Czego skrócisz, tego nie odwrócisz — Opowieść o Tańce, która wybrała wolność zamiast rodziny, o jej …

polregion.pl 2 dni temu

CZEGO SKRÓCISZ TEGO NIE PRZYWRÓCISZ

Kiedy Basia pokazywała swoim znajomym zdjęcia ze ślubu, zawsze wzdychała:
Oj, jak ja się namęczyłam w tej sukni! Owszem, piękna była, ale ciężka i niewygodna! Następnym razem, jak będę wychodzić za mąż, wybiorę lekką, zwiewną sukieneczkę ślubną.
Wszyscy byli przekonani, iż Barbara żartuje, i śmiali się razem z nią. Rzeczywiście, żartowała. Znajomi wiedzieli, iż Barbara wyszła za mąż z prawdziwej miłości. To był typowy wakacyjny romans. Basia miała 21 lat, a Michał 28.

Sierpień, łagodne Bałtyckie morze, musujące wino, gwiaździste niebo, same romantyczne chwile Wszystkie te elementy złożyły się na decyzję, by złożyć wniosek w Urzędzie Stanu Cywilnego. Jednak zanim to nastąpiło, Michał musiał rozwieść się ze swoją drugą żoną, a Basia przeprowadzić się do rodzinnego miasta męża.

Warszawa Gdańsk Warszawa. Ten szlak na kolejne dziesięć lat stał się dla Basi niemal codziennością.

Ale to będzie dopiero później, bo na początku młodzi musieli wynająć mieszkanie. Michał oddał swoje mieszkanie drugiej żonie, która groziła połknięciem tabletek, oblaniem trzeciej żony kwasem lub wyskoczeniem przez okno, jeżeli tylko odważy się nie wrócić do niej!

Z czasem była żona ucichła, zniknęła z ich życia. Może Michał coś jej obiecał? O pierwszej żonie Michał w ogóle nie wspominał. Ten związek trwał półtora roku. Nie udało im się dogadać Później Michał choćby wydał byłą żonę za swojego przyjaciela. Uszczęśliwił wszystkich także siebie.

Druga żona wytrzymała dłużej, bo aż trzy lata. To wystarczyło, by Michał przejrzał na oczy była żona na dzieci mówiła ludzkie szczenięta! Basia była ponad to wszystko. Pewna siebie i swojej urody, wiedziała, iż jest wyjątkowa. Michał nosił ją na rękach, a ona czuła się jak w raju. Mama kwiaty? To zawsze cała naręcz. Futro? Od razu w trzech wersjach. Butów czy botków nie zliczyć, Basia mogła zmieniać je codziennie. Michał zabrał ją do Londynu, do Paryża, do Czarnogóry, żeby jak sam mówił poszerzyć horyzonty i nabrać sił na narodziny ich pierwszego dziecka.

Wkrótce urodziła się córeczka, Marysia. Basia zajęła się maleństwem, a Michał kupił dla nich domek i całkowicie go wyposażył. Wszystko robił z niezwykłą troską. Dla swoich ukochanych dziewczyn!

Nowe mieszkanie zostało uroczyście ochrzczone. Marysię zapisali do przedszkola. Basia intensywnie zajęła się samokształceniem. Jednak nauka najbardziej jej odpowiadała w rodzinnym mieście w Warszawie. Tam były przyjaciółki, mama, a choćby obcy ludzie wydawali się jakby milsi i bardziej serdeczni. Pod znajomymi lipami zawsze czuła się spokojna.

Marysię zostawiała u teściowej, która niemalże ubóstwiała wnuczkę. A gdy zbliżała się sesja, Basia przebywała właśnie w ukochanej Warszawie. Michał niepokoił się i był bardzo zazdrosny. Ciągle przyjeżdżał po żonę, robił jej zabawne zasadzki, a choćby przypadkowe spotkania (w obcym przecież mieście!). Trzeba przyznać, iż Basia pozornie nie dawała powodów do niepokoju. Przynajmniej tak się wydawało…

Bo tak naprawdę, stale marzyła o ucieczce od domowych kłopotów i obowiązków. Chętnie by się kształciła bez końca, tylko żeby nie myć naczyń i podłóg, nie opiekować się mężem i dzieckiem. Miała wrażenie, iż życie takie krótkie przelatuje jej przez palce. Dlaczego ona, taka ambitna i piękna, ma się zajmować codzienną krzątaniną?

Po czasie Basia miała już w torebce trzy czerwone dyplomy. Jej główny kierunek psychologia. Wszystkie dokumenty nosiła przy sobie, bo z zapałem szukała pracy. Michał był stanowczo przeciwny:
Czy nam mało pieniędzy? Zwariuję, zanim wrócisz z pracy! Basia, a może drugie dziecko? Syn czy córka obojętnie. Bylebyś była ze mną.

Basia nie widziała siebie po raz drugi w roli mamy. Czuła, iż wypełniła już swoją misję dała życie córce, a mężowi córkę. Czego jeszcze można oczekiwać? Słysząc rozważania synowej, teściowa zaproponowała Basi, by wnuczkę Marysię zostawić przy niej. Do czasu aż Basia dojrzeje. Przecież córce już teraz czasu nie poświęca Potrzebne jej tylko nauka i marzenia, a dziecku miłość i troska najbliższej osoby. Basia bez wahania przystała na taki układ i natychmiast wyjechała do rodzinnego domu nie mówiąc Michałowi ani słowa. Z Warszawy zadzwonię pomyślała.

