CZY JA O TYM ZAPOMNĘ? NIE MOGĘ USUNĄĆ Z PAMIĘCI! – Pola, sprawa niełatwa… No pamiętasz moją córkę z nieformalnego związku, Anię? – mąż mówił zagadkowo i to mnie niepokoiło. – Hmm… Pamiętam? Jak mogłabym zapomnieć! O co chodzi? – usiadłam na krześle w oczekiwaniu na kłopoty. – choćby nie wiem, jak ci to powiedzieć… Ania błaga, żebym zabrał jej córkę, czyli moją wnuczkę – mąż mówił niepewnie. – A skąd taki pomysł, Szurek? A mąż Ani? Utopił się w powietrzu? – byłam zaintrygowana. – Widzę, iż Ani już kilka życia zostało. Męża nigdy nie miała. Jej matka dawno wyszła za obcokrajowca, mieszka teraz w Stanach. Ania z nią nie utrzymuje kontaktu, są w wielkim konflikcie. Innej rodziny nie ma. Dlatego prosi… – Szurek zawstydzony spuścił wzrok. – No i? Co zamierzasz? Jak postąpisz? – ja już wiedziałam, co robić. – Doradzam się ciebie, Pola. Jak powiesz, tak będzie. – Szurek w końcu popatrzył na mnie…

newskey24.com 1 tydzień temu

PAMIĘTAM? NIE MOGĘ ZAPOMNIEĆ!
Paulina, muszę z tobą porozmawiać… No bo, pamiętasz moją nieślubną córkę Agnieszkę? mój mąż mówił zagadkowo i nie podobało mi się to.
Czy pamiętam? Nie da się zapomnieć! O co chodzi? usiadłem na krześle oczekując złych wieści.
Sam nie wiem, jak ci to powiedzieć… Agnieszka błaga, byśmy zabrali jej córkę, czyli moją wnuczkę plątał się mój mąż, Zbyszek.
No, ciekawe, dlaczego akurat my, Zbyszek? A jej mąż co, zapadł się pod ziemię? już mnie zaintrygowało i chciałem usłyszeć więcej.
Widzisz, Agnieszka już długo nie pożyje. Męża nigdy nie miała. Jej matka wyszła dawno temu za Niemca i mieszka w Niemczech. Agnieszka nie utrzymuje z nią kontaktu, skłócone na całego. Innej rodziny nie ma. I dlatego prosi. Zbyszek spuścił oczy, wyraźnie skrępowany.
I? Co zamierzasz? ja już podjąłem decyzję co robić.
Doradzam się ciebie, Pauli. Jak powiesz, tak zrobimy Zbyszek w końcu popatrzył na mnie niepewnie.
Świetnie. To ty nabroiłeś w młodości, a odpowiedzialność teraz na mnie, tak? złościła mnie jego bezradność.
Paulina, przecież jesteśmy rodziną. Robimy to razem Zbyszek próbował być twardy.
No tak! A jak skakałeś do łóżka z inną, to rodziny nie pytałeś? Byłam twoją żoną! łzy napłynęły mi do oczu i uciekłem do drugiego pokoju.

