Czy ludzie mają idee, czy idee mają ludzi?

Człowiek zwykle mówi o ideach tak, jakby były przedmiotami: mam przekonanie, mam opinię, mam określony obraz rzeczywistości. Zakłada przy tym, iż po jednej stronie znajduje się „ja”, a po drugiej idee, którymi to „ja” się posługuje. Tyle iż idea może być czymś, o czym myślimy, albo czymś, dzięki czego myślimy.
W pierwszym przypadku możemy ją obejrzeć, porównać z innymi i zakwestionować. W drugim uczestniczy już w samym procesie oceny tego, co widzimy. Nie pojawia się w świadomości jako jedno z możliwych wyjaśnień. Staje się częścią aparatu, który produkuje wyjaśnienia. Najtrudniejsze do wykrycia idee nie mówią nam więc, co mamy myśleć. Określają, dzięki czego myślimy. I właśnie wtedy pojawia się pytanie: czy ludzie mają idee, czy idee mają ludzi?
Nie można myśleć bez pojęć
Nie chodzi o uwolnienie umysłu od idei. Taki cel byłby sprzeczny z samym myśleniem. Żeby orientować się w rzeczywistości, człowiek musi abstrahować, klasyfikować, porównywać i łączyć pojedyncze obserwacje w większe całości. Widzimy konkretnych ludzi, ale posługujemy się pojęciem „człowiek”. Obserwujemy pojedyncze wymiany, ale potrafimy myśleć o „rynku”. Widzimy konkretne zdarzenia, a następnie próbujemy rozpoznać stojące za nimi mechanizmy. Pojęcia pozwalają skompresować ogromną liczbę obserwacji do postaci, którą można wykorzystać w dalszym myśleniu. Ta zdolność ma jednak koszt. Zaczynamy funkcjonować nie tylko wśród faktów, ale również wśród ich reprezentacji. Nie reagujemy wyłącznie na to, co się wydarzyło. Reagujemy również na to, co według naszego obrazu rzeczywistości się wydarzyło, dlaczego się wydarzyło i co z tego wynika.
Problemem nie jest więc posiadanie modeli mentalnych. Problem zaczyna się wtedy, gdy model przestaje być rozpoznawany jako model.
Idea nie musi być prawdziwa, żeby się rozprzestrzeniać
Richard Dawkins w Samolubnym genie zaproponował pojęcie memu, to jest kulturowego replikatora przekazywanego między ludźmi przez szeroko rozumiane naśladownictwo. Jako przykłady wskazywał między innymi melodie, powiedzenia, mody i idee. Najciekawsze w tej koncepcji jest odwrócenie perspektywy. Zwykle pytamy: Dlaczego człowiek przyjął tę ideę? Można jednak zapytać inaczej: Jakie adekwatności idei zwiększają prawdopodobieństwo, iż zostanie przyjęta i przekazana dalej?
Zdolność idei do rozprzestrzeniania się nie jest tym samym co jej zdolność do trafnego opisywania otaczającej nas rzeczywistości. Idea prosta może mieć przewagę nad złożoną. Emocjonalna nad obojętną. Jednoznaczna nad pełną zastrzeżeń. Potwierdzająca tożsamość grupy nad wymagającą rewizji własnego stanowiska.
Możemy więc rozróżnić dwa procesy.
Selekcja epistemiczna zachodzi wtedy, gdy model utrzymuje się dlatego, iż dobrze przechodzi konfrontację z rzeczywistością.
Selekcja memetyczna zachodzi wtedy, gdy idea utrzymuje się dlatego, iż skutecznie przechodzi z człowieka na człowieka.
Idea może dobrze przechodzić konfrontację z rzeczywistością, a jednocześnie słabo się rozprzestrzeniać. Może też być odwrotnie. Może również łączyć trafność poznawczą z wysoką skutecznością w rozprzestrzenianiu. Ważne jest samo rozdzielenie tych dwóch adekwatności. Popularność nie dowodzi prawdziwości. Prawdziwość nie gwarantuje popularności.
Kiedy idea znika z pola widzenia
Najłatwiej zauważyć założenia, których sami nie podzielamy. Znacznie trudniej dostrzec te, które od dawna organizują nasz własny obraz rzeczywistości. Głęboko przyswojona idea może przestać być odczuwana jako jedna z możliwych interpretacji. Nie myślimy: „interpretuję to dzięki określonego modelu”, tylko myślimy: „tak po prostu jest”.
Weźmy przekonanie: „ludzie zasadniczo dostają to, na co zasłużyli”.
— Ktoś odnosi sukces: „zapracował na niego”.
