Czy stajemy się coraz bardziej antyspołeczni?

sexed.pl 2 dni temu

Odwołujemy spotkania, na które jeszcze kilka dni wcześniej czekaliśmy. Po pracy nie mamy siły na kolejną rozmowę, a weekend w domu coraz częściej wygrywa z wyjściem do znajomych. Nigdy wcześniej utrzymywanie kontaktu z innymi nie było tak proste, a jednocześnie tak wielu z nas doświadcza samotności. Czy wygoda, zmęczenie i życie przeniesione do internetu sprawiają, iż coraz trudniej nam pielęgnować relacje?

Wyobraź sobie, iż jest piątkowy wieczór. Od tygodnia masz umówione spotkanie ze znajomymi. W ciągu dnia wymieniacie jeszcze kilka wiadomości, ustalacie godzinę i miejsce. Jednak kiedy kończysz pracę, zaczynasz się zastanawiać, czy naprawdę chce ci się wychodzić.

Trzeba się przebrać, dojechać na miejsce, rozmawiać, a potem wrócić do domu. Tymczasem kanapa, ulubiony serial i jedzenie zamówione przez aplikację wydają się znacznie przyjemniejszą perspektywą.

Piszesz wiadomość, iż jesteś zmęczony_a i może przełożycie spotkanie. Ktoś odpowiada, iż adekwatnie też nie ma dziś siły. Wszyscy przyjmują zmianę planów z ulgą.

Brzmi znajomo?

Jeszcze kilkanaście lat temu wiele codziennych czynności wymagało kontaktu z drugim człowiekiem. Trzeba było zadzwonić, żeby zamówić jedzenie, zapytać sprzedawcę o dostępność produktu, spotkać się ze znajomymi, żeby dowiedzieć się, co u nich słychać. Dziś możemy przeżyć cały dzień, ograniczając rozmowy z innymi do minimum.

Pracujemy zdalnie, zamawiamy zakupy przez internet, a wieczorem oglądamy kolejne odcinki serialu. Wiadomości od znajomych czekają w telefonie. Możemy na nie odpowiedzieć, kiedy będziemy mieć ochotę. Albo i nie.

Zyskaliśmy wygodę i większą kontrolę nad własnym czasem. Coraz mniej sytuacji zmusza nas jednak do spontanicznych interakcji, przypadkowych spotkań i podtrzymywania znajomości. A kiedy kontakt z drugim człowiekiem przestaje być naturalną częścią dnia, zaczyna wymagać osobnego wysiłku.

Kiedy spotkania ze znajomymi zaczęły przypominać pracę?

W styczniu 2025 roku amerykański dziennikarz Derek Thompson opublikował w magazynie „The Atlantic” esej zatytułowany „The Anti-Social Century”, czyli „Antyspołeczne stulecie”. Zastanawiał się w nim, dlaczego Amerykanie coraz więcej czasu spędzają samotnie i coraz rzadziej spotykają się z innymi ludźmi.

Jego zdaniem domy stały się wygodnymi schronieniami, w których możemy zaspokoić niemal wszystkie potrzeby. Rozrywka, jedzenie i zakupy są dostępne bez wychodzenia. choćby kontakt ze znajomymi coraz częściej odbywa się za pośrednictwem ekranu.

Coś podobnego można zaobserwować w Polsce.

W dzieciństwie przyjaźnie często były częścią codzienności. Widzieliśmy się w szkole, na podwórku, po lekcjach. Nie trzeba było z kilkutygodniowym wyprzedzeniem ustalać terminu spotkania.

W dorosłym życiu wszystko staje się bardziej skomplikowane. Znajomi pracują w różnych godzinach, mieszkają w innych częściach miasta, wychowują dzieci albo mają dodatkowe obowiązki. Żeby spędzić razem kilka godzin, trzeba porównać kalendarze, znaleźć wolny wieczór i mieć nadzieję, iż nikt nie odwoła spotkania w ostatniej chwili.

