Człowiek trudnego charakteru

newsempire24.com 1 tydzień temu

Ciężki człowiek

Matko Boska, Jurek! Jaki ty jesteś trudny człowiek! Z tobą to raz na zawsze wszystko pod górkę! No powiedz mi, czemu nie możesz po prostu zrobić tak, jak cię proszę, co?

Młoda kobieta, która strofowała swojego męża, była piękna jak z obrazka. A może raczej zjawiskowa! Długie nogi, głębokie, granatowe oczy i figura o takich proporcjach, iż panowie, widząc ją spacerującą po parkowych alejach obok hotelu, aż wykręcali za nią głowy.

Jej mąż za to był wyjątkowo nieurodziwy. Prawie o głowę niższy od żony, do złudzenia przypominał niewielką beczułkę. Długie ramiona, trochę za krótkie nogi i coraz bardziej łysiejąca głowa. Tylko oczy miał naprawdę ładne żywe, bystre, jakby widzące człowieka na wylot. I przez to tym bardziej dziwiło, iż taka para chodziła razem. Kapryśna piękność i ten, który rozumiał ją na wskroś…

Wyglądali razem niczym Hefajstos i Afrodyta, z tą różnicą, iż zamiast kowalskiego młota mężczyzna niemal zawsze niósł na rękach dziecko.
Mała dziewczynka była wykapanym tatą, tak bardzo, iż nikt nie miałby wątpliwości co do ich pokrewieństwa. Po matce przejęła tylko kolor oczu i gęste, miedziane, nieokiełznane loki. Z burzą rudych włosków żadne szczotki i zapinki nie mogły sobie poradzić, dlatego dziewczynka, może pięcioletnia, pędziła po hotelu jak ruda błyskawica, co rusz oglądając się, gdzie biegnie za nią tata.

Krystyno, jeżeli bardzo chcesz iść na tę wycieczkę, to jedź. Ale wydaje mi się, iż Kasieńka pozostało za mała na takie atrakcje. To daleko, gorąco, ona zacznie płakać i marudzić i cały twój urlop diabli wezmą. No przecież wiesz!

A ty po co mi jesteś? Jurek! Przyjechałam tu z mężem! Już w hotelu nie dają mi spokoju. Kompletnie cię to nie rusza? Wszystko ci jedno?!

Głos Krystyny wibrował już nutą histerii, a Kasia mocno objęła ojca za szyję, wtulając się w niego.

Przestań, kochanie! Wiesz, jak bardzo jestem o ciebie zazdrosny! uśmiechnął się Jurek i pogłaskał córkę po główce. Może wymyślimy coś innego? Może popłyniemy jachtem albo spróbujesz nurkowania? Powiedz, co byś chciała.

Ja chcę piramidy! ucięła Krystyna i odwróciła się. A wy Skoro nie chcecie, to nie! Sama sobie pojadę!

Awanturę przygotowała z mistrzowską precyzją. Jurek rozłożył więc tylko ręce, gdy Krystyna ruszyła w stronę basenu, zupełnie zapominając o mężu i dziecku.

Ale do takich zachowań był już przyzwyczajony. Żyli tak jak większość znanych im par on zamożny, stale zajęty, ona młoda, piękna, pozwalająca się kochać.

Sam Jurek też nie wiedział, jak trafił do grona modnych mężów. Z kobietami nigdy nie było mu po drodze. I to zupełnie nie kwestia wyglądu. Po prostu nie umiał rozmawiać z kobietami, jeżeli nie były partnerkami biznesowymi czy koleżankami z pracy. Tam szło mu świetnie: był kulturalny, z poczuciem humoru. ale gdy się zakochiwał, zmieniał się nie do poznania nie wiedział, co zrobić z rękami, o czym rozmawiać, jak zwrócić uwagę tej jedynej. To go tak męczyło, iż z czasem przestał już szukać szczęścia i całkiem poświęcił się pracy, odwiedzinom u matki na wsi i pogodził się z myślą, iż widać było mu być samotnym.

