku przyjaciół, trzeba pomóc.

Damy klucze, ale niech sami sobie radzą. My w te święta mamy dość własnych problemów, uciął Krzysztof.

Barbara niemal od razu dała wyraz wdzięczności.

Dziękuję, kochana! Będę dzwonić i informować, powiedziała, po czym ruszyła w drogę.

Droga do Mazur zajęła im ponad trzy godziny. Domek stał w pięknej, spokojnej miejscowości, z dala od miejskiego gwaru. Niestety, prognozy małżeństwa się sprawdziły: przez święta padał śnieg i choćby terenówka nie dała rady przejechać. Barbara i Marek utkwili w zaspie i musieli zadzwonić do Zuzanny.

Co robić? pytali.

Wracajcie. Trzeciego stycznia nikt wam drogi nie odśnieży, wszyscy mają wolne.

Nie ma mowy. Tyle jechaliśmy Mówiłaś, iż Krzysztof zna tu traktorzystę, upierała się Barbara.

Tak, odśnieża drogę.

Trzeba zadzwonić i poprosić, żeby przyjechał.

Wyślę wam numer, powiedziała Zuzanna.

Po pół godziny odebrała nowy telefon.

Nie odebrał. Niech Krzysztof zadzwoni, może nie odbiera od nieznajomych!

Dobrze, poczekajcie.

Zuzanna długo musiała nakłaniać męża, by zadzwonił do traktorzysty. W końcu obiecał przyjechać w ciągu godziny.

Przez ten czas Krzysztof chodził podenerwowany. Barbara dzwoniła co chwilę, pytając, ile jeszcze trzeba czekać. W rezultacie Zuzanna czuła się winna.

Na szczęście traktorzysta przyjechał, odśnieżył drogę. Ale aby otworzyć furtkę, trzeba było się namęczyć łopatą. Chętnych brakowało, więc Marek sam odśnieżył mały chodnik do drzwi i weszli do środka.

Kaloryfery były ledwo ciepłe. Trzeba było ustawić kocioł. Marek jednak nie znał tego modelu i znów dzwonił do Krzysztofa. Dwie godziny spędził gospodarz na instruktażu przez telefon.

Nigdy takiego nie widziałem… Stara wersja?

Może, ważne iż działa! zirytował się Krzysztof. Przeczuwał, iż to nie koniec problemów.

I rzeczywiście. Barbara dzwoniła z pytaniami o wszystko gdzie jest patelnia, czemu dalej jest zimno.

Wieczorem Zuzanna i Krzysztof wyłączyli komórki, żeby odpocząć psychicznie.

Rano okazało się, iż mają dziesiątki nieodebranych połączeń.

Co tam się dzieje?

Nie wiem Zuzanna była niespokojna i oddzwoniła natychmiast. Barbara nie odbierała od razu.

Halo? Gdzie byliście?!

Spaliśmy.

Awaria. W saunie czuć było dym, prawie się spaliłam!

O Boże…

Tak! Kto tak buduje piece?!

A co się stało?

Trzeba było zaznaczyć, iż w kominie jest zaślepka Marek w porę się domyślił. Inaczej byśmy się podusili!

Przepraszam, nie pomyślałam, iż pierwszego dnia pójdziecie do sauny. W ogóle

Co? Jesteśmy gośćmi, korzystamy ze wszystkiego. Sauna jest wliczona? Trzeba było ostrzec. Arduż trudno się do niej przedrzeć, tyle śniegu!

Parzcie się na zdrowie, wymamrotała Zuzanna.

Jeszcze nie znaleźliśmy grilla.

Poprzedni się popsuł.

I nie uprzedziliście?! Gdzie teraz zrobimy karkówkę?! narzekała Barbara.

Nie wiem, Barbaro. Jestem wykończona po tych dniach. Sami sobie radźcie z grillem, tylko nie spalcie domu.

Rozłączyła się. Styl przyjaciółki zaczął ją irytować.

Co znowu się dzieje? spytał Krzysztof.

Kolejne kłopoty.

Zuzanna opowiedziała mężowi o incydencie.

Marek był ze mną latem w tej saunie, znał zaślepkę. Nie mają pretensji. Grill to nie nasza sprawa. Jakby zechcieli placki, też mielibyśmy im zapewniać patelnię? Chcą karkówki, niech jadą do wsi, tam jest sklep ze sprzętem na jednorazowe grillowanie. Wystarczy na dwa dni.

Tę odpowiedź przekazała Barbarze przy kolejnym telefonie.

Dobrze. Rozumiem. Pojedziemy do wsi, zwłaszcza iż to my oczyściliśmy drogę.

