Czarna wdowa Zjawiskowa i inteligentna Lila, tuż przed ukończeniem studiów na wydziale dziennikarst…

newsempire24.com 11 godzin temu

Cześć, kochana, muszę Ci opowiedzieć historię, która wydarzyła się tu, w Warszawie. Posłuchaj…

Była sobie śliczna i mega inteligentna dziewczyna o imieniu Weronika. Właśnie kończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim, gdy poznała Piotra dużo starszego od niej, znanego w naszym mieście autora tekstów, który śpiewał swoje piosenki w lokalnych klubach. Piotr był ulubieńcem wszystkich znał się z połową ludzi z lokalnej telewizji, lubił kręcić się po knajpach, a alkohol lał się strumieniami. I właśnie on, zauważywszy subtelną, filigranową Weronikę, od razu się nią zainteresował.

Piotr miał już 45 lat i trzy małżeństwa za sobą, ale zamiast stabilizacji, wolał twórczość i wieczne imprezy. Takie życie dla artysty. Przez znajomości w telewizji załatwił Weronice pracę prowadzącej autorski program. Jej debiut to była petarda Rozmowa od serca, gdzie zaprosiła znaną warszawską psycholożkę i kilku innych ciekawych gości. Program toczył się wokół pytań, odpowiedzi i życiowych przypadków.

Jesteś świetna, Weronika chwalił Piotr po pierwszej emisji. Trzeba to uczcić!

Szybko okazało się, iż Weronika jest telewizyjną gwiazdą, wyszła za Piotra, wyglądała olśniewająco, świetnie się ubierała, była serdeczna i miła. W ogóle zero cienia demoniczności normalna dziewczyna z telewizji. Tyle że, niestety, nie trafiła najlepiej z mężem. Sama w końcu to zauważyła, bo Piotr ciągle chodził pod wpływem.

Piotrek, weź się ogarnij chrząknął do niego kiedyś jego przyjaciel, Szymon, gdy ten zaczął wyzywać Weronikę po kieliszku. Ta dziewczyna jeszcze cię zakasuje!

E tam, Szymon, nigdy nie wybierałem sobie mądrych żon zawsze uważał się za najmądrzejszego, a Weronice tylko szczypał policzki, kiedy siedzieli w klubie.

Na początku zabiegał o jej względy, kwiaty, prezenty, choćby dwie piosenki jej poświęcił, udawał dżentelmena. Ale gdy już byli małżeństwem uwaga dla żony była równa tej, którą poświęcał domowej kotce. Często na Weronikę krzyczał.

A myślałam, naiwna, iż dzięki niemu zostanę gwiazdą myślała Weronika.

Więc podczas studiów nauczyła się francuskiego dziwny wybór, bo do podróży lepiej jednak mieć angielski. Piotr męczył ją:

Ucz się angielskiego, bo po Europie chodzisz jak wieśniaczka! Do siłowni nie musisz chodzić, szkoda Ci czasu, a angielskiego nie masz kiedy się pouczyć?

Weronika z przekory nie chciała, ale kiedy Szymon oczytany, inteligentny rzucił spokojnie podczas kolacji:

Angielski dla kobiety z klasą jest jak wysokie obcasy już następnego dnia Weronika znalazła kurs językowy z dobrym nauczycielem.

Szymon, nieźle namieszałeś w mojej żonie śmiał się Piotr. Kupiła stos książek, w samochodzie leci tylko angielski zamiast muzyki!

Mieszkali z Piotrem w dużym mieszkaniu odziedziczonym po jego dziadku-profesorze medycyny. Była też gospodyni, pani Maria samotna, koło 43-tki, cicha, niby niewidoczna, wszystko wiedziała, zazdrośnica. W domu była prawie cały dzień, więc przed nią trudno było cokolwiek ukryć.

Pewnego ranka Weronika zerwała się z łóżka Piotra już nie było, spał w gabinecie, wróciwszy pijany późno w nocy. W kuchni pani Maria trzymała pustą butelkę po koniaku:

Jeszcze wieczorem była pełna. Co mu dać, jak się obudzi?

