Ciężki człowiek
Boże, Jurek! Jaki ty jesteś trudny! Z tobą to naprawdę ciężko wytrzymać! Czy nie możesz po prostu zrobić, jak proszę?
Młoda żona, która właśnie zmywała głowę swojemu mężowi, była… cóż, nie tylko piękna. Była zjawiskowa! Nogi aż po szyję, oczy granatowe jak głębokie jeziora na Mazurach, i sylwetka tak idealna, iż panowie kręcili na nią głowami choćby podczas niedzielnych spacerów po warszawskich Łazienkach.
Natomiast jej mąż Cóż, powiedzmy sobie szczerze, nie był typem, który mógłby reklamować perfumy w telewizji. Od żony niemal głowę niższy, posturą przypominał raczej beczułkę niż atleta. Ręce długie jak u orangutana, nogi krótkie, łysina coraz mocniej prześwitująca. Jedyne, czym naprawdę mógł się pochwalić, to oczy błyskotliwe, uważne, inteligentne aż strach. Patrząc na nich razem, trudno było nie przywołać skojarzeń z Hefajstosem i Afrodytą, tylko tu zamiast kowadła, mąż prawie zawsze trzymał na rękach dziecko.
Mała córeczka była wykapanym Jurkiem. Nikt by choćby sekundy nie zastanawiał się nad pochodzeniem; po mamie odziedziczyła jedynie kolor oczu i imponującą, miedzianą czuprynę. Rude loki tak niesforne, iż matka choćby nie próbowała ich okiełznać toteż Aniela, bo tak ją nazwali, pięciolatka, regularnie śmigała po hotelu rudą błyskawicą, szemrząc za sobą spłoszonego ojca.
Krystyno, jeżeli aż tak bardzo chcesz na tę wycieczkę, to jedź sama. Wydaje mi się, iż Anielka pozostało za mała. Daleko, gorąco, ona zacznie marudzić i zepsuje ci cały urlop. Sama wiesz!
A ty to niby do czego mi jesteś? Po co zabierałam męża na wczasy? Już w hotelu nie mam życia przez to wszystko! I co, kompletnie cię to nie rusza? Wszystko ci jedno?!
Głos Krystyny już niebezpiecznie zaczął podskakiwać po nutach histerii, a Aniela ostrożnie wtuliła się w szyję ojca.
Przestań, kochanie, ja po prostu się martwię. Strasznie cię zazdroszczę! Jurek lekko się uśmiechnął i pogładził córkę po głowie. Wymyślmy coś innego! Może popływamy jachtem po Wiśle albo spróbujemy nurkowania? Co tylko chcesz.
Ja chcę zobaczyć piramidy! fuknęła Krystyna i odwróciła się na pięcie. Nie chcesz, to nie! Jadę sama!
Awanturę przeprowadziła koncertowo, więc Jurkowi nie pozostało nic innego jak wzruszyć ramionami, gdy żona odeszła w kierunku basenu, chwilowo zapominając o mężu i dziecku.
Ale do takich Krystynych zapędów Jurek zdążył przywyknąć. Żyli zresztą jak większość par z ich środowiska: on zajęty, zamożny, a ona młoda, atrakcyjna, trzeba się nią tylko zachwycać.
Jak adekwatnie Jurek wylądował w modnym małżeństwie nie wiedział do dziś. Z kobietami generalnie niespecjalnie mu wychodziło. Z twarzą nie o to chodziło po prostu nie potrafił dogadać się z paniami, które nie były jego znajomymi z pracy czy od biznesu. W takich sytuacjach dawał radę, choćby żartował, był miły. Ale jak się zakochał klops! Ręce nie wiadomo gdzie włożyć, mówił byle co, i całość wychodziła fatalnie. Po kilku takich epizodach Jurek pogodził się z losem singla. Praca, odwiedziny u mamy mieszkającej pod Krakowem, czasem spotkanie dla ciała, nie dla duszy, jak mawiała jego matka, i tyle.