Jeszcze w liceum chodziłem z moją koleżanką z klasy, Oleną. Ale jak do naszej klasy dołączył nowy chłopak, Sławek, oszalałem na jego punkcie. Z Oleną gwałtownie zerwałem. Sławek mnie zauważył, odprowadzał pod dom, wręczał kwiatki z parku, całował gorąco w policzek. Tydzień później wylądowaliśmy w łóżku. Nie protestowałem. Zakochałem się w Sławku po uszy. Skończyliśmy szkołę i Sławek został wcielony do wojska w innym mieście.
Rok pisaliśmy do siebie listy. Sławek wrócił na urlop, a ja robiłem wszystko, żeby mu się przypodobać. Przysięgał mi miłość, mówił:
Paulina, wrócę za rok i bierzemy ślub! I tak czuję, iż już jesteś moją żoną.
Po takich słowach rozpływałem się z czułości i uczucia… I przez całe życie tak było: Sławek spojrzy słodko, a ja topnię jak lody na słońcu i czekolada na grzejniku.
Sławek pojechał do wojska, ja czekałem na niego z nadzieją, uważałem się za narzeczonego. Po pół roku dostałem list mój ukochany pisze, iż musimy się rozstać, bo znalazł prawdziwą miłość w jednostce i do miasta nie wraca.
A ja miałem w brzuchu dziecko Sławka. Ot, proszę bardzo, zamiast ślubu same kłopoty. Babcia zawsze powtarzała:
Nie ufaj facetom, póki nie masz obrączki na palcu!
Czas minął, urodził się Janek. Byłem w ciężkiej sytuacji, więc przyjąłem pomoc byłego Marka. Przyznam, między mną a Markiem były bliskie relacje nie spodziewałem się, iż jeszcze zobaczę Sławka.
On zniknął, nie dawał znaku życia. I nagle wraca. Marek otwiera drzwi, a na progu stoi Sławek.
Mogę wejść? Sławek był zdziwiony widokiem.
Skoro już jesteś, to wchodź Marek ledwo go wpuścił.
Janek, wyczuwając napięcie, wczepił się w Marka i zapłakał.
Marek, idź się przespacerować z Jankiem poprosiłem, sam nie wiedząc co zrobić.
Zostaliśmy sami.
Mąż? Sławek zapytał z zazdrością.
Co cię obchodzi? Po co przyszedłeś? byłem zły, zupełnie nie rozumiałem celu wizyty Sławka.
Zatęskniłem, dlatego przyszedłem. Widzę, iż ułożyłaś sobie życie. Masz rodzinę. No nic, idę. Przepraszam za najście Sławek już się zbierał.
Czekaj, Sławek. Po co przyszedłeś? Chcesz mi robić wyrzuty? Marek po prostu pomaga mi przeżyć samotność. Wychowuje twojego dwuletniego syna, tak dla jasności nie mogłem go puścić. Uczucie do niego nigdy nie minęło.
Wróciłem do ciebie, Paulina. Przyjmiesz mnie? Sławek z nadzieją patrzył mi w oczy.
Chodź, akurat obiad ugotowałem serce waliło mi w piersiach, poczułem szczęście. Wrócił, nie zapomniał. Po co się upierać?
Marek już drugi raz został odprawiony. Jankowi potrzebny był prawdziwy ojciec, nie tylko dobry zastępca. Później Marek ożenił się z porządną kobietą z dwójką dzieci z pierwszego małżeństwa.

