Mieszkać w cudzym mieszkaniu? To płać za wynajem!
Sama nie wiem, czy wesele mojej córki się jeszcze odbędzie. Wszyscy są pokłóceni, atmosfera okropna. Przyszły zięć szaleje, do ślubu zostały tylko dwa tygodnie, a on robi same sceny. Szkoda mi Hani żali się Teresa.
O co poszło?
choćby nie uwierzysz, chodzi o mieszkanie. Chcieliśmy sprawić młodym radość, więc zebraliśmy wszystkie oszczędności, sprzedaliśmy działkę na Kaszubach i nasz stary garaż, żeby wystarczyło. Za cały majątek kupiliśmy im mieszkanie jako prezent ślubny. Zapisaliśmy je na Hanię, bo to nasza córka. Ale skoro biorą ślub, to jaka różnica na kogo? Przecież będą razem.
No właśnie…
I ja, i Stanisław, mój mąż, tak właśnie myślimy. Mieszkanie jest oczywiście puste jak wydmuszka. Trzeba zrobić generalny remont, wszystko urządzić od zera, a my już nie mamy odłożonej ani złotówki. Stanisław powiedział przyszłemu zięciowi, Marcinowi, żebyśmy w trójkę jakoś to razem ogarnęli. Chodziło nam o to, żeby młodzi jak najszybciej się tam wprowadzili. Ale Marcin nie zgadza się na remont!
Dlaczego tak się uparł?
Bo twierdzi, iż to nie jego mieszkanie. Nie zamierza ładować pieniędzy w coś, co formalnie nie jest jego. Mówi, iż on najwyżej kupi czajnik i garnki, ale ścian nie zamierza tynkować. Uważa, iż my powinniśmy wszystko zrobić na własny rachunek.
To może powinni zamieszkać bez remontu, skoro się upiera?
Wykluczone. Mieszkanie zupełnie puste, kafle odpadają, instalacje trzeba wymienić, podłogi krzywe, tynki spadają ze ścian. Okna stare, szyby ledwo się trzymają. Bez minimalnego remontu absolutnie nie da się tam żyć tłumaczy Teresa.
Nawet ja, choć nie mam wielkich wymagań, nie wyobrażam sobie, żeby mieli tam mieszkać. To przecież wstyd. Marcin pracuje w dużej korporacji w Warszawie, zarabia naprawdę porządnie. Ale mu szkoda kasy. Wszystko dlatego, iż odkłada na własne M, tak żeby kiedyś nie być bez dachu nad głową.
W praktyce wyszło na to, iż chce mieszkać naszym kosztem. Żąda, byśmy wszystko wyremontowali my. No to powiedziałam: Dobrze, Marcin, o ile według ciebie to nie twoje mieszkanie, to płać czynsz. Uśmiechnął się tylko i bez wahania się zgodził opowiada Teresa.
A jak Hania to znosi?
Bardzo przeżywa. Cały czas płacze i jest roztrzęsiona. Faktycznie go kocha, ale nie możemy przecież przepisać mieszkania także na niego to zbyt ryzykowne. Teraz mówi, iż ani mieszkania, ani remontu nie potrzebuje. Ale dla mnie to żaden mężczyzna, który nie chce zainwestować w rodzinę. Co będzie dalej? Jeszcze choćby ślubu nie było, a już myślą o możliwym rozwodzie i podziale majątku mówi Teresa.
Czy według was Marcin powinien zainwestować w to mieszkanie? Skoro chce tu zamieszkać, mieć dzieci, urządzić dom, to chyba nie powinno mieć znaczenia na kogo jest zapisane? A może jego postawa jest uzasadniona? Co byście zrobili na jego miejscu?








