Miałam sześćdziesiąt siedem lat, gdy Ewelina przywiozła teczkę folderów.
Same domy seniora, kolorowe, uśmiechnięci ludzie na okładkach.
„To niedaleko nas, w Piasecznie. Mają tam basen” — powiedziała.
Postawiła teczkę obok mojego kubka z rumiankiem.
Nie krzyczałam.
Zapytałam tylko: „A dom po mnie kto sprzeda?”
Odpowiedziała, iż martwi się o ogród i dach.
Że to duży dom dla jednej osoby.
Ale ja czułam coś innego.
To nie była troska o mój komfort.
To była troska, żeby nie trzeba było się mną martwić.
Czy matka musi tłumaczyć się ze swojego domu?
Miesiąc później zadzwonił sąsiad, pan Tadeusz.
„Krystyna, widziałem dziś mężczyznę przy twoim płocie.”
„Jakiego mężczyznę?”
„W garniturze, z teczką. Robił zdjęcia domu.”
Poczułam chłód w żołądku.
Coś mnie ruszyło.
Zadzwoniłam do notariusza, pana Zbigniewa Kalety.
„Dzień dobry, panie Zbigniewie. Mam pytanie.”
„Słucham, Krystyno.”
„Czy dawałam komuś pełnomocnictwo do sprawdzania mojej nieruchomości?”
„Nikomu, o ile pamiętam.”
„To dziwne.”
„Czemu dziwne?”
„Bo ktoś dzwonił do naszej kancelarii. Pytał o wycenę Twojej działki.”
Zamarłam.
„Kto pytał?”
„Przedstawił się jako pełnomocnik rodziny.”
„Jakiej rodziny?”
„Nie podał nazwiska. Powiedział, iż sprawa jest w toku.”
Serce mi zabiło szybciej.
„Panie Zbigniewie, co mam teraz zrobić?”
„Przyjedź do kancelarii. Dziś, jeżeli możesz.”
Pojechałam tego samego popołudnia.
Czekałam w poczekalni, ściskając torebkę.
Pan Kaleta zaprosił mnie do gabinetu.
„Musimy to zabezpieczyć.”
„Jak zabezpieczyć?”
„Sporządzimy dokument. Nikt bez Twojej zgody nie będzie mógł działać na tej nieruchomości.”
Poczułam ulgę pierwszy raz od tygodni.
„A jeżeli Ewelina się zdenerwuje?”
„To jej prawo. Ale to Twój dom.”
Podpisałam dokument spokojną ręką.
Wracałam do domu inną drogą, przez park.
Słońce grzało jak dawniej.
Dom stał, gdzie stał.
Ja też.










