Czterdzieści lat żyliśmy pod jednym dachem, i nagle, w wieku sześćdziesięciu trzech lat chcesz wszystko zmienić?
Marianna siedziała w swoim ulubionym fotelu, patrząc przez okno na podwórko warszawskiej kamienicy, próbując zapomnieć o tym dniu. Jeszcze parę godzin wcześniej krzątała się w kuchni, szykując kolację i czekając na powrót Wacława z ryb. Wrócił, ale nie z siecią pełną zdobyczy, ale z wieścią, którą długo skrywał w sercu.
Chciałbym się rozwieść, Marianno. Proszę cię, podejdź do tego ze zrozumieniem powiedział niespodziewanie Wacław, unikając jej wzroku. Dziewczyny są dorosłe, wszystko pojmą, wnukom nie będzie zależało, a my możemy bez kłótni zakończyć tę wspólną drogę.
Przez czterdzieści lat byliśmy razem, a teraz, po sześćdziesiątce chcesz przewrócić wszystko do góry nogami? Pytała Marianna ze łzami w oczach. Mam prawo wiedzieć, co dalej zamierzasz.
Ty zostaniesz w naszym mieszkaniu w Warszawie, ja wyprowadzę się na działkę pod Radomiem wszystko miał już rozplanowane Wacław. Nie mamy czego dzielić. Potem i tak wszystko przejdzie na nasze córki.
Jak ona się nazywa? zapytała Marianna zrezygnowana.
Wacław się zaczerwienił i zaczął nerwowo zbierać rzeczy, udając, iż nie dosłyszał pytania. Po jego zachowaniu Marianna nie miała już wątpliwości, iż jest jakaś inna. W młodości nie przypuszczałaby, iż na stare lata zostanie sama, a mąż wybierze inną kobietę.
Może jeszcze znajdziesz szczęście, mama pocieszały ją córki, Jadwiga i Bożena. Nie przejmuj się zachowaniem taty.
Już nic się nie zmieni westchnęła Marianna. Nie widzę sensu w zmianach, będę dokańczać życie i cieszyć się waszym szczęściem.
Jadwiga z Bożeną pojechały na działkę, by szczerze porozmawiać z ojcem. Po powrocie były wyraźnie przybite, ale prawdy matce nie wyznały. Zmieniły jedynie ton głosu, przekonując ją, iż samemu może być lepiej żadnych dodatkowych obowiązków. Marianna wszystko zrozumiała, ale nie dopytywała, próbując po prostu trwać. Nie było to łatwe, bo wszyscy krewni i sąsiedzi zadawali niewygodne pytania, wyrażając plotkarskie zainteresowanie.
Tyle lat razem, a na starość poszedł do innej mówili niezbyt delikatnie sąsiedzi spod trójki. Jest młodsza czy bogatsza?
Marianna nie wiedziała, co odpowiedzieć, chociaż coraz częściej myślała o tej drugiej i chciała ją zobaczyć. Z tej ciekawości wybrała się na działkę Wacława, niby po przetwory z lata bez uprzedzenia, by nie przeoczyć spotkania. I rzeczywiście natrafiła na rywalkę.
Wacław, nie mówiłeś mi, iż twoja była będzie tutaj przyjeżdżać burknęła z pretensją ekscentryczna kobieta o zbyt krzykliwym makijażu. Myślałam, iż wszystko już ustaliliście i nie ma czego tu szukać.
Naprawdę zamieniłeś mnie na tę osobę? spytała Marianna, patrząc na natarczywą kobietę.
Pozwolisz jej mnie obrażać? wykrzykiwała dama. Jestem tylko kilka lat młodsza od ciebie, a wyglądam znacznie lepiej!
jeżeli w tym wieku uważa, iż tylko wygląd się liczy mruknęła Marianna, spoglądając na zakłopotanego byłego męża.
Całą drogę na przystanek autobusowy słyszała jeszcze głos przepełnionej sztucznością rywalki, próbując nie płakać. W domu pozwoliła sobie na łzy i zadzwoniła do siostry.
Daj spokój, Marianno mówiła Nina, szykując miętową herbatę. Przecież sama się przyznajesz, ta Wacława wcale nie ładna, i od rozumu też raczej daleko.
A może ona ma rację, może ja już wyglądam na zestarzałą wątpiła Marianna.
Wyglądasz jak na swój wiek bardzo dobrze zapewniła Nina. Uważam, iż błędem jest ubierać się na siódmej dekadzie w panterkowe legginsy albo mini. Kobieta może być piękna w każdym wieku, jeżeli umie się zaprezentować i wyglądać z godnością.
