Co zobaczyć w Warszawie – nieoczywiste miejsca poza utartym szlakiem

celwpodrozy.pl 23 godzin temu

Warszawa kojarzy się przede wszystkim z najbardziej znanymi punktami na mapie miasta, ze Starym Miastem, Łazienkami czy Pałacem Kultury. Tymczasem stolica kryje znacznie więcej miejsc, które często umykają uwadze turystów, a choćby samych mieszkańców. I ja jestem tego przykładem. Mieszkam w Warszawie już bardzo długo, a ciągle tego miasta porządnie nie zwiedziłam. Postanowiłam to zmienić i nadrobić zaległości. Dlatego też zapraszam Was do stolicy w podróż nieoczywistą. Pokażę Wam miejsca poza utartym szlakiem, które zachwycają, zadziwiają, a choćby nastrajają sentymentalnie. Warszawa pełna jest zakątków z niezwykłą historią, nietypową architekturą i klimatem, którego trudno szukać w popularnych przewodnikach. Dawne fortyfikacje, ukryte ogrody, zapomniane podwórka czy miejsca związane z ciekawymi epizodami z historii miasta, to tylko część z nich. jeżeli chcecie poznać stolicę z nieco innej perspektywy, ten wpis jest dla Was. I tak naprawdę kolejność jest przypadkowa, bowiem te miejsca są różne i ciężko je kategoryzować. Niemniej cechą wspólną jest to, iż są naprawdę ciekawe. Co zatem warto zobaczyć w Warszawie poza utartym szlakiem? Główny Gmach Politechniki Warszawskiej To nie Wiedeń, ani Rzym, ani też nie Budapeszt, a takie można mieć skojarzenie, patrząc na tę architekturę. To jeden z najpiękniejszych budynków w Warszawie. Mieszkam tu już tyle lat i nigdy wcześniej tu nie byłam. To Główny Gmach Politechniki Warszawskiej. Budynek powstał na przełomie XIX i XX wieku. Zaprojektował go wybitny architekt Stefan Szyller, wracz we współpracy z Bronisławem Brochwicz-Rogóyskim. Sercem gmachu jest Duża Aula. To wielokondygnacyjny dziedziniec wewnętrzny z krużgankami, przykryty kolorowym przeszklonym dachem, wpuszczającym do środka światło. Główna klatka schodowa była inspirowana manierystycznymi schodami zamku w Baranowie Sandomierskim. Gmach jest przykładem późnego historyzmu, łączącego elementy włoskiego renesansu i klasycyzującego baroku. Plan budynku przypomina kształt latawca. Szczyt fasady wieńczy grupa rzeźbiarska przedstawiająca Geniusza Wiedzy w otoczeniu alegorii. Po powojennej rekonstrukcji w 1965 roku jedną z postaci (personifikację Chemii) zastąpiono alegorią Architektury. Na elewacji znajdują się tablice z datami budowy oraz płaskorzeźby symbolizujące pierwsze wydziały: Inżynieryjno-Budowlany, Mechaniczny, Chemiczny oraz Górniczo-Hutniczy. Od 1965 roku budynek jest wpisany do rejestru zabytków. Budynek jest otwarty dla osób postronnych. Można bez problemu wejść do środka, aby podziwiać architekturę auli czy rzeźbione detale. Kilka ciekawostek o Politechnice Warszawskiej Podziemia Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej to miejsce, które przez lata obrosło wieloma legendami, podszytymi dawką studenckiego humoru i historycznych tajemnic. Oto najciekawsze opowieści i fakty dotyczące podziemi. Utrwalenie systemu komunistycznego… W Dużej Auli w 1948 roku odbył się kongres zjednoczeniowy partii komunistycznych w Polsce, na którym powstała PZPR. Sieć tajnych tuneli… Jedna z najpopularniejszych legend głosi, iż pod Gmachem Głównym znajduje się sieć tuneli łączących go z innymi budynkami kampusu, a choćby z Ministerstwem Obrony Narodowej czy dawnym KC PZPR. Choć podziemne przejścia techniczne faktycznie istnieją (łączą np. Gmach Główny z Gmachem Mechaniki), ich skala jest znacznie mniejsza, niż sugerują opowieści. Schrony z czasów zimnej wojny… W piwnicach gmachu znajdują się pomieszczenia, które w czasach PRL były przystosowane do roli schronów przeciwlotniczych. Do dziś można tam znaleźć ciężkie, stalowe drzwi i stare systemy wentylacyjne, co tylko podsyca wyobraźnię o “podziemnym mieście”. Duchy i “wieczni