Tylko ogórkową zalewę mruknęła Weronika, idąc pod prysznic.

Po siedmiu latach z Piotrem, dzieci nie mieli jemu nie zależało, miał już syna z pierwszą żoną. Weronika zresztą bardziej skupiała się na karierze i zdążyła już rozczarować się małżeństwem z Piotrem. Po śniadaniu posłała Marię do gabinetu męża. Ten leżał na brzuchu, na poduszce czerwone plamy.

Weronika! zawołała Maria. Dzwoń po pogotowie!

Co z nim?!

Nie wiem

Po kwadransie siedziała w karetce, jechała z Piotrem do szpitala. gwałtownie przenieśli go na OIOM, a lekarz powiedział bez ogródek:

Trudna sprawa. Nic nie obiecam.

Wieczorem zadzwonili:

Pani mąż nie żyje.

Niemożliwe wydukała zszokowana. Przecież on był jeszcze młody! Pogrzeb był wystawny, Szymon zadbał o wszystko, przyszło pół Warszawy. choćby na stypie wygłosił mowę:

Nie żałujmy. Piotr żył pełnią życia, zasłużył na spokój jest teraz wolny, szczęśliwy.

Weronika słyszała ciche szepty: Wszystko miał. Po śmierci Piotra nie umiała się przyzwyczaić do samotności. Cicho, ponuro, Maria patrzyła na nią wyczekująco czy zostanie, czy zwolni ją? Koledzy z pracy żartowali:

Weronika, nie masz się czym martwić. Zostałaś młodą, wolną, z pieniędzmi. Po mężu dwa spore konta podzieliła je z jego synem. Ale i sama dobrze zarabiała. Wolała więc spędzać czas poza domem, wpadała do pobliskich knajp.

Któregoś dnia, po nagraniach programu, wstąpiła do kawiarni nieopodal domu. Myślami błądziła, popijając spokojnie hiszpańskie wino. Podszedł do niej potężny facet, uprzejmie zapytał, czy może się dosiąść.

Proszę bardzo odpowiedziała. Nazywam się Kazimierz przedstawił się. Czemu taka smutna? Ładne kobiety nie powinny się smucić.

Kazik koło czterdziestki, masywny brunet o szerokiej twarzy. Od razu przypomniał Weronice dużego, pluszowego misia, co ją rozbawiło.

Pozwól, iż zamówię coś dla ciebie. Wino, koktajl, ciasto, co tylko chcesz?

Ciastko wystarczy, dzięki nie była łakomczuchem.

Kazik okazał się pociesznym pluszakiem: mnogość anegdot, świetne poczucie humoru. Weronika zobaczyła, iż potrafi ją rozśmieszyć, i od razu złapał jej uwagę. Śmiała się w głos, a on potem odprowadził ją pod dom. Umówili się na kolejne spotkanie.

Rano podeszła do Marii:

Pani Mario, od dziś już twojej pomocy nie potrzebuję. Poradzę sobie sama ze wszystkim.

Jak to, Weronik, tyle lat jestem z wami, a ty mnie tak wyrzucasz? Dokąd ja pójdę?

Znajdziesz pracę w innej rodzinie albo ochroniarza w jakiejś firmie.

Wyrzucasz mnie zapłakała Maria. Przyzwyczaiłam się

Weronika westchnęła. A może rzeczywiście, nie zbankrutuję, a okna i łazienkę ktoś inny umyje pomyślała.

Popatrzyła na gospodynię, ta ocierała łzy.

Dobra, Mario, jeżeli tyle dla ciebie to znaczy, zostań. Maria uradowana wyściskała Weronikę.

Was z Piotrem pokochałam, jak rodzinę. A tu Piotr zniknął nagle, a ty chcesz się mnie pozbyć!

Tak żyły dalej. Kazik Weronika nazywała go czułym Kazik-misiu stał się częstym gościem. Nie trzeba było długo czekać po trzech miesiącach Weronika wyszła za Kazika. Ślub zrobiła skromny, ale z podróżą poślubną przebiła Piotra Kazik zabrał ją na Malediwy. Stać go było, bo prowadził dobrze prosperujący biznes.

