„Coś z niczego” – moda codzienna w Polsce w latach 40. XX wieku

kulturaupodstaw.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: fot. Wojciech Ziemski


Cały zbiór obejmuje stroje dla kobiet, mężczyzn i dzieci, a także liczne dodatki: kapelusze, rękawiczki, parasole, torebki i buty. Kolekcja, licząca ponad 500 przedmiotów, ma swoje korzenie w 1998 roku, kiedy rozpoczęto prace nad wystawą „Wiek XX, wiek kobiet”.

Wówczas zauważono brak ubrań z drugiej połowy XX wieku w innych muzeach, co skłoniło konińską instytucję do rozpoczęcia systematycznej zbiórki strojów i akcesoriów.

Charakter tej kolekcji jest szczególny. Koncentruje się głównie na ubraniach noszonych przez zwyczajnych ludzi. Można określić ją mianem „mody ulicy”, ze względu na znikomą ilość kreacji od znanych projektantów czy domów mody.

Lata 40.

Wyjątkowe są zwłaszcza stroje z lat 40.: sukienki wykonane z przedwojennych materiałów, przerabiane żakiety, domowej roboty kapelusze, własnoręcznie wykonywana biżuteria, a także bluzki szyte z nylonu spadochronowego i manualnie haftowane.

Wśród eksponatów znajduje się również suknia ślubna uszyta z jedwabiu spadochronowego. Jest to materialny ślad czasów, w których choćby najważniejsze życiowe ceremonie wymagały pomysłowości i odwagi w obchodzeniu się z tym, co dostępne.

To właśnie ten zestaw ubiorów damskich i towarzyszących im akcesoriów został zaprezentowany w sali konińskiego zamku. Towarzyszy mu bogata oprawa plastyczna nakreślający szeroki kontekst czasów, w którym przyszło funkcjonować Polką na co dzień.

Kwestie takie jak ubiór w okupowanej Polsce przez cały czas rzadko pojawiają się w fachowej literaturze dotyczącej II wojny światowej. Moda lat 40. bywa traktowana jako temat marginalny. Tymczasem ubiór wiele mówi o kondycji społeczeństwa. W różnych momentach historii Polacy wyrażali swoje nastroje poprzez biżuterię patriotyczną czy narodową żałobę. W latach wojny i tuż po niej strój stał się nie tylko koniecznością, ale także komunikatem o solidarności, sprzeciwie, o potrzebie zachowania godności.

Lata 30.

Jeszcze w latach 30. odpowiedni ubiór był niezwykle ważny. Krój, materiał i fason świadczyły o statusie społecznym. Kobiety czerpały wiedzę z licznych czasopism i poradników, a zasady dostosowywania stroju do okazji były ściśle określone. W większych miastach działały domy mody, a usługi krawieckie były powszechnie dostępne. Szyto również w domach, manualnie lub na maszynie.

fot. Wojciech Ziemski

Umiejętności krawieckie należały do podstawowych kompetencji wielu kobiet. Aby zrozumieć modę lat 40., trzeba pamiętać, iż początkowo była ona kontynuacją trendów lat 30.

Rozkloszowane spódnice, podkreślona talia, poszerzane ramiona, zestaw spódnica–bluzka–żakiet – to wszystko nie zniknęło wraz z wybuchem wojny. Zniknęły natomiast możliwości swobodnego zakupu nowych tkanin i kreacji.

Położenie Polek zmieniło się drastycznie. Niezależnie od statusu społecznego łączyło je wspólne doświadczenie niedostatku. Ubrania wyprzedawano, przerabiano, cerowano i farbowano.

Wystawa w Koninie pokazuje, jak z przedwojennego płaszcza „w dobrym jeszcze stanie” poprzez zmniejszenie kołnierza można było nadać mu nowy charakter. Z męskich garniturów powstawały damskie kostiumy o prostokątnym kroju. Z zasłon i firan szyto sukienki, a z koców płaszcze.

Początek wojny

Na początku wojny ubierano się skromnie, rezygnowano z kapeluszy, zastępując je chustami. Był to wyraz solidarności i przeżywanej żałoby. Z czasem jednak schludny, elegancki strój stał się formą cichego sprzeciwu wobec rzeczywistości okupacyjnej. Nie chodziło o demonstracyjne bogactwo, ale o zachowanie godności.

fot. Wojciech Ziemski

Brak materiałów wymuszał natomiast kreatywność. Skracano wytarte spódnice, zwężano talie, doszywano kieszenie, zmieniano rękawy i kołnierze. Popularne były motywy „w łączkę”, geometryczne wzory, łączenie czerni z bielą. W prasie pojawiały się instrukcje, jak z resztek materiału uszyć torebkę czy pół-kapelusz.

Na wystawie zobaczyć można archiwalne numery „Przyjaciółki” i „Przekroju”, w których krok po kroku objaśniano, jak stworzyć modny dodatek z tego, co akurat było pod ręką.

Szczególnym przykładem pomysłowości były tkaniny z demobilu. Spadochronowy jedwab i nylon, początkowo przeznaczone do celów militarnych, stawały się materiałem na bluzki, sukienki wizytowe, a choćby suknie ślubne. Jedna z prezentowanych bluzek, manualnie haftowana, łączy w sobie wojenny rodowód materiału z potrzebą estetyki i kobiecej delikatności.

Po wojnie

Po 1947 roku, wraz z napływem informacji o zachodnich trendach, pojawiła się fascynacja linią New Look. Na wystawie zobaczyć można sukienkę inspirowaną tą sylwetką, z wyraźnie zaznaczoną talią i rozkloszowanym dołem. W realiach powojennej Polski była to interpretacja trendu, a nie jego wierne odtworzenie. Brak luksusowych tkanin rekompensowano pomysłowością kroju.

fot. Wojciech Ziemski

Nie można też pominąć wątku stroju ludowego, który w powojennej rzeczywistości nabierał dodatkowego znaczenia. Prezentowany serdaczek i fartuszek ze stroju krakowskiego przypominają, iż odświętność i tradycja były ważnym elementem tożsamości, również w trudnych czasach.

Ubrań w zasadzie nie dało się kupić. Aby zdobyć kartkę na odzież, należało składać wnioski w urzędach aprowizacyjnych, co nie gwarantowało sukcesu. Pozostawały komisy, czarny rynek i pomoc organizacji opiekuńczych. Ogromną rolę odegrały kursy krawieckie oraz umiejętności przekazywane z pokolenia na pokolenie. To praktyczne kompetencje kobiet zadecydowały o tym, jak wyglądały ulice polskich miast w latach 40.

Coś z niczego

Wystawa „Coś z niczego” pokazuje, iż moda tamtych lat nie była jedynie kwestią estetyki. Była świadectwem zaradności, oszczędności i determinacji.

Kobiety tworzyły stroje z materiałów, które wcześniej miały zupełnie inne przeznaczenie, łączyły niepasujące tkaniny, przerabiały męskie ubrania, a jednocześnie starały się pozostać eleganckie.

W trudnych czasach potrafiły stworzyć coś z niczego i zachować przy tym poczucie własnej wartości oraz kobiecość.

Idź do oryginalnego materiału