Czemu się na mnie drzesz?! oburzył się mężczyzna. Leczę i karmię twoją żonę, a ty się na mnie wydzierasz?! Co to w ogóle ma znaczyć!!! Przez pół godziny przekrzykiwali się z ptakiem, aż gawron ochrypł, a mężczyzna opadł z sił
Mężczyzna wracał do domu po porannej zmianie w fabryce. Zbliżał się weekend, co już samo w sobie poprawiało mu humor. Ale nie tylko o wypoczynek chodziło. W sobotni wieczór czekało na niego od dawna wyczekiwane spotkanie z kobietą poznaną w internecie.
Pisali ze sobą przez miesiąc. Opowiadali o pracy, dyskutowali o hobby, dzielili się przemyśleniami o życiu. Zwyczajna historia z internetowego świata. Wreszcie padło zaproszenie na randkę. Zostało już tylko zadzwonić do przytulnej restauracji tej na rynku Nowego Sącza i zarezerwować stolik oraz wymyślić, w co się ubrać.
Zamyślony, prawie doszedł pod swoje blokowisko typowa szara jedenastopiętrowa płyta z lat osiemdziesiątych, mieszkał na czwartym piętrze, w mikroskopijnym M2 na końcu korytarza. Do klatki schodowej zostało tylko pięćdziesiąt kroków. Miało się wrażenie, iż wystarczy jeszcze zrobić jeden i życie mogłoby runąć w całkiem nowym kierunku. Ale
Ach to ale”.
Tuż przed wejściem, z drzewa, o którym nigdy wcześniej nie myślał, pod nogi nagle spadł mu gawron. Ptak wierzgał rozpaczliwie, wydając z siebie przenikliwe kraaa, a na gałęziach nad głową wrzeszczało i kołowało całe stado. Krzyk był tak donośny, jakby spotkała ich katastrofa.
No pięknie mruknął pod nosem. Tego mi jeszcze brakowało.
Gawron próbował wstać, ale natychmiast upadał. Mężczyzna zauważył, iż prawa łapka była wyraźnie złamana.
I co ja mam z tobą zrobić? powiedział głośno do siebie.
Nie potrafił przejść obojętnie. Zdjął kurtkę i ostrożnie przykrył ptaka, żeby za bardzo się nie wyrywał, potem podniósł go i ruszył do klatki. Za plecami słyszał napięte, niemal błagalne krzyki stada.
W domu, ostrożnie wyjął gawrona i próbował przyjrzeć się złamaniu. W odpowiedzi ptak natychmiast wczepił się mu dziobem w palec.
O rany! zaklął i z trudem powstrzymując ptaka, owinął jego dziób ściereczką.
Telefon do lecznic skończył się niepowodzeniem nikt nie zajmował się ptakami. Znajomi także tylko rozłożyli ręce. Wtedy przyszło mu do głowy: w końcu jest majsterkowiczem, sam coś wymyśli.
Najpierw urządził rannemu ptakowi legowisko w kartonie, wyściełając miękkimi ręcznikami i stawiając pod oknem. Imię gadatliwej znalazł od razu Wanda.
Przez dwie godziny wycinał nożem rowek w dwóch cienkich listewkach, połączył części i zabezpieczył taśmą izolacyjną. Kiedy skończył, zdjął szmatkę z dzioba.
Wanda natychmiast spróbowała dziobnąć go znów.
No, już dobrze mówił łagodnie. Ja tu tobie pomagam. Ale trzeba cię jeszcze nakarmić i napoić.
Google podpowiedział mu dwa miejsca: sklep wędkarski i aptekę w centrum. W pierwszym kupił białe robaki, w drugim pincetę i strzykawkę. Do domu wrócił i zabrał się za karmienie.
Musiał na siłę otwierać dziób, próbując umieścić larwy w środku. Wodę podawał strzykawką. Gawron wypluwał, wrzeszczał, kłuł. Mężczyzna warczał pod nosem, ale nie przerywał starań.
W końcu zmęczyli się oboje. Najedzona i napojona Wanda zasnęła w końcu w amoku bólu i walki. On też poszedł spać.
Rano powtórka. Karmienie, wrzaski, bunt z obu stron. Nagle zobaczył za oknem na parapecie wielkiego gawrona-samca. Ptak obserwował wszystko czujnym okiem.
Nie do końca wiedząc czemu, mężczyzna otworzył okno.
Ty pewnie mąż Wandy? Wejdź, zobacz, ja jej przecież tylko pomagam.
Duży gawron przekrzywił głowę i przyglądał się Wandzie z podejrzliwością. Powoli przeszedł kilka kroków bliżej.