Weronika myślała, iż będzie zwykły wyjazd: lot, hotel, typowe atrakcje. Ale z Kazikiem wszystko było inne. Początek: lecieli pierwszą klasą. Na miejscu eskorta, motorówka prosto na wyspę powitanie jak VIP-om, fajerwerki, koktajle, tańce.

Willę mieli piękną: cztery pokoje, dwa tarasy, basen, własna plaża.

Ile ten mój miś zapłacił za to wszystko? zastanawiała się.

Nigdy nie pytała o kasę, ale wiedziała, iż Kazik pieniądze ma. Był czule opiekuńczy, o każdej porze dbał, żeby Weronika dobrze zjadła, a nie tylko kawę rano. Przykrywał ją kocem, głaskał po głowie.

Piotr umiał tylko gasić, poniżać, niby mnie ciągnąć ku górze. A Kazik, choć daleko mu do Apollona, żyje dla mnie, jest gotowy zawsze słuchać. myślała.

Maria zachwalała Kazika i cieszyła się, iż mieszkają razem w jego wielkim domu pod Warszawą. Jedno ją zaniepokoiło: przypadkiem widziała, jak Kazik robił sobie zastrzyk.

Co to było? zaniepokoiła się Weronika.

Spokojnie, insulina. Mam cukrzycę, ale żyję normalnie.

Na Malediwach myślała leniwie:

Może w końcu wygrałam w jakąś życiową loterię?

Wyjazd cudowny, ale jednak żałowała, iż zamiast z wysportowanym trenerem tenisa, leży na plaży z nieporadnym misiem. Postanowiła zachęcić Kazika do ćwiczeń, ale zrobiło mu się smutno:

jeżeli chcesz, spróbuję, ale nie mam szans być Adonisem, insulinozależność

Daj spokój, nie musisz rozstrzygnęła.

Wracając, rzuciła się w wir pracy. Męczyła ją nostalgia. Zastanawiała się czy kiedykolwiek pozna prawdziwą miłość. Do Kazika nie czuła wielkiego uczucia raczej wdzięczność. Marzyła o namiętności, silnych emocjach, chciała żeby nocą obok niej był jakiś przystojniak, nie pluszowy miś. W redakcji pytali:

Weronika, naprawdę nie zdradzasz swojego misia? Ty taka porządna?

A wcale taka nie była, po prostu nie chciała mu sprawiać przykrości. Na Sylwestra w pracy popróbowała sporo prosecco, kolega mi z Konrad zadzwonił po kolegę Artura, żeby odwieźć ją do domu.

Weronika, możemy cię odwieźć zaproponował, a ona się zgodziła.

Artur posadził Weronikę z przodu:

Konrad, czemu nie poznałeś mnie wcześniej z tą Weroniką? zażartował, a ona patrzyła na niego jak urzeczona.

Facet w drogiej furze nie spuszczał z niej wzroku. Odprowadził ją pod drzwi, wziął numer telefonu po chwili pod blokiem przycisnął ją do auta i z pasją pocałował. Nie odsunęła się, taki namiętny był! Artur okazał się idealnym kochankiem.

W domu Weronika z Kazikiem była czuła, z Arturem spotykała się w jego kawalerce ostro, namiętnie, bez zbędnych słów. Kazik miał mnóstwo na głowie, więc niczego nie zauważał. Pewnej nocy Weronika wpadła do Artura, już leżała w jego łóżku, gdy ktoś uporczywie dzwonił do drzwi.

Kto mnie tu wzywa szepnął Artur i poszedł.

Weronika usłyszała dwa znajome głosy: Artura i Kazika. Z przerażeniem wciągała ubranie, a w drzwiach pojawił się Kazik milczał. Byłoby łatwiej, gdyby nakrzyczał.

Kazik to nie tak

Artur nie powiedział nic, mógł go nie wpuszczać.