Zdarza się, iż zanim uda nam się umówić, mija kilka tygodni. A potem ktoś choruje, ktoś musi zostać dłużej w pracy i cały proces zaczyna się od początku. Przyjaźń, która kiedyś rozwijała się przy okazji codziennego życia, staje się kolejną rzeczą, którą trzeba zaplanować.

Nie oznacza to, iż zależy nam na znajomych mniej niż kiedyś. Możemy szczerze lubić ludzi, z którymi od miesięcy próbujemy się spotkać. Możemy za nimi tęsknić i jednocześnie nie mieć energii, żeby wyjść z domu. Im więcej wysiłku wymaga spotkanie, tym atrakcyjniejsza wydaje się perspektywa pozostania na kanapie.

Dlaczego odwołujemy spotkania, na których później świetnie się bawimy?

Przypomnij sobie ostatnie spotkanie, które niemal udało ci się odwołać. Być może byłe_aś zmęczony_a, miałeś_aś kiepski dzień albo po prostu wolałeś_aś zostać w domu.

Ostatecznie jednak wyszedłeś_wyszłaś. Kilka godzin później wracałeś_aś w znacznie lepszym humorze, zastanawiając się, dlaczego w ogóle rozważałeś_aś rezygnację.

Psychologia opisuje mechanizm, który może pomagać zrozumieć takie sytuacje. Nazywa się affective forecasting, czyli przewidywanie własnych przyszłych emocji. Polega na szacowaniu, jak będziemy się czuli w określonej sytuacji.

Problem w tym, iż nie zawsze potrafimy trafnie przewidzieć własne reakcje. Czasem przeceniamy intensywność i długość przyszłych emocji albo skupiamy się na jednym aspekcie wydarzenia, pomijając pozostałe.

Kiedy myślimy o wieczornym spotkaniu, możemy koncentrować się przede wszystkim na wysiłku, którego będzie od nas wymagało: wyjściu z domu, dojeździe, zmęczeniu następnego dnia. Trudniej wyobrazić sobie spontaniczną rozmowę, wspólny śmiech czy poczucie bliskości, które pojawi się podczas spotkania.

W efekcie podejmujemy decyzję na podstawie tego, jak spodziewamy się czuć, a nie tego, czego nauczyły nas wcześniejsze doświadczenia.

Oczywiście nie każde odwołane spotkanie jest stratą. Czasem naprawdę potrzebujemy odpoczynku, a przebywanie z innymi ludźmi wymaga energii, której chwilowo nie mamy. Warto jednak zastanowić się, co dzieje się wtedy, gdy unikanie spotkań staje się naszym przyzwyczajeniem.

Możemy coraz częściej wybierać samotny wieczór, ponieważ wydaje się łatwiejszy, choćby jeżeli wiemy z doświadczenia, iż kontakt z przyjaciółmi zwykle poprawia nam nastrój. W ten sposób stopniowo tracimy okazje do przeżywania rzeczy, które lubimy i których potrzebujemy.

Jesteśmy samotni czy po prostu przebodźcowani?

Jest jeszcze jeden paradoks współczesnego życia. Możemy przez cały dzień pozostawać w kontakcie z ludźmi, a wieczorem nie mieć ochoty z nikim rozmawiać.

Zanim skończymy pracę, odbieramy dziesiątki wiadomości. Odpowiadamy na maile, uczestniczymy w spotkaniach online, czytamy powiadomienia z grupowych czatów i przeglądamy media społecznościowe. Obserwujemy życie innych, śledzimy wiadomości ze świata, reagujemy na kolejne informacje. Nasza uwaga nieustannie przenosi się z jednego komunikatu na drugi.

Kiedy wreszcie zamykamy komputer, perspektywa kolejnej rozmowy może wydawać się wyczerpująca. choćby jeżeli chodzi o kogoś, kogo bardzo lubimy. Być może dlatego tak często pojawia się dziś poczucie, iż mamy dość ludzi, choć jednocześnie brakuje nam bliskości.

