Cud pod Nowy Rok
Paweł, błagam cię, powiedz mi, jak mogłeś o tym zapomnieć?! Przecież rano kilka razy ci przypominałam, choćby SMS-a wysłałam! Jadwiga patrzyła na męża z wyrzutem.
Ten tylko stał w drzwiach kuchni ze spuszczoną głową, lekko wzruszając ramionami.
Sam nie wiem, Jaga… Po prostu jakoś wyleciało mi z głowy tłumaczył się Paweł.
A telefonu nie sprawdzałeś?
Jakoś mi nie było po drodze wyjąć go z kieszeni, no i nie zauważyłem twojej wiadomości…
Jadwiga zaczęła wrzeć w środku.
Czyli nowego akumulatora do tego swojego złomu nie zapomniałeś kupić, a prezentu dla córki pod choinkę już tak?
No… zapomniałem. Sklep motoryzacyjny był czynny tylko do dwudziestej, więc się spieszyłem i zapomniałem o reszcie, przepraszam.
Czasami mam wrażenie, Paweł, iż ta twoja stara syrenka jest dla ciebie ważniejsza niż nasza Marysia Jadwiga przysiadła ciężko na taborecie i westchnęła, spoglądając na zegar ścienny.
Było pięć minut do jedenastej. Na zewnątrz noc, możliwości poprawy już nie było. I ta niemoc bolała coraz bardziej.
Jaga, nie mów tak! Wiesz dobrze, iż kocham Marysię, po prostu się zamotałem, każdemu się zdarza…
Mnie się nie zdarza, Pawle! syknęła cicho, żeby dziecię przypadkiem nie usłyszało.
Paweł chciał ją objąć, może ugłaskać wybuchający właśnie konflikt, ale Jadwiga odsunęła się, odwróciła plecami i…
… zaczęła przekładać sałatkę jarzynową do miski.
Pół dnia się z tym męczyłam, żeby sprawić mu przyjemność, a on… a on o prezencie dla córki zapomniał!
Wiedziałam, iż powinnam to sama załatwić mamrotała pod nosem. Ale nie, zaufałam tobie. Myślałam, iż potrafisz być odpowiedzialny.
Wiem, iż zawiodłem, ale jak spojrzeć na to z boku tragedii nie ma. Najwyżej nie będzie prezentu pod choinką. Możemy powiedzieć Marysi, że…
Że co? Jadwiga uniosła brwi. Że tata cierpi na sklerozę w wieku trzydziestu pięciu lat? Czy iż ważniejszy był mu akumulator niż prezent dla córki?
Powiemy, iż Święty Mikołaj w tym roku miał tyle dzieci do obdarowania, iż nie zdążył do nas przyjść. Jutro rano kupię prezent i dam uroczyście, powiem, iż jednak przyniósł później.
Gdzie ty go kupisz, kiedy wszystko pozamykane? choćby mleko ciężko będzie dostać jutro. Ach, Paweł…
Jadwigi rozdrażnienie można było zrozumieć.
Odkąd urodziła się Marysia, w ich domu pojawiła się piękna tradycja: w noc sylwestrową tuż po północy cała rodzina siadała przy choince, a pod nią czekały prezenty.
Najbardziej czekała na to Marysia, która wierzyła całym sercem w Świętego Mikołaja. Radośnie szukała pod gałęziami tego, o czym marzyła przez cały rok.
I dzisiaj Marysia już kilka razy zaglądała pod choinkę, pytając mamę, czy podarunek nie pojawi się jeszcze przed północą, i opowiadała, jak bardzo czeka na prezent od Mikołaja.
Ciekawe, co dostanę w tym roku? rozmyślała dziewczynka. Najbardziej chciałabym rower jak Piotrek z drugiego piętra. Ale jeżeli będą rolki, to też super!
Jadwiga uśmiechała się, patrząc na córkę. Poprosiła Pawła, by kupił Marysi rolki.
Zazwyczaj sama wybierała prezent, ale dziś mąż musiał nagle przedłużyć pracę, więc stwierdziła, iż kupi wracając gwałtownie i wygodnie.
Paweł wrócił koło ósmej, a gdy po dwóch godzinach Jadwiga szykowała stół i zapytała o prezent, on nagle przypomniał sobie, że… nic nie kupił.
Jaga, nie psujmy sobie takiego wieczoru szeptał, próbując ją przytulić. Naprawdę, nie specjalnie. Chcesz, to wszystko Marysi wyjaśnię?
Jadwiga milczała, tylko kryła łzy za zasłoną odwróconej twarzy. Jak można było zapomnieć o prezencie dla dziecka?!
A do ostatniej chwili miała nadzieję, iż Paweł schował niespodziankę gdzieś i zaraz ją wyjmie… Ale sklepy już zamknięte, nigdzie nic nie dostaniesz…
Pomóc ci czymś? zapytał cicho Paweł, patrząc, jak rozstawia talerze.
