Czy przepraszanie za zdradę powinno odbywać się na oczach całego świata?

sexed.pl 4 tygodni temu

Zdobycie pierwszego indywidualnego medalu olimpijskiego to chwila, którą chce się świętować. To ogromny sukces. Dla większości ludzi wręcz niewyobrażalny. Nie jest to jednak najlepszy moment, by publicznie przyznać się do zdrady i próbować odzyskać partnerkę przed milionami widzów. – Publiczne ujawnienie zamyka przestrzeń na spokojne przeżycie emocji i na dialog, bo pojawia się presja opinii innych – tłumaczy Miri Palak, seksuolożka i edukatorka seksualna.

We wtorek (10 lutego 2026 t.) Sturla Holm Lægreid wywalczył swój pierwszy indywidualny medal olimpijski w biathlonie na 20 km podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie–Cortinie.

Krótko po zawodach w rozmowie z norweską stacją sportowiec NRK ujawnił, iż zdradził swoją — już byłą — partnerkę i iż powiedział jej o tym tydzień wcześniej. Wyznanie błyskawicznie obiegło media społecznościowe, a komentarze nie pozostawiają złudzeń: internet niemal jednogłośnie potępił jego zachowanie.

„Sześć miesięcy temu poznałem miłość mojego życia, najpiękniejszą i najwspanialszą osobę na świecie. Trzy miesiące temu popełniłem największy błąd i ją zdradziłem” — powiedział Lægreid, łamiącym się głosem. „Miałem złoto w życiu. Wiem, iż wielu może to postrzegać inaczej, ale dla mnie liczy się tylko ona” — dodał. „Sport w ostatnich dniach był na drugim miejscu. Chciałbym móc dzielić ten moment właśnie z nią”.

DLACZEGO SPORTOWIEC PUBLICZNIE OPOWIEDZIAŁ O ZDRADZIE?

Później w rozmowie z norweskim dziennikiem VG sportowiec wyjaśnił swoje motywy. „Jedynym sposobem, jaki widzę, jest powiedzieć wszystko otwarcie i mieć nadzieję, iż wciąż będzie mogła mnie kochać” — stwierdził. „Zrobiłem to dla niej, a teraz także dla całego świata. Nie mam już nic do stracenia. Chcę być dobrym wzorem do naśladowania, ale muszę przyznać się do błędów”.

To jednak nie był koniec. Podczas kolejnej konferencji prasowej przyznał, iż nie otrzymał żadnej reakcji od byłej partnerki. „Nie dostałem żadnej odpowiedzi od dziewczyny, o której mówiłem” — powiedział. „Może tego nie widziała, może zobaczy we właściwym momencie. Mam nadzieję, iż nie pogarszam jej sytuacji. Mam nadzieję, iż ta historia skończy się szczęśliwie”.

Po pierwsze: najpewniej już to widziała. Po drugie — istnieje duże ryzyko, iż takie publiczne wyznanie tylko zwiększa presję i ból. Po trzecie: mówienie o „szczęśliwym zakończeniu” stawia ją w jeszcze trudniejszej sytuacji. A komentarze w sieci nie milkną. „Szczęśliwe zakończenie? Ona mu nie wybaczy!” — ten komentarz zebrał tysiące polubień. Kolejna osoba dodała: „Gdyby poczucie winy było dyscypliną olimpijską, zdobyłby złoto”.

JAK ZAREAGOWAŁA BYŁA PARTNERKA?

Problem z transmitowanymi publicznie przeprosinami polega na tym, iż wystawiają osobę zranioną na osąd opinii publicznej — a ta już wydała werdykt. I nie jest on korzystny dla Lægreida.

Nagłaśniając sprawę w mediach, sportowiec zwrócił jeszcze większą uwagę na i tak bolesną sytuację. Dziennik VG poinformował, iż skontaktował się z byłą partnerką Lægreida, która poprosiła o anonimowość, ponieważ nie szuka rozgłosu w prywatnej sprawie. W pisemnym oświadczeniu przekazanym redakcji napisała: „Trudno wybaczyć. choćby po deklaracji miłości wygłoszonej przed całym światem. Nie wybrałam tej sytuacji i jest dla mnie bolesne, iż muszę się w niej znaleźć. Mieliśmy kontakt i zna on moje stanowisko”.

