Czynność, która zmienia wszystko

polregion.pl 2 godzin temu

Gdyby nie wrodzona ciekawość, którą dostał po ojcu antykwariuszu, Aleksander Nowak po prostu przejechałby obok, nie zwracając uwagi na ten dziwny blask w stercie gruzu przy budowie. Ale nie pochylił się i podniósł głęboko czarny przedmiot.

To była stara pieczęć z ciemnego srebra, z dużym, przygaszonym od czasu kamieniem. W świetle latarki kamień lekko zabłysnął głębokim, aksamitnym niebieskim odcieniem.

Od zawsze Aleksander lepiej radził sobie z antykami niż z ludźmi. Palce od razu wyczuły na wewnętrznej stronie pierścienia wyblakłe linie grawerunku. Serce podskoczyło. gwałtownie rozejrzał się zaułek był pusty i schował znalezisko do kieszeni.

W domu, pod lupą, nie było już wątpliwości. To prawdziwy szafir. Ojciec nie raz powtarzał, iż ten kamień jest talizmanem wiary, nadziei i miłości.

Pieczęć była stara, a po przetarciu miękką szmatką kamień ujawnił swój prawdziwy kolor głęboki, błękitny szafir, choć nie idealnie czysty, z lekką mgiełką. To nie była fortuna, ale spora suma dla jego skromnego budżetu trochę złotych na dopłatę za mieszkanie albo na wymarzoną podróż.

Co byście zrobili w takiej sytuacji?

Aleksander od razu szukał wymówek, żeby nikomu nie mówić o znalezisku. Pieczęć leżała w śmieciach przy rozebranym domu więc właściciela nie ma, i tak i tak trafiłaby na wysypisko. Znalazłem to moje prawo. Pomyślał o Zuzannie. Miesiąc temu płacząc, powiedziała mu: Jesteś pewny jak szwajcarski zegarek. Ale teraz rozumiem, iż życie to nie tylko bezpieczeństwo. Trzeba w nim mieć szalone akcje, ryzyko! Przepraszam, odchodzę do Sergiusza.

Szaleństwo? uśmiechnął się Aleksander, podrzucając ciężką pieczęć w dłonie. Zrobię coś takiego, iż wszyscy twoi Sergusi będą zazdrościć. Zabrać się i lecieć na Bali. Na pół roku. Będę wrzucać zdjęcia, a ty patrzysz i płaczesz.

Nie znał jeszcze dokładnej ceny pierścienia, ale w antykwariacie, do którego zadzwonił, podano wstępną wycenę i podziało mu się w głowie od pomysłu takiego prezentu losu. Gdzieś pod językiem zaszumiało słodko. Aleksander mocno ścisnął pieczęć w pięść i poczuł, jak drżą mu ręce.

Zrobił prawdziwą ekspertyzę: szukał informacji o pieczęci, porównywał kamień ze zdjęciami. Wszystko się zgadzało. Potem usiadł i zaczął snuć plany. Ten proces był ekscytujący. Tej nocy nie zamknął oka, wyobrażając sobie ocean i palmy.

A wy byście spać poszli? Tak samo…

Aleksander siedział na parapecie i rozmyślał. Sprzedać to znaczy na zawsze się z tym rozstać. A to przecież historia. Praktyczność jednak przeważyła. Trzeba znaleźć nabywcę, który doceni wartość antykwaryczną, a nie po prostu przetopią kamień.

Właściciel takiego skarbu miałby o czym pomarzyć. Jego wyobraźnia chyba nie ma granic.

Bali już zdecydowane.

Co dalej?

Można w końcu zrobić remont pomyślał. Można kupić ten obiektyw, na który odkładałem od trzech lat. Wstał, podszedł do okna. Patrząc na śpiące miasto, dodał: Albo po prostu włożyć pieniądze na lokatę i nie martwić się jutrem.