Marianna spojrzała w lustro i przyznała siostrze rację. Była w dobrej formie, rzadko narzekała na zdrowie. Ubierała się gustownie, córki wręczały jej kosmetyki. Nigdy nie była wulgarna, nie chciała stroić się jak papuga, nie wyobrażała sobie zachowywać się jak ta przed chwilą spotkana kobieta.
Zresztą dobrze, iż jesteś wolna! kontynuowała Nina. Masz teraz czas na siebie. Córki samodzielne, możliwości kulturalnego życia mnóstwo, nie pozwolę ci się poddać.
Nina dotrzymała słowa, ciągając Mariannę po teatrach, na spacery i koncerty. gwałtownie dorobiły się grona znajomych w podobnym wieku. Znalazł się choćby pan, który okazywał Mariannie zainteresowanie, ale ona od razu zakończyła ten temat.
Słyszałem, iż teraz biegasz po teatrach i masz nowych znajomych. Może jeszcze raz wyjdziesz za mąż? zagadnął ją Wacław, gdy przypadkiem spotkali się w sklepie.
Tak daleko przyjechałeś po zakupy, na działce nie masz sklepów, czy twoja nowa pani nie gotuje? zapytała Marianna.
Zawsze tu kupowałem, jestem przyzwyczajony, a w naszym wieku ciężko zmieniać nawyki mruknął Wacław.
Marianna nie kontynuowała tej rozmowy. Pod pretekstem zajęć wróciła do domu. Wacławowi w tym momencie bardzo zależało, by ją dogonić i powiedzieć, jak żałuje rozstania. Przez całe życie trzymał się rodziny, dzieci, potem porwała go żywiołowa Teresa, wciągając w wir nowości.
Na początku wydawało się, iż z Teresą życie będzie ciekawe, gwałtownie jednak okazało się, iż ona nie cierpi domowych obowiązków, woli plotkować, kręcić się koło innych i spędzać czas na głośnych biesiadach.
Ostatnio Wacław coraz częściej tęsknił za domem, a po spotkaniu z Marianną ta tęsknota narosła. Marianna nie urządzała scen, nie rozliczała go, tylko z godnością i spokojem trwała. Wacław nie przypuszczał, jak brakowało mu właśnie tego spokoju i domowego ciepła, które było dostępne tylko u Marianny.
Znowu kupiłeś morele, prosiłam o śliwki suszone! oburzała się Teresa, przeglądając zakupy. Ser nie ten, majonezu znów nie ma.
Dawniej zakupy robiła Marianna, albo robiliśmy razem. Ty wszystko zwalasz na mnie wybuchł Wacław.
Przestań porównywać mnie do byłej! Powiedz jeszcze, iż żałujesz, iż ją zostawiłeś wrzeszczała Teresa.
Wacław rzeczywiście żałował, ale wiedział, iż nie ma sensu o tym mówić. Marianna nic nie kalkulowała, nie kombinowała po prostu była sobą, a on desperacko pragnął jej przebaczenia.
Znał ją jednak zbyt dobrze, żeby żywić złudzenia. Wiedział, iż Marianna już nigdy nie pozwoliłaby mu wrócić. Kilka razy miał ochotę zadzwonić, po kolejnej awanturze choćby odważył się podejść pod drzwi dawnego mieszkania.
Przyszedłeś po rzeczy? spytała Marianna, nie wpuszczając go dalej.
Chciałem pogadać. Masz chwilę? wymamrotał Wacław, czując zapach swojego ulubionego śliwkowego ciasta.
Nie mam ani czasu, ani ochoty. Zabieraj, co chcesz, czekam na gości odpowiedziała spokojnie.
Nie miał czego zabierać. Powiedzieć chciał wiele, ale słowa się nie kleiły. Wrócił na działkę i sam szykował sobie kolację, bo Teresa znów krążyła po wsi. Wróciła roześmiana, a Wacław podjął już decyzję, pozwalając jej spakować osobiste rzeczy.
Po kolejnej kłótni chciał znów zadzwonić do Marianny, ale zrezygnował, wiedząc, jak nierealna jest nadzieja na przebaczenie. Może kiedyś, może za czas jakiś, zebrałby się na odwagę, by porozmawiać. Musiał to zrobić dla spokoju sumienia, ale wiedział, iż Marianna nie zapomni zdrady. Rozpoczynając romans z Teresą, był tego świadom.
Żył więc teraz na działce pod Radomiem, podczas gdy Marianna w mieście, otoczona córkami, wnukami, teatrami i koncertami budowała swój nowy świat. W tym życiu dla byłego męża już nie było miejsca.



