PAMIĘTAM? NIE MOGĘ ZAPOMNIEĆ!
Pola, wyobraź sobie… No, pamiętasz moją nieślubną córkę Stefcię? mój mąż mówił jakby przez mgłę, jego głos rozlewał się w powietrzu jak dym z kadzidła. To budziło niepokój.
Czy pamiętam? Jak mam zapomnieć? A co się stało? usiadłam ciężko na krześle, jakby miało się rozpaść pode mną. Czekałam na zły omen.
Sam nie wiem, jak zacząć Stefcia błaga, żebym zabrał jej córkę, czyli moją wnuczkę… plątał się mój mąż, unikając mojego wzroku, jakby muszka błąkała się po suficie.
I dlaczego niby ja? A gdzie jest mąż Stefci? Utopił się w kompotach? ciekawość gryzła mnie od środka, jak motyle w brzuchu.
Wiesz, Stefci zostało kilka czasu. Jej męża nigdy nie było. Jej matka dawno wyszła za Niemca i mieszka w Hamburgu. Stefcia się z nią nie widuje, pokłóciły się o o coś nieprawdopodobnego, jak w snach. Innych krewnych nie ma. Dlatego taka prośba… mąż szurał nogą po parkiecie, zagubiony w własnych myślach.
I? Do czego zmierzasz? Co zamierzasz zrobić? Ja już w sercu podjęłam decyzję.
No właśnie, Polka, radzę się z tobą. Jak powiesz, tak będzie pierwszy raz spojrzał mi w oczy, jakby próbował znaleźć w nich rozwiązania.
Sprytnie. Na twojej młodości ktoś zatańczył, a odpowiedzialność dla Poli. Prawdziwie po polsku w środku aż we mnie wrzało.
Pola, jesteśmy rodziną. Decyzje podejmuje się razem. Ton Shuriego był nagle twardszy, śniło mi się, iż ma broń i celuje w moje sumienie.
Pięknie sobie teraz przypomniałeś! A gdy z panienką spałeś, przy stole się nie pytałeś! A ja przecież twoją żoną jestem! łzy polały się same, uciekłam do drugiego pokoju, jakby tam miało zniknąć wszystko, co trudne.
…W liceum bywałam z kolegą, Walerkiem. Przyszedł do klasy nowy, Szymon. Zapomniałam o wszystkich. Walerka niedługo odprawiłam. Szymon prowadził mnie pod rękę do domu, kładł na parapecie stokrotki, całował w policzek z czułością, o jakiej marzą tylko panny w polskich wierszach. Po tygodniu znalazłam się w jego łóżku. Kochałam Shurego do utraty tchu.
Skończyliśmy szkołę Szymka powołali do wojska, do Bydgoszczy. Żegnałam go na dworcu chusteczka biała, nos czerwony, łzy cieknące we wszystkie strony. Cały rok pisał do mnie listy pachnące trawą. W końcu dostałam, co chciałam urlop Szymka. Chodziłam przy nim jak kotka. Przynosił mi pączki z kwiaciarni, opowiadał swoje sny. Przysięgał mi:
Pola, za rok wrócę! Zrobimy wesele, biały obrus, weselny mazur! Dla mnie już jesteś żoną.
I wtedy zalewała mnie fala czułości. Tak już będzie zawsze: Shuri spojrzy na mnie słodko, rozpływam się jak ptasie mleczko w dłoni.
Musiał wrócić do koszar, ja czułam się narzeczoną. Po pół roku dostałam list Szymek znalazł inną w jednostce, prawdziwa miłość, już nie wróci do Poznania. A mnie pod sercem kopała już jego krew. Takie te polskie zaręczyny niby się oświadcza, a potem zmyka przez okno. Babcia zawsze mówiła: Nie ufaj makom w rosie, tylko tym, co w stodole!
Kiedy przyszedł czas, urodził się Jaś. Walerek, dawny chłopak, podał mi rękę. Pozwoliłam mu być przy mnie. Tak, z Walerkiem mieliśmy swoją bliskość, bo przecież nie spodziewałam się, iż Szymon wróci On zniknął, rozpłynął się jak mgła nad Wisłą.
I nagle wrócił. Drzwi otworzył właśnie Walerek, a w drzwiach stanął Szymek.
Wolno wejść? zapytał, jakby był z innego świata.
Skoro jesteś, to wejdź odpowiedział Walerek, choć niechętnie, jakby podawał gościowi kwaśne mleko.
Mały Jaś zaczął płakać i przytulił się do Walerka.
Walerku, idź pobawić się z Jasiem na podwórko prosiłam, nie wiedząc w którą stronę zawieje wiatr tego spotkania.
Wyjrzeli, a ja zostałam z Szymkiem.
Twój mąż? zapytał z żalem Szymek.
A co ci do tego? Po co przyszedłeś? gniew rozlewał się po mojej twarzy.
