Czego skrócisz – tego nie odzyskasz: Historia Taї, pięknej i ambitnej dziewczyny z Kijowa, która d…

twojacena.pl 13 godzin temu

Co skrócisz tego nie odzyskasz

Kiedy Terenia pokazywała znajomym swoje zdjęcia ślubne, zawsze mówiła z uśmiechem:
Ale się w tym stroju namęczyłam! Suknia piękna, wiadomo, ale ciężka i niewygodna jak zbroja! Następnym razem, jak będę wychodziła za mąż, to wybiorę coś lekkiego jak mgiełka.
Wszyscy byli przekonani, iż Teresa żartuje, i śmiali się razem z nią. I rzeczywiście, Terenia żartowała. Znajomi wiedzieli, iż Teresa wyszła za mąż z miłości. To był zwyczajny wakacyjny romans. Teresie wtedy stuknęła 21, Jarkowi 28.

Sierpień, Bałtyk, szampan za kilka złotych, ciepłe, rozgwieżdżone noce… Wszystko pięknie się złożyło i skończyło się złożeniem papierów w urzędzie stanu cywilnego w Gdańsku. Tyle iż przed ślubem Jarek musiał rozwieść się z drugą żoną, a Tereska przenieść się z rodzinnego Krakowa do nadmorskiego miasta męża.

Kraków Gdańsk Kraków. Ten szlak stał się dla Tereni niemal domowy na blisko dziesięć lat.

Ale to później. Najpierw musieli jakoś zacząć nowe życie. Jarek zostawił swoje mieszkanie drugiej żonie, która groziła wszystkim: od połknięcia tabletek po oblanie nowej żony kwasem, jeżeli Jarek nie wróci do domu! Z czasem była partnerka ucichła. Może Jarek coś jej obiecał? O pierwszej żonie Jarek w ogóle nie lubił wspominać. Tamto małżeństwo trwało raptem półtora roku. Kiedy osądzili, iż nie są dla siebie, Jarek choćby odprowadził byłą żonę do ślubu z własnym kumplem uszczęśliwił wszystkich. A i siebie.

Druga żona utrzymała się dłużej. Jarkowi wystarczyły trzy lata, by pojąć, iż jego wybranka nie za bardzo zgadza się na dzieci ludzkie szczenięta, jak mawiała. Teresy te zawirowania życiowe zupełnie nie ruszały. Była samodzielna, ambitna, pewna swojej urody i wyjątkowości. Jarek ją nosił na rękach, był przekonany, iż z nią już wszedł do raju tu, na ziemi. Gdy dawał kwiaty, to naręcza, gdy futro to od razu trzy do wyboru, a o butach choćby nie wspomnę Terenia mogła zmieniać codziennie. Jarek zabrał ją do Londynu, Paryża, na Mazury. Żeby zobaczyła świat i nabrała sił przed narodzinami ich pierwszego dziecka.

Wkrótce na świat przyszła córeczka Małgosia. Gdy Teresa zajmowała się malutką, Jarek kupił domek niedaleko Gdańska i urządził go z myślą o swoich ukochanych dziewczynkach. Swoje dziewczyny rozpieszczał jak mógł.

Nowe mieszkanie, Małgosię oddali do przedszkola. Teresa zabrała się do nauki i rozwoju, ale preferowała studiowanie w rodzinnym Krakowie. Tam miała przyjaciółki, mamę, a choćby obcych ludzi uznawała za serdecznych. Pod znajomymi kasztanami zawsze czuła się bezpiecznie.

Małą Małgosią podczas studiów zajmowała się teściowa, która wprost uwielbiała wnuczkę. Podczas sesji Teresa znikała do Krakowa. Jarek był bardzo zazdrosny, co rusz jeździł po nią na drugi koniec Polski, urządzał śmieszne zasadzki, przypadkowe spotkania. Trzeba przyznać, iż Teresa nie dawała powodów do niepokoju. Szkoda, iż tak jej się tylko wydawało…

Ona po prostu chciała uciekać od codziennych, domowych obowiązków. Nauka była dla niej najlepszą wymówką byle tylko nie zmywać, nie sprzątać i nie wychowywać dziecka. Miała wrażenie, iż życie przecieka jej przez palce, a ona, taka zdolna i piękna, zajmuje się jakąś bezsensowną drobnicą.

Po pewnym czasie Teresa nosiła w torebce trzy czerwone dyplomy. Główna specjalizacja psychologia. Z zapałem szukała pracy, dokumenty zawsze miała przy sobie. Jarek był stanowczo na nie:
Czy naprawdę brakuje nam pieniędzy, kochanie? Przecież osiwieję czekając, aż wrócisz z biura! Terenia, może zróbmy sobie synka? Albo córkę. Wszystko mi jedno, bylebyś była przy mnie.

Teresa nie wyobrażała sobie kolejnego macierzyństwa. Czuła, iż swoją misję spełniła: dała mężowi dziecko, rodzinie córkę. I koniec. Teściowa, słysząc zawiłe wywody synowej, zaproponowała, iż weźmie Małgosię do siebie do czasu, aż Teresa dorośnie. W końcu wnuczka potrzebuje miłości i uwagi bliskiej osoby, a nie matki wiecznie z głową w chmurach. Teresa zgodziła się bez wahania i po prostu wyjechała do Krakowa, nie racząc choćby Jarka uprzedzić. Zadzwonię z Krakowa, postanowiła.

