Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co się ostatnio u nas wydarzyło, bo to historia, która naprawdę mnie rozbroiła!
Wiesz, mama Marka rozchorowała się pod koniec grudnia, więc na Sylwestra zostaliśmy z nim i jego żoną, Jadwigą, w domu w Warszawie. Spokojnie, kameralnie przywitaliśmy Nowy Rok cała rodzinka razem, bez szaleństw. Tymczasem nasi przyjaciele, Zosia i Maciej, zasmucili się bardzo, bo wyszło na to, iż nie pojedziemy wspólnie do naszego domku na Mazurach, jak planowaliśmy. Ale no przecież nikt nie przewidzi, iż pani Danuta, mama Marka, rozłoży się akurat na święta, nie?
Jadwiga strasznie się z tym źle czuła, iż tak zawiedliśmy Zosię i Maćka, choć przecież nic nie mogła zrobić. I wyobraź sobie, drugiego stycznia Zosia dzwoni do niej, cała w pretensjach, jak źle się czuli podczas Sylwestra, we trójkę w małej kawalerce w bloku na Mokotowie. Jeszcze te narzekania na teściową bo matka Maćka przywlekła się do nich w Sylwestra, „bo u niej ogrzewanie siadło”, i tak zamierzała u nich mieszkać, aż spółdzielnia ogarnie kaloryfery! Zosia już była na skraju Rozwiodę się z Maćkiem przez jego matkę, przysięgam!
Jadwiga współczuła jej bardzo, bo sama z panią Danutą ma świetne relacje, ale choroba matki Marka wywróciła im wszystkim życie do góry nogami. I tak, bezsilna, mówi: Zosiu, nie wiem, jak pomóc, ale gdybym mogła, to serio bym coś wymyśliła.
I Zosia na to: Tak naprawdę, możesz mi pomóc pożycz nam klucze do Waszego domku na Mazurach! Z Maćkiem uciekniemy przed teściową. choćby niech siedzi sama w mieszkaniu i męczy się ze sobą!
Jadwiga się wahała, bo dom w papierach był Marka, mimo iż traktowali go jako wspólny. Nie wiedziała, jak on zareaguje, ale rozumiesz, przyjaźń, święta… Musisz porozmawiać z Markiem, mówi Zosi.
Ona jeszcze zapewnia: Będziemy uważni, dbający, i nie masz się czym martwić. Z kolei Jadwiga: Droga do domku pewnie zasypana, nie wiem czy przejedziecie… A Zosia: Mamy SUVa, damy radę! A z kotłem sobie poradzimy, Maciej ogarniał takie rzeczy.
Rozmowa była przekonująca i zaraz Jadwiga pogadała z Markiem. Trochę się wzbraniali, ale uznali, iż jeżeli od tego zależy szczęście Zosi i Maćka, to nie ma wyjścia damy klucze, ale niech sami ogarniają wszystkie sprawy!
Zosia była przeszczęśliwa. Będę dzwoniła tylko, gdyby coś się działo! zapewniła i faktycznie, ruszyli od razu.
Droga na Mazury zajęła im ponad trzy godziny. Domek cudowny, cicho, las wokół. Szkoda tylko, iż Jadwiga miała rację śniegu po kolana i choćby SUVem nie mogli dojechać do bramy. Musieli dzwonić do gospodarzy. Co robić? pytają. Wracajcie, święta, nikt nie odśnieża w styczniu! odpowiada Marek. Ale Zosia uparta: Na wsi obok mieszka traktorzysta, przecież mówiliście! Może on odśnieży?
Jadwiga podała numer, ale chłop nie odbiera. Marku, Ty zadzwoń, bo z obcego nie odbierze! Marek niechętnie, ale udało się traktorzysta przyjechał i odśnieżył podjazd. Do bramy trzeba było jeszcze odgarnąć snieg łopatą, a Maćkowi przypadło w udziale samemu przebić się do drzwi. Wreszcie dotarli do środka.
W środku chłodno, kaloryfery marne. Maciej próbował ogarnąć kocioł, ale nie znał tej starej konstrukcji i znowu telefon do Marka. Marek tłumaczy czarne na białym przez dwie godziny, a nerwy miał już w strzępach Maćku, jak nie ruszysz, to w piecu nie napalisz! Przecież to proste!
