Czy masz już gotówkę? – zapytała kobieta około czterdziestki, która otworzyła drzwi własnym kluczem.

twojacena.pl 2 dni temu

Razem z moim chłopakiem wynajmowaliśmy pokój u pewnej starszej pani w Krakowie. Minęło już osiem miesięcy, odkąd z nią mieszkamy.
Dzielenie z nią lodówki dobrze oddawało nasze codzienne życie. Jej półka prawie zawsze była pusta. Jedyną rzeczą, która tam stała, był garnek z owsianką na wodzie. Mydło służyło jej tylko do prania, olej wybierała najtańszy i o nieprzyjemnym zapachu. Buty stojące w przedpokoju miały połatane podeszwy. Całe mieszkanie aż tchnęło skromnością i ubóstwem.
Nasza gospodyni nie wtrącała się w nasze sprawy. Codziennie od rana do wieczora zbierała puszki i przyklejała ogłoszenia na słupach ogłoszeniowych. W każdą niedzielę robiła sobie ucztę z przejrzałych owoców z pobliskiego Starego Kleparza.
Było mi jej autentycznie żal, nieraz łzy stawały mi w oczach. Gdy w odwiedziny przychodziła do niej jakaś osoba, płakałam z bezsilności wobec niesprawiedliwości.
Masz przygotowane pieniądze? zapytała kobieta około czterdziestu pięciu lat, wchodząc kluczem.
Tak, Małgosiu. Proszę, weź odpowiedziała nasza gospodyni.
To za mało. Jutro przyjdę z Kasią.
A do kogo należą te ubrania? Masz gości?
Wynajęłam pokój, muszę z czegoś żyć, przecież oddaję ci całą emeryturę tłumaczyła się starsza pani.
To pójdę i zobaczę, kto tu jeszcze mieszka. Słyszałam, iż jakieś oszustki! kobieta z impetem otworzyła drzwi do naszego pokoju.
No właśnie, kogo my tu mamy?
To nagłe, nieuprzejme wtargnięcie do uczciwie opłacanego miejsca przyjęłam z niedowierzaniem:
Proszę wyjść i zamknąć drzwi!
Kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać?! To jest moje mieszkanie! Teraz będziecie płacić na ten numer konta, tu jest i tu numer telefonu. Rozłożyła na stole dwie kartki, wparadowała butami po dywanie. Żadnych opóźnień, bo inaczej eksmisja! Kiedy była ostatnia opłata za czynsz?
Małgosiu, zostaw ich, proszę. Dług za prąd spłaciłam, bo groziło odcięcie. Jak ja mogę żyć bez światła? wyszeptała i prawie się rozpłakała.
Nie pobieraj już od nich czynszu, niech przelewają na moje konto. To wszystko, wychodzę. Jutro przyprowadzę Kasię.
Kiedy wyszła, gospodyni usiadła na krześle przy kuchennym stole i rozpłakała się. Usiadłam przy niej, objęłam ją ramieniem i próbowałam dodać otuchy:
Nie płacz, wszystko się ułoży.
Zrób mi, proszę, herbatę.
U niej jednak nigdy nie widziałam zwykłej herbaty parzyła liście malin i czarnej porzeczki, które wisiały w wysuszonych pęczkach w kuchni.
Wzięła kubek i zaczęła mówić przez łzy:
Wychowywałam Małgosię sama, bo mąż zniknął i nigdy nie wrócił. Dałam z siebie wszystko, by wyrosła na porządną kobietę. A wyrosła na wyniosłą i egoistyczną. Dopiero w wieku 35 lat znalazła męża, urodziła mi wnuczkę Kasię. Ale jej mąż jest skąpy i wiecznie liczy każdy grosz. Chciałam im jakoś pomóc, wspierałam wnuczkę, jak mogłam.
Pomoc stała się moim obowiązkiem. Oddaję jej całą emeryturę, inaczej nie mogę choćby zobaczyć wnuczki. Myślałam, iż chociaż zarobię coś na wynajmie pokoju to i na jedzenie wystarczy. Ale i tego chce mnie pozbawić Jak mogłam tak wychować własną córkę?
Nagle osunęła się w łzy, zapominając o herbacie. W sercu miałam ciężki kamień żalu.
A teraz każe mi sprzedać mieszkanie i zamieszkać w bloku na obrzeżach Krakowa w kawalerce. A może zostawi mnie na ulicy? Wciąż mi tym grozi. jeżeli się sprzeciwię, znów nie zobaczę Kasi. Dla wnuczki oddałabym wszystko, byle ją tylko ujrzeć.
Kiedy mój chłopak Tomek wrócił z zajęć na czwartego roku prawa, zapytałam, czy może coś zrobić. Chciałam pomóc tej pani.
Przeszliśmy się do sąsiadów wielu słyszało awantury Małgosi o pieniądze. Zgromadziliśmy świadków i sporządziliśmy odpowiednie oświadczenia. Napisałam wniosek do sądu o ustalenie kontaktów babci z wnuczką.
Zachęciliśmy panią Irenę, by zebrała dla sądu opinie od lekarza psychiatry na wypadek, gdyby córka coś próbowała wmówić.
Wygraliśmy sprawę. Teraz pani Irena widuje wnuczkę legalnie, dwa razy w miesiącu po trzy godziny. Cała jej emerytura zostaje dla niej. Skończył się szantaż. Starsza pani zaczęła normalnie jeść na stole zagościło mięso, świeże owoce pojawiają się regularnie. Pomagamy jej w drobnych remontach: malujemy ściany, zmieniamy wysłużoną tapetę.
W dowód wdzięczności odmawia przyjęcia od nas pieniędzy za wynajem. Ale my i tak jej pomagamy, niemal na siłę.
Jak można zabrać własnej matce ledwie wystarczającą emeryturę, nieważne, w jaki sposób i nie troszcząc się o jej codzienność? To niewybaczalna niewdzięczność.
Dbajcie o swoich rodziców to dzięki nim istniejecie. Życie jest jak koło to, co dasz innym, wróci do ciebie.

Idź do oryginalnego materiału