studenci”… Jak każda szanująca się zabytkowa budowla, Politechnika ma swoje opowieści o duchach. Studenci czasem żartują, iż w najgłębszych zakamarkach piwnic błąkają się dusze tych, którzy nigdy nie zaliczyli legendarnej “mechaniki” lub innych trudnych egzaminów. Inżynieryjne sekrety… Mniej legendarnym, a bardziej technicznym faktem jest to, iż fundamenty gmachu są niezwykle solidne i przetrwały próbę czasu oraz zniszczenia wojenne dzięki nowatorskiemu jak na tamte czasy projektowi Stefana Szyllera. Podziemia skrywają też pozostałości dawnych systemów grzewczych, które w XIX wieku były szczytem technologii. Niektóre z tych “tajemnych” przejść są okazjonalnie udostępniane zwiedzającym podczas wydarzeń takich jak Noc Muzeów, co jest najlepszą okazją, by osobiście sprawdzić, co kryje się pod Dużą Aulą. I właśnie to zamierzam sprawdzić w najbliższym czasie. Centrum Pieniądza NBP Chciałbyś zobaczyć sejf bankowy od środka? Potrzymać prawdziwą sztabkę złota, wartą miliony złotych? Zobaczyć, jak wygląda bankomat w środku? Ile miejsca zajmuje 1 mln zł w banknotach po 10 zł? To wszystko zobaczysz w Centrum Pieniądza NBP w Warszawie. A będzie Cię to kosztowało całe 0 zł, bowiem wstęp jest bezpłatny. W Laboratorium Autentyczności nauczysz się odróżniać fałszywki od prawdziwych banknotów. Zobaczysz tu podskórny implant płatniczy. Poznasz historię pieniądza. Poczujesz się jak makler, a to nie wszystko. Centrum Pieniądza NBP im. Sławomira S. Skrzypka to interaktywne muzeum i placówka edukacyjna mieszcząca się w centrali Narodowego Banku Polskiego przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie. Instytucja popularyzuje wiedzę ekonomiczną i historię pieniądza, łącząc funkcje wystawiennicze i dydaktyczne w nowoczesnej formie multimedialnej. I robi to świetnie! Pomysł stworzenia centrum wyszedł od prezesa NBP Sławomira S. Skrzypka, tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku. Jego ideą było utworzenie placówki edukacyjno-wystawienniczej, popularyzującej ekonomię w sposób przystępny dla szerokiej publiczności. Imię patrona nadano w 2011 roku, a centrum otwarto pięć lat później po zakończeniu skomplikowanych prac projektowych i budowlanych. W muzeum znajduje się ponad 20 sal tematycznych z multimedialnymi ekspozycjami. Najciekawsze elementy wystawy to m.in. “Historia pieniądza”, “Skarbiecc, “Mennica i produkcja pieniędzy” czy “Gabinet prezesa banku”. Pokazano tu rozwój pieniądza od wymiany barterowej, pierwszych monet starożytnych, średniowiecznych mennic, aż po współczesne banknoty i płatności elektroniczne. Można zobaczyć np. monety z czasów Mieszka I czy króla Bolesława Chrobrego. Jedną z największych atrakcji jest sala skarbca, w której znajdują się wspomniane sztabki złota, historyczne monety czy kolekcjonerskie banknoty. Jedna z sal odtwarza gabinet prezesa banku centralnego oraz pokazuje, jak działa współczesny system bankowy i polityka pieniężna. Czasami trzeba postać chwilę w kolejce, by wejść do środka, niemniej idzie to bardzo sprawnie. Na zwiedzanie najlepiej przeznaczyć kilka godzin, a choćby przez pół dnia nie będziecie się tu nudzić. Fotoplastikon Oto miejsce unikatowe na skalę światową. Fotoplastikon Warszawski działa w tym samym miejscu od 1905 roku. Fotoplastikon to wieloboczne urządzenie do oglądania zdjęć trójwymiarowych. Ma formę dużej, drewnianej, cylindrycznej konstrukcji z wieloma stanowiskami. Widz siada przy jednym z nich i przez specjalny wizjer ogląda stereoskopowe fotografie, które sprawiają wrażenie trójwymiarowych. Zdjęcia przesuwają się automatycznie, co kilkanaście sekund pojawia się kolejna fotografia. Fotoplastikon warszawski działa od 1905 roku, co czyni go jednym z najstarszych zachowanych fotoplastikonów na świecie. W okresie międzywojennym był bardzo popularną atrakcją miasta. Mieszkańcy