Wszystko by dalej tak się kulało, gdyby nie mama Jerzego, pani Inessa, która wzięła sprawy w swoje ręce.
Jureczku, dość już się na ciebie napatrzyłam! Sam nigdy się nie ożenisz! Trzeba nam swatki!
Kogo?! Jurek popił herbatę malinowym dżemem, siedząc na werandzie rodzinnego domu, i się zadławił. Duża plama na nowej marynarce już była.
Zmarnowałeś dobrą rzecz podsumowała matka, omiatając syna spojrzeniem. Jureczku, jesteś kapitalny facet! Wykształcony, kulturalny, porządny. Ale co z tego, skoro cieszę się tylko ja? Źle! W życiu widziałam tylko jedną euforia jak trzymałam ciebie na rękach. Marzę, byś i ty poczuł, co to szczęście z dzieckiem. A żebyś nie został starym kawalerem, bierzemy specjalistów!
Ale czego specjalistów?! jęknął Jurek.
Swatki! Ja się na tym nie znam. Wypisuj cechy ideału!
Daj spokój! Przecież to głupie
Żadnych głupot! Dawaj! Pisz! No, kolor oczu…
Do wieczora była z nich komisja rozgadanego przesłuchania. Jurek poddawał się kolejno wszystkim pytaniom, z lekka w duchu rozważając, czy mama nie powinna była zostać prokuratorem. Pod koniec przeczytał z niedowierzaniem efekt końcowy.
Takich nie ma!
Jeszcze zobaczymy! Inessa schowała kartkę do torebki.
I rzeczywiście znalazła mu Krystynę. Idealna, jak zażyczył sobie na papierze. Ale to, co pod piękną powierzchnią, okazało się już mniej jakby dogadane…
Jurkiem prędko zawładnęło przekonanie, iż ich związek to zwykła forma kontraktu. Co więcej, okazało się, iż takie układy są w modzie. Krystyna nie zamierzała kisić się w domu i gotować mu barszczu albo bigosu. Żyli jak państwo w dwóch światach on pracował, ona dbała o wygląd i Instagram. Każde spało w swoim pokoju, bo jak twierdziła Krystyna, przy takim chrapaniu to tylko głuchy by zasnął”. A czy naprawdę chrapał? Kto by się tym przejmował, dla tej, co była dla niego całym światem?
Ciąża? Krystyna początkowo przewidziana była tylko w harmonogramie. Przekonał ją argument, iż dziecko też jest elementem umowy.
Mam dopiero dwadzieścia kilka lat, świata nie zwiedziłam. Widziałabym chociaż Paryż bez ciebie…
Jurek, jak to Jurek zgodził się. Trochę pojeździli, poznali egzotyczne kraje i siebie nawzajem, no i prawie się do siebie przyzwyczaili.
Pojawienie się Anieli na chwilę ociepliło atmosferę. Jurek gwałtownie stawał się tatą na medal, spędzał każdą wolną chwilę z córeczką, ale niepokoiło go co innego Krystyna bardzo średnio odnajdywała się w roli matki.
Ja jej karmić piersią nie będę! Potem poprawiać biust u chirurga? Szukaj niani albo od razu kupuj mieszanki mleczne! Przez to nie będę się poświęcać.
Ani mama Krystyny, ani Jurek nie zdołali jej przekonać. Aniela ciamkała wesoło butelkę, Jurek szukał niani.
Zwariuję tu zaraz! Siedzę cały dzień między czterema ścianami i słucham, jak dziecko drze się w niebogłosy! Ty w pracy, ludzie wokół ciebie, a ja co? Zwariuję tu! narzekała Krystyna.
Matka Krystyny, Natalia, słysząc o planach Jurka, żeby zatrudnić obcą panią, stanowczo zaprotestowała.
Po co to wszystko? Przecież mogę być babcią! Niania nie potrzeba, dam sobie radę z Anielką.
Jurek przyjął propozycję z ulgą. I to był początek pierwszej solidnej awantury z żoną.