A w Krakowie czekał na nią… Jarek. Już znał triki żony.
Teresa, a gdzie Małgosia? Czemu jesteś tu, a nie w Gdańsku? Masz już kogoś?
Jarku, nie przesadzaj. Nie mam żadnych adoratorów! Po prostu… jest mi z tobą nudno, rozumiesz? Pragnę wolności! odpowiedziała beznamiętnie.
Wolności? Ode mnie i od córki? Gdzie się podziała miłość? Przecież przeżyjemy wspólnie każdy kryzys! próbował jeszcze Jarek.
Nie przeżyjemy… zakończyła Teresa.

Jarek spróbował porozmawiać z teściową.
Co ja mogę, synku? Sami się dogadujcie. Tereski nie przekonasz jak skała jest!
Jarek wrócił do Gdańska sam. Nie wiedział co robić jak dotrzeć do żony, jak ratować rodzinę? Za dobre serce nie dostaje się nic oprócz pstryczków rozmyślał.

Tygodnie mijały… Teresa nie wracała. Odbierała telefony, odpowiadała sucho: U mnie wszystko dobrze. Czas upływał.

Po długich rozważaniach Jarek sprzedał dom, zabrał Małgosię i przeprowadził się do Krakowa wszystko w nadziei na ratowanie rodziny. Teresa przyjęła to chłodno, próbowała odwieść Jarka od pomysłu po co stresować córkę, przenosić do nowej szkoły, rozdzielać z koleżankami? choćby babcia Małgosi, jej krakowska mama, nie poparła tej decyzji.

W rzeczywistości Teresa pławiła się w swojej wolności. Jak ptak niebieski taki obrała sobie życiowy motto. Otworzyła własną działalność szycie. Wynajęła kawalerkę. Miała grono zachwycających się nią kobiet. czasu w nudę nie było, a tu nagle mąż i dziecko? Po co? Teresa chciała wymazać z pamięci przeszłość. Była nieugięta. Wszystko, co do tej pory przeżyła, traktowała jak opowieść o kimś innym.

Jarek nie posłuchał i przeprowadził się z córką do Krakowa, pielęgnując nadzieję na odbudowę rodziny, jeszcze tliła się w nim miłość do żony. Najpierw odbierał Teresę z pracy, przyprowadzał córkę (która, tak na marginesie, była wykapana mama). Bez skutku. Teresa była jak cień nic nie wywoływało w niej żadnych emocji. Wreszcie padły słowa ostateczne:

Jarek, zostaw mnie w spokoju! Rozwiedźmy się. Małgosię mogę przygarnąć czasem.

Małgosi stuknęło 11 lat. Przy ojcu miała czułość, przy babci modlitwę i troskę. Mimo wszystko, kochała mamę i nie potrafiła zrozumieć, czemu ta tak dobrowolnie oddaliła się od własnej córki.

Czas płynął nieubłaganie. Życie toczyło się dalej i każdego postawiło na swoim miejscu.

Jarek przestał łowić ryby na suchym brzegu. W końcu zrozumiał, iż serce Teresy na nowo nie otworzy się dla niego. Los postawił na jego drodze zwyczajną kobietę Jolę. Twardo stąpała po ziemi, bez wzlotów i nadmiaru marzeń. Razem zamieszkali we wsi pod Krakowem. Jola miała dwóch synów z poprzedniego małżeństwa, ale nie marzyła o podróżach ani futrzanych płaszczach. Gumiaki do obory, ciepła kurta, by świnie doglądać, dzieci wychować oto jej marzenia. Jarkowi przy takiej kobiecie było cicho, spokojnie, domowo. Gdzie prosto, tam setka aniołów, gdzie zakręcone ani jednego. Niedługo potem urodziła się ich córka. Jarek dopiero wtedy zaznał szczęścia, miłości prawdziwej i prostej. Poprzednich trzech żon w myślach raczej nie wspominał.

Teresa natomiast zamieszkała u swojej mamy, w krakowskim mieszkaniu. Jeden ze wspólników jej obiecywał złote góry, a został po nim tylko dług i rozpad szwalni. Obaj obiecywali, wszyscy się rozeszli. Znalazła pracę jako psycholog w szkole. W końcu nie na darmo chodziła na te czerwone dyplomy. Nie żałuje, choć… kto wie, co kryje się na samym dnie ludzkiej duszy? Może i w Teresie kiedyś zapali się płomyk żalu? Kto wie?

Tymczasem dorosła Małgosia wyszła za mąż i mieszka z mężem i babcią, która wychowywała ją przez dzieciństwo, w Gdańsku. W dniu ślubu Małgosia miała na sobie najlżejszą i najbardziej zwiewną sukienkę, jaką można było znaleźć. Tę sukienkę podarowała jej mama, Teresa.

Idź do oryginalnego materiału