mogli oglądać w nim fotografie z całego świata, często przedstawiające miejsca, których większość ludzi nigdy nie miała okazji zobaczyć. Podczas II wojna światowa urządzenie przetrwało zniszczenia Warszawy i po wojnie ponownie zaczęło działać. w tej chwili opiekę nad nim sprawuje Muzeum Powstania Warszawskiego. Obejrzycie tu stereoskopowe zdjęcia z przełomu XIX i XX wieku. Tematyka to przedwojenna Warszawa, Europa oraz egzotyczne podróże. Zobaczysz tu stare aparaty fotograficzne oraz mniejsze przenośne fotoplastikony. W zbiorach Fotoplastikonu jest już ponad 10 tyś. fotografii. Wstęp jest płatny. Bilety normalny kosztuje 10 zł, ulgowy – 6 zł, zaś za bilet z kartą Warszawiaka zapłacicie 8 zł. W czwartki wstęp jest wolny. Kamienica Hoserów Fotoplastikon mieści się w przepięknej kamienicy Hoserów przy Al. Jerozolimskie 51, niedaleko dworca Warszawa Śródmieście oraz Dworca Centralnego. Budynek powstał na początku XX wieku i jest jednym z charakterystycznych przykładów eleganckiej architektury miejskiej z tamtego okresu. Kamienicę wybudowano dla rodziny Hoserów, zamożnej warszawskiej rodziny ogrodników i przedsiębiorców. Najbardziej znanym jej przedstawicielem był Piotr Hoser. Rodzina chętnie inwestowała w nieruchomości w rozwijającym się wówczas centrum miasta. Co ciekawe, budynek przetrwał II wojnę światową w stosunkowo dobrym stanie, mimo ogromnych zniszczeń Warszawy. Dzięki temu zachował się jego historyczny wygląd. Szczególną uwagę przykuwa brama, prowadząca na dziedziniec. Zachwycają przede wszystkim dekoracyjne elementy metalowe oraz ornamenty roślinne, typowe dla architektury inspirowanej secesją. Nad wejściem znajdują się również ozdobne detale sztukatorskie, które podkreślają elegancję całej fasady. Wolskie Rotundy Niektórzy mówią – “warszawskie Koloseum”. Warszawskie Rotundy to opuszczona gazownia na Woli, znana kiedyś jako „gazownia na Czystem”. Okrągłe ceglane budynki zostały zbudowane w 1888 roku. Powstały dla Gazowni Warszawskiej jako obudowy zbiorników, produkowanego w niej gazu. Gazu używano do oświetlania miasta dzięki miejskich latarni gazowych obsługiwanych manualnie przez latarników. Jeszcze jakiś czas temu obiekty można było zwiedzać. w tej chwili są zamknięte i ogrodzone z tabliczką TEREN PRYWATNY. Niemcy zaminowali budynki pod koniec wojny, jednak szczęśliwie nie zdołali ich wysadzić. Produkcja gazu została wznowiona już w czerwcu 1945 roku. Rotundy przestały pełnić swoją funkcję w latach 70. XX wieku, gdy Warszawę podłączono do sieci gazu ziemnego. Wykonane z czerwonej cegły, zachwycają bogatym detalem architektonicznym i licznymi oknami, co nadaje im charakter sakralny lub pałacowy, mimo ich czysto technicznej funkcji. Rotundy wyróżniają się bardzo nietypową formą. Są to okrągłe, niskie pawilony o betonowej konstrukcji, przykryte płaskimi dachami. Ich bryła była inspirowana modernizmem i architekturą użytkową tamtego okresu. Cechy charakterystyczne budynków to plan koła, rytmicznie rozmieszczone pionowe elementy konstrukcyjne, duże przeszklenia oraz prosta, funkcjonalna forma. Dzięki temu wyglądają trochę jak niewielkie pawilony futurystyczne z epoki PRL. Koniecznie poszukajcie zdjęć wnętrz, bo te robią wręcz oszałamiające wrażenie. Wolskie Rotundy znajdują się w rękach Fundacji Rodziny Biernackich. Miasto domagało się zwrotu obiektu, jednak przegrało batalię w sądzie. Ogromna szkoda, iż tak wspaniałe budowle niszczeją, mają ogromny potencjał. Istnieją ambitne plany przekształcenia budynków na cele kulturalne. Właściciele dążą do stworzenia tam Metamuzeum (centrum nauki i techniki) oraz wielofunkcyjnej sali koncertowej. Kształt i kubatura budynku mają zapewnić unikalną akustykę i stanowić wyjątkowe tło dla występów artystycznych. Jednak przez kilka lat nic się tu zmieniło i żadne prace nie