Rano obudził go telefon od przyjaciela, który ciągle zapraszał go na wędrówki, a Aleksander zawsze odmawiał z powodu pracy. Tym razem się zgodzę pomyślał, patrząc na pieczęć leżącą na stole, i znowu zasnął, kołysany słodkimi snami.

Po przebudzeniu pierwsze, co zrobił, było sprawdzić pierścień nie był to sen. Decydując się uczcić początek nowego życia, poszedł do tego drogiego restauracji z panoramicznymi oknami, do której zawsze bał się wchodzić z powodu wysokich cen.

Tam, przy ladzie, ujrzał ją. Zuzannę. Siedziała sama, popijając kawę. Jej twarz była smutna i zagubiona.

Aleksander chciał się odwrócić, ale nagle stanął w miejscu. W głowie coś kliknęło.

Podszedł do recepcjonisty.

Widzą tę dziewczynę? szepnął. Chcę zapłacić jej rachunek. I przekażcie jej to.

Wyciągnął z kieszeni pieczęć. Leżała na dłoni, ciężka i tajemnicza, jakby strzegła sekretów dawnych właścicieli.

Co? To przecież

Po prostu przekażcie. Powiedzcie, iż to od człowieka, który potrafi na czyn. I iż życzy jej szczęścia. Z czymkolwiek.

Nie czekał na reakcję, odwrócił się i odszedł, czując, jak ziemia ucieka spod nóg. Właśnie oddał nie tylko pierścień, ale swój bilet do wolności. Po co? Po to, by udowodnić iż nie jest chciwy? iż nie jest kalkulujący? iż jej zarzut był niesprawiedliwy? A może po to, by zobaczyć w jej oczach nie zazdrość, a zdumienie? Że prawdziwe szaleństwo nie tkwi w egoizmie, a w umiejętności odpuszczenia?

***

Zuzanna siedziała w pustym lokalu, nie mogąc ruszyć się z miejsca. W jej dłoni leżała stara pieczęć. Ciężka, zimna, prawdziwa. Obok była notatka od recepcjonisty: Od człowieka, który potrafi na czyn.

Wszystko zrozumiała.

To była odpowiedź. Nie taka, na którą czekała nie błaganie o powrót. A coś większego. Gest człowieka, który za cenę niewyobrażalną dla siebie dowiódł, iż potrafi na najczystsze szaleństwo. Aleksander nie kupił za te pieniądze auta, nie poleciał w podróż. Po prostu oddał pierścień. Tak po prostu. W znak w znak czego? Przebaczenia? Miłości? Wolności?

Przypomniała sobie Sergiusza, który wczoraj kłócił się z nią o rachunek w kawiarni. I pojął, iż w tej cichej, wszechogarniającej sile takiego czynu tkwi prawdziwa moc. Zrozumiała, iż czyn to nie przechwałka, a cicha siła gestu.

***

Aleksander był pod wpływem i więc spał w ubraniach.

Śniło mu się, iż idzie po plaży, a pod stopami nie jest piasek, ale rozsypane szafiry Obudził się z ciężką głową i pustymi kieszeniami. Przypomniał wszystko pierścień, restaurację, swój szalony gest.

Leżał, nie otwierając oczu, i wyczuwał znajomy zapach. Perfumy, które kiedyś podarował jej na urodziny.

Otworzył oczy i podciągnął się na łokciu. W progu pokoju stała Zuzanna. Trzymała w ręku właśnie tę samą pieczęć.

Ty? Po co zaczął Aleksander.

Oddałam Sergiuszowi jego prezenty szepnęła. A to podała pierścień. To teraz nasze wspólne. Możemy go sprzedać i pojechać razem na Bali. Albo zostawić. jeżeli się nie sprzeciwiłeś.

Aleksander milcząc patrzył na nią.

Był zupełnie trzeźwy i zupełnie szczęśliwy. Zrobił czyn. I ten czyn, kosztujący go całe majątki, zwrócił mu coś znacznie cenniejszego.

Idź do oryginalnego materiału