Ale w Warszawie czekał na nią Michał. Już dobrze znał sztuczki żony.
Basia, a gdzie Marysia? Czemu jesteś tutaj, nie w Gdańsku? Masz kogoś? denerwował się.
Michaś, nie martw się! Nie mam nikogo, żadnych adoratorów. Po prostu nudzisz mnie, rozumiesz? Marzę o wolności! spokojnie tłumaczyła Basia.
Wolności? Od nas? A gdzie się podziała miłość? Przeminęła? Kryzys wieku średniego? Przetrwamy razem, Basieńko przekonywał Michał.
Nie przetrwamy postawiła kropkę Basia.

Michał poszedł po radę do teściowej. Ta tylko rozłożyła ręce:
Ja co? Radźcie sobie sami. Ale Basi nie przekonasz, Michałku. Ona jak skała!

Michał wrócił samotnie do Gdańska. Nie rozumiał, co robić. Jak przemówić żonie do rozsądku? Jak złączyć rodzinę? Nie dla mnie najwyraźniej to dobro, rozmyślał.

Mijały dni, tygodnie Basia nie przyjeżdżała, na telefony odpowiadała chłodno: U mnie wszystko dobrze. A czas płynął…

Po długich przemyśleniach Michał postanowił sprzedać dom, zabrać Marysię i przeprowadzić się do Warszawy wszystko, by ratować rodzinę.

Basia zareagowała na to obojętnie. Próbowała mu to wyperswadować po co denerwować córkę? Będzie musiała zmieniać szkołę, rozstać się z koleżankami Babcia Marysi też nie pochwali tej decyzji.
Ale to były tylko wymówki. Basia zanurzyła się we własnej wolności i nie chciała jej rezygnować. Żyć jak ptak niebieski taki miała slogan. Otworzyła swój biznes: pracownię krawiecką. Wynajęła kawalerkę. Miała kilku adoratorów kobiety ją podziwiały. Na nudę nie narzekała, a tu nagle mąż, córka Po co? Basia chciała wykreślić przeszłość z pamięci. Była w tej decyzji nieustępliwa. Miała wrażenie, iż poprzednie życie przydarzyło się jakiejś innej kobiecie.

Michał nie posłuchał argumentów Basi i przeprowadził się z Marysią do Warszawy. przez cały czas tliła się w nim nadzieja na odbudowę rodziny. No i to jego wielkie uczucie do żony ciągle jeszcze w nim żyło.

Na początku Michał odprowadzał Basię z pracy, przychodził z córką (która zresztą była łudząco podobna do mamy). Na nic się to jednak zdało. Basia zdawała się być obojętna na wszystko. W końcu postawiła sprawę jasno:
Michał, zostaw mnie w spokoju! Najwyższy czas się rozwieść. Marysię mogę przygarnąć.

A Marysia miała wtedy już 11 lat. Nie potrzebowała przytułku. Miała kochającego tatę, babcię, która modliła się za wnuczkę dniami i nocami. Marysia pamiętała o mamie, kochała ją, choć nigdy nie rozumiała, jak matka mogła dobrowolnie zrezygnować z własnej córki.

Czas płynie. Nikt nie potrafi go zatrzymać.
Życie toczy się dalej. Każdemu oddaje według zasług.

Michał przestał szukać ryb na suchym lądzie. Wiedział już, iż do serca Basi nie zapuka. Los postawił na jego drodze zwyczajną kobietę taką, co stąpa twardo po ziemi, bez zapędów do bujania w obłokach. Dziś Michał z żoną mieszkają na wsi. Kobieta ma dwóch synów z poprzedniego małżeństwa.

Nie potrzebowała Londynów, Paryżów, drogich futer ani stu par butów. Chciała tylko porządne kalosze na jesień, ciepłą kurtkę do zwierząt i wychować dzieci na porządnych ludzi i to były jej największe marzenia.

Michał przy takiej kobiecie odetchnął z ulgą. Gdzie prosto, tam sto aniołów, a gdzie mądrze tam żadnego. I w tej rodzinie niedługo przyszła na świat córeczka. Michał zaznał prawdziwego szczęścia. Choć dopiero za czwartym razem. Prawdziwej miłości czystej i bezwarunkowej. O trzech pierwszych małżeństwach wolał zapomnieć.

Basia mieszka z mamą w jej mieszkaniu. Jeden z partnerów biznesowych obiecywał jej złote góry, a potem oskubał ją do zera. Pracownia krawiecka Basi rozpadła się. Wielu adoratorów gdzieś się ulotniło.

Mówiąc krótko swatali się, swatali, a wszyscy się rozeszli. Basia pracuje teraz jako psycholog w szkole. Nauka się przydała. Nie żałuje niczego. Chociaż dusza ludzka to głębina, której dna nie zna nikt. Może kiedyś w sercu ptaka niebieskiego zapali się iskierka skruchy? Kto wie

Marysia z mężem (bo lata minęły, dziewczyna dorosła) mieszka u babci, która ją wychowywała, w Gdańsku.
W dniu ślubu Marysia miała na sobie lekką, zwiewną sukienkę ślubną. Podarowała jej ją mama, Basia.

Idź do oryginalnego materiału