Problem polega na tym, iż znaczna część codziennych interakcji nie daje nam tego samego, co spokojne spotkanie z przyjacielem.

Służbowa wideokonferencja, wymiana wiadomości na komunikatorze i przeglądanie relacji znajomych również wymagają naszej uwagi. Nie zawsze jednak dają poczucie, iż jesteśmy z kimś naprawdę blisko.

Możemy być wyczerpani nieustanną komunikacją, a jednocześnie tęsknić za rozmową, podczas której nie musimy niczego załatwiać, odpowiadać na pytania ani kontrolować czasu. Czasami właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy kontaktu z drugim człowiekiem, najmniej mamy na niego siły.

Warto przy tym pamiętać, iż zmęczenie społeczne może mieć wiele przyczyn. Przewlekły stres, nadmiar obowiązków czy problemy ze zdrowiem psychicznym mogą sprawiać, iż choćby przyjemne spotkania stają się trudne. Nie każda potrzeba samotności jest więc przejawem wycofywania się z relacji.

Mamy znajomych. Dlaczego więc czujemy się samotni?

W 2024 roku CBOS ponownie zbadał poczucie osamotnienia Polaków. Wyniki pokazały, iż 8% dorosłych bardzo często lub zawsze czuje się samotnie, choćby kiedy wokół znajdują się inni ludzie. W 2017 roku odsetek ten wynosił 4%.

Szczególnie niepokojące są doświadczenia młodych osób. Raport „Diagnoza Młodzieży 2026”, opracowany przez Polskie Towarzystwo Polityki Społecznej, wskazuje samotność jako jedno z ważnych wyzwań, z którymi mierzą się nastolatki i młodzi dorośli. Autorzy opisują m.in. osłabienie poczucia przynależności oraz trudności z budowaniem satysfakcjonujących relacji.

Tymczasem z badania CBOS „Życie towarzyskie i uczuciowe młodych Polaków” z 2025 roku wyłania się obraz, który może zaskakiwać.

Zaledwie 3% respondentów w wieku 18–44 lata zadeklarowało, iż nie ma żadnych przyjaciół ani bliskich znajomych. Średnio badani wskazywali niemal pięć takich osób. Większość spotykała się ze znajomymi poza pracą lub uczelnią przynajmniej kilka razy w miesiącu.

A więc młodzi Polacy mają znajomych, spotykają się z nimi i utrzymują relacje. Skąd zatem poczucie osamotnienia? Być może części odpowiedzi należy szukać w różnicy między liczbą kontaktów a ich jakością.

Możemy codziennie rozmawiać ze współpracownikami, wymieniać wiadomości z przyjaciółmi, spotykać znajomych na siłowni i komentować ich zdjęcia. A mimo to nie mieć osoby, której moglibyśmy powiedzieć, iż przechodzimy trudny okres.

Możemy być zapraszani na imprezy i jednocześnie czuć, iż nikt naprawdę nas nie zna. Samotność nie zawsze oznacza fizyczną nieobecność innych ludzi. Często wiąże się z poczuciem, iż nasze relacje nie odpowiadają na potrzebę bliskości i zrozumienia.

To wyjaśnia również, dlaczego niektóre osoby czują się samotne w wieloletnich związkach albo wśród licznej rodziny. Sama obecność drugiego człowieka nie gwarantuje bliskości.

Czy zostawanie w domu stało się zbyt wygodne?

Nigdy wcześniej tak wielu rzeczy nie mogliśmy zrobić bez wychodzenia z domu. Mamy dostęp do tysięcy filmów, seriali i podcastów. Jedzenie przyjeżdża pod drzwi, zakupy odbieramy z automatu paczkowego, a wieczorne rozmowy ze znajomymi można zastąpić wymianą wiadomości.

Cały weekend może minąć nam przyjemnie, choćby jeżeli nie mamy żadnych planów i z nikim się nie spotkamy.

