Cud pod Sylwestra – Piotrek, wytłumacz mi proszę, jak mogłeś zapomnieć?! Przecież kilka razy rano ci…

polregion.pl 6 godzin temu

Cud w Sylwestra

Piotrze, powiedz mi, jak mogłeś zapomnieć?! Przecież rano kilka razy ci o tym przypominałam, sms-a też wysłałam! Zosia patrzyła na męża z wyrzutem.

Ten stał w progu kuchni, z poczuciem winy, i tylko bezradnie rozkładał ręce.

Sam nie wiem, Zośka… po prostu mi wyleciało z głowy próbował się tłumaczyć Piotrek.

A telefon? syknęła Zosia.

Nie wyciągałem z kieszeni, więc nie widziałem twojej wiadomości…

Zosia widocznie się gotowała.

Czyli nowego akumulatora do samochodu nie zapomniałeś kupić, ale o prezencie dla Wiktorki pod choinkę ci się zapomniało?

No tak… bo sklep z częściami był czynny tylko do osiemnastej, spieszyłem się Zapomniałem. Przepraszam.

Czasem mam wrażenie, iż twoje stare graty są ci ważniejsze niż nasza Wiktoria usiadła ciężko na taborecie i wzrokiem zmierzyła zegar.

Zegar wskazywał za pięć jedenastą.

Było już późno. Na dworze noc, wszystkie sklepy pozamykane. Nic nie dało się zrobić, a to sprawiało, iż było jej jeszcze gorzej na duszy.

Zośka, przecież dobrze wiesz, iż kocham Wiktorię, nigdy nie chciałem… tak po prostu wyszło. Komu się nie zdarza? Piotr próbował przebić się przez ciszę napierającą w kuchni.

Mi się nie zdarza, Piotr. Głos Zosi drżał, ale mówiła cicho, by córka przypadkiem nie słyszała.

Chciał ją przytulić, Próbował złagodzić napięcie, ale Zosia odsunęła się i odwróciła do niego plecami. Zaczęła nakładać sałatkę jarzynową do półmiska.

Pół dnia się męczyłam z tymi sałatkami, żeby mu zrobić przyjemność, a on choćby o dziecku nie pamiętał!

No i wiedziałam, iż wszystko na mnie zostanie mruczała pod nosem. Znowu liczyłam na ciebie, Piotr. Myślałam, iż jesteś odpowiedzialny.

Wiem, iż zawaliłem, ale to chyba nie koniec świata próbował załagodzić. Najwyżej Wiktoria nie znajdzie prezentu pod choinką. Powiemy jej, że…

Że co, kochanie? Że tata w wieku trzydziestu pięciu lat już pamięć traci? Albo iż akumulator był dla niego ważniejszy?

Powiemy, iż Święty Mikołaj miał w tym roku tyle obowiązków, iż nie zdążył do wszystkich dzieci. Jutro rano kupię prezent i dam jej od Mikołaja.

Gdzie ty kupisz prezent? Jutro wszystko zamknięte, najwyżej Żabka czynna. Ach, Piotrek…

Nietrudno było zrozumieć rozgoryczenie Zosi.

Kiedy pojawiła się Wiktoria, w ich domu narodziła się piękna tradycja: w noc sylwestrową zaraz po północy cała rodzina siadała przy choince i…

…odnajdywała pod nią prezenty.

Najbardziej uwielbiała to Wiktoria, która wciąż wierzyła w Mikołaja, magię zimowej nocy i cudowne prezenty. Jej szczęście, gdy znajdowała pod drzewkiem wymarzoną rzecz to były chwile bezcenne.

Dziś już kilka razy podchodziła do choinki z nadzieją, iż niespodzianka pojawi się jeszcze przed północą. Opowiadała matce, jak bardzo czeka na podarunek od Mikołaja.

Ciekawe, co Mikołaj mi w tym roku zostawi? Może rower, taki jak ma Michał z drugiego piętra? Ale rolki też by się przydały… marzyła Wiktoria głośno.

Zosia się uśmiechała. Prosiła męża, by odebrał dla córki wymarzone rolki.

W poprzednich latach to zawsze ona kupowała prezenty dla Wiktorii, ale dziś Piotra wezwali do pracy. Zosia pomyślała, iż nie ma sensu jechać sama, przecież Piotr wracając, mógł zajrzeć do sklepu sportowego.

Piotr wrócił po osiemnastej, a gdy Zosia, szykując kolację, zapytała o prezent, on nagle sobie przypomniał… iż całkiem zapomniał…

Zośka, nie psujmy sobie takiego wieczoru, dobrze? błagał Piotr, próbując ją objąć i uspokoić. Naprawdę nie zrobiłem tego specjalnie. Zawsze mogę porozmawiać z Wiktorią, wytłumaczyć jej. Wiktoria zrozumie.

Zosia nie odpowiedziała. Kontynuowała szykowanie stołu, a po cichu łzy spływały jej po policzku. „Jak można zapomnieć o prezencie dla własnej córki?”