— Ktoś ponosi porażkę: „musiał popełnić błędy”.
— Uczciwemu i pracowitemu człowiekowi przydarza się nieszczęście: „nie znamy całej historii”.
Model potrafi wchłonąć kolejne obserwacje. choćby kontrprzykład można zinterpretować tak, aby pozostawić podstawowe założenie nietknięte. Nie rozstrzygamy tutaj, czy przekonanie jest prawdziwe, częściowo prawdziwe czy fałszywe. Interesuje nas wcześniejszy problem: czy człowiek przez cały czas potrafi dostrzec je jako przekonanie? o ile nie, idea przestaje być jednym z możliwych wyjaśnień. Staje się mechanizmem produkującym wyjaśnienia.
Między obserwacją a działaniem
Można to przedstawić prostym ciągiem:
ZDARZENIE → OBSERWACJA → MODEL → INTERPRETACJA → DECYZJA → DZIAŁANIE
W terminologii Johna Boyda etap, w którym nowe komunikaty i informacje spotykają się z wcześniejszym doświadczeniem i istniejącym obrazem sytuacji, można określić jako orientację. To wystarczy, żeby dostrzec problem. Dwie osoby mogą obserwować to samo zdarzenie i dojść do różnych wniosków, ponieważ komunikat i/lub informacja zostaje umieszczona w dwóch różnych obrazach rzeczywistości. Co więcej, człowiek może bardzo sprawnie rozumować wewnątrz błędnego modelu. Śmieci na wejściu, to śmieci na wyjściu. Załóżmy, że:
Założenie:
większy wysiłek zawsze prowadzi do lepszego wyniku.
Interpretacja: skoro wynik jest słaby, wysiłek był niewystarczający.
Decyzja: trzeba pracować więcej.
Działanie: zwiększam liczbę godzin.
Rezultat: wynik przez cały czas się nie poprawia.
Jeżeli analizujemy tylko działanie, odpowiedź wydaje się oczywista: jeszcze więcej pracy, większa dyscyplina, lepsza organizacja czasu. Dopiero cofnięcie się do modelu pozwala zapytać, czy ograniczeniem rzeczywiście jest ilość wysiłku. Być może problemem jest, założenie, metoda, brak wiedzy, niewłaściwe narzędzia, struktura zadania albo źle określony cel. Czasami nie potrzebujemy więc więcej informacji ani sprawniejszego działania. Trzeba sprawdzić model, który nadaje komunikatom i/lub informacjom znaczenie.
Wyciągnąć model z tła
W psychologii podobny ruch opisuje się między innymi jako decentrację: myśl przestaje być na chwilę miejscem, z którego patrzymy i sama staje się przedmiotem obserwacji.
Zamiast: „tak jest”, pojawia się: „mam model mentalny, według którego tak jest”. Nie dowodzi to, iż model jest błędny. Zmienia się jedynie jego pozycję. To, przez co patrzyliśmy, staje się czymś, na co możemy spojrzeć.
Sam ten manewr niczego jednak nie gwarantuje. Można zauważyć własne przekonanie i przez cały czas bardzo sprawnie je racjonalizować. Można znać błędy poznawcze i rozpoznawać je głównie u innych. Można nauczyć się języka metapoznania i wykorzystać go do jeszcze skuteczniejszej obrony tego, w co wierzyło się wcześniej. Celem nie jest więc samo obserwowanie własnych myśli. Celem jest zachowanie możliwości ich korekty.
Nie ma obserwatora stojącego ponad ideami
Łatwo w tym miejscu stworzyć kolejną iluzję: wyobrazić sobie czyste „ja”, które stoi gdzieś ponad własnym umysłem, ogląda znajdujące się w nim idee i wybiera najlepsze. To tylko przesuwa problem.
Każdy model oceniamy przy użyciu innych modeli. Każde kryterium oceny również opiera się na jakichś założeniach. Nie istnieje punkt obserwacyjny całkowicie pozbawiony pojęć, wcześniejszych doświadczeń i interpretacji. Dlatego autorstwo nie oznacza wyjścia poza idee. Bardziej przypomina możliwość okresowego wyciągania części własnego zorientowania z tła na pierwszy plan.
[Autorstwo – zdolność systemu poznawczego do wydobywania własnych modeli i założeń z tła, poddawania ich konfrontacji z alternatywami i rzeczywistością oraz modyfikowania lub odrzucania ich pod wpływem nowych informacji.]
Jeden model zostaje skonfrontowany z innym. Nowa obserwacja zmienia istniejący układ. Zmieniony układ pozwala zauważyć założenie, którego wcześniej nie było widać.