Taka możliwość jest ogromnym udogodnieniem. Dla wielu osób spokojny weekend w domu jest sposobem na odpoczynek po wymagającym tygodniu. Warto jednak zauważyć, jak nierówny stał się wysiłek związany z obiema opcjami.

Pozostanie w domu, nie wymaga prawie żadnego przygotowania. Spotkanie z przyjaciółmi trzeba zorganizować, dopasować do obowiązków, a czasem również zaplanować wydatki i dojazd. Kiedy jedna możliwość jest natychmiast dostępna, a druga wymaga działania, coraz częściej wybieramy tę pierwszą. I właśnie w ten sposób mogą mijać tygodnie, a choćby miesiące bez spotkania z kimś, na kim naprawdę nam zależy.

Wciąż o sobie pamiętamy. Wysyłamy sobie zabawne filmiki, reagujemy na zdjęcia, od czasu do czasu pytamy, co słychać. W grupowym czacie regularnie pojawia się propozycja, żeby wreszcie gdzieś razem wyjść, ale nic z tego nie wynika.

Każdy czeka, aż ktoś inny zaproponuje konkretny termin, znajdzie miejsce i doprowadzi plan do skutku. Co dzieje się z przyjaźnią, kiedy wszyscy czekają, aż ktoś inny podejmie wysiłek, żeby ją podtrzymać?

Nie musimy przestać lubić swoich znajomych, żeby powoli tracić z nimi kontakt. Czasem wystarczy, iż przez dłuższy czas żadne z nas nie znajdzie energii na spotkanie.

Coraz więcej z nas mieszka samotnie

Zmienia się również sposób, w jaki organizujemy życie prywatne. Dane GUS pokazują, iż w 2025 roku gospodarstwa jednoosobowe stanowiły 27% gospodarstw objętych badaniem budżetów gospodarstw domowych. Dziesięć lat wcześniej było to 20,1%. Porównanie wymaga uwzględnienia zmian metodologicznych, ale pokazuje skalę życia w pojedynkę.

Dla wielu osób samodzielne mieszkanie jest świadomym wyborem. Daje niezależność, spokój i swobodę organizowania czasu. Nie trzeba dopasowywać się do cudzych przyzwyczajeń, negocjować planów ani dzielić codziennej przestrzeni.

Jednocześnie oznacza, iż po powrocie z pracy nikt nie zapyta nas, jak minął dzień. Kiedy wydarzy się coś zabawnego, nie mamy komu od razu o tym opowiedzieć. Podczas choroby sami musimy zadbać o zakupy i przygotowanie posiłku.

Oczywiście można mieszkać samemu i prowadzić intensywne życie towarzyskie. Można też doświadczać samotności, żyjąc z partnerem albo rodziną.

Ważniejsze od samego sposobu zamieszkania staje się więc pytanie, czy poza domem mamy relacje, w których czujemy się bezpiecznie i swobodnie.

Kiedy mieszkamy sami, pracujemy zdalnie, a większość codziennych spraw załatwiamy przez internet, spotkania z innymi wymagają od nas większej inicjatywy. Nie wydarzą się przypadkiem podczas wspólnego śniadania czy powrotu z pracy. Trzeba zadzwonić, zaproponować spotkanie, znaleźć czas. I chcieć podjąć ten wysiłek, choćby wtedy, gdy kanapa wydaje się znacznie bardziej kusząca.

Kiedy ostatnio rozmawiałaś_eś z kimś bez konkretnego powodu?

Derek Thompson w swoim eseju zwraca uwagę na jeszcze jedną zmianę, która może umykać naszej uwadze. Współczesny styl życia sprzyja utrzymywaniu dwóch rodzajów kontaktów: bardzo bliskich relacji z rodziną i przyjaciółmi oraz powierzchownych znajomości w mediach społecznościowych.

Pomiędzy nimi istnieje jednak cały świat ludzi, z którymi kiedyś spotykaliśmy się niemal codziennie. Sąsiadka z klatki schodowej, sprzedawca w osiedlowym sklepie, współpracownik z innego działu, barista w ulubionej kawiarni. Ludzie, których nie zaprosilibyśmy na urodziny, ale z którymi od czasu do czasu zamieniamy kilka zdań. Nie musimy znać ich historii ani dzielić się z nimi osobistymi problemami. A jednak takie kontakty dają poczucie, iż należymy do jakiejś społeczności.