Po co nam tu teraz mama?! Będzie mi życie urządzać? Liczyłam, iż TY mi pomożesz!
Pomagam, ale bardziej córce! Przecież ty choćby nie podchodzisz do niej, Krystyno…
Tym razem Jurek powiedział prawdę Krystyna kilka czasu spędzała z córką. Dziecięcy pokoik piękny jak z Pinterestu służył głównie do pokazywania koleżankom. Prawdziwe życie Anieli toczyło się w sypialni ojca łóżeczko, komoda z ubrankami i kosz z ukochanymi pluszakami.
Kocham swoje dziecko jak potrafię Krystyna, pierwszy raz od ślubu, rozpłakała się na serio, ale Jurek już jej nie żałował.
Twoja mama zostaje. Może nadejdzie dzień, iż postanowisz sama zająć się córką przemyślisz, pogadamy. Na razie zostaje tak, jak mówię.
Po dłuższym namyśle Krystyna przyjęła układ. Mama w roli babci, Jurek głowa rodziny, a ona znowu wolna. Natalia przeprowadziła się do zięcia, Aniela znalazła nowy wszechświat. Mamę znała, przesiadywała u niej obowiązkowe dziesięć minut do zdjęć, potem leciała do taty albo babci tam była pewność, iż kochają naprawdę.
I tak sobie żyli. Anielka rosła balet, prywatne przedszkole, wyjazdy. Świat cały odwiedzili, hotelowy szwedzki stół znali lepiej niż rodzinny stół w salonie.
Ten wyjazd zapowiadał się nuda i rutyna, do chwili, gdy Aniela zaczęła się skarżyć na ból głowy i gorączkę.
No super! Cały urlop do śmieci! Krystyna przemierzała pokój w tą i z powrotem, czekając na lekarza, którego Jurek zamówił przez recepcję.
Krystyna, dziecko jest chore!
Zwykłe przeziębienie! Gadałam nie dawać jej loda! Ty oczywiście każesz spełniać każde jej życzenie, więc masz! Co teraz?
Poczekać na lekarza.
Ton Jurka był tak stanowczy, iż Krystyna aż zamilkła.
Lekarz wszystko zbadał i uznał, iż żadnej katastrofy nie ma.
Zmęczenie. Odpoczynek, dużo snu i będzie dobrze.
Jurek kiwnął głową, ale gdy tylko lekarz wyszedł, zarządził pakowanie walizek.
Wracamy do domu.
Czemu?! Przecież lekarz
Jego opinia to nie wyrok ostateczny. Nie podoba mi się, jak Aniela się czuje. Pięcioletnie dziecko nie powinno mieć takich objawów. Ona już mówi, co czuje. Nie gadaj, pakuj się.
Badania w warszawskiej klinice potwierdziły obawy Jurka i życie zawisło gdzieś między oddziałami szpitalnymi.
Jedna klinika, druga, trzecia. Stan Anielki nie pogarszał się, ale nie było rady Jurek odsunął się od firmy, dniami i nocami czuwał przy córce, czasem tylko jechał do domu się wykąpać. Krystyna siedziała też, ale lekarze gwałtownie zorientowali się, iż jest tylko tłem na pytania odpowiadała, kręcąc głową, nie znając choćby podstawowych faktów o stanie zdrowia dziecka. Uważano, iż to przez troskę, więc wszelkie decyzje spadały na Jurka.
Prawda była bardziej przyziemna Krystyna wcale się nie zamartwiała. Liczyła tylko, kiedy odzyska dawną swobodę. Nie znosiła szpitalnych zapachów, choćby jeżeli klinika była wystrojona w iście szwajcarskim stylu.
Cierpliwość puściła jej, gdy usłyszała, iż mąż sprzedaje dom.
Po co?! Nie masz pieniędzy?
Już nie.
Odpowiedź była prosta i rzeczowa.