ruszyły. Muzeum Gazowni Warszawskiej Choć same rotundy są zamknięte, na sąsiednim terenie (ul. Kasprzaka 25) działa Muzeum Gazowni Warszawskiej. To jednak odrębna własność. Można tu poznać historię całego kompleksu i zobaczyć dawną aparatownię. Muzeum zostało oficjalnie utworzone w 1977 roku z inicjatywy Zygmunta Marszałka, wieloletniego pracownika, który dbał o ocalenie unikalnych maszyn przed zniszczeniem. W 2022 roku placówka przeszła gruntowną modernizację, łącząc historyczne wnętrza z nowoczesnymi, interaktywnymi systemami. Muzeum składa się z dwóch głównych hal. Można tu zobaczyć m.in. ogromne sprężarki, liczniki gazu, a choćby przedwojenne ciekawostki, jak gazowe żelazko kawalerskie czy lokówkę z 1914 roku. Zwiedzający mogą też “dorzucić węgla do pieca” w ramach interaktywnych elementów wystawy. To naprawdę ciekawie zorganizowane miejsce z ogromną dawką wiedzy. w tej chwili w samym Muzeum Gazowni regularnie realizowane są mniejsze wydarzenia kulturalne, takie jak wieczory filmowe czy warsztaty edukacyjne. Osiedle Przyjaźń Najdziwniejsze osiedle w Warszawie? Kompletnie nie pasuje do wielkiego miasta. Masz wrażenie, iż właśnie teleportowałeś się do innego świata. Osiedle Przyjaźń na warszawskim Bemowie to unikatowa, już zabytkowa, perełka. Powstało w 1952 dla radzieckich robotników, budujących Pałac Kultury i Nauki. Posiadało wtedy pełną infrastrukturę: kino, stołówki, bibliotekę czy łaźnie. W szczycie mieszkało tu choćby 4,5 tysiąca osób. Co ciekawe, teren był ogrodzony i pilnowany. Na osiedlu mamy dwa rodzaje budynków: duże pawilony (hotele), typowo radzieckie konstrukcje barakowe oraz domki jednorodzinne (dla kadry), przypominające „domki fińskie” ze względu na spadziste dachy i drewnianą elewację. Po zakończeniu budowy pałacu osiedle zamieniono w miasteczko studenckie. W 1955 roku osiedle przekazano Ministerstwu Szkolnictwa Wyższego. Stało się unikalnym akademikiem, w którym do dziś mieszkają studenci i pracownicy naukowi warszawskich uczelni. Jeszcze do 2021 w największym budynku działał klub studencki Karuzela. Aktualnie część domków jest zamieszkana, w części mieszczą się lokale usługowe, a część niestety niszczeje. W listopadzie 2024 roku Osiedle Przyjaźń trafiło do rejestru zabytków. To ogromny, zielony teren (32 hektary) z własnymi nazwami ulic (np. Konarskiego, Doroszewskiego). Panuje tu niemal wiejska cisza, choć obok przebiegają linie tramwajowe i metro. Czy to na pewno domki fińskie? I taka ciekawostka. Mówi się, iż to domki fińskie. A jednak drewno, wykorzystane na budowę osiedla, nie pochodziło z Finlandii. Nowsze ustalenia historyków i badaczy wskazują, iż drewno i konstrukcje pochodziły w dużej mierze z ZSRR (głównie z terenów dzisiejszej Rosji). Część elementów mogła być produkowana w różnych miejscach bloku wschodniego, a nie importowana jako gotowe domy z Finlandii. Skąd wziął się mit o fińskich domkach? Widać tu podobieństwo konstrukcji do skandynawskich domów prefabrykowanych. W PRL często używano określenia „fińskie domki” jako skrót myślowy dla drewnianych, prefabrykowanych budynków. W grę wchodzi tu także brak dokładnej dokumentacji przez lata, przez co ludzie „dopowiedzieli” sobie wersję bardziej egzotyczną. Niemniej, część osób twierdzi, iż część to domy fińskie z reparacji, podobnie jak na Osiedlu Jazdów, o którym przeczytacie poniżej. Tradycja wschodnioeuropejskiej architektury drewnianej Mówi się także, iż okna w tych drewnianych domach były wzorowane na ilustracjach z rosyjskie bajek. Czy to prawda? Dowodów nie ma, jednakże okna i detale rzeczywiście mają dekoracyjne, drewniane obramowania. Przypominają one tzw. „naliczniki”, czyli tradycyjne zdobienia znane z rosyjskiej architektury drewnianej. Takie elementy często kojarzą się z estetyką znaną z bajek i...

Idź do oryginalnego materiału