Czyn Zmieniający Życie: Historia Odkrywania Prawdziwego Ja

polregion.pl 6 godzin temu

Gdyby nie wrodzona ciekawość, którą odziedziczył po ojcuantykwariuszu, Aleksy przejść mógłby obok stosu gruzy budowlanej, rozpoznając w migotliwym błysku jedynie kawałek rozbitej butelki. ale nie pochylił się i podniósł ciemny, krwisty przedmiot.

To była starożytna pieczęć z ciemnego srebra, z grubym, przygasłym z czasem kamieniem. W świetle latarki kamień zabłyśnął słabym, aksamitnym, niebieskim odcieniem.

Aleksy lepiej rozumiał zabytki niż ludzi. Palce natychmiast wyczuły na wewnętrznej stronie pierścienia subtelną rysę i przygasłą wytłoczoną ornamentykę. Serce podskoczyło. Rozejrzał się zaułek był pusty i wsunął znalezisko do kieszeni.

W domu, pod lupą, nie pozostało wątpliwości. To prawdziwy szafir. Ojciec nie raz powtarzał, iż kamień ten jest talizmanem wiary, nadziei i miłości.

Pieczęć była antyczna, a po przetarciu miękką szmatką kamień ujawnił swój prawdziwy kolor głęboki, mazurkowy odcień błękitu, choć nie całkiem czysty, z delikatną mgiełką. Nie była to wielka fortunа, ale znacząca suma dla jego skromnego budżetu jedyne dwa lata spokojnego życia, wkład własny na mieszkanie lub wymarzoną podróż.

Co byście zrobili w takiej sytuacji?

Aleksy od razu szukał wymówek, by nie mówić o znalezisku nikomu. Pieczęć leżała w śmieceniu przy wyburzonym domu nie ma właściciela, i tak trafiłaby na wysypisko. Znalazłem ją mam do niej prawo.

Przypomniał sobie Jagodę. Miesiąc temu płacząc powiedziała mu: Jesteś pewny jak szwajcarski zegarek. Ale teraz rozumiem, iż życie to nie tylko pewność. Trzeba odważyć się do szalonych czynów, podjąć ryzyko! Przepraszam, odchodzę do Sławomira.

Szaleństwo? uśmiechnął się złośliwie Aleksy, trąc pieczęć w dłoniach. Zrobię taki rozruch, iż wszyscy twoi Sławomirzy będą zazdrościć. Zabiorę się na Majorkę na pół roku, będę wrzucał zdjęcia, a ty patrz, jak płaczesz.

Nie znał jeszcze dokładnej wyceny pierścienia, ale w antykwariacie, do którego zadzwonił, podano szacunkową wartość i dreszcz podszedł mu po plecy. Wtedy w podświadomości zadrżał słodki dźwięk jakby podłoga podłoga drżała. Aleksy zacisnął pięść, czując drżenie własnych dłoni.

Przeprowadził rzetelną ekspertyzę: szukał informacji o pieczęci, porównywał kamień ze zdjęciami. Wszystko się zgadzało. Potem usiadł i zaczął snuć plany. Proces był fascynujący. Tej nocy nie zamknął oka, wyobrażając sobie błękitne morze i palmowy wiatr.

A wy byście zasnęli? To się nie liczy

Aleksy siedział na parapecie i rozmyślał: Sprzedać to znaczy z tym pożegnać się na zawsze. To jednak historia. Praktyczność jednak zwyciężyła. Trzeba znaleźć nabywcę, który doceni antykwaryczną wartość, a nie po prostu przetopią kamień.

Właściciel takiego skarbu miałby co rozważać. Jego wyobraźnia nie zna granic.

Majorka decyzja podjęta.

Co dalej?

Można wreszcie zrobić remont pomyślał. Mogę kupić ten obiektyw, na który odkładałem od trzech lat. Wstał, podszedł do okna. Patrząc na śpiące miasto, dodał: Albo po prostu włożyć pieniądze na lokatę i nie martwić się jutrem.