Ale jak to? Przecież
Było sporo, to fakt. Ale leczenie naszej córki kosztuje fortunę. Potrzebuje operacji, i to za granicą. To są spore pieniądze. Sprzedam wszystko dom, firmę, co trzeba. Zrobię wszystko, by była zdrowa.
A co ze mną? Krystyna już rozumiała, co powie dalej.
Ty? Dam ci swobodę. Dostaniesz mieszkanie w Warszawie, auto, jakieś oszczędności. Ale masz przyjeżdżać do szpitala i jechać z nami na operację. Jesteś matką. Twoja obecność się przyda choćby z litości, jeżeli chociaż śladową masz zapisaną w systemie! Choć udawaj, iż zależy ci na dziecku.
Po raz pierwszy Jurek naprawdę się wściekł, nie szczędząc nikogo. Bał się jednak tak bardzo, iż aż sam się tego bał. Wszystko, o co mu w życiu chodziło, leżało teraz, skulone pod kocem z kroplówką w maleńkiej dłoni.
Wystarczy! Idź umyj się i nie strasz więcej Anielki. Ma być spokój, rozumiesz?! Dostaniesz wszystko, ale teraz się postaraj. Jasne? To ruszaj się, Krystyna!
Cóż się zmieniło w tym śmiesznym z wyglądu człowieku, na którego Krystyna zawsze spoglądała z góry? Gdyby ktoś ją wtedy zapytał, nie umiała by odpowiedzieć. Ale zdała sobie sprawę, iż Jurek wygląda teraz jak opoka nie do ruszenia, cała rodzina mogłaby się na nim oprzeć.
Krystyna wyszła, by się ogarnąć, podczas gdy Jurek zajrzał do pokoju córki. Ruda głowa poruszyła się na poduszce.
Tato
Natalia, siedząca z wnuczką, wstała i zaprosiła Jurka do korytarza.
Jurku, o ile mogłabym zostać
Mamusiu, co ty gadasz? Jurek objął teściową. Dziękuję, nie wiem, jakbym sobie poradził bez ciebie.
Tak mi wstyd, Jurku! Moja wina Krystyna zawsze była śliczna i bystra, wiedziała, co powiedzieć i zrobić, żeby wszyscy byli zadowoleni. A jednak Gdzieś ją zgubiłam. Jak się nienadążyłam? Jaką byłam matką?
Gdybym wiedział, gdzie upadnę, to bym słomy podłożył Ja też nie popisałem się. Czy ona w ogóle kocha Anielkę? Miałaś jej za wzór. Jak nie pójść na tym samym gruncie z Anielką?
Musisz przygotować poduszkę bezpieczeństwa, Jurku. Ale nie teraz. Teraz wsuwasz się do sklepu. Anielka nie jadła obiadu, może chociaż na loda się skusi… I jeszcze jedno nie przekreślaj od razu Krystyny. Daj jej czas. Ja wciąż nie wierzę, iż jest aż tak lodowata.
Operacja odbyła się po paru miesiącach. Inessa porzuciła pracę, pojechała z synem i wnuczką, by pomóc i być na miejscu.
Po pół roku wrócili do Polski Aniela, Jurek i obie babcie. Krystyna została w Europie.
Dwa lata rehabilitacji… Nadzieja raz wystrzelała jasno, raz gaśnie niemrawo, ale trwała, póki prowadzący lekarz nie zdjął okularów, nie przetarł nosa i z uśmiechem nie powiedział Jurkowi:
Świetnie sobie poradziliście.
I życie znów przystanęło, by pokręcić się lekko, potem ruszyło inną ścieżką.
Krystyna pojawiła się ponownie w życiu córki na jej piętnaste urodziny. Piękna, zadbana, niemal taka sama. Cmoknęła Natalię, skinęła głową Jurkowi i przedarła się do grupy kolegów Anieli.
Córeczko…
Te same, granatowe jak Bałtyk oczy, zmrużyły się, patrząc na Krystynę.
Mamo…
Krystyna już chciała się tłumaczyć, ale Aniela ją powstrzymała.