Stęskniłem się, wiesz? Myślę sobie: dobrze ci tu, Pola, masz rodzinę. Znaczy nie czekałaś na mnie. No to pójdę. Przepraszam, iż przeszkodziłem Szymek szykował się do wyjścia, ale zatrzymałam go w progu, jakbym śniła, iż łapię mgłę w dłonie.
Czekaj, Szymek. Po co przyszedłeś? By truć mi duszę? Walerka pomaga mi żyć i twojego syna wychowuje, ma już dwa lata
Przyszedłem do ciebie, Pola. Przyjmiesz mnie? zapytał, a jego oczy miały kolor spienionej Wisły.
Chodź! Zaraz zjemy żurek serce znów drgnęło, opatuliła mnie kołdra szczęścia.
Walerek został odprawiony w niebyt. Moje dziecko zasługiwało na ojca, a nie cudzego mężczyznę u boku. Walerek z czasem poślubił wdowę z dwójką dzieciaków.
…Upłynęło kilka lat. Shuri nigdy naprawdę nie zaakceptował Jasia. Zawsze myślał, iż to dziecko Walerka. I choć minęły lata, Jasia traktował jak obcego bez korzeni. A Szymek Szymek był, jak to mówią, kobieciarzem na polskie realia. Skakał z kwiatka na kwiatek, flirtował z każdą sąsiadką, z przyjaciółkami moich przyjaciółek. Ja płakałam po nocach, ale trwałam. Bo kochana czuje szczęście choćby na krawędzi. Nie musiałam kłamać, ukrywać wystarczała mi sama miłość. Chciałam czasem od Szymka wyjść, ale potem się łajałam: gdzie pójdę, kto mnie przytuli tak jak on? Przez lata byłam mu żoną, kochanką, matką…
Swoją mamę Szymek stracił w wieku czternastu lat, umarła we śnie cicho niczym wiatr na Podhalu. I pewnie dlatego szukał czułości u innych. Ja wybaczałam, co mogłam.
Pewnego razu pokłóciliśmy się tak, iż Szymek spakował walizkę i zniknął do rodziny. Mijały tygodnie. Poszłam do ciotki.
Pola, po co ci Szymek? On mówił, iż już po wszystkim. Ma nową dziewczynę. ciotka spojrzała na mnie, jakby widziała ducha.
Dzięki niej dowiedziałam się, gdzie mieszka tamta kobieta, i poszłam do nich.
Dzień dobry! Szymka możemy prosić? grzeczność nie bolała.
Dziewczyna uśmiechnęła się jadowicie i zamknęła drzwi. Odeszłam bez słowa.
…Szymek wrócił po roku, a dziewczynie urodziła się córka Stefcia. Do dziś mam w sobie wyrzut sumienia, iż go wtedy wygnałam. Może nigdy by nie poznał tej dziewczyny i nie było by Stefci… Od tamtej pory jeszcze bardziej starałam się być dla męża, tak jak trzeba czuła, wyrozumiała, kochająca bez granic.
Nigdy nie rozmawialiśmy o Stefci, jego nieślubnej córce. Wydawało się, jakby poruszenie tego tematu zdmuchnęło całą naszą rodzinę niczym domek z kart. Bohaterowie polskich opowieści nie rozprawiają, tylko milczą.
No i cóż, dziecko z boku Zdarza się! Cwaniary takie zawsze się kręcą, przecież.
Tak żyliśmy. Szymek z wiekiem spoważniał, zrobił się łagodniejszy, już nie szukał przygód. Siedział w domu, patrzył na seriale w telewizji. Jaś gwałtownie się ożenił, obdarował nas trojgiem wnucząt. I nagle…
Objawiła się po latach ta nieślubna Stefcia. Prosiła, byśmy przyjęli jej córkę.
Musiałam się nad tym zatrzymać. Jak wytłumaczyć Jasiowi obecność obcej dziewczynki w domu? On nic nie wie o młodzieńczych skokach swojego ojca.
…Oczywiście, przyjęliśmy pod nasz dach pięcioletnią Alinkę. Stefcia odeszła, jej ścieżka na tym świecie zakończyła się, ledwie skończyła trzydzieści lat. Jak to mówią, każdy grób zarasta, a życie toczy się dalej.
Szymek zebrał się na rozmowę z Jasiem. Jaś wysłuchał opowieści ojca i rzekł:
Rodzice, co było a nie jest, nie pisze się w rejestr. Ja wam nie będę sądził. Dziecko trzeba przyjąć, to nasza krew.
Odetchliśmy z ulgą.
Dziś Alinka ma szesnaście lat. Kocha dziadka Szymka, opowiada mu wszystkie tajemnice; mnie nazywa babcią i mawia, iż jest całą mną w młodości. Ja tylko się śmieję i przytakuję, bo może właśnie to był sen, z którego nigdy nie chcę się obudzić…