Kiedy widujemy te same twarze, zaczynamy rozpoznawać miejsca i ludzi. Wiemy, kto mieszka obok, kto pracuje w pobliskiej kawiarni, z kim możemy porozmawiać podczas spaceru z psem. Takie powierzchowne znajomości bywają również początkiem bliższych relacji.

Dziś wiele z tych okazji znika. Odbieramy paczki z automatów, zamawiamy jedzenie w aplikacji, płacimy w kasach samoobsługowych, a w pracy coraz częściej widzimy współpracowników wyłącznie na ekranie. Możemy korzystać z tych udogodnień i przez cały czas mieć bogate życie społeczne. Warto jednak zauważyć, iż spontanicznych kontaktów nie da się łatwo zastąpić zaplanowanym spotkaniem raz na kilka tygodni.

Nie każda znajomość musi prowadzić do przyjaźni. Czasem wystarczy, iż ktoś nas rozpozna, zapyta, jak się czujemy, albo po prostu uśmiechnie się na powitanie.

Ile chwil tracimy, czekając na odpowiedni moment?

Wróćmy do piątkowego wieczoru i spotkania, które miałaś_eś ochotę odwołać. Czasem rzeczywiście lepiej zostać w domu. Odpocząć, pobyć samemu, nie rozmawiać z nikim przez kilka godzin. Samotność z wyboru może być przyjemna i potrzebna. Czasem jednak warto przypomnieć sobie wszystkie te wieczory, kiedy jednak udało nam się wyjść. Rozmowy, które trwały znacznie dłużej, niż planowaliśmy. Spontaniczne pomysły, wspólny śmiech i historie, które później jeszcze wiele razy wspominaliśmy.

Przyjaźnie potrzebują czasu spędzanego razem. Nie zawsze musi to oznaczać wielogodzinne spotkania, starannie zaplanowane wyjazdy czy wspólne aktywności. Czasem wystarczy kawa po pracy, krótki spacer albo wspólny obiad.

Nie musimy za każdym razem mieć ochoty na spotkanie, żeby później czerpać z niego przyjemność. Podobnie jak nie każda chwila spędzona w samotności musi oznaczać wycofanie się z relacji.

Współczesny świat daje nam niemal nieograniczone możliwości organizowania życia bez udziału innych ludzi. Możemy pracować, robić zakupy i odpoczywać bez wychodzenia z domu. Coraz mniej codziennych sytuacji wymaga od nas kontaktu z drugim człowiekiem.

Relacje jednak nie utrzymują się same.

Być może warto czasem wyjść z domu, choćby kiedy początkowo nie mamy na to ochoty. Napisać do znajomego, z którym od miesięcy próbujemy się umówić. Zaproponować konkretny dzień zamiast kolejnego „musimy się kiedyś zobaczyć”.

Bo ile chwil, do których później wracalibyśmy z przyjemnością, omija nas tylko dlatego, iż czekamy, aż będziemy mieć odpowiedni nastrój, więcej czasu albo lepszy moment?

Źródła

  1. CBOS, „Kto jest najbardziej narażony na samotność?”, 2024.
  2. CBOS, „Życie towarzyskie i uczuciowe młodych Polaków”, 2025.
  3. „Diagnoza Młodzieży 2026”, Polskie Towarzystwo Polityki Społecznej.
  4. GUS, „Budżety gospodarstw domowych w 2025 r.”.
  5. CBOS, „Aktywności i doświadczenia Polaków w 2025 roku”.
  6. Timothy D. Wilson, Daniel T. Gilbert, „Affective Forecasting”, 2005.
  7. Derek Thompson, „The Anti-Social Century”, „The Atlantic”, 2025.
Idź do oryginalnego materiału