Rankiem obudził go telefon od przyjaciela, który nieustannie wciągał go w wędrówki, a Aleksy zawsze odmawiał z powodu pracy. Tym razem się zgadzam pomyślał, spoglądając na pieczęć leżącą na stole, i znów zasnął, kołysany słodkimi marzeniami.

Po przebudzeniu pierwsze, co zrobił, było sprawdzenie pierścienia to nie był sen. Postanowawszy uczcić początek nowego rozdziału, udał się do ekskluzywnej restauracji z panoramicznymi oknami, do której zawsze bało się wstąpić ze względu na ceny.

Tam, przy ladzie, ujrzał ją. Jagodę. Siedziała sama przy kawie, twarz jej była smutna i zagubiona.

Podszedł do recepcjonisty.

Czy widzicie tę dziewczynę? szepnął. Chcę opłacić jej rachunek. I przekażcie jej to.

Aleksy wyciągnął z kieszeni pieczęć. Leżała na jego dłoni, ciężka i tajemnicza, jakby strzegła sekretów dawnych właścicieli.

Co? To zaczęła kelnerka. To chyba

Po prostu przekażcie. Powiedzcie, iż to od człowieka, który potrafi na odważny czyn. I iż życzy jej szczęścia jakiegokolwiek. Nie czekał na reakcję, odwrócił się i odszedł, czując, jak ziemia odpada mu pod stopami. Nie oddał po prostu pierścienia, a swój bilet do wolności. Po co? By dowieść iż nie jest chciwy, iż nie liczy się wyłącznie na korzyść, iż jej zarzut był niesprawiedliwy? A może, by w jej oczach zobaczyć nie zazdrość, a zdumienie? Że prawdziwe szaleństwo nie tkwi w egoizmie, ale w umiejętności odpuszczenia?

Jagoda siedziała w pustej restauracji, nie mogąc ruszyć się z miejsca. W dłoni trzymała starą pieczęć. Ciężka, zimna, prawdziwa. Obok leżała notatka od recepcjonisty: Od człowieka, który potrafi na odważny czyn. Zrozumiała wszystko.

To była odpowiedź. Nie taka, jakiej się spodziewała nie błagania o powrót. A coś większego. Gest człowieka, który za cenę niewyobrażalną dla siebie udowodnił, iż potrafi na najczystsze, bezinteresowne szaleństwo. Aleksy nie kupił za te pieniądze samochodu, nie wyleciał w podróż. Oddał pierścień jej. Po prostu. W geście w geście czego? Przebaczenia? Miłości? Wolności?

Przypomniała sobie Sławomira, z którym wczoraj pokłóciła się o rachunek w kawiarni. Zrozumiała, iż prawdziwa moc takiego czynu nie leży w krzykliwym heroizmie, ale w cichej sile tego gestu.

Aleksy, trochę pod wpływem, zasnął w szlafroku.

Śniło mu się, iż idzie po plaży, a pod stopami nie piasek, ale rozsypane szafiry Obudził się z ciężką głową i pustymi kieszeniami, wspominając wszystko pierścień, restaurację, szalony gest.

Leżał, nie otwierając oczu, czując znajomy zapach. To były perfumy, które kiedyś podarował Jagodzie na urodziny.

Otworzył oczy i podparł się łokciem. W progu pokoju stała Jagoda, w ręku trzymała tę samą pieczęć.

Ty? Po co zaczął Aleksy.

Oddałam Sławomirowi jego prezenty wyszeptała. A to podała pierścień. Teraz jest nasz wspólny. Możemy go sprzedać i pojechać razem na Majorkę. Albo go zachować. jeżeli się nie sprzeciwiłeś.

Aleksy milczał, patrząc na nią.

Stał całkiem trzeźwy i całkiem szczęśliwy. Dokonał czynu. A ten czyn, kosztujący go majątek, przywrócił mu coś znacznie cenniejszego.

Idź do oryginalnego materiału