Rzadkie spotkania nie z miłości, tylko dla zdrowia, jak żartowała mama, były wtedy jedyną rozrywką w jego życiu.

Pewnie ciągnęłoby się to w nieskończoność, gdyby nie matka Jurka, Inesa Pawłowna, która postanowiła, iż czas na rodzinę i wnuki.

Jurku! Nas oglądałam się dość. Ty się sam nigdy nie ożenisz! Nam trzeba swatki!

Kogo?! Jurek, który popijał herbatę z maminych malinowych konfitur na ganku rodzinnego domu, aż się zadławił i oblał nową marynarkę.

Zniszczyłeś porządną rzecz westchnęła Inesa, oglądając syna z troską. Jesteś fantastycznym człowiekiem! Wykształcony, kulturalny, dorobiłeś się, ale komu z tego dobrze poza mną? Nikomu! To nieporządek! Osiągnąłeś to, o czym twoi rówieśnicy mogą tylko marzyć, ale szczęśliwy nie jesteś. Wiem, jak patrzysz na dzieci Marciny. Moja siostrzenica zawsze była trochę gapowata, ale matką jest świetną, naprawdę. Uwielbiam jej maluchy, choć marzę, by bujać własne wnuki. Chociaż tak naprawdę marzę, byś to ty mógł przytulić własne dziecko i przekonał się, co to jest prawdziwe szczęście. Ja to wiem. Twój ojciec też wiedział. Cały ten dom rozejrzała się dokoła. To wszystko pył. Dom stanie i runie. Tylko życie zostaje na zawsze. Bo tam są myśli, uczucia, pamięć Zrozum mnie, synu?

Mamo, rozumiem. Ale po co ci ta swatka?!

Bo sam sobie nikogo nie znajdziesz! Przykro mi! A ponieważ tego cię nie nauczyłam, muszę znaleźć kogoś, kto cię z tym wyręczy. No, bierz kartkę i pisz.

Co?

Wszystko, czego oczekujesz. Opisz kobietę, którą chcesz widzieć przy sobie.

Nie wygłupiaj się, mamo!

Żadnych żartów! Daj, ja cię wypytam. Zacznijmy łatwo. Kolor oczu?

Siedzieli tak do nocy, a Jurek po prostu odpowiadał na pytania, wiedząc, iż matka i tak postawi na swoim. choćby ukryte lęki i marzenia po raz pierwszy zyskały formę na papierze. Jurek przeczytał całość i aż się zdziwił.

Takie kobiety nie istnieją.

Zobaczymy machnęła ręką mama, chowając kartkę.

Swatka znalazła mu Krystynę. Była dokładnie taka, jak wymarzył. Wyglądem się zgadzało wszystko. Dusza to musiał poznać już sam po ślubie.

Błyskawicznie zrozumiał, iż ten związek to po prostu kontrakt. I iż nie jest w tym wyjątkowy. Siedzieć w domu i gotować zupy Krystyna nie zamierzała. Była zajęta niemal wyłącznie sobą. W wielkim domu, który Jurek kupił dla nich po ślubie, mieli osobne sypialnie bo Krystyna stwierdziła, iż z jego chrapaniem spać nie da się w ogóle. Chrapał czy nie nie wiedział. Ale dla niej gotów był zrobić dosłownie wszystko.

Rodzić Krystyna też nie chciała. Uważała, iż to kolejne zobowiązanie i poprosiła o kilka lat luzu.

Jestem młoda, świata nie widziałam. Muszę pożyć, zobaczyć kawałek ziemi. Zabierz mnie wszędzie, kochany?

Jurek się zgodził. Podróżowali, rozkręcali dom, mieli znajomych i nauczyli się siebie tolerować.

Narodziny Kasi na chwilę ich pogodziły. Jurek był w siódmym niebie i codziennie pędził z pracy do domu, by spędzić czas z córką. Jedno go tylko bolało Krystyna była przeciętną matką.