Kto mnie sprzedał? pytała Weronika.

Jaka różnica? Nie wierzyłem, ale sprawdziłem.

Kazik wyglądał źle blady, zroszony potem, nagle padł. Weronika podbiegła, patrzy: oddycha ciężko

Szybko, dzwoń po karetkę!

Artur zdążył zadzwonić. Weronika w torebce znalazła insulinowy pen Kazika, zrobiła zastrzyk. Ale nie pomogło. Lekarze przyjechali i stwierdzili zgon.

W końcu Weronika dotarła do siebie. Artur odprowadził ją do domu. Maria już czekała:

Weronko, co się stało, nie poznaję Cię!

Przyszło jej do głowy:

Może i Maria mnie sprzedała, nie lubiła Artura, zawsze coś wypytywała ale milczała, bo wiedziała, iż nic się nie da udowodnić.

Po pogrzebie długo się zbierała. Niedługo potem pojawiła się córka Kazika z pierwszego małżeństwa Joanna, z mężem prawnikiem. Wyrzucili Weronikę z domu, grożąc sądem. Rzucili na stół kopertę pełną gotówki i dali jej trzy dni na wyprowadzkę, razem z Marią.

Weronika nie chciała sądów, zrezygnowała ze wszystkiego. Z Marią wróciła do dużego mieszkania, odziedziczonego po Piotrze.

Czas płynął Artur pomagał jej dojść do siebie, spotykali się, ale nic z tego nie wynikło, nie proponował związku. Pewnego dnia zadzwonił znajomy Konrad:

Weronika, usiądź Artur nie żyje, zginął w wypadku, od razu

Dopiero teraz zaczęła się zastanawiać.

Co się dzieje, czemu wszyscy moi mężczyźni umierają? Chyba jestem jak czarna wdowa niedługo tak będą mówić. Sama mam jakieś fatalne pole wokół siebie

Wreszcie, na nagraniu programu, trafił do niej młody facet, Maciej. Czuła, iż patrzy tylko na nią. Po nagraniu zaprosił ją do kawiarni.

Dobrze, pójdę. Trzeba w końcu żyć dalej.

Maciej zdobył jej serce. Weronika była szczęśliwa, zakochała się po uszy taka czysta, nowa miłość.

Więc tak to jest, prawdziwa miłość Duszę oddałabym, nie tylko życie. Ale boję się o niego.

Maciej również zakochał się, był z nią, czuła się swobodnie i lekko. Niczego nie ukrywał, miał ojca, ale nie utrzymywali kontaktów. Zamieszkał u Weroniki wstał rano, pojechał do pracy, ona jechała później na nagrania. Z ciekawości wpisała go w wyszukiwarce.

Już na pierwszej stronie szok: Maciej Kurowski, jej ukochany, był w czołówce najbogatszych Polaków. Majątek ogromny.

Nie wierzę zaśmiała się histerycznie No żesz! Co teraz… może coś mu się stanie!

Uspokoiła się, pojechała do pracy. Wieczorem zadzwoniła do Macieja. Telefon milczał. Zadzwoniła do jego firmy.

Dzień dobry, czy mogę mówić z Maciejem Kurowskim?

Kto pyta?

Weronika…

Pan Maciej jest w szpitalu

Weronika pędziła do szpitala.

Co się dzieje?! pytała lekarza w drzwiach.

Ten ją uspokoił:

Spokojnie, wszystko pod kontrolą. Nic groźnego, żyje, tylko serce.

Czy mogę wejść?

Na dziesięć minut.

Weszła cicho do sali, a Maciej już czekał i się uśmiechał. Usiadła blisko ujął jej ręce.

Będzie dobrze, kocham Cię. Jak wyjdę stąd, chcę się z Tobą ożenić. Zgadzasz się?

Oczywiście, jeszcze pytasz? pocałowała go. Przed nami życie i prawdziwe szczęście.

Dzięki, iż wysłuchałaś! Uśmiechu na każdy dzień i powodzenia w miłości zawsze może się coś odmienić.

Idź do oryginalnego materiału