CZY PAMIĘTAM? NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ!
Pola, muszę z Tobą porozmawiać… zaczął mój mąż lekko drżącym głosem, od razu wskazując, iż będzie o czymś poważnym. Pamiętasz moją nieślubną córkę Anię?
Czy pamiętam? Jakżebym mogła zapomnieć! O co chodzi? usiadłam ciężko na krześle, spodziewając się kłopotów.
Sam nie wiem, jak to powiedzieć… Ania bardzo prosi, żebyśmy zabrali do siebie jej córeczkę, a więc moją wnuczkę mamrotał mąż, nie mógł mi spojrzeć w oczy.
A to dlaczego, Zbyszek? A mąż Ani? Co z nim, jabłek się przejadł? zrobiło się ciekawie, czułam narastające napięcie.
Rozumiesz, Ani zostało kilka życia. Nigdy nie miała męża. Jej mama dawno przeniosła się do Londynu, wyszła za Anglika, z Anią nie utrzymuje kontaktu. Są ze sobą mocno pokłócone. Ania nie ma nikogo bliskiego… Zbyszek spuścił głowę, wyraźnie przybity.
Więc… co zamierzasz? dopytywałam, choć wewnątrz już podjęłam decyzję.
Pola, radzę się z Tobą. Jak powiesz, tak będzie Zbyszek w końcu zerknął w moją stronę.
Sprytnie. Nagrysz w młodości, a teraz Pola ma dźwigać ciężar za nie swoje dziecko, co? poirytowało mnie to całkowicie bezwolne podejście męża.
Pola, jesteśmy rodziną. Powinniśmy razem zdecydować próbował mnie przekonać.
No, ciekawe! A jak skakałeś do łóżka z tą panną, to wtedy się nie pytałeś. Przecież ja jestem Twoją żoną! łzy same napłynęły mi do oczu, więc uciekłam do drugiego pokoju.
Jeszcze w liceum spotykałam się z kolegą Krzyśkiem. Ale wtedy, gdy do naszej klasy dołączył nowy, Sławek, straciłam dla niego głowę. Z Krzyśkiem gwałtownie zerwałam. Sławek zaczął mnie odprowadzać do domu, całował w policzek, przynosił z klombu tulipany, a po tygodniu zaprosił mnie do siebie. Oczywiście, byłam zakochana po uszy, nie umiałam odmówić. Nasza miłość trwała do matury, po której Sławek został wcielony do wojska i wyjechał z Warszawy do Wrocławia.
Pół roku pisaliśmy do siebie listy, a potem Sławek przyjechał na przepustkę. Ze szczęścia nie wiedziałam, jak się zachować gotowa byłam nieba mu przychylić. Sławek przysięgał mi miłość i obiecywał, iż wróci za rok, żeby się oświadczyć. Po takim wyznaniu rozczulałam się do łez.
Sławek wyjechał, a ja czułam się narzeczoną. Po pół roku dostałam jednak list Sławek pisał, iż zakochał się w kimś innym i nie wróci do Warszawy. A ja… byłam w ciąży. Ot, proszę obiecywany ślub zmienił się w samotność.
Moja babcia miała rację:
Nie wierz choince w marcu, wierz spichlerzowi po żniwach…
Nadszedł czas porodu, urodziłam Janka. Tak się złożyło, iż Krzysiek, mój były, zaoferował pomoc. Przyjęłam ją, nie widziałam już szans, by zobaczyć ponownie Sławka.
Przepadł bez wieści, aż tu nagle pojawił się. Drzwi otworzył Krzysiek, a na progu stał Sławek.
Mogę wejść? Sławek aż się zdziwił na widok Krzyśka.
Skoro już przyszedłeś, to wejdź mruknął Krzysiek niechętnie, wpuszczając gościa.
Mały Janek wyczuł nerwy i przytulił się do Krzyśka, zaczynając płakać.
Krzysiek, wyjdź proszę z Jankiem na chwilę na dwór poprosiłam, nie wiedząc co dalej.
Krzysiek zabrał Janka i zniknął, zostawiając mnie samą ze Sławkiem.
To Twój mąż? zapytał z żalem w głosie Sławek.
A co Cię to obchodzi? Po co w ogóle przyszedłeś? nie kryłam złości.
Zatęskniłem, więc jestem. Widzę, iż ułożyłaś sobie życie. No nic, przepraszam, iż naruszyłem Wasz spokój… podniósł się do wyjścia.
