– Dajcie nam klucze od Waszej działki, pomieszkamy tam trochę
małżeństwo pozwoliło przyjaciołom zatrzymać się w ich letniskowym domku, nie przewidując konsekwencji.
W tamte dawne lata, kiedy matka Jana poważnie zachorowała, on i jego żona, Mariola, pozostali na Boże Narodzenie w domu, rezygnując z wyjazdu na działkę. Powitali Nowy Rok spokojnie, w rodzinnej atmosferze. Ich bliscy przyjaciele, Zofia i Michał, byli rozczarowani liczyli na wspólny wyjazd, ale jak tu być złym, gdy pani Stefania, matka Jana, zachorowała w samą Wigilię?
Mariola czuła się winna, choć decyzję podjęli ze względu na zdrowie matki. Kiedy Zofia zadzwoniła do niej drugiego stycznia, narzekając na kiepskie świętowanie w ciasnym bloku, Mariola znów poczuła wyrzuty sumienia.
Posłuchaj, mam już dość kaprysów teściowej! Przyszła do nas ostatniego grudnia i ogłosiła, iż ma awarię ogrzewania w mieszkaniu, więc zamierza tu mieszkać, dopóki administracja nie naprawi rur. Mówię Ci, rozwiodę się z Michałem przez jego matkę! żaliła się Zofia.
Współczuję. Z panią Stefanią zawsze miałam dobre relacje, ale choroba daje się jej we znaki odpowiadała Mariola. Gdybym mogła pomóc, zrobiłabym to bez wahania.
Wiesz… Możesz mi pomóc odezwała się Zofia.
Czym?
Daj klucze do Waszej działki. Z Michałem uciekniemy przed teściową na święta. Niech sama siedzi w mieszkaniu, a my odetchniemy.
Mariola zawahała się. Z jednej strony żal jej było przyjaciółki, z drugiej nie była pewna, czy Jan się zgodzi. W papierach domek należał właśnie do niego.
Zosiu, muszę zapytać Jana.
Rozumiem. Ale obiecuję skorzystamy z domu ostrożnie i z szacunkiem.
Droga pewnie zawalona śniegiem Nie dojedziecie zauważyła Mariola.
Mamy terenówkę, damy radę!
Kotła dawno nie sprawdzaliśmy. Trzeba by pojechać przed gośćmi
Mariolu, Misiu zna się na takich kotłach. Obiecuję, niczego nie zepsujemy, jak coś naprawimy mówiła Zofia przekonująco.
Mariola obiecała oddzwonić, poszła porozmawiać z Janem.
To dobry pomysł? pytał Jan.
Wiesz, jesteśmy z Zosią blisko. Jej teściowa to ponoć katastrofa, a ich małżeństwo wisi na włosku.
Po krótkiej dyskusji uznali, iż trzeba pomóc.
Dajmy klucze, ale niech sami rozwiązują wszelkie trudności zdecydował Jan.
Zofia poczuła wdzięczność.
Dziękuję! Będę informować, jak wszystko idzie! obiecała i ruszyła z Michałem.
Podróż do działki trwała ponad trzy godziny. Domek stał w malowniczym zakątku, daleko od hałasu miasta. Niestety, śnieg zasypał drogę choćby mocny samochód utknął. Zofia i Michał musieli zadzwonić do właścicieli.
Co teraz? pytali.
Wróćcie, nikt Wam trzeciego stycznia nie odśnieży drogi. Każdy świętuje odpisała Mariola.
Przejdziemy terenówką, a w pobliskiej wsi mieszka ten traktorzysta, którego Jan kiedyś wynajmował upierała się Zofia.
Dam Wam numer powiedziała Mariola.
Po pół godzinie telefon:
Nie odbiera! Niech Jan zadzwoni poprosiła Zosia.
Jan niechętnie zgodził się zadzwonić. Traktorzysta obiecał zjawić się w ciągu godziny. Zofia dzwoniła co chwilę, dopytując, kiedy przyjedzie. Mariola zaczęła mieć dość.
W końcu traktor przyjechał, odśnieżył drogę. Michał własną ręką przekopał ścieżkę do drzwi, weszli do domu.
Baterie grzewcze były chłodnawe trzeba było naprawić kocioł. Michał nie znał modelu, więc znów dzwonił do Jana; ten przez dwie godziny tłumaczył telefonicznie obsługę.
Nigdy takiego nie widziałem
Ważne, iż działa odpowiedział Jan poirytowany, spodziewając się kolejnych kłopotów.