Nie będę karmić! Potem operacje, żeby biust poprawić? Nie chcę! Znajdź mamkę albo kup mieszankę. Masa dzieci tak rośnie i żyje, ty też na butelce, matka mi mówiła… No i proszę, wyrosłeś na porządnego chłopa! Nie mam żadnych oporów!

Ani Krystyny, ani ją ani Jurka nie udało się przekonać. Kasia gaworzyła, trzymąc w rączkach butelkę, a Jurek szukał niani.

Zwariuję! Całe dnie w czterech ścianach z wrzeszczącym dzieckiem! Ty siedzisz w pracy, masz ludzi dokoła, a ja sama! Chcesz mieć nawiedzoną żonę? żaliła się Krystyna.

Gdy dowiedziała się o planach zatrudnienia niani, matka Krystyny, Natalia, stanowczo zaprotestowała.

Po co ci obca kobieta przy wnuczce? Ja mogę być babcią! Moja nauczycielska praca już dawno poza mną.

Jurek z euforią się zgodził. Po raz pierwszy poważnie pokłócili się z żoną.

Po co mi tu moja matka?! Będzie mnie pouczać? Ty mnie w ogóle słuchasz?!

Słucham! Ale kocham również dziecko! Ty ledwo do niej podchodzisz! Niech ma kogoś jeszcze prócz mnie, kto ją pokocha.

I tu Jurek nie kłamał. Krystyna mało interesowała się córką. Dbała tylko, by Kasia miała najlepsze zabawki, ładne ubranka i piękny pokój, którym chwaliła się przed koleżankami. Ale był to tylko pokaz. Od prawie pierwszych dni Kasia spała w pokoju ojca, tam stała jej kołyska, komoda z ciuszkami i ulubione zabawki.

Kocham córkę! Na swój sposób i tyle, ile potrafię! Krystyna, po raz pierwszy od ślubu, szczerze się popłakała, ale Jurek jej nie pocieszał.

Twoja mama zostaje. Będzie się opiekować Kasią, póki nie zdecydujesz się sama zająć się dzieckiem. Na razie zostaje, jak postanowiłem.

Krystyna przemyślała i uznała, iż lepszy taki układ niż wojna, a własna matka to wcale nie najgorsza opiekunka, gdy można mieć wolność.
Natalia wprowadziła się do domu zięcia i dla Kasi stała się całym wszechświatem po tacie. Matkę znała, przesiadywała u niej przepisowe dziesięć minut, gdy ta chciała się pochwalić córką przed koleżankami, ale natychmiast uciekała do taty lub babci. Tam wiedziała, iż jest kochana.

Tak mijały lata. Kasia rosła. Najpierw poszła do studia baletowego, potem do prywatnego przedszkola, do którego rano Natalie ją zawoziła. Z rodzicami przejechała pół świata i gwałtownie przywykła do hoteli i samolotów bo zawsze mogła być z tym, kto nigdy nie uważał jej za przeszkodę.

Te wakacje były zwyczajne i niczym się nie wyróżniały aż do chwili, gdy Kasia nagle dostała gorączki i zaczęła się skarżyć na głowę.

No świetnie! Cały wyjazd na nic! Krystyna mierzyła krokami pokój, czekając na lekarza, którego wezwał Jurek.

Ty w ogóle wiesz, co mówisz, Krystyno? Dziecko ci się rozchorowało!

Zwykłe dziecinne przeziębienie! Po co jej było lody wciskać! Mówiłam! Znowu musisz jej dogadzać, wszystko byle miała na zawołanie!

Po prostu poczekajmy na lekarza odburknął Jurek i Krystyna zamilkła.

Lekarz zbadał dziewczynkę, ale nie widział powodów do zmartwień.

Zmęczenie, proszę odpoczywać i dużo spać. Pozwoli jej to dojść do siebie.

Jurek przytaknął, ale jak tylko lekarz wyszedł, kazał Krystynie się zbierać.

Wracamy do domu.

