Czy masz przygotowaną gotówkę? – zapytała kobieta około czterdziestki, która otworzyła drzwi własnym kluczem.

newsempire24.com 2 dni temu

Razem z Bartkiem wynajmujemy pokój u pani Zofii już od ośmiu miesięcy, w kamienicy na warszawskiej Pradze. Mieszkamy wspólnie, dzieląc z gospodynią niewielką kuchnię. W lodówce pani Zofii od zawsze pusto na jej półce stoi jedynie garnuszek z owsianką gotowaną na wodzie. Mydło używa tylko do prania, oleju kupuje najtańszego, o zapachu, który zostaje w kuchni. W przedpokoju stoją jej buty łata na łacie. Mieszkanie wyraźnie nosi ślady biedy.
Pani Zofia nigdy nie wtrąca się w nasze sprawy. Od rana do wieczora chodzi po osiedlu, zbiera puste butelki i puszki, czasem przykleja ogłoszenia na słupach. W każdą niedzielę urządza sobie prawdziwą ucztę zjada zgniłe owoce przyniesione z bazaru przy Targowej.
Za każdym razem, kiedy na jej progu pojawiał się gość, łzy stawały mi w oczach z żalu i bezsilności.
Któregoś dnia pojawiła się jej córka, Jolanta energiczna kobieta po czterdziestce, weszła bez pukania, otwierając drzwi kluczem.
Masz już przygotowane pieniądze? zapytała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Tak, córeczko, proszę, weź odpowiedziała pani Zofia, podając jej kopertę.
To za mało. Jutro przyjdę z Gabrysią. Twarz Jolanty była kamienna.
Czyje to są ubrania? Masz tu kogoś jeszcze?
Wynajęłam pokój, muszę z czegoś żyć, oddaję ci całą emeryturę tłumaczyła się cichym głosem starsza pani.
To zobaczę, kogo tu masz powiedziała Jolanta i bezczelnie weszła do naszego pokoju.
No to kogo tu mamy?
Odezwałam się ostro, bo naruszyła naszą przestrzeń:
Proszę zamknąć drzwi po drugiej stronie!
A ty kim jesteś, iż mi rozkazujesz? Ja tu jestem właścicielką! wrzasnęła, rzuciła na stół dwie kartki numer konta i numer telefonu. Teraz płacicie mi, nie jej. Jak nie, to was wyrzucę na bruk! Kiedy płaciłaś ostatni czynsz?
Pani Zofia załamała ręce.
Proszę cię, zostaw ją w spokoju Dług za prąd spłaciłam właśnie z tych pieniędzy, bo grozili, iż mi odetną. Jak mam żyć bez światła?
Jolanta już wychodząc przyparła ją do muru:
Nie bierz już więcej czynszu od lokatorów, niech wpłacają mi. Jutro przyprowadzę Gabrysię.
Po tym wszystkim pani Zofia usiadła na krześle w korytarzu i zapłakała. Podeszłam, objęłam ją:
Proszę się nie martwić, wszystko się jakoś ułoży.
Zrób mi proszę herbaty poprosiła, ale zamiast herbaty z torebki wręczyłam jej napar z suszonych malin i liści porzeczki, które wisiały na sznurkach w kuchni.
Gdy piła, zaczęła mi opowiadać, ze smutkiem w głosie:
Wychowywałam Jolę sama, mąż wyszedł po papierosy i nie wrócił do dziś. Poświęciłam jej serce i wszystko, co miałam. Wyrosła, ale nigdy nie zyskała pokory zawsze szukała w życiu łatwych rozwiązań. Znalazła sobie męża dopiero po trzydziestce, urodziła wnuczkę Gabrysię. Ale jej mąż to straszny centuś. Ja zaczęłam pomagać im materialnie.
I to, co zaczęło się z miłości, przerodziło się w obowiązek. Wyłudza ode mnie emeryturę, a jeżeli nie oddam, to nie pozwala mi widywać Gabrysi. Myślałam, iż z wynajmu pokoju będę miała na jedzenie, ale i to chce zabrać. Jak ja ją wychowałam?
Pani Zofia znów zalała się łzami.
Teraz chce mnie przeprowadzić na peryferia Warszawy, sprzedać to mieszkanie. Znalazła mi już kawalerkę na Ursusie, może choćby zostawi na ulicy. Grozi mi, iż jak się nie zgodzę, już nigdy nie zobaczę Gabrysi. A ja zrobiłabym wszystko, byle zobaczyć tę moją iskierkę
Wieczorem, kiedy Bartek wrócił z zajęć na uniwerku studiuje prawo na czwartym roku opowiedziałam mu całą sprawę. Od razu zastanowiliśmy się, co można zrobić, jak pomóc pani Zofii.
Przeszliśmy się po sąsiadach. Kilku z nich słyszało awantury. Zebraliśmy ich jako świadków do sprawy, którą pomógł napisać Bartek pismo o ustalenie kontaktów babci z wnuczką.
Doradziliśmy pani Zofii, żeby poszła też do psychiatry po zaświadczenie na wypadek, gdyby córka zaczęła różne rzeczy opowiadać przed sądem.
Po kilku miesiącach walki wygraliśmy. Teraz pani Zofia widuje Gabrysię legalnie: raz na dwa tygodnie przez trzy godziny, a Jolanta już nie może jej szantażować emeryturą. Wreszcie też na jej stole pojawiły się normalne owoce, kawałek mięsa; pomagamy jej przy drobnych remontach, czasem malujemy ścianę czy zmieniamy wysłużone tapety.
Za wszystko odmawia brania od nas pieniędzy za pokój. I tak jej je dajemy, adekwatnie przemycamy, bo nie chce brać.
Czy można tak traktować własną matkę? Zabierać jej marne 1800 zł emerytury, nie pytając nawet, czy ma co jeść? To niewyobrażalna niewdzięczność. Kochajcie swoich rodziców, bo bez nich nie istniejecie.

Idź do oryginalnego materiału