Po tej rozmowie Barbara przestała niepokoić Zuzannę. Widocznie zrozumiała, iż koleżanka jest już wyczerpana.

Od dawna się nie odzywają. Może warto sprawdzić, jak się mają? zadumał się Krzysztof następnego dnia.

Barbara nie odebrała, ale wysłała sms, iż wszystko jest w porządku.

Małżonkowie uznali, iż mogą powierzyć dom w całości przyjaciołom na parę dni i zapomnieć o ich istnieniu.

Pod koniec świąt Barbara, matka Krzysztofa, poczuła się lepiej.

Może pojedziesz po klucze do domku? Przy okazji zobaczysz, co i jak, zaproponowała Zuzanna.

Masz rację. Wyjadę rano, wieczorem będę z powrotem. Trzeba skontrolować domek. I saunę.

Krzysztof wyjechał, Zuzanna została z teściową.

Uprzedziła przyjaciół, iż mąż niedługo będzie na Mazurach i liczyła na spokojne przekazanie kluczy. Zdziwiło ją, gdy Krzysztof wrócił w kiepskim humorze, niechętny rozmowie o wyjeździe.

Sytuację wyjaśniła Barbara zadzwoniła następnego dnia i poprosiła Zuzannę, by wpadła do niej na kawę, na sąsiednią ulicę.

Matka Marka już się wyprowadziła? upewniła się Zuzanna.

Tak. Naprawili ogrzewanie, wróciła do siebie przed naszym powrotem.

Świetnie. Wpadnę za godzinę, obiecała Zuzanna. Nie powiedziała mężowi dokąd idzie, widząc, iż temat przyjaciół go irytuje.

Barbara od razu przeszła do konkretów:

Proszę, mam dla Ciebie wyliczenie, podała kartkę.

Co to?

Lista wydatków na waszym domku.

Zuzanna przejrzała: usługa traktorzysty, elektryczna łopata, grill, węgiel, rozpałka, kratka do grilla, trzy żarówki i zestaw olejków eterycznych do sauny.

To wszystko, co kupiliśmy będąc u was.

Po co mi to pokazujesz?

Zostawiliśmy wam te rzeczy. Korzystajcie.

Dziękuję Zuzanna nie rozumiała sensu.

Z Markiem uznaliśmy, iż skoro te przedmioty będą wam służyć, to wydatki warto rozdzielić po połowie.

Żartujesz? Zuzanna uznała to za absurdalną propozycję.

Nie. Gdybyście mieli grill, nie musielibyśmy kupować nowego zestawu do karkówki. Gdyby była porządna łopata, nie kupowalibyśmy elektrycznej. I oczywiście, gdyby traktorzysta wyjechał wcześniej, nie musielibyśmy go wzywać, marnując paliwo. Nie wspominam już o tym, iż nie było szamponu w saunie. Musiałam kupić wszystko sama.

Barbaro, chyba przesadzasz. Po pierwsze, nie prowadzimy tu pensjonatu, nie musimy zapewniać szamponu ani czepka. Łopatę i grill kupiliście sami, nie są nam potrzebne oddajcie sobie. Olejki, węgiel i kratkę też. Za odśnieżanie nie mogę płacić, pojechaliście z własnej woli. Żarówki przyjmuję, to rzeczywiście potrzebne, dziękuję za wymianę, powiedziała Zuzanna i przelała na konto przyjaciółki sto złotych. Po tym wyszła bez słowa. Przestała odbierać telefony i wiadomości.

By nie zostawiać sprawy otwartej, pojechali z Krzysztofem na Mazury, zebrali zakupione przez Barbarę i Marka przedmioty, a resztę przekazali kurierem.

Teściowa prawie wyzdrowiała, więc małżonkowie wrócili do wyjazdów na Mazury w weekendy. Barbara i Marek stracili przywileje. Po tamtej sytuacji przyjaźń zgasła, a Zuzanna i Krzysztof nigdy więcej nie powierzyli innym swojej własności.

My się nimi zajęliśmy, chcieliśmy dobrze a oni? Niewdzięczni! narzekała Barbara, próbując się doprosić łopaty, którą mogła zwrócić tylko z paragonem, a ten został u przyjaciół na Mazurach.

Życie uczy, iż dobre intencje nie zawsze spotykają się z wdzięcznością, a granice w przyjaźni warto jasno stawiać, zanim konflikt zasieje ziarno nieporozumień. Lepiej czasem wyciągnąć wnioski i chronić swoją własność, niż żałować zbyt wielkiej otwartości.

Idź do oryginalnego materiału