Quiet quitting to termin, który początkowo odnosił się do zaangażowania w pracę. w tej chwili wykorzystywany jest również do opisu relacji międzyludzkich. Oznacza ciche wycofanie się, odejście, zdystansowanie, zerwanie, czy inaczej rezygnację z relacji, bez tłumaczenia się, bez rozmów, ani tym bardziej kłótni. To sposób na wygasanie swojego zaangażowania w związek poprzez stopniowe oddalenie się emocjonalne od partnera, z jednoczesnym odmówieniem wyjaśnień czy rozmów. Wszystko odbywa się w ciszy. Tak jakby słowa i tak nie miały szansy niczego zmienić.
Na czym polega ciche zerwanie?
Ciche zerwanie to wycofywanie się, bez dramatów, bez jednoznacznych sygnałów sugerujących, iż coś się dzieje, iż związek przeżywa kryzys i należałoby się nad nim pochylić. Osoba, która rezygnuje, dzień po dniu pomału znika z danej relacji. Nie dzieje się to w sposób spektakularny, ale niemal niezauważalny.

Przestaje angażować swój czas w relację, odcina się emocjonalnie, nie poświęca energii, nie skupia już myśli, coraz mniej jej zależy, traci wiarę, tak jak angażowała się pomału, tak po cichu teraz, krok po kroku wycofuje swoje zaangażowanie.
To czasami bolesny proces, innym razem poprzez długi czas jego trwania zupełnie nie. Smutek i rozczarowanie rozłożone w czasie bolą mniej.
Jak to wygląda w praktyce?
- unikanie trudnych rozmów,
- brak ochoty na konfrontacje,
- przeżywanie sytuacji w swoim wnętrzu,
- nieinformowanie partnera, iż coś jest nie tak,
- brak prób naprawy,
- brak dawania szans drugiej osobie na rehabilitację,
- koniec końców dochodzi do rozluźnienia emocjonalnego i najczęściej do wymarcia zaangażowania w związek.
Co czuje druga strona?
Druga strona w takim układzie jest… niestety zwykle zaskoczona.
Relacja się kończy, bliska osoba odchodzi, a ona nie ma świadomości, dlaczego. Nie wie, co się po drodze stało i z jakiego powodu. Nie widziała sygnałów ostrzegawczych, nie miała szans się zrehabilitować, nikt jej nie ostrzegał, nikt nie dał możliwości do zawalczenia. Przynajmniej tak to jest postrzegane.
Czy jednak tak jest w rzeczywistości?
No nie. Sygnały ostrzegawcze zawsze jest.
Druga strona jednak ich nie widzi lub nie chce widzieć, uważa, iż same znikną, iż to nic takiego, najczęściej zasypia, uznaje, iż raz zdobyta wybranka serca jest jej i nie ma sensu się o nią już starać. Wierzy, iż tak będzie już zawsze. I to jest jej błąd.
Oczywiście uczciwie byłoby, gdyby dostała jasne, bezpośrednie ostrzeżenie od bliskiej osoby. Niekiedy jednak go nie dostaje, bo wcześniej uzyskała aż nadmiernie dużo szans. W końcu dochodzi do wypalenia w relacji i dlatego z troski o siebie i własne emocje odejście jest ciche.
Dlaczego ciche odchodzenie staje się trendem?
Ludzie coraz częściej myślą o sobie. Czy to źle? Niekoniecznie… Z różnych powodów, czasami z rozczarowania, złych doświadczeń, innym razem z naprawdę dużej potrzeby, aby o siebie zadbać. Dlatego zamiast trudnego rozstawania się i walki o to, co już nie ma szans, wybierają ciszę. Odcinają się od relacji krok po kroku.
Quiet quitting to sposób na najmniej dramatyczne zakończenie związku. Z tej perspektywy to ochrona siebie i własnych emocji.
Jak to wygląda w praktyce?
- coraz rzadsze telefony,
- coraz mniej spotkań, unikanie wspólnego czasu,
- mówienie tylko o sprawach do załatwienia,
- coraz mniej o sobie, własnych uczuciach, planach,
- niedzielenie się prawdziwymi przemyśleniami,
- brak spontanicznego dotyku, bliskości,
- ograniczanie w zakresie wpuszczania do własnego świata,
- wyobrażanie sobie przyszłości bez partnera,
- emocjonalna obojętność,
- oddalenie się fizyczne, emocjonalne i później całkowite zerwanie lub życie obok siebie.
W cichym odejściu osoba jest zaangażowana w związek tylko teoretycznie. Robi minimum, żeby być w relacji, nie zabiega, nie stara się, nie żyje pełnią życia, tylko wegetuje.
Żadna kobieta nie odchodzi nagle. Ona odchodzi przez lata, a miłość umiera po cichu
Jakie są przyczyny cichych rozstań?
Ciche rozstania to sposób na zdystansowanie się i wycofanie zaangażowania. Metoda ta stosowana jest zarówno w stałych związkach, jak i tych młodych stażem. Pozwala chronić siebie oraz uniknąć bolesnych doświadczeń, wynika z lęku przed cierpieniem.
Dzięki ciszy i budowaniu muru wokół siebie osoba zaangażowana w relacje może bronić siebie, może mieć kontrolę nad tym, nad czym wcześniej nie miała. Dzięki temu czuje się silniejsza, może też stawać się asertywna, co przy pełnym zaangażowaniu emocjonalnym w związek mogłoby być wyjątkowo trudne.
Ciche wycofanie jest mechanizmem obronnym, który chroni przed cierpieniem, frustracjami i ciągłym rozczarowaniem oraz brakiem zaspokajania potrzeb w danym związku.
Najczęściej u jego źródła leży brak emocjonalnej równowagi w związku oraz brak umiejętności dobrej komunikacji. Często dotyczy par, w których ciężar dbania o związek spoczywał zbyt długo na jednej stronie, a druga strona nie angażowała się tak, jak powinna. Często jest wynikiem również nieumiejętności prowadzenia rozmów i wyrażania wprost swoich emocji. To paradoksalnie głębszy problem, nie taki prosty, jak może sprawiać wrażenie.
Do czego to wszystko prowadzi?
Ciche wycofywanie się z relacji prowadzi do jej osłabienia, kryzysu, niekiedy do depresji, a długofalowo do rozstania.
Zamiast szczęścia i satysfakcji relacja przynosi izolację i pustkę. Nie jest satysfakcjonująca, nie niesie tego, co powinna. jeżeli sygnały o cichym odchodzeniu nie zostaną zauważone, a para nie skupi się na odbudowie relacji, to niestety niedługo może nie być czego zbierać.
Czy quiet quitting to to samo co ghosting? Nie, to nie to samo. Ciche odejścia nie są nagłe, tak jak ghosting, one realizowane są i dzięki temu, paradoksalnie, dają szansę na reakcję. O ile osoba, która cichego odejścia doświadcza, chce zauważyć problem.
Co zatem robić?
- rozmawiać,
- zabiegać,
- starać się,
- spędzać razem czas,
- mieć cierpliwość,
- nie rezygnować mimo niepowodzeń,
- znaleźć w sobie wrażliwość i empatię,
- spojrzeć na sytuację oczami partnera/partnerki,
- iść na terapię.
Czy ciche rozstania są dzisiaj normą? Czy należałoby je wprost negatywnie oceniać?