Nie spiesz się. Uspokój się. To nie czas, pogadamy potem.
Ale ja chciałam…
Wiem, to może poczekać. Teraz nie.
Proszę cię…
Dobrze. Chodź za mną.
Aniela skinęła gościom i poprowadziła matkę do gabinetu ojca. Wdrapała się na parapet, poprawiła firankę.
No, słucham cię.
Boże, jaka jesteś podobna do ojca…
Co, mówisz, iż też jestem trudna?
Nie, córeczko, nie to miałam na myśli…
Ja właśnie tak. Ale wiesz co? Ten twój niewart ciebie, ten ciężki człowiek ani razu przez tyle lat nie powiedział o tobie złego słowa! Ani razu! Nie wprowadził tu innej kobiety, bo nie chciał mnie ranić. choćby się z tobą nie rozwiódł, cały czas powtarzał, iż mam matkę, choć fizycznie cię nie było. Wiesz, co ci powiem, mamo?
Co? Krystyna już szeptała, patrząc na dziewczynę, w której widziała własnego męża.
Ten ciężki człowiek nauczył mnie wybaczać. Powtarzał, iż nie warto trzymać urazy w sercu. Nie wiem, czy mi się udało go posłuchać. Ale jestem córką swojego ojca, a to znaczy, iż jak już zaczynam, to kończę. Może z tobą też spróbuję. Szczerze? Mało cię pamiętam, nie mam potrzeby się z tobą kontaktować. Mam tatę i babcie, wszystko, czego dziewczyna potrzebuje, już mnie nauczyli. Ale, z szacunku dla taty, dam ci szansę. Możesz spróbować zostać człowiekiem, mamo.
A kim byłam wcześniej?
Lalką, dekoracją, pustą wydmuszką… Ostro? A jak chciałaś? Doskonale pamiętam, jak zasypiałam w szpitalu przy babcinej kołysance, trzymając za rękę nie ciebie, tylko tatę. Jak zostałam łysa po chemioterapii, a babcia przyniosła różową kapeluszkę, w której wyglądałam potwornie i ryczałyśmy ze śmiechu. Nie było cię… Pamiętam, jak poszłam do szkoły rok później niż inne dzieci, jak ciężko mi było, jak obie babcie robiły ze mną lekcje na zmianę, bo tata pracował do późna. Jak babcia uszyła mi prawdziwą tutkę i kupiła koronę łabędzia, choć wiedziała, iż nigdy już nie zatańczę na scenie, o czym marzyłam. Domowe występy, najlepsza publiczność, a ciebie nigdzie… Zobacz, to mój obraz. Dałam tacie na urodziny. Wygrał pierwszą nagrodę. A ciebie nie było…
Ale już jestem…
Po co? Co tu robisz?
Żeby być przy was…
Czemu ci nie wierzę? zamyśliła się Aniela, rysując palcem po szybie. Pod oknem stał Jurek i patrzył na nią. Pomachała, spojrzała na matkę. Nie wiesz? Ja też nie. To nie czas, nie będę się teraz tym zamartwiać. Utrzymaj się w grze, pokaż, czy się jeszcze przydasz. Może wtedy rozważę wybaczenie. Na razie rozgość się. Tort będzie za godzinę. Lecę do gości. Dzięki.
Zeskoczyła z parapetu, poprawiła firanki i, już uchodząc, jeszcze się obejrzała.
Ciężka ze mnie osoba, co?
Krystyna milczała, by nie spłoszyć tej kruchutkiej nadziei.
To świetnie! Znaczy, iż jestem jak tata. To najlepszy komplement, jaki mogłam usłyszeć! Chyba jestem gotowa spróbować. Do zobaczenia!
Rude włosy mignęły w drzwiach i zniknęły, a Krystyna podeszła do okna i przyłożyła dłoń do miejsca, gdzie przed chwilą Aniela pozostawiła na szybie odciski palców.