Do ostatniej chwili miała nadzieję, iż Piotr schował gdzieś prezent i czeka na odpowiedni moment, by wyciągnąć go spod stołu ale teraz już było wiadomo, iż żaden sklep nieczynny…

Pomóc ci? zapytał Piotr niepewnie.

Dziękuję. Już pomogłeś…

W tym samym momencie do kuchni wbiegła uradowana Wiktoria, która obejrzała wszystkie świąteczne bajki.

Mamo! Tato! Do Nowego Roku zostało nieco ponad godzina! Zaraz Mikołaj przyjdzie z prezentem!

Zosia rzuciła tylko ponure spojrzenie na Piotra, ale zaraz odwróciła głowę. Nie chciała zepsuć córce nastroju.

Już wiedziała, jak naprawić sytuację. Po prostu schowa pod choinką kopertę z pieniędzmi i napisze na niej: „Na rolki dla Wiktorii”.

To nie to samo, ale lepsze niż nic. Może jakoś się uda…

*****

O wpół do jedenastej cała rodzina usiadła do kolacji.

Wtedy ktoś zapukał do drzwi.

Piotr, zaprosiłeś kogoś? zdziwiła się Zosia. Bo ja nikogo nie spodziewam się.

Nikogo. Może sąsiedzi…? odpowiedział Piotr, wychodząc do przedpokoju. Rozlejcie sok do szklanek, ja zaraz wrócę.

Otworzył drzwi i zobaczył starszego, brodatego mężczyznę w starej, czerwonej kurtce. Absolutnie nie wyglądał na Mikołaja raczej na bezdomnego, co potwierdzał także intensywny, nieprzyjemny zapach.

Czego pan chce? Pomylił pan mieszkania, czy po pieniądze pan przyszedł? Uprzedzam, nie mam na alkohol.

Nie, panie, nie o to chodzi odparł pogodnie nieznajomy.

Nie chodzi mu o pieniądze? Piotr ledwie się powstrzymał od śmiechu.

Nie gardził nigdy bezdomnymi, ale cała sytuacja wydawała mu się kuriozalna.

Więc czego pan chce?

Piotr wyszedł na klatkę i zamknął drzwi za sobą, żeby „aromat” nie wleciał do domu.

Znalazłem tu w klatce małego kotka. Spójrzcie, jaki piękny wyciągnął spod kurtki białego kociaka. To wasz, czy może uciekł komuś z mieszkania?

Piotr uśmiechnął się półgębkiem.

Sprytny, pewnie próbuje sprzedać kotka, żeby dostać trochę na wino pomyślał.

Przykro mi, nie znam tego kota. I w ogóle zwierząt u nas nigdy nie było.

A może byście przygarnęli? jeżeli macie córeczkę, na pewno się ucieszy.

A jednak! Próbuje mi go wcisnąć pokręcił głową Piotr.

Nie, dziękuję.

Rozumiem… To pójdę wyrzucić go na śmietnik.

Już miał wychodzić, chowając kociaka pod kurtką, gdy Piotr złapał go za ramię.

Pan czeka na śmietnik? Niech pan zostawi w klatce po prostu!

I tak go ktoś wypędzi zaraz na dwór. Na śmietniku chociaż kartony są do schowania, no i łatwiej znaleźć coś do jedzenia…

Piotr generalnie był obojętny wobec zwierząt, ale jakoś nagle zrobiło mu się żal. Wyobraził sobie tego malca marznącego całą noc…

Nie miał czasu się zastanawiać. Żona i córka już siedziały przy stole, a facet zaraz odchodził…

Niech pan mi go da! niemal wyrwał kociaka z rąk. Nie potrzebuje pan już się nim martwić.

Jak pan chce uśmiechnął się ciepło mężczyzna i poszedł w dół po schodach.

*****

Piotr wszedł do mieszkania, Zosia z Wiktorią już wyglądały z kuchni.

Dlaczego tak długo? Wszystko w porządku?

Tak, wszystko dobrze powiedział, chowając kociaka za plecami i modląc się, żeby nie zapiszczał.

Zosia, gdyby się domyśliła, co przyniósł, pewnie wyrzuciłaby Piotra może choćby razem z kotem.

Wiedział, iż jej tego nie ukryje, ale potrzebował chwili, żeby znaleźć dobrą wymówkę.

Kto to był? zapytała Zosia podejrzliwie.

Ach, sąsiad z czwartego piętra. O akumulator do auta mnie pytał.

A, no tak. Ty to się znasz na tych sprawach… Dobrze, myj ręce i siadaj do stołu, Nowy Rok za pasem!

Już, już!

Kiedy Zosia z córką wróciły do kuchni, Piotr gorączkowo zastanawiał się, gdzie schować kota. Na balkon za zimno. Do łazienki niebezpiecznie. W końcu otworzył szafę w salonie, postawił kociaka na najniższej półce i zostawił lekko otwartą, żeby miał powietrze. Następnie popędził do kuchni.

*****

Szczęśliwego Nowego Roku! krzyczeli sąsiedzi z ulicy.