Czemu? Przecież lekarz mówił

Diagnoza nie jest wyrocznią. Nie podoba mi się, co się z Kasią dzieje. Nie powinna pięcioletnia dziewczynka skarżyć się na głowę. Bez dyskusji wracamy do Polski!

Badania w warszawskiej klinice potwierdziły jego obawy. I życie na chwilę się zatrzymało ze strachu przed tym, co może nastąpić.

Jedna klinika za drugą, potem kolejna. Kasi nie było lepiej, ale choroba nie postępowała i to była dobra wiadomość. Jurek zostawił sprawy firmy pod opieką wspólnika i dniami oraz nocami czuwał przy Kasi, wracając do domu tylko by się umyć i przebrać. Krystyna też siedziała przy łóżku córki, ale lekarze gwałtownie orientowali się, iż ta urocza kobieta jest tylko dekoracją. Nic nie wiedziała o dziecku, kiwała głową i łkała po cichu. Bliscy uznali, iż z rozpaczy nie daje rady i pytali o wszystko Jurka.

A prawda była o wiele smutniejsza.

Krystynie nie zależało na dziecku. Widziała, iż lekarze robią, co mogą, zdała sobie sprawę, iż sama już nic tu nie zdziała. Brakowało jej dawnej wolności. Dusząco pachniało szpitalami, choćby jeżeli Jurek za leczenie płacił krocie i wybierał najlepsze placówki.

Przebrała miara, kiedy dowiedziała się, iż Jurek sprzedaje dom.

Co, już ci brakuje pieniędzy?

Tak.

Odpowiedział twardo i pewnie, co aż ją zaskoczyło.

Ale przecież miałeś fortunę Przecież tylko dlatego

Teraz nie mam przerwał spokojnie. Leczenie Kasi kosztuje majątek. Potrzebuje operacji, a w Polsce nikt się tego nie podejmie. Trzeba jechać za granicę. To są ogromne pieniądze. Sprzedam wszystko dom, firmę, co będzie trzeba. Zrobię wszystko, by moje dziecko wyzdrowiało!

A ja? A co ze mną? Krystyna płakała, już z góry wiedząc, co mąż jej powie.

Ty? Myślisz, iż nie widzę, jak się męczysz? Dam ci wolność. Zostawię ci mieszkanie w mieście, samochód, wystarczy ci pieniędzy. Ale pod jednym warunkiem: iż będziesz zaglądać do Kasi przynajmniej dwa razy w tygodniu, a gdy wyjedziemy do szpitala za granicą, pojedziesz z nami. Bo cokolwiek bym o tobie nie sądził, jesteś matką i jesteś jej potrzebna! A więc, weź się w garść i postaraj się pokazać, iż coś jeszcze dla niej znaczysz. Choćby udawaj, iż nie jesteś jej obojętna!

Jurek po raz pierwszy wybuchł nie oszczędzając jej, ani siebie. Bał się. Do bólu, z tym zwierzęcym lękiem. Wszystko, na czym mu w życiu zależało, leżało teraz w tej małej sali za drzwiami, o które wciąż się kłócili. Tam na łóżku leżał zwinięty w kłębek cały jego świat przytulający w łapce pluszowego misia i trzymający rękę z igłą pod kroplówką. W tym momencie wiedział: już nic z Krystyną go nie łączy poza dzieckiem.

Starczy! Idź się ogarnij i nie strasz Kasi! Ona musi być spokojna, rozumiesz? Wszystko, czego będziesz chciała, dostaniesz, ale na razie ty masz ją tu wspierać! Jeszcze raz nie będę powtarzać.

Co się zmieniło teraz w tym śmiesznym z zewnątrz człowieku, na którego zawsze patrzyła z góry? Gdyby ktoś ją wtedy zapytał, nie znalazłaby słów. Bo nagle Jurek urósł poszerzył się w ramionach, wyrósł ponad nią jak niedostępna skała, na której wszystko mogło się rozbić. I ci, którzy byli pod jej opieką, mogli już tylko być spokojni…

Krystyna bez słowa odwróciła się i pomaszerowała korytarzem, chcąc dojść do siebie. Nie widziała, jak Jurek otwierał drzwi do sali, a rudowłosa główka Kasi poruszyła się na poduszce.