Jak można się domyślić, na tym się nie skończyło Zosia dzwoniła co chwilę, pytając o patelnię, narzekając na chłód, narzekając na to, tamto. Marek i Jadwiga w końcu wyciszyli telefony w nocy.
Do rana kilkanaście nieodebranych! Jadwiga oddzwania, Zosia odbiera: Gdzie się podzialiście?! U nas drama w saunie dym, o mało się nie spaliłam!
Boże! Jadwiga już oczami wywraca. Trzeba było powiedzieć, iż masz korek na kominie! Zosia zdezorientowana, ale Maćkowi udało się wszystko ogarnąć. A grill gdzie? Szukaliśmy i nie ma! pada kolejne pytanie.
No bo się zepsuł, tłumaczy Jadwiga. To czemu nie uprzedziłaś?! Jak tu kiełbasę piec?! Zosia nie odpuszcza.
Jadwiga była już zmęczona tym wszystkim i powiedziała: Zgrillować możecie gdzie chcecie, a dom tylko mi nie spalcie.
Potem, jak wróciła do Marka, opowiedziała mu wszystko on wkurzony, bo przecież Maćkowi wcześniej pokazywał, choćby kominek znali, a na grill mogli przecież pojechać do sklepu w wiosce. Nie są w hotelu, żeby mieć wszystko pod nos! Marek już zirytowany.
Tak jadwiga przekazała, co trzeba i w końcu Zosia dała jej spokój. Przez kolejne dni cisza choćby Marek się zdziwił: Coś nie dzwonią, może w końcu im się udało odpocząć?
Zosia tylko napisała SMS, iż wszystko gra i nie trzeba się martwić. Jadwiga i Marek uznali, iż to idealnie mogą na parę dni zapomnieć o stresach.
Koniec ferii pani Danuta wydobrzała, Marek miał pojechać odebrać klucze i sprawdzić domek. Jadwiga uprzedziła Zosię, iż Marek będzie, i myślała, iż wszystko pójdzie gładko. Ale wiesz co się okazało? Marek wrócił wściekły i nie chciał rozmawiać! O co chodzi? dopytywała Jadwiga.
Dzień później zgłosiła się Zosia, zaprosiła ją na kawę do siebie na sąsiednią ulicę. Wyjaśnienia przeszły wszelkie oczekiwania Zosia podała jej kartkę z wyliczeniami!
Co to jest? pyta zaskoczona Jadwiga.
Lista wydatków na Waszym domku: traktorzysta, łopata elektryczna, grill, węgiel, rozpałka, kratka do grilla, trzy żarówki, olejki do sauny… To wszystko, co kupiliśmy. Z Maćkiem zdecydowaliśmy, iż skoro Wy też z tego będziecie korzystać, to logiczne, by podzielić koszty po połowie.
Słuchasz siebie? Przecież nasz domek to nie hotel z odżywką do włosów w łazience! roześmiała się Jadwiga. Grill i łopatę kupiliście sami, potrzebne Wam więc sobie zabierzcie. Aromaty i kratka też. Za odśnieżanie nie płacę, sami zaryzykowaliście jazdę w śnieżycę. A żarówki za te mogę zapłacić. Dzięki za wymianę.
Przelała więc 40 złotych na konto Zosi za żarówki, po czym wstała, wyszła z domu i już więcej nie odbierała telefonów. Wszystkie rzeczy przyjaciół, które kupili do domku, Marek zebrał i posłał im kurierem.
Mama Marka dochodziła do siebie, domek znów był do ich dyspozycji, a Zosia i Maciej już nigdy nie dostali kluczy na Mazury. Przyjaźń się rozmyła, a Jadwiga i Marek nauczyli się, iż pomoc przyjaciołom nie zawsze daje szczęście. Próbowaliśmy dla nich jak najlepiej podsumowała Zosia, wciąż próbując dzwonić do Jadwigi, bo chciała oddać łopatę, ale paragon został u nich w domku.
Ja to przeżyłam na własnej skórze powiem Ci, nie zawsze warto być zbyt miłym dla znajomych. A domek na Mazurach? Pilnuj jak oka w głowie!