Piotr także ucałował żonę i córkę, życząc im tradycyjnie zdrowia, euforii i spełnienia marzeń.

Wiktoria odłożyła szklankę z sokiem, po czym wybiegła do salonu. Gdy Zosia to zauważyła, przypomniała sobie, iż przecież nie zdążyła położyć koperty pod choinką i tym bardziej spojrzała na męża z wyrzutem.

Sam teraz będziesz ją pocieszał! syknęła.

A tymczasem Wiktoria wcale nie była smutna. Po chwili rozległ się jej wrzask radości.

Mamo! Tato! Chodźcie! Mikołaj zostawił coś dla mnie pod choinką!

Piotr z Zosią przybiegli do salonu i zamarli. Wiktoria klęczała przy choince, a pod drzewkiem leżał ich nowy domownik mały biały kociak.

Tak bardzo marzyłam o kotku! Mikołaj mi go spełnił! Nazwę go Śnieżek! Wiktoria tuliła puchatego malucha, płacząc ze szczęścia.

Zosia pociągnęła Piotra na bok.

To twoja sprawka? Skąd on się tu wziął?

Zosiu, tylko się nie denerwuj… Ja to zaraz wyjaśnię

O czym ty mówisz?! patrzyła na męża z zaskoczeniem, ale po chwili uściskała go mocno. Spójrz, jak Wiktoria jest szczęśliwa. Wszystko wybaczam! Tylko mów mi następnym razem, jak robisz niespodziankę!

Piotr z niedowierzaniem patrzył na rodzinę i nie mógł uwierzyć, iż tak gładko udało się wszystko rozwiązać.

I rzeczywiście, mówią, iż w Sylwestra dzieją się cuda córka szczęśliwa, żona pogodzona…

A wszystko dzięki białemu kotkowi, a adekwatnie…

Przypomniał sobie o bezdomnym mężczyźnie.

Zosiu, na chwilę, muszę coś zrobić.

Piotr podszedł do żony, szepnął jej coś na ucho. Zosia popatrzyła na niego z zaskoczeniem, ale skinęła głową.

*****

No dobra, Stasiek… brodaty mężczyzna poklepał po plecach kumpla Wszystkie kociaki udało się jakoś ulokować. Można wracać do piwnicy, zanim zamkną.

I znowu się udało, Franek. Dobry pomysł z tym śmietnikiem uśmiechnął się drugi.

Trochę się obawiałem, iż ktoś nam źle życzy, ale przecież kto się naprawdę przejmuje losem zwierząt, ten nie dopuści, żeby maluch wylądował na śmietniku.

Dwaj bezdomni siedzieli na ławce w pobliżu bloku, gdzie tego samego dnia znaleźli i oddali cztery kocięta.

Było tłoczno, ludzie się krzątali, ale nikt ich nie przeganiał. Przeciwnie, niektórzy życzyli szczęścia na nowy rok, a oni życzyli wszystkiego najlepszego w zamian.

Nagle drzwi klatki się otworzyły i wybiegł Piotr. Szybkim ruchem rozejrzał się po okolicy i podbiegł do ławki, gdzie siedzieli dwaj mężczyźni.

Czego on chce? spytał Franek. Chce oddać kota?

To ten sam!

Szczęśliwego Nowego Roku, panowie! zawołał uśmiechnięty Piotr, wręczając im wielką torbę. Ja i żona złożyliśmy wam mały sylwestrowy poczęstunek.

Dziękujemy, naprawdę… nie spodziewaliśmy się odpowiedzieli Stasiek i Franek.

A ode mnie coś na dobry humor Piotr wręczył butelkę szampana. Niech wam też będzie świątecznie!

Franek, dziś świętujemy jak króle! Cuda się zdarzają aż zatarł ręce pan Stasiek z radości.

Już mieli się rozchodzić, gdy Piotr się odwrócił.

Gdzie zamierzacie nocować? zapytał.

Parę klatek dalej, w piwnicy. Teraz tam sucho, ciepło, rozłożymy kartony odparł Franek.

A wiecie co? Chodźcie ze mną.

Po pięciu minutach szli już w kierunku garażu. Piotr otworzył bramę.

Proszę, tu macie rozkładaną kanapę, grzejnik, stół i naczynia. Będziecie mieli o wiele wygodniej niż w piwnicy. Samochód wyprowadzę na podwórko, żeby wam nie przeszkadzał.

My się zmieścimy, nie trzeba… zaczęli protestować.

Nie, na dworze nic jej nie będzie! zaśmiał się Piotr. I pamiętajcie, panowie, nie przesadzajcie z tym szampanem!

Spokojnie, symbolicznie, w imię święta zapewnił Franek.

Wierzę wam. Jutro przyjdę, porozmawiamy, może będę w stanie wam pomóc tak, jak kotkom.

Takie rzeczy się nie zdarzają mruknął Stasiek.

A jednak… przyznał Franek.

Taka to była noc. Prawdziwie sylwestrowa, pełna małych cudów.

Idź do oryginalnego materiału