Tato

Natalia, siedząca wtedy przy wnuczce, wstała, odkładając czytaną książkę, nie mogąc choćby spojrzeć Jurkowi w oczy. Pociągnęła go na korytarz.

Jurku, jeżeli pozwolisz mi zostać

Ależ pani Natalio, czemu pani pyta? Jurek przytulił teściową. Dziękuję! Nie wiem, jakbym sam sobie poradził

Tak mi wstyd, Jurku Tak mi wstyd Przecież to moja wina. Nie potrafiłam wychować własnej córki. Była zawsze taka grzeczna, mądra, ładna wiedziała, jak się zachować, by każdy ją podziwiał Ale teraz? Albo byłam ślepa Jak mogłam ją zgubić? Kiedy to się stało?

Gdybyśmy wiedzieli, gdzie się upadniemy, wszyscy byśmy podłożyli sobie słomę. Ja też nie byłem lepszy. Gdybym wcześniej Chociaż Naprawdę ona Kasi w ogóle nie kocha? Przecież była pani wzorem matki! choćby nie wiem, jak sam mam Kasię prowadzić. Jak nie powielić waszych błędów?

Zawczasu przygotowywać słomę, Jurku… zaśmiała się przez łzy. Dobra, nie czas na jęki! Kasia nas wyczuje i zafunduje nam koncert. A jej nie wolno się denerwować. Ja ją usypiam, a ty skocz do sklepu obiecałeś jej lody. Dziś prawie nic nie jadła. Może chociaż tym ją ucieszysz? I jeszcze Jurku, nie rób nerwowych ruchów. Daj Krystynie czas może coś się zmieni. Ja nie umiem uwierzyć, iż ona… nie chce wierzyć…

Kasie czekała operacja kilka miesięcy później. Inesa rzuci pracę i pojedzie z synem i wnuczką, by pomóc i być blisko.

A pół roku później dojdą do siebie. Kasia wróci do domu z tatą i babkami. Krystyna zostanie w Europie.

Dwa lata rehabilitacji Nadzieja, raz rozpalona do białości, raz ledwo się tliła, ale nie gasła aż do dnia, gdy prowadzący Kasię profesor zdjął okulary, przetarł zmęczone oczy i uśmiechnął się do Jurka:

Wygrał pan…

I życie znowu się zatrzymało, zaraz zaczęło dalej iść swoją drogą już pewniej, inaczej.

Krystyna zjawi się w życiu córki dopiero w dniu jej piętnastych urodzin. Tak samo piękna, zadbana, pozornie bez zmian, ucałuje Natalię w policzek, skinie Jurkowi i przez tłum gości ruszy tam, gdzie z życzeniami czekać będą klasowi znajomi Kasi.

Córko…

Takie same granatowe oczy jak jej własne zmrużą się, wpatrując w twarz matki.

Mamo…

Krystyna zaraz zacznie się tłumaczyć, próbując wytłumaczyć coś, co wyda się wszystkim, prócz niej samej, zbędne, ale Kasia powstrzyma ją krótkim:

Nie spiesz się. Spokojnie. Teraz nie czas. Porozmawiamy później.

Ale chciałam…

Wiem. To poczeka.

Kasiu, proszę…

Dobrze. Chodź za mną.

Kasia skinie głową gościom i zaprowadzi matkę do pracowni ojca. Tam odsunie ciężkie zasłony, wskoczy nogami na parapet i wzruszy ramionami:

Słucham cię.

Boże, jesteś taka podobna do ojca…

Co, mamo, też taka ciężka?

Nie to miałam na myśli.