Minęło parę lat. Sławek nigdy nie potrafił pokochać Janka jak swojego. Miał przekonanie, iż to syn Marka. Nie czuł więzi z synem. Byłem tego świadomy. Generalnie, Sławek był kobieciarzem gwałtownie się angażował, równie gwałtownie porzucał. Zdradzał mnie na prawo i lewo, choćby z moimi koleżankami. Płakałem, ale dalej kochałem i chciałem ratować rodzinę.
Może było mi łatwiej niż jemu? Ten, kto kocha, nie musi kłamać, nie musi się tłumaczyć. Po prostu kocha i już. Sławek był dla mnie słońcem, choćby jeżeli czasami bardzo mocno świecił Czasem chciałem przestać go kochać i odejść. W nocy jednak sam siebie przekonywałem, iż nigdzie nie znajdę takiego drugiego. Poza tym, Sławek beze mnie zginie. Byłem dla niego żoną, kochanką, matką.
Sławek stracił mamę, gdy miał czternaście lat zmarła nagle we śnie. Może dlatego przez całe życie szukał kobiecego ciepła. Wybaczałem mu wszystko. Raz pokłóciliśmy się bardzo ostro. Wyrzuciłem go z domu. Spakował się i zamieszkał u rodziny.
Po miesiącu nie pamiętałem już, o co poszło, ale Sławek nie wracał. Musiałem sam po niego iść. Ciotka była zaskoczona:
Paulina, po co ci Sławek? Przecież mówił, iż się rozwiedliście. Ma już nową dziewczynę.
Dzięki niej dowiedziałem się adresu owej dziewczyny i niezapowiedziany zjawiłem się u nich.
Dzień dobry! Sławek jest? starałem się być grzeczny.
Dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie i trzasnęła mi drzwiami przed nosem. Odwróciłem się i poszedłem.
Sławek wrócił dopiero po roku. A ta dziewczyna urodziła mu córkę, Agnieszkę. Do dziś mam poczucie winy, iż wtedy wyrzuciłem go z domu. Może gdyby nie to, nie byłoby tej dziewczyny, nie byłoby Agnieszki? Stałem się jeszcze bardziej uległy wobec Sławka, okazywałem mu jeszcze więcej miłości i zrozumienia.
Nigdy z Sławkiem nie poruszaliśmy tematu jego nieślubnej córki. Miałem wrażenie, iż jak ruszymy ten temat, rozsypie się cała rodzina. Lepiej było milczeć.
No bo co dziecko z inną… Komu się nie zdarzy? Tylko te kobiety po co się pchają do cudzych mężów!
Tak sobie żyliśmy z Sławkiem. Z biegiem lat wyciszył się, spokorniał, złagodniał. Flirty zniknęły. Sławek więcej siedział w domu, oglądał TV. Nasz syn ożenił się wcześnie, dał nam trzech wnuków. I nagle… pojawiła się nieślubna córka Agnieszka, po latach, prosząc, byśmy przygarnęli jej córeczkę.
Trzeba się było zastanowić. Jak tu wyjaśnić Jankowi pojawienie się w rodzinie obcej dziewczynki? On przecież nic nie wiedział o przeszłości ojca…
Oczywiście, przyjęliśmy pięcioletnią Alinkę pod opiekę prawną. Agnieszka odeszła, umrzeć musiała młodo, mając zaledwie trzydzieści lat. Ziemia przykryje zmarłych, ale życie musi płynąć dalej.
Zbyszek sam poszedł porozmawiać z Jankiem po męsku. Syn, wysłuchawszy spowiedzi ojca, powiedział:
Rodzice, co było, minęło, nie jestem waszym sędzią. Dziewczynę trzeba przyjąć. To przecież krew z naszej krwi.
Odetchnięliśmy z ulgą, Sławek i ja. Mamy dobrego syna, współczującego.
Alinka ma teraz szesnaście lat. Uwielbia dziadka Sławka, spędza z nim czas na rozmowach; mnie nazywa babcią i mówi, iż gdy była młodsza, była moją kopią. Odpowiadam, iż oczywiście ma racjęPatrzę na Alinkę, jak śmieje się przy stole, jej rozjaśnione policzki płoną z każdą anegdotą Sławka. I widzę w niej okruchy siebie tę naiwność, tę gotowość, by wybaczać i kochać, choćby jeżeli życie bywa skomplikowane jak gordyjski węzeł. Kiedy patrzę na mojego męża z jego siwą skronią i oczami, w których mieszka zmęczenie i spokój wiem, iż nieważne, ile burz przeszliśmy, ile cieni zatańczyło nad naszym dachem.

Rodzina to splątane korzenie trochę bólu, trochę żalu, więcej nadziei niż lęku. Każda przeszłość ma cień, ale najważniejsze, iż Bóg wciąż pozwala nam kochać, choćby wtedy, gdy wydaje się to niemożliwe. Odkadzam wspomnienia, przytulam wnuczęta, czuję rękę Zbyszka na ramieniu. I myślę: warto wybaczać, warto wierzyć w drugi początek. choćby jeżeli przeszłość czasem domaga się swojego, to przecież jeszcze bardziej domaga się go przyszłość ta, którą budujemy sami, dzień po dniu.

Wieczorami, gdy dom cichnie, a ja siedzę z kubkiem herbaty, rozmawiam z Sławkiem po cichu, jakbyśmy mieli dwadzieścia lat i przypominam mu, jak bardzo go kocham, mimo wszystko. Bo miłość to nie jest pamiętanie. Miłość to nieumiejętność zapomnienia.

Idź do oryginalnego materiału