MODEL → KONFRONTACJA → KOREKTA → NOWA ORIENTACJA → NOWA OBSERWACJA
Nie ma ostatniego piętra. Nie istnieje więc moment, w którym można powiedzieć: „Teraz widzę wszystkie idee, które na mnie wpływają”. Autorstwo nie jest pozycją poza systemem. Jest zdolnością systemu do aktualizowania samego siebie.
Kiedy przekonanie staje się częścią „mnie”
Nie wszystkie idee są równie łatwe do sprawdzania. Szczególny problem pojawia się wtedy, gdy przekonanie zaczyna łączyć się z tożsamością.
Wyobraźmy sobie człowieka, który dochodzi do wniosku: „dieta X jest najskuteczniejszym sposobem odżywiania”. Początkowo jest to zwykłe przekonanie. Może obserwować rezultaty, czytać badania, porównywać alternatywy i zmienić zdanie. Mijają lata. Prowadzi profil poświęcony tej diecie. Należy do społeczności jej zwolenników. Polecał ją znajomym. Publicznie krytykował konkurencyjne podejścia. Inni zaczęli kojarzyć go z tym stanowiskiem. Nastąpiła drobna, ale istotna zmiana. Z: „uważam dietę X za najlepszą”, powstało: „jestem zwolennikiem diety X”.
Teraz nowe dane nie zagrażają wyłącznie przekonaniu. Zmiana zdania może oznaczać przyznanie się do wieloletniego błędu, utratę pozycji w grupie, konflikt ze znajomymi albo podważenie wcześniejszych publicznych wypowiedzi. Koszt korekty przestał być związany wyłącznie z prawdziwością przekonania.
Ten sam mechanizm staje się jeszcze silniejszy przy przekonaniach, za których zmianę płaci się nie tylko przyznaniem do błędu, ale także utratą przynależności. Nie oznacza to, iż takie przekonanie musi być fałszywe. Oznacza tylko, iż zmieniły się warunki jego sprawdzania.
Od narzędzia do systemu samoobrony
Nie ma ostrej granicy między ideą, którą „mamy”, a ideą, która „ma nas”. Lepiej wyobrazić sobie skalę. Na jednym krańcu znajduje się model, który można zastosować, sprawdzić, porównać z alternatywą i odłożyć, gdy przestaje działać, a na drugim model, który zaczyna neutralizować warunki własnej korekty.
Brak dowodów staje się dowodem, iż dowody ukryto. Krytyka staje się dowodem złych intencji krytyka. Nieudana prognoza otrzymuje dodatkowe wyjaśnienie. Odejście członka grupy potwierdza, iż nigdy naprawdę do niej nie należał. W skrajnym przypadku nie istnieje już możliwy wynik, który przemawiałby przeciwko modelowi.
Większość idei nie znajduje się jednak na jednym z tych dwóch krańców. Mogą trafnie opisywać część rzeczywistości, a jednocześnie posiadać mechanizmy utrudniające korektę. Możemy używać ich jak narzędzia w jednym kontekście, a bronić jak części siebie w innym. Dlatego ważniejsze od przyklejenia etykiety „narzędzie” albo „pasożyt” jest pytanie: co dzieje się z możliwością sprawdzania idei, kiedy zaczynam jej używać?
Jeżeli każda możliwa obserwacja może zostać włączona do modelu, model nie tylko wyjaśnia rzeczywistość. Zaczyna również wyjaśniać, dlaczego nie należy go odrzucać. Dotyczy to także modelu przedstawionego w tym tekście. Ten model mentalny również może mieć człowieka Pytanie „Czy ludzie mają idee, czy idee mają ludzi?” samo jest ideą. Do tego atrakcyjną. Jest prosta, łatwa do zapamiętania i daje narzędzie do interpretowania zachowania innych. Może również stworzyć poczucie poznawczej przewagi: „Ja widzę mechanizm. Oni są sterowani przez idee”.
Wtedy model, który miał służyć badaniu własnych założeń, staje się sposobem klasyfikowania innych. Jeszcze łatwiej go uszczelnić przekonaniem: „nie zgadzasz się ze mną, ponieważ nie widzisz idei, która tobą steruje”. I pułapka jest gotowa. Każda krytyka staje się kolejnym potwierdzeniem.
Dlatego pytanie z tytułu ma wartość przede wszystkim wtedy, gdy kierujemy je również do własnych przekonań. Nie daje podstaw do podziału ludzi na tych, którzy „myślą samodzielnie”, i tych, którymi „sterują idee”. Każdy korzysta z modeli mentalnych. Każdy może części z nich nie widzieć. Każdy model służący do wykrywania cudzych filtrów może sam stać się filtrem.