A ja tak. Tak, jestem. Ale wiesz, co ci powiem? Ten, kogo uważałaś za niegodnego siebie, kogo raniłaś i zostawiłaś, przez wszystkie te lata nie powiedział mi złego słowa na twój temat. Rozumiesz? Ani razu! Nie sprowadził do domu innej kobiety, bo nie chciał mnie ranić. choćby się z tobą nie rozwiódł. Zawsze powtarzał, iż mam matkę. Choć w rzeczywistości cię nie było. A wiesz jeszcze co?

Co? cicho szepnęła Krystyna, patrząc na dziewczynę na parapecie. To już nie było jej dziecko z dawnych lat. Głos miała pewny, twardy jak ojciec, który już osiągał kres wytrzymałości. Krystyna zrozumiała: jedno słowo za dużo i więcej córki nie zobaczy.

Ten ciężki człowiek nauczył mnie jednej rzeczy. Uczył, by umieć przebaczać. Mówił, by nie żywić urazy. Nie wiem, czy dobrze mi to wychodzi. Ale jestem taty córką, a więc jeżeli coś robię, to do końca. Nie wiem, czy tym razem dam radę prawie cię nie pamiętam i nie czuję, byś mi była potrzebna. Mam tatę, mam babcie, wszystko, co musiałam dostać jako dziewczynka, już dawno mi powiedzieli. Nie mam w tobie potrzeby, rozumiesz? I nie widzę sensu spędzać na ciebie czasu. Ale dla taty dam ci szansę i zobaczę, co będzie. Dam ci możliwość spróbuj być człowiekiem, mamo.

A kim byłam wcześniej?

Kim chcesz… Lalką, ładną okładką, zimnym potworem Zbyt surowo? A czego oczekiwałaś? Pamiętam, jak spałam w szpitalu przy kołysankach babć, trzymając za rękę nie ciebie, tylko tatę. Pamiętam, jak zgolili mi włosy i babcia Natalka płakała, a babcia Inka przywiozła mi wstrętną różową panamę. Śmiałyśmy się do łez. Pamiętam, jak poszłam do szkoły rok później niż inni i ledwie sobie radziłam, jak uczyły mnie babcie, bo tata pracował do późna. Jak babcia Natalka uszyła mi prawdziwą paczkę do baletu, kupiła koronę łabędzia, chociaż wiedziała, iż na scenę już nie dam rady wejść. Tańczyłam w domu i miałam taką owację, iż choćby Teatr Narodowy takich braw nie słyszał. A potem babcia Inka przyniosła pudło z farbami i malowałyśmy do rana. Tak powstał ten obraz. Dałam go tacie na urodziny i wygrałam konkurs plastyczny. A ciebie nie było…

Ale teraz jestem…

Po co? Dlaczego przyjechałaś?

By być blisko…

A czemu ci nie wierzę? zastanowiła się Kasia, rysując palcem na szybie. Pod oknem stał Jurek i patrzył w górę. Pomachała mu dłonią i spojrzała na matkę. Nie wiesz? Ja też nie wiem. Nie myślę o tym teraz. Twoja kolej. jeżeli udowodnisz, iż jestem ci jeszcze potrzebna, może przemyślę, czy warto ci wybaczyć. A na razie… Witaj! Rozgość się. Tort będzie za godzinę, mam iść do gości. Wybacz.

Zeskoczyła z parapetu, poprawiła zasłony, a już odchodząc, na progu jeszcze się odwróciła.

No co, mamo, jestem ciężkim człowiekiem?

Krystyna patrzyła na córkę, nie chcąc spłoszyć cienia nadziei.

I bardzo dobrze! Znaczy, iż na ojca jestem podobna! I to najważniejsze! Dziękuję ci, to najpiękniejszy komplement, jaki mogłaś mi dać. Może już zaczynam myśleć o wybaczeniu… Widzimy się!

Rudoczerwony ogień loków błysnął i znikł za drzwiami, a Krystyna podeszła do okna, przykładając dłoń do miejsca, gdzie zostały ślady palców córki.

Idź do oryginalnego materiału