Twoja mama myśli, iż jestem jej służącą? żona odmówiła spełniania próśb teściowej
Bywają takie chwile, gdy cierpliwość po prostu pęka. Nagle kończy się, jakby ktoś narysował linię: dość, koniec. Mój moment nadszedł pewnego zwykłego wieczoru, gdy smażyłam ziemniaki.
Dzień był do bani. W pracy zaległości, szef zjechał mnie za raport, a tu jeszcze Darek zadzwonił: Kasiu, mama wpadnie, była w centrum, wstąpi do nas. No jasne. Kiedy to Danuta Ignacówka przechodziła obok? Zawsze wybiera moment, gdy wracam zmęczona.
Stoję przy kuchence, przewracam te nieszczęsne kartofle. W skroniach pulsuje, nogi bolą od szpilek, a ręce machinalnie mieszają. W prawo, w lewo. W prawo, w lewo. I tak chciałoby się usiąść, włączyć serial, wyłączyć telefon
Kasia! rozlega się z progu. Gdzie jesteś?
Oto i ona. choćby się nie odwracam wiem, iż zaraz przebiegnie korytarzem w swoich drogich butach, zajrzy do kuchni
A, tu jesteś Danuta Ignacówka siada przy stole jak u siebie. Wyciąga telefon, wpatruje się w ekran. Nalej mi herbaty i zrób kanapkę. Zmęczyłam się dziś.
Zastygam. Coś w mojej głowie przeskakuje. Trzy lata. Trzy lata słyszę te polecenia: nalej, podaj, zrób. Jakbym była nie synową, ale pomocą domową, której zapomniano zapłacić.
Czajnik na kuchence mówię niespodziewanie spokojnie. Chleb w szafce.
Cisza. Taka, co można nożem kroić. Kątem oka widzę, jak teściowa podnosi wzrok znad telefonu. Powoli, jakby nie wierzyła własnym uszom.
Co-co? jej głos staje się lodowaty. Co ty sobie pozwalasz?
Wyłączam gaz. Wycieram ręce w ręcznik tym z słonecznikami, który przywiozła na nowe mieszkanie. Żeby było przytulniej powiedziała wtedy. Odwracam się do niej.
Pozwalam sobie być człowiekiem, a nie służącą mówię cicho. Ja też jestem zmęczona. Ja też miałam ciężki dzień. jeżeli potrzebujesz pomocy proś, nie rozkazuj.
I wtedy, jak na zawołanie, na kuchnię wpada Darek. Zastyga w drzwiach, spojrzenie zmieszane. Patrzy na mnie, na matkę, z powrotem. No tak, on przecież unika konfliktów jak ognia.
Darku! podrywa się Danuta Ignacówka. Popatrz tylko, co twoja żona wyprawia! Proszę ją o drobiazg
Nie daję jej dokończyć. Zwracam się do męża:
Darku mówię. A ty mnie w ogóle szanujesz?
Za oknem huczą samochody, na kuchence stygną ziemniaki, a my troje zastygliśmy w tej kuchni jak w niemym filmie. Nagle czuję dziwny spokój. Jakby kamień spadł mi z serca ten, który dźwigałam trzy lata. Męczy mnie to. Po prostu mam dość być wygodną, posłuszną, bez głosu. Darek patrzy to na mnie, to na matkę, i widzę jest w szoku. Pierwszy raz w tych wszystkich latach jego cicha, uległa żona pokazała pazury. No cóż, kochanie, teraz twoja wola.
Po tamtej rozmowie minął tydzień. Cały tydzień cichej wojny: Danuta Ignacówka demonstracyjnie milczała, tylko ciężko wzdychała, przechodząc obok. Darek miotał się między nami jak zwierzę w klatce, udając, iż nic się nie dzieje. A ja po raz pierwszy czułam się człowiekiem, a nie szmatą do podłogi.
Tego wieczoru siedziałam w naszym małym salonie, wtulona w stare fotelisko. Ulubiony fotel ojca Darka jedyna rzecz, którą udało mu się zabrać z rodzinnego domu po śmierci taty. Danuta Ignacówka wtedy awantowa





