Córka gasła, matka rozkwitała Jesień tamtego roku w Wierzbówce była zimna i niespokojna. Deszcz tłukł w okna wiejskiej przychodni już od świtu, jakby prosił się do środka rozgrzać. Siedziałem, przekładałem karty pacjentów, a w środku miałem niepokój taki, co wisi w powietrzu przed burzą i nie daje spokoju. Nagle drzwi skrzypnęły ciężko, powoli. W progu […]