Dziękuję, już mi wystarczy odpowiedziała.
Wtedy do kuchni wbiegła roześmiana Marysia, obejrzawszy wszystkie bajki świąteczne.
Mamo, tato, do Nowego Roku już niecałe dwie godziny! Zaraz Święty Mikołaj przyniesie mi prezent!
Jadwiga rzuciła wkurzone spojrzenie mężowi, ale gwałtownie się opanowała, by nie zepsuć córce święta.
Nagle przyszła jej do głowy myśl: włoży pod choinkę kopertę z pieniędzmi i napisze na niej: Dla Marysi na rolki.
To nie to samo, co wymarzony prezent, ale lepsze to niż nic. Może się uda…
*****
Tuż przed jedenastą rodzina usiadła do kolacji, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Pawle, zapraszałeś kogoś? zdziwiła się Jadwiga. Bo ja nie.
Ja też nie. Może sąsiedzi? Sprawdzę, a wy nalewajcie sok, zaraz wrócę powiedział.
Otworzył drzwi. Na korytarzu stał brodaty mężczyzna w czerwonej, znoszonej kurtce. Do Mikołaja było mu daleko, bardziej do bezdomnego; zdradzał go wygląd i intensywny zapach (bynajmniej nie perfum).
Czego pan chce? Może pomylił pan mieszkanie albo przyszedł żebrać? Uprzedzam, żadnych złotówek nie dam, bo i tak pan przepije.
O pieniądze nie proszę, proszę się nie martwić odpowiedział wesoło nieznajomy.
On serio? Paweł z ledwością nie roześmiał się. W życiu nie czuł się lepszy od bezdomnych, współczuł im raczej, ale to zabrzmiało absurdalnie.
Czego pan w takim razie chce? wyszedł na klatkę, zamknął drzwi, by zapach nie wszedł do środka.
Bo widzi pan… Znalazłem w piwnicy malutkiego kotka. Może należy do państwa? Zobaczcie, jaki słodziak!
Wyciągnął spod kurtki puszystą kulkę.
Paweł uśmiechnął się ponuro. Pewnie próbuje wcisnąć komuś kota, może na parę groszy?.
Przepraszam, ale pierwszy raz go widzę. W domu nie mamy zwierząt.
A może byście wzięli? Dzieci na pewno się ucieszą, taki śliczny kociaczek.
No jasne,” pomyślał Paweł, „spróbuje wcisnąć. Pokręcił głową.
Nie, nie chcemy. Dziękujemy bardzo.
Rozumiem… posmutniał mężczyzna. To zaniosę go na śmietnik, niech tam śpi.
Już miał odejść, chowając kotka pod kurtkę, ale Pawła nagle chwyciło coś za serce.
Hej, zaczekaj… Dlaczego wyrzucać takie maleństwo? Zostaw w piwnicy, tam cieplej.
I tak go wypchną, a na śmietniku chociaż kartony są, gdzie może się schować, trochę jedzenia znajdzie.
Paweł nie przepadał za zwierzętami, ale nagle zrobiło mu się tego kociaka żal. Wyobraził go sobie samego, głodnego, przemarzającego całą noc…
Gdyby miał czas pomyśleć, rozważyłby to, ale czekał stół i rodzina, facet już miał odejść…
Daj go tu! niemal chwycił futrzaka. Nie wyrzucaj go.
Jak pan chce odparł brodacz z uśmiechem, ukłonił się i znikł za rogiem schodów.
*****
Paweł wszedł do domu, a z kuchni wyglądały już zaniepokojone oczy dwóch kobiet.
Co tak długo? Stało się coś?
Nie, nie, wszystko okej odpowiedział, chowając kota za plecami, prosząc w duchu, by tylko nie zapiszczał.
Wiedział, iż Jadwiga, jak się dowie, kogo przyniósł, to go wygoni na mróz. Może nie tylko kota…
W każdym razie musiał przygotować grunt i jakoś uzasadnić tak nagły zwierzęcy zakup.
A kto to był? zapytała żona z lekką podejrzliwością. Czyżby coś kombinuje?.
Sąsiad z piątego, Mirek. Pytał o nowy akumulator do fiata.
Aaa… No tak, od tych baterii to ty jesteś tu specjalistą. Dobra, idź się umyj i siadaj, już za chwilę Nowy Rok.
Daj mi trzy minuty.
Jak tylko kobiety wróciły do kuchni, Paweł kręcił się po mieszkaniu szukając dla kota kryjówki.
Na balkon za zimno, w łazience ryzykownie, dziecięcy pokój i sypialnia odpadają. Został salon…
Pawle, długo jeszcze?! zawołała zniecierpliwiona Jadwiga.
Już, już!
Otwarł szafkę pod telewizorem, wsadził tam kotka na półkę, zostawiając uchylone drzwi, by miał powietrze, i pobiegł na kolację.
*****
Szczęśliwego Nowego Roku! dobiegało z ulicy.