Wanda cicho zachrobotała. Gawron odwrócił się do mężczyzny, rozłożył skrzydła i wrzasnął na całe gardło.
Dlaczego na mnie drzesz papę?! zirytował się mężczyzna. Leczę i karmię twoją żonę, a ty jeszcze podnosisz na mnie głos?! O co w ogóle chodzi?!
Przez pół godziny odbywała się kakofonia człowiek i ptak prześcigali się w ryku, aż gawron zachrypł, a mężczyzna stracił tchu
W końcu bez słowa przysunął do gawrona dwa pojemniczki z robakami i larwami. Bez wyjaśnień.
Ptak zbadał poczęstunek, ocenił jakość, po czym zabrał się do jedzenia.
No jasne, teraz się poczęstuj. Całe zakupy specjalnie dla ciebie zażartował mężczyzna.
Najedzony gawron usiadł przy Wandzie i zaczął delikatnie poprawiać jej pióra.
Proszę, rodzinne czułości nieoczekiwanie wzruszył się mężczyzna. Nie martw się, wyciągnę Wandę na prostą. Tylko wytłumacz jej, żeby nie dziobała i jadła porządnie.
W nocy gawron odleciał, rano znów przyleciał. Zastukał dziobem w szybę, poczekał aż go wpuści, doglądał Wandy, po czym spokojnie zjadł śniadanie.
Dzień dobry uśmiechnął się mężczyzna. Chyba zaczynamy się dogadywać
Podczas kolejnych prób karmienia Wandy jej partner tylko się przyglądał, nie wtrącał się.
I wtedy mężczyznę przez moment jakby kopnął prąd.
O Matko Boska jęknął łapiąc się za głowę. Ona czeka! Nie zadzwoniłem, nie zarezerwowałem stolika…
Chwycił telefon i zadzwonił.
Przepraszam panią bardzo… zaczął, opowiadając szczerze o wszystkim i dlaczego nie zrobił rezerwacji.
Czyli dla pana jakaś tam wrona jest ważniejsza niż spotkanie ze mną?! przerwała mu oburzona kobieta o imieniu Jagoda.
Nie To źle zabrzmiało… Dla mnie to ważna sprawa. Po prostu tak się złożyło…
To niech pan sobie żyje z tą swoją wroną! wypaliła ostro i się rozłączyła.
No to koniec westchnął ciężko do gawrona. Randka skończona, zanim się zaczęła.
Wtedy duży ptak niespodziewanie wskoczył na stół, rozpostarł skrzydła i dumnie przeszedł parę kroków, jakby chciał go pocieszyć.
Mężczyzna nie mógł się nie uśmiechnąć:
Nie wiem, czy rozumiesz jedno moje słowo, ale wsparcie czuję. Chcesz powiedzieć, iż nie ma co się załamywać? Że trzeba trzymać fason?
W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Na progu stanęła sąsiadka z piątego piętra sympatyczna kobieta, która zawsze uśmiechała się do niego w windzie.
Przepraszam odezwała się lekko zmieszana. Ale ostatnio pod twoim oknem kołuje stado wron. Wszystko w porządku? Nic ci się nie stało?
To trzeba by zobaczyć samemu powiedział zakłopotany. Chodź, zobacz.
Weszła, stanęła jak wryta.
O rany Ty ratujesz gawrona?
Wandę poprawił.
To on będzie Karol zaśmiała się sąsiadka o imieniu Łucja.
Jej śmiech rozbrzmiał niczym srebrne dzwoneczki i mężczyzna pomyślał, iż dawno nie słyszał czegoś tak miłego. Patrzył na nią i uznał trudno, randka przepadła, ale przecież świat się nie kończy.
Karol znów napuszył pióra, przeszedł dumnie po stole i Łucja roześmiała się jeszcze serdeczniej.
Od tamtej pory wszystko stało się łatwiejsze. Karol wyjątkowo polubił nową gościnę gdy tylko Łucja pojawiała się w drzwiach, zaczynał się stroić i szukał jej towarzystwa. Ona śmiała się, czasem rumieniła nieśmiało.
Wanda powoli zorientowała się, iż ludzie życzą jej dobrze i przestała się opierać zaczęła sama jeść. Zdrowiała szybko. Mężczyzna dał Łucji drugi klucz, by gdy go nie ma, mogła przychodzić doglądać Wandę.
Łucja podobała mu się coraz bardziej. Zaczął rozważać, by zaprosić ją na randkę, ale wtedy wydarzyło się coś dziwnego.