Sławku, po co przyszedłeś? Chcesz rozdrapać rany? Krzysiek mi pomaga. To on wychowuje Twojego syna próbowałam go zatrzymać. Uczucia do niego nie wygasły.
Pola, chcę wrócić. Przyjmiesz mnie? popatrzył z nadzieją.
Zostań, zaraz jemy obiad serce mi topniało, znów poczułam się szczęśliwa. Wrócił więc nie zapomniał! A przecież Jankowi bardziej potrzebny jest prawdziwy ojciec.
Krzysiek został odprawiony z kwitkiem, później założył rodzinę z Anną, wdową z dwójką dzieci.
Lata mijały. Sławek nigdy nie potrafił pokochać Janka jak własnego syna, zawsze był przekonany, iż to dziecko Krzyśka. Nie czuł więzi, co widziałam codziennie. Sławek z natury był kobieciarzem. Romansował na lewo i prawo, choćby z moimi koleżankami. Płakałam, cierpiałam, ale trwałam przy nim. Kto kocha, ten zawsze ma nadzieję i łatwiej mu żyć w nieświadomości.
Nigdy nie musiałam wymyślać kłamstw na usprawiedliwienie po prostu kochałam Sławka. Był dla mnie całym światem. Czasem chciałam go zostawić, ale nocami przekonywałam siebie, iż i tak bez niego byłoby mi gorzej. Dla niego byłam wszystkim ukochaną, żoną i matką.
Sławek stracił mamę, gdy miał czternaście lat zmarła we śnie. Może dlatego całe życie szukał czułości w ramionach innych kobiet. Wszystko zawsze mu wybaczałam, może aż za bardzo. Raz porządnie się pokłóciliśmy i wyrzuciłam go z domu. Wyprowadził się do ciotki.
Po miesiącu zupełnie zapomniałam, o co poszło, ale Sławek nie wracał. Poszłam z pokorą do jego krewnych. Ciotka była zdziwiona:
Pola, po co Ci on? Przecież mówił, iż się rozwiedliście. Ma już inną.
Dzięki ciotce dowiedziałam się, gdzie mieszka ta dziewczyna, więc poszłam do nich z wizytą.
Dzień dobry, jest Sławek? uśmiechnęłam się grzecznie.
Dziewczyna zamknęła mi drzwi przed nosem bez słowa.
Sławek wrócił po roku. niedługo ta kobieta urodziła mu córkę Anię. Do dziś mam poczucie winy, iż wtedy pozwoliłam mu odejść. Może gdybym go nie wygnała, nie byłoby tej dziewczyny i nieślubnej córki.
Od tej pory jeszcze bardziej starałam się być dla Sławka idealną żoną. O Ani nie rozmawialiśmy nigdy tak jakby dotykając tego tematu można było rozsypać całą rodzinę. W końcu dziecko z boku… Każdemu się może zdarzyć. To te kobiety powinny trzymać się z dala od cudzych mężów!
Czas płynął. Sławek z wiekiem spokorniał, coraz mniej interesował się kobietami, więcej siedział w domu i oglądał telewizję. Nasz Janek wcześnie się ożenił, mamy już trójkę wnuków. I nagle…
Po latach pojawia się Ania czyli ta nieślubna córka Sławka. Prosi, żebyśmy zaopiekowali się jej córką.
Musiałam dużo przemyśleć. Jak wyjaśnić Jankowi obecność obcej dziewczynki? Przecież nie wiedział o młodzieńczych wyskokach ojca…
Oczywiście, zgłosiliśmy opiekę nad pięcioletnią Aliną. Ania zmarła w wieku trzydziestu lat. Po niej została tylko córeczka, a życie płynie dalej.
Sławek sam poszedł porozmawiać z Jankiem jak mężczyzna z mężczyzną. Janek po wszystkim tylko powiedział:
To już przeszłość, rodzice, niech rośnie trawa na dawnych sprawach. Dziewczynkę trzeba przyjąć to nasza krew.
Kamień spadł mi z serca. Dobrze wychowaliśmy syna.
Dziś Alina ma szesnaście lat. Dziadka Sławka uwielbia, szczerze mu ufa; mnie nazywa babcią i twierdzi, iż jest moją młodszą kopią. Na to tylko się uśmiecham i kiwam głową z dumą…