Paweł też złożył życzenia żonie i córce, jeszcze tradycyjnie zdrowia i szczęścia.
Zanim skończył, Marysia odstawiła sok i popędziła do salonu. Jadwiga dopiero wtedy przypomniała sobie o kopercie pod choinką i posłała Pawłowi wymowne spojrzenie.
Teraz ty ją uspokajaj!
Ale Marysia wróciła po chwili z szerokim uśmiechem na ustach, krzycząc tak głośno, iż klaksony na ulicy nie zagłuszyłyby jej zachwytu.
Mamo, tato! Zobaczcie, co Mikołaj mi zostawił pod choinką!
Rodzice wbiegli do pokoju i zastygli. Obok choinki stała Marysia, a pod gałązkami leżał śnieżnobiały kociaczek.
Tak marzyłam o kociaku, i Mikołaj mi go przyniósł! Będzie miał na imię Śnieżek! niemal płakała z radości.
Marysia tuliła malca, a Jadwiga pociągnęła Pawła na bok.
Co to ma być? Skąd on? Twoja sprawka?
Tylko nie krzycz, zaraz wszystko ci wytłumaczę zaczął Paweł, usprawiedliwiając się.
Krzyczeć? Na ciebie? Jadwiga zerknęła na córkę. Patrz, jaka szczęśliwa. Powinnam była się domyślić, iż szykujesz niespodziankę. Tak na ciebie dziś nawrzeszczałam bez sensu…
Przytuliła męża i pocałowała w policzek. Paweł stał jeszcze z niedowierzaniem, nie wierząc, iż tak łatwo się to wszystko rozwiązało.
Naprawdę, pod Nowy Rok dzieją się cuda: córka szczęśliwa, żona pogodzona.
A wszystko przez białego kociaka i…
Przypomniał sobie o bezdomnym.
Słuchaj… muszę ci coś powiedzieć…
Szepnął jej coś na ucho. Jadwiga spojrzała zdziwiona, ale kiwnęła głową z aprobatą.
*****
No, Kazik brodaty mężczyzna klepnął po ramieniu drugiego, siedzącego na ławce nieopodal bloku wszystkie koty rozdane, dzięki Bogu. Możemy wracać do naszej piwnicy, zanim zamkną.
No, udało się, Stachu… Genialny pomysł z tym śmietnikiem uśmiechnął się Kazik.
Myślisz? Trochę się bałem, iż mnie z klatki przegonią za takie teksty.
Ryzyko było. Ale może tylko ktoś, kto naprawdę nie jest obojętny, zatrzyma kociaka, by nie trafił na śmietnik.
Zgadza się…
Tak więc nasze maluchy są w bezpiecznych rękach. Świetny pomysł.
Obaj bezdomni siedzieli na ławce, patrząc na rozświetloną ulicę, pośród tłumu, który dzisiaj jakimś cudem nie przepędzał ich.
Nawet życzono im zdrowia, szczęścia. Oni dziękowali i odwzajemniali życzenia.
Nagle drzwi klatki się otworzyły i na dwór wybiegł Paweł. Rozejrzał się, zauważył ławkę, pomachał, pobiegł do nich.
Po coś wrócił? Kota chcesz z powrotem? mruknął Stachu, poznając mężczyznę, któremu oddał ostatniego kociaka.
To ten? No ciekawe…
Szczęśliwego Nowego Roku, panowie! Paweł uśmiechnął się szeroko, wręczając im wielką torbę. Razem z żoną przygotowaliśmy wam świąteczną kolację.
Serio? Nie spodziewaliśmy się tego, dziękujemy! uśmiechnęli się Kazik i Stachu.
To ode mnie dodał Paweł, wręczając butelkę szampana. Żebyście też mogli świętować.
No to, Stachu, mamy luksusową imprezę. Też cuda się zdarzają! Kazik rozmasował ręce, podniecony.
Paweł miał już wracać, ale się zatrzymał.
Gdzie się zamierzacie podziać?
E tam, niedaleko, w piwnicy, cieplutko, sucho, kartony do spania…
Może pójdziecie ze mną?
Kilka minut później cała trójka szła w stronę garażu. Paweł otworzył bramę, zaprosił gości.
Rozgośćcie się. Jest kanapa, grzejnik, stół, kuchnia turystyczna, nikt nie będzie gonił. Auto odstawię przed blok, będzie wygodniej.
My się i tak zmieścimy…
Paweł pokręcił głową.
Nie, ona może postać na zewnątrz. Tylko mi obiecajcie, iż nie urządzicie burdy.
Nie, świętujemy symbolicznie. Lubię święta zapewnił Stachu.
I dobrze. Wierzę wam. Jutro wpadnę pogadamy, może coś wymyślę, żeby wam pomóc w życiu.
Niebywałe mruknął Kazik.
No, cuda się zdarzają dodał Stachu.
I taka właśnie była ta noc. Prawdziwie noworoczna. I cudowna.