Pewnego wieczoru, po zakończeniu drugiej zmiany, wracał do domu. To był wyjątkowy dzień podczas lunchu w pracy wymknął się i kupił Łucji drobiazg: srebrny łańcuszek z maleńkim czerwonym serduszkiem.
Szedł i wyobrażał sobie jej reakcję, kiedy nagle spod latarni wyłoniły się dwie postacie.
Dawaj portfel, telefon i zegarek! rzucił jeden, pokazując nóż.
I kurtkę zdejmij, szybko! dopowiedział drugi.
Zanim zdążył się przestraszyć, z góry nadleciała czarna chmura. Z wrzaskiem, z furą piór, ze stukiem dziesiątków dziobów. Stado gawronów rzuciło się na napastników.
Mężczyzna rzucił się do ucieczki, przez pół nocy serce mu nie chciało wrócić do rytmu. Rano
Na progu czekała blada i bardzo wzruszona Łucja.
Jezu, żyjesz! szepnęła, tuląc się do niego. Przestraszyłam się, myślałam, iż to na ciebie napadli
Co się stało? spytał, głaszcząc jej włosy.
W nocy stado gawronów zaatakowało dwóch przechodniów. Omal ich nie zakłuły. Leżą w szpitalu, ciężki stan.
Uśmiechnął się nagle.
Kupiłem ci prezent.
Oj, po co było? zmieszała się.
Ale gdy pokazał jej srebrny łańcuszek z serduszkiem, uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
Jakie prześliczne. Dziękuję powiedziała, sięgając po prezent, ale
Ach, to ale!
Niczym błyskawica Karol dopadł łańcuszka i sprytnie wyciągnął błyskotkę z dłoni mężczyzny. Wskoczył do pudełka Wandy i ułożył zdobycz tuż koło jej łapek.
Mężczyzna i Łucja wybuchnęli gromkim śmiechem.
Kupię nowy obiecał.
Karol rozłożył skrzydła, hardo wypiął pierś i zawołał triumfalnie Karrraaa!. Wanda chwyciła łańcuszek i schowała go pod ręcznikiem.
A mężczyzna i Łucja całowali się na progu, podczas gdy za oknem stado gawronów krążyło w powietrzu niczym tańczące myśli.
I czy to w ogóle ważne, czy na spotkanie udało się z restauracją, czy z zupełnie inną randką?
Bo niektóre rzeczy są rodzinneZa szybą, pod wieczór, stado gawronów wzniosło się w powietrze, tworząc wirującą konstelację czarnych skrzydeł. Karol przysiadł na parapecie, jakby na warcie; Wanda spojrzała czujnie, ale tym razem już bez lęku. W środku mieszkania zapach herbaty i śmiech niósł się aż po sufit, a ciepło małego pokoju mieszało się z jeszcze cieplejszym spojrzeniem Łucji. Mężczyzna zastanawiał się, jak cały jego świat zmieścił się nagle w czterech ścianach, w sercu, które przez przypadek gawrona otworzyło się szerzej, niż kiedykolwiek wcześniej.
Gdy wreszcie na oknach zapłonęły miejskie światła, wszystkie wątpliwości prysły jak bańka mydlana. Wspólnie z Łucją uporządkowali ptasie legowisko, naszykowali śniadanie dla dwójki skrzydlatych przyjaciół, a potem z kubkami herbaty w dłoniach usiedli przy oknie, patrząc jak Karol i Wanda śpią wtuleni tuż obok siebie. Za szybą, wysoko nad blokiem, gawrony krążyły jeszcze przez chwilę, aż w końcu rozpłynęły się w ciemnoszafirowym niebie.
Mężczyzna odetchnął głęboko i szeptem powiedział do Łucji:
Wiesz czasem wystarczy, żeby coś spadło nam pod nogi, żeby całe życie nagle zmieniło kierunek.
Łucja uśmiechnęła się, splatając ich palce.
I wtedy Karol, jakby chciał przypieczętować ten wieczór, donośnie zakrakał nie do końca już gniewnie, bardziej: triumfalnie.
Zaś w mieście, wśród szarych bloków i wielkich drzew, ktoś spojrzał w górę i pomyślał: Jest nadzieja, póki są tacy ludzie i takie zwierzęta.
A w gnieździe z ręczników, pomiędzy błyszczącym serduszkiem a ciepłem dwojga serc, Wanda spała spokojnie może po raz pierwszy w życiu pewna, iż wszystko będzie dobrze.
Bo czasem wystarczy tylko zatrzymać się i wyciągnąć rękę choćby do skrzydlatego nieznajomego by własne szczęście zadomowiło się tuż, tuż.









