Chłodne ściany i podłogi to sygnał ostrzegawczy. Rachunki pójdą w górę

kobieta.gazeta.pl 2 godzin temu
Zamykanie grzejników do zera w nieużywanych pokojach wydaje się prostym sposobem na oszczędzanie. Eksperci od efektywności energetycznej ostrzegają jednak, iż taki nawyk może przynieść odwrotny skutek. W wielu domach prowadzi do strat ciepła i wyższych rachunków. Problem nie zawsze jest widoczny od razu, ale ujawnia się w trakcie sezonu grzewczego.
Wielu domowników traktuje nieużywany pokój jak przestrzeń, w której można bezkarnie zakręcić ogrzewanie. Skoro nikt tam nie przebywa, ciepło wydaje się zbędne. Tymczasem budynek funkcjonuje jako całość, a duże różnice temperatur zaburzają jego równowagę. W takich warunkach deklarowana oszczędność często okazuje się jedynie pozorna, zwłaszcza w starszych budynkach lub mieszkaniach o słabszej izolacji cieplnej.

REKLAMA







Zobacz wideo Miłosz Jakubowski: Mieszkańcy z czasem przyzwyczają się do stref czystego transportu



Dom to jeden organizm, a nie zbiór oddzielnych pomieszczeń. Zimny pokój potrafi odbierać ciepło reszcie mieszkania
Budynek działa jak połączony system, w którym energia cieplna zawsze przemieszcza się w stronę chłodniejszych stref. Gdy jedno pomieszczenie zostaje całkowicie wychłodzone, sąsiednie zaczynają oddawać do niego ciepło przez ściany, podłogi i stropy. Zjawisko to jest szczególnie odczuwalne w starszych domach z gorszą izolacją oraz w pokojach przy ścianach zewnętrznych. Zamiast stabilnych warunków pojawia się ciągła potrzeba dogrzewania pozostałych pomieszczeń. W praktyce prowadzi to do częstszego uruchamiania kotła lub pieca. Krótkie i intensywne cykle grzania obniżają sprawność instalacji i zwiększają zużycie energii. Ciepło nie znika, ale ucieka do chłodniejszych przestrzeni, co generuje koszty trudne do zauważenia na pierwszy rzut oka.


Duże różnice temperatur obciążają instalację grzewczą. Skutki widać nie tylko na rachunkach
Im większy kontrast między temperaturą pomieszczeń, tym więcej energii potrzeba do jego wyrównania. Zimna ściana między pokojami może działać jak most termiczny. Ogrzewane wnętrza szybciej tracą ciepło, podłogi stają się chłodne, a wilgoć łatwiej osadza się na powierzchniach. To wpływa nie tylko na komfort, ale także zwiększa ryzyko kondensacji i rozwoju pleśni. Gdy wychłodzony pokój trzeba ponownie ogrzać, system najpierw zużywa energię na nagrzanie ścian, stropów i wyposażenia. W takich momentach ogrzewanie pracuje najmniej efektywnie. Pojawia się nagły wzrost zapotrzebowania na ciepło, który gwałtownie przekłada się na wyższe zużycie paliwa lub prądu.
Lepszym rozwiązaniem jest obniżenie temperatury zamiast wyłączania grzejników. Stały poziom sprzyja oszczędnościom
Utrzymywanie w nieużywanych pokojach temperatury od 15 do 17 stopni Celsjusza tworzy bufor dla reszty domu. Dzięki temu różnice między pomieszczeniami są mniejsze, a straty energii ograniczone. Instalacja grzewcza pracuje stabilniej i łatwiej utrzymuje równowagę przez całą dobę. Takie ustawienie sprawdza się również w codziennym użytkowaniu. Gdy pojawi się potrzeba skorzystania z rzadziej używanego pokoju, dogrzanie go do komfortowego poziomu trwa krócej i wymaga mniejszego nakładu energii. Dom nie przechodzi wtedy z jednego skrajnego stanu w drugi, co sprzyja trwałości systemu.


Największe oszczędności wynikają ze stałych nawyków. Ekstremalne rozwiązania rzadko się opłacają
najważniejsze znaczenie ma spójny sposób ogrzewania całego domu, a nie pojedyncze decyzje dotyczące jednego grzejnika. Obniżenie temperatury w strefach dziennych o jeden stopień Celsjusza często przynosi realne zmniejszenie zużycia energii. Dobre efekty daje także nocne obniżenie temperatury, krótkie wietrzenie oraz zamykanie drzwi między strefami o różnym poziomie ciepła. Specjaliści podkreślają, iż komfort cieplny można pogodzić z rozsądnymi rachunkami. Zamiast doprowadzać wybrane pomieszczenia do skrajnego wychłodzenia, lepiej postawić na umiarkowane i konsekwentne ustawienia. To rozwiązanie jest łatwiejsze do utrzymania przez całą zimę i mniej ryzykowne przy rocznym rozliczeniu. W nowoczesnych, bardzo dobrze ocieplonych budynkach efekty całkowitego wyłączania ogrzewania w nieużywanych pokojach mogą być jednak inne.
Idź do oryginalnego materiału