Co mogłoby zmienić moje zdanie? Potrzebny jest więc prosty bezpiecznik. Nie wystarczy powiedzieć: „jestem otwarty na zmianę zdania”. To tylko deklaracja.
Trzeba dążyć do odpowiedzenia na pytanie: Co konkretnie mogłoby zmienić moje zdanie? o ile twierdzę, iż metoda działa, to jaki wynik wskazywałby, iż nie działa?
Jeżeli twierdzę, iż X powoduje Y, to jakich obserwacji oczekiwałbym, gdyby ten związek nie istniał?
Jeżeli interpretuję czyjeś zachowanie w określony sposób, to jakie konkurencyjne wyjaśnienie również pasuje do dostępnych faktów?
Jeżeli uważam jakiś model za błędny, to czy potrafię wskazać obserwację, która przemawiałaby na jego korzyść?
Nie każda idea daje się sprowadzić do pojedynczego eksperymentu i nie każdą hipotezę można łatwo sfalsyfikować. Sama próba określenia warunków korekty mówi jednak coś ważnego o naszej relacji z przekonaniem. Jeżeli nie potrafimy choćby wyobrazić sobie informacji, która mogłaby skłonić nas do jego zmiany, warto sprawdzić, czy przez cały czas używamy modelu do badania rzeczywistości, czy zaczęliśmy używać rzeczywistości do ochrony modelu.
Stopień, nie przełącznik
Odpowiedź na pytanie postawione w tytule nie brzmi, jedno albo drugie. Tylko jedno i drugie w różnych proporcjach. Możemy świadomie używać idei jako modelu roboczego, a jednocześnie nie dostrzegać części sposobów, w jakie wpływa na nasze interpretacje. Możemy sprawdzać ją w jednym obszarze, a chronić w innym. Możemy łatwo zmienić ją dzisiaj, a po latach związać z nią tyle własnej tożsamości, iż jej korekta stanie się kosztowna.
Relacja człowieka z ideą nie przypomina więc przełącznika. Bardziej przypomina ciągły ruch między używaniem modelu a patrzeniem przez model. Nie daje się osiągnąć stanu całkowitej niezależności od idei. Można jednak wydobywać część z nich z tła, konfrontować je z alternatywami i pozwalać, żeby zmieniały się pod wpływem tego, co obserwujemy.
Nie daje to pełnej kontroli nad własnym umysłem. Nie gwarantuje obiektywnej prawdy, to jest zgodności rzeczywistości z obrazem rzeczywistości. Nie pozwala zobaczyć wszystkich własnych założeń. Daje coś skromniejszego, ale użytecznego: możliwość aktualizacji obrazu rzeczywistości. Im łatwiej potrafimy wyjąć model z własnej orientacji, zestawić go z konkurencyjnymi wyjaśnieniami i dopuścić jego zmianę, tym bardziej przypomina narzędzie.
Im bardziej organizuje wszystkie obserwacje, wiąże się z tożsamością, neutralizuje kontrprzykłady i usuwa możliwość własnej korekty, tym bardziej człowiek zaczyna przypominać narzędzie modelu.
Proces nie ma końca. Każda nowa orientacja na cel tworzy własne niewidoczne założenia. Każde narzędzie poznawcze może z czasem stać się filtrem. choćby metoda służąca do wykrywania idei może któregoś dnia wymagać tego samego badania.
Przeznaczeniem wydają się czasem idee, których działania jeszcze nie dostrzegamy. Autorstwo zaczyna się wtedy, gdy potrafimy je dostrzec, nie po to, żeby przestać mieć idee, ale żeby zwiększyć szansę, iż to rzeczywistość będzie korygowała nasze modele, a nie nasze modele rzeczywistość.
Zobacz na: Trójkąt Karpmana
Podwójne wiązanie
Karl Popper: Czym Jest Dialektyka?
Myślenie jest systemem korekcji błędów
Dyfuzja Innowacji: dlaczego większość nigdy nie jest pierwszym celem
MŚP-01: Człowiek jako proces. Jak myślenie procesowe zmienia sposób rozumienia siebie i świata

Naukowiec dostosowuje mapę do terenu. Doktryner dostosowuje teren do mapy.
To jest dokładnie to, co odróżnia prawdziwą naukę od ideologii, religijnego fundamentalizmu, „nauki” politycznej czy aktywizmu przebranego za badania.
Naukowiec ma wątpliwości → doktryner ma pewność.
Naukowiec jest dumny ze zmian → doktryner jest dumny z niezmienności.
Naukowiec obala własne poglądy → doktryner broni doktryny przed obaleniem.