Zosia telefonowała z nowymi sprawami: a gdzie patelnia, czemu tak zimno, dlaczego nie można gwałtownie się ogrzać? W końcu wieczorem Mariola z Janem wyłączyli telefony, by odpocząć.
Rankiem zobaczyli dziesiątki nieodebranych połączeń.
Co się stało?
Zosia odebrała dopiero po chwili.
Gdzie się podzialiście?! Mieliśmy awarię w saunie śmierdziało dymem, mało się nie spaliłam!
Toż to groza!
Kto buduje takie piece?! Trzeba było powiedzieć, iż na kominie jest zasuwka. Dobrze, iż Michał się połapał.
Nie pomyślałam, iż pójdziecie do sauny pierwszego dnia. Przepraszam
Jesteśmy gośćmi, korzystamy ze wszystkiego. Sauna była, to poszliśmy, tylko śniegu masa. Parzymy się, na zdrowie, prawda?
Jasne wyszeptała Mariola.
A gdzie grill?
Popsuty, stary. Musicie go sobie zorganizować.
I nie ostrzegliście? Gdzie my teraz mamy piec kiełbaski?
Zosiu, nie mam już siły Sami zadecydujcie, grunt żeby dom nam nie spłonął.
Po tej rozmowie Mariola nie wytrzymała i wyłączyła telefon na dłużej.
I co tym razem? spytał Jan.
Opowiedziała mu wszystko.
Michał znał saunę, był tu latem. Za grilla i łopatę nie odpowiadamy. Chcą grillować, w wiosce jest sklep z jednorazowymi grillami. Niech sobie radzą.
Mariola przekazała to Zosi, która po chwili zniknęła z pytaniami, jakby zrozumiała, iż przesadziła.
Dawno się nie odzywają. Może zerknąć? zastanawiał się Jan.
Zosia nie odbierała, napisała tylko, iż wszystko dobrze.
Mariola i Jan uznali, iż najlepiej zostawić przyjaciołom dom na kilka dni w spokoju.
Pod koniec ferii pani Stefania poczuła się lepiej.
Pojadę po klucze, sprawdzę dom i saunę zaproponował Jan.
Rano wyjechał. Mariola została z teściową, uprzedziła Zosię, iż Jan wpadnie po klucze. Jednak Jan wrócił zły, nie chciał mówić o szczegółach.
Sytuację wyjaśniła Zosia następnego dnia zaprosiła Mariolę do siebie na herbatę.
Pozbyliście się teściowej?
Na szczęście. Naprawili u niej ogrzewanie, wyprowadziła się wcześniej.
To dobrze. Wpadnę za godzinę obiecała Mariola, nie mówiąc Janowi, gdzie idzie.
Zosia od razu przeszła do rzeczy:
Proszę, tu rozpiska przekazała kartkę.
Co to?
Spis wydatków na Waszej działce: traktorzysta, elektryczna łopata, grill, węgiel, ruszt, trzy żarówki, olejki do sauny.
I po co mi to?
Zostawiamy Wam wszystko. Korzystajcie.
Dziękuję Mariola była zaskoczona.
Uznaliśmy z Michałem podzielmy się kosztami po połowie.
Żartujesz chyba? uśmiechnęła się Mariola.
Nie, mówię poważnie. Gdyby był grill, nie musielibyśmy kupować. Gdyby łopata, nie kupowałabym elektrycznej. Traktorzysta też Wasza sprawa. Olejki, szampony do sauny, musiałam wszystko kupić.
Zosiu, chyba przesadzasz. To nie hotel, nie musimy zapewniać szamponu i żabek pod prysznic. Łopatę i grill kupiliście z własnej woli; jeżeli chcecie, zabierzcie je do siebie. Olejki, ruszt i węgiel tak samo. Za żarówki zapłacę faktycznie wymieniliście, dziękuję powiedziała Mariola i przelała sto dziewięćdziesiąt złotych Zosi. Po tym cicho wstała i wyszła, na telefon ani wiadomości nie odpowiadała. Z Janem pojechali na działkę, zebrali wszystkie rzeczy Zosi i Michała, wysłali kurierem.
Teściowa prawie wróciła do zdrowia, Mariola i Jan wrócili do weekendowych wyjazdów na działkę. A Zosia i Michał stracili tę przywilej. Przyjaźń rozpadła się, a Mariola i Jan przestali ufać innym i udostępniać majątek.
Dbaliśmy o nich, chcieliśmy dobrze a oni? narzekała Zosia Michałowi, znów próbując dodzwonić się do Marioli. Nie potrzebowała elektrycznej łopaty, ale oddać można ją tylko z paragonem. A paragon został na działce u przyjaciół.