DLACZEGO PUBLICZNE PRZEPROSINY ZA ZDRADĘ TO NIE JEST DOBRY POMYSŁ?

Być może Lægreid uznał, iż publiczne ukorzenie się zostanie odebrane jako romantyczny gest i dowód skruchy, choćby kosztem własnej reputacji. Być może wyczerpał wszystkie inne sposoby kontaktu. Zdarza się, iż ludzie, których druga strona zablokowała, starają się wykorzystać inne kanały komunikacji, np. wysyłają symboliczne przelewy z dopiskiem „przepraszam”. Takie desperackie ruchy rzadko są mile widziane, często są nachalne i wywierają presję.

Prywatne cierpienie stało się publiczną sensacją. A co z kobietą, która być może siedzi w domu ze złamanym sercem i teraz musi mierzyć się z oczekiwaniem, by zareagować, odpowiedzieć albo przynajmniej odnieść się do sprawy?

Jeśli zdecydowałaby się do niego wrócić, naraziłaby się na krytykę tysięcy internautów, którzy dziś nawołują, by dała sobie z nim spokój. jeżeli nie odpowie — również zostanie oceniona. Cokolwiek zrobi, będzie źle. Niezależnie od intencji sportowca, postawił ją w trudnej, publicznej sytuacji.

Minął zaledwie tydzień od momentu, gdy dowiedziała się o zdradzie. To bardzo mało czasu, by uporać się z takim ciosem. choćby gdyby rozważała powrót, proces ten z pewnością trwałby znacznie dłużej.

Wszyscy popełniamy błędy, niektóre ranią bardzo głęboko. Rozmowy o zdradzie i wybaczeniu powinny odbywać się bez świadków, bez kamer i nagłówków w mediach. Nikogo nie da się zmusić do wybaczenia. Lepiej wysłać maila. A jeżeli nie nadejdzie odpowiedź — trzeba uszanować ciszę.

– Kiedy jedna osoba ujawnia mediom prywatne sprawy – zwłaszcza tak bolesne, jak zdrada – bez wiedzy drugiej strony, to zwykle bardzo głęboko narusza poczucie bezpieczeństwa. W relacji intymnej istnieje niepisana zasada: najpierw rozmawiamy ze sobą. jeżeli ktoś dowiaduje się o takiej sprawie „z zewnątrz”, często doświadcza podwójnego zranienia – samej sytuacji i faktu, iż stracił kontrolę nad tym, co dzieje się z jego prywatnością.
To może wywoływać wstyd, bezsilność, złość i ogromny spadek zaufania. Publiczne ujawnienie zamyka też przestrzeń na spokojne przeżycie emocji i na dialog, bo pojawia się presja opinii innych – tłumaczy Miri Palak, seksuolożka i edukatorka seksualna.

Nie wszystko musi być tajemnicą, ale są sprawy, które wymagają najpierw rozmowy i uzgodnienia. To kwestia szacunku do granic i do tempa drugiej osoby. choćby po zakończeniu związku z szacunku warto ustalić, co pozostaje prywatne, a co może zostać upublicznione. W zdrowej relacji – a także po jej zakończeniu – odpowiedzialność za wspólną historię przez cały czas w pewnym stopniu jest wspólna.

Miri Palak, seksuolożka i edukatorka seksualna

Później Lægreid opublikował oświadczenie, w którym wyraził żal z powodu swojego publicznego wyznania:

„Głęboko żałuję, iż poruszyłem tę osobistą historię w dniu, który powinien być świętem dla norweskiego biathlonu. Nie jestem dziś sobą i nie myślę jasno” — napisał w komunikacie opublikowanym przez VG.

„Przepraszam Johana-Olava, który w pełni zasłużył na uwagę po zdobyciu złota. Przepraszam też moją byłą partnerkę, która mimowolnie znalazła się w centrum medialnej uwagi. Mam nadzieję, iż ma się dobrze. Nie cofnę tego, co się stało, ale teraz skupiam się na igrzyskach i nie będę więcej komentować tej sprawy”.

Idź do oryginalnego materiału