Piąty, szósty tydzień ciąży stwierdziła lekarka, rzuciła metalowy przyrząd do miski i zsunęła z rąk lateksowe rękawiczki.
Będzie pani rodzić?
Mariola zamilkła.
Czterdzieści dwa lata, a to już czwarte dziecko, zupełnie jej niepotrzebne. Pieniędzy jak zwykle mało, ciągle z wypłaty do wypłaty. Najstarsi jeszcze w liceum, najmłodsza dopiero pójdzie do szkoły trzeba i fartuszek, i nową bluzkę, i tornister, o zeszytach i podręcznikach nie wspominając Taki prezent!
Zobaczę, co powie Jarek zdecydowała. Muszę z nim pogadać.
Byłam u lekarki oznajmiła Mariola przy kolacji.
No? zapytał mąż.
Jest ciąża. Sześć tygodni.
Jarosław przestał przeżuwać, odłożył widelec.
Co robić Urodźmy. Fajnie będzie dwóch chłopców, dwie dziewczynki. Pełen komplet.
Komplet A z czego żyć?
Wyłożyła mu o starszych, o potrzebach najmłodszej, której tyle jeszcze trzeba, i coraz bardziej była pewna rodzenie w tej sytuacji i w tym wieku, to jakiś obłęd.
Zrobię badania do zabiegu powiedziała głucho.
Gdy zdała już wszystkie badania, Mariola zaczęła się łamać. Żal się zrobiło tego małego człowieczka rosnącego w brzuchu. Może to dziewczynka taka jasna, zadziorna, śliczna.
Do poradni jechała tramwajem, ściśnięta w tłumie. Zamiast wyjść na przystanku, niemal z niego wypadła. Wtedy zsunął się z jej ramienia jakiś pasek nie zdążyła choćby zauważyć, skąd. Krzyknęła: pasek był od torebki.
Kieszonkowcy przecięli pasek i zabrali torebkę, a z nią całe oszczędności i wyniki badań.
Nie pozostało Marioli nic innego, jak wrócić do domu. Niektóre badania zrobiła ponownie, inne udało się odzyskać.
Drugi raz, wychodząc z autobusu, upadła i skręciła nogę.
Za trzecim razem to chyba kark złamię pomyślała przesądnie.
Zdecydowała: dziecko zostaje. I dziwnie się uspokoiła.
Ciąża przebiegała dobrze, a Mariola wiedziała już, iż nosi córkę. I nagle na drugim USG błyskawica: lekarka zaczęła podejrzewać zespół Downa.
Musi pani zrobić badanie wód płodowych amniopunkcja powiedziała, wypisując skierowanie.
Uprzedzam, to ryzykowna procedura. Może grozić poronieniem albo infekcją.
Mariola myślała chwilę, potem się zgodziła.
W wyznaczony dzień pojechała z Jarkiem do poradni. On został w poczekalni, a Mariola, nogi jak z waty, weszła do gabinetu. Lekarka przysłuchiwała się biciu serduszka dziecka, rytm szalał.
Poczekamy orzekła.
Zaraz podamy magnez.
Podano magnez, wyrzucono ją do korytarza, miała się uspokoić.
Po chwili zawołali ją z powrotem. Tętno się unormowało, ale dziecko obróciło się plecami w tej pozycji nie da się pobrać wód płodowych.
Poczekajmy powiedziała znów lekarka. Może się obróci.
Za trzecim razem było w porządku: dziecko pokazało buzię, tętno płynne.
Marioli zdezynfekowano brzuch.
Upał, okno szeroko otwarte, żeby przewiało. Pielęgniarka sięgnęła po narzędzia, a wtedy przez okno wleciał gołąb. Przestraszony ptak latał po gabinecie, uderzając o ludzi, meble. Pielęgniarka z przerażenia upuściła miskę, narzędzia rozsypały się po podłodze.
Mariolę znów odesłali na korytarz, aż opanują gołębia i przygotują sterylny komplet.
Co tam się dzieje? zaniepokoił się Jarek.
Gołąb wleciał, zrobił rozróbę.
Mariola, to chyba znak.
Chodź do domu.
I wyszli razem.
W odpowiednim czasie Mariola urodziła córkę.
Dziś ma dziesięć lat.
Jasnowłosa, cudna, psotnaDziewczynka jest jasnowłosa i zadziorna, jak Mariola kiedyś wyśniła, i ma w sobie tyle radości, iż rozświetla choćby najbardziej pochmurne dni. Bywa trudno czasem brakuje na coś ważnego, czasem w domu słychać spięcia. Ale kiedy cała czwórka siada razem do stołu, spiera się o głupoty, śmieje się z żartów, Mariola łapie się na tym, iż życie jednak układa się po swojemu, choć często wbrew zdrowemu rozsądkowi i planom.
Pewnego wieczoru, po urodzinach najmłodszej, Mariola wyjmuje z szuflady pogniecioną karteczkę ze starą listą wydatków. Przez chwilę patrzy na rozpisane kolumny, potem uśmiecha się lekko i zgniata ją w dłoni. W oknie wieczorne światło; na parapecie przysiadł gołąb, przekrzywiając głowę jakby z ciekawością.
Mariola patrzy na całą gromadkę swoich chłopców i dziewczynki, Jarka, który właśnie opowiada coś z przesadną powagą, i najmłodszą, która przewraca oczami, udając rozbawienie.
Nie wyobraża sobie, żeby mogło być inaczej.
Czasem los podstawia nogę, czasem podaruje skrzydła.
A życie jak